Tony Halik i jego droga do sławy

opublikowano: 2026-03-10, 07:02
wszelkie prawa zastrzeżone
Tony Halik był jednym z najbardziej znanych polskich podróżników. Zanim jednak stał się gwiazdą telewizji i autorem bestsellerów, wraz ze swoją francuską żoną wyruszył w podróż przez obie Ameryki. Dlaczego Halikowie w pewnym momencie zostali praktycznie bez pieniędzy?
reklama
Tony Halik w podróży

Po 1955 roku Mieczysław Sędzimir Antoni Halik uzyskał argentyńskie obywatelstwo (jego żona Pierrette cały czas posiadała tylko francuskie). Od ok. 1956 roku współpracował z amerykańską siecią telewizyjną National Broadcasting Company (NBC), której przekazywał swoje filmy. Z kolei własne fotografie i artykuły publikował m.in. w hiszpańskojęzycznej edycji magazynu „Life”, do którego pisała również Pierrette.

Niedługo po powrocie z Mato Grosso Halikowie rozpoczęli przygotowania do swojej największej wspólnej wyprawy, samochodem przez obie Ameryki. Pojazdu na ten okres użyczyła Industrias Kaiser Argentina (IKA), firma założona z udziałem Willys Motor Company z USA. Był to dżip Willys z czterocylindrowym silnikiem o mocy 76 koni mechanicznych, przebudowany specjalnie na potrzeby małżeństwa podróżników. Z tyłu pojazdu zainstalowano kabinę (osłonięty plandeką metalowy szkielet przymocowany do drewnianej platformy), w której poza rzeczami Mieczysława i Pierrette mieściła się buda dla psa Halików – owczarka niemieckiego o imieniu Wally. Zamontowane w samochodzie resory i amortyzatory, przeznaczone dla ciężarówek, pozwoliły na zwiększenie jego maksymalnego udźwigu z 750 do ponad 2500 kilogramów. Dżip posiadał też dodatkowe zbiorniki na benzynę o łącznej pojemności 280 litrów.

Terenowy model IKA

Halikowie otrzymali też wsparcie od innych firm. Magazyn „Life” i sieć NBC przekazały im zaliczki na poczet przyszłych materiałów prasowych i filmowych. Ponadto przedsiębiorstwo Cacique produkujące sprzęt campingowy podarowało im namiot z nieprzemakalną podłogą i podwójnym dachem, a Paloma wykonała dla podróżników setki ceramicznych miniatur ich dżipa, które później rozdawali na swojej trasie.

Pod koniec marca 1957 roku na Plaza del Congreso w Buenos Aires Mieczysław, Pierrette i Wally rozpoczęli swoją wyprawę. Najpierw jechali na południowy zachód, do Ziemi Ognistej, częściowo przez terytoria argentyńskie, częściowo chilijskie. Z argentyńskiej miejscowości Ushuaia, uważanej przez niektórych za najdalej wysunięte na południe miasto na świecie, skierowali się na północ.

Podróżując przez argentyńskie ziemie, Halikowie minęli Aconcaguę, a jakiś czas później wjechali na chilijską pustynię Atakama. Tak ten etap podróży został przedstawiony w kolejnej książce Halika:

Rozgrzane powietrze drgało nad powierzchnią ziemi. Raz po raz zdarzały nam się złudzenia optyczne podobne do fatamorgany na Saharze, kiedy to podróżny widzi jeziora, drzewa, miasta. Złudzenie było tak doskonałe, że mieliśmy wrażenie, iż wkrótce będziemy mogli zaparkować naszego jeepa w cieniu drzewa i napić się wody. Metal kabiny rozgrzał się straszliwie, parzył w ręce przy każdym dotknięciu. Zapierało dech. Aby się trochę ochłodzić, otworzyliśmy przednie okno i jechaliśmy z prędkością ponad 80 kilometrów na godzinę. Było to dość niebezpieczne, bo w tej gładkiej powierzchni trafiały się głębokie szczeliny. Jedne bardzo szerokie, inne ledwo widoczne. Czasami musiałem gwałtownie hamować, aby w nie nie wjechać, a potem starałem się wyminąć przeszkodę.
- T. Halik, 180 000 kilometrów przygody, Pelplin 2011, s. 69–70
reklama

Na tej samej pustyni małżeństwo miało natrafić na przewrócony dżip i dwóch rannych mężczyzn, co zdają się potwierdzać zdjęcia autorstwa polskiego podróżnika. Jeden z poszkodowanych był ponoć członkiem humanitarnej organizacji Rotary International, drugi jego szoferem. Po odwiezieniu mężczyzn do szpitala w Taltal, w lokalnym Klubie Rotary miała zostać wyprawiona kilkudniowa impreza na cześć Halików.

Jakiś czas później Mieczysław i Pierrette osiągnęli terytorium Boliwii. Dotarli do cieśniny Tiquina łączącej dwie części jeziora Titicaca (w swoim najwęższym miejscu liczy ona ok. 850 metrów szerokości) i znajdującej się na granicy tego kraju z Peru. Cieśninę małżeństwo wraz ze swoim dżipem pokonało na specjalnej łodzi (za usługę Halikowie ostatecznie zapłacili ponoć 5400 bolivianos):

W małej przystani kołysały się na wodzie tratwy z totory [gatunek oczeretu, rośliny, która porasta brzegi jeziora Titicaca – przyp. M.B.] i kilka większych łodzi, służących do przewozu lam, ludzi, a czasem nawet pojazdów. Te łodzie, napędzane żaglem i wiosłami, ledwie mogły podołać ciężarowi naszego jeepa. Nie było jednak innego wyjścia, śpieszyło nam się. (…) Razem z ostatnimi blaskami dnia dotarliśmy na brzeg peruwiański. Przy ładowaniu jeepa złamała się deska w łodzi i wóz o mało nie wpadł do wody. Na środku jeziora dął silny wiatr. Przechylił łódź tak, że nadgniły powróz pękł, a samochód ześliznął się do samej burty. W ostatniej chwili zdołałem go przytrzymać wiosłem [!]. Niewiele brakowało, a spocząłby na dnie Titicaca, obok skarbów inkaskich. Ale, co najważniejsze, przepłynęliśmy cieśninę, a to było naszym głównym celem.
- T. Halik, 180 000 kilometrów przygody, s. 100 i 104

Materiał jest fragmentem książki Mateusza Będkowskiego „Polacy na krańcach świata XX wiek. Część 2”. Zainteresował Cię ten fragment? Kup ebooka w naszym sklepie!

Polecamy e-booka Mateusza Będkowskiego „Polacy na krańcach świata: XX wiek”

Mateusz Będkowski
„Polacy na krańcach świata: XX wiek”
cena:
11,90 zł
Wydawca:
PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron:
145
Format ebooków:
PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN:
978-83-65156-48-8
reklama

Jadąc przez Peru, w październiku 1957 roku podróżnicy dotarli samochodem do Machu Picchu (wówczas ruiny te odwiedzało jeszcze niewielu turystów). Halikowie rozbili namiot obok swojego dżipa, przed pozostałościami tzw. Pałacu Księżniczki. W następnym odwiedzonym kraju, w Ekwadorze, Mieczysław miał podobno wygrać zakład z burmistrzem miejscowości Cuenca o sześć szampanów, z powodzeniem wjeżdżając Willysem po dość stromych schodach pod jego dom.

W tym samym państwie, w okolicy wulkanu Sangay, Halikowie spędzili ponad trzy miesiące wśród Indian Jívaro, których język ponoć również udało im się opanować. Ponadto Mieczysław miał nauczyć się wówczas m.in. zatruwać strzały kurarą, czyli neurotoksyną pozyskiwaną z kilku gatunków roślin, powodującą zwiotczenie mięśni. Uczestniczył także w procesie preparowania małpiej głowy, co opisał w swojej relacji. Warto zauważyć, że Jívaro słynęli z pomniejszania ludzkich głów, które należały do zabitych wrogów – obiekty te zwano tsantsa. W pewnym momencie Indianie ci faktycznie zaczęli wykorzystywać w tym rytuale również głowy zwierząt, choć takie przedmioty były przygotowywane raczej z myślą o turystach.

Tsantsa, dawniej eksponowana w Pitt Rivers Museum w Oxfordzie (fot. Narayan k28)

W następnej kolejności Halikowie podróżowali przez Kolumbię. 7 lipca 1958 roku wsiedli na statek w Barranquilli i popłynęli do Panamy, gdzie dotarli po kilku dniach. W tym państwie małżeństwo zaczęło odczuwać problemy finansowe. Ponoć Mieczysława i Pierrette uratował wówczas prezes IKA, który przesłał obieżyświatom czek na kolejny etap wyprawy. Następnie przez Kostarykę, Nikaraguę, Honduras, Salwador i Gwatemalę Halikowie dotarli do Meksyku. Tam Francuzka dowiedziała się od lekarza, że jest w ciąży.

Jeszcze w tym samym roku Mieczysław i Pierrette wjechali na terytorium Stanów Zjednoczonych. Odwiedzili wówczas m.in. płaskowyż Mesa Verde w stanie Kolorado, gdzie znajdują się pozostałości zabudowań Indian Anasazi. Jest to największy i najlepiej zachowany zespół archeologiczny w USA.

Znów bez pieniędzy (zaciągnięte w czasie tej wyprawy długi, do tego etapu, przekraczały ponoć wartość domu Mieczysława i Pierrette w Argentynie i wszystkie ich oszczędności) Halikowie jak najszybciej starali się dojechać do Toledo w stanie Ohio, gdzie znajdowała się główna siedziba Willys Motor Company:

reklama
Żywiliśmy się chlebem i mlekiem. Biedak Wally, który zawsze karmiony był mięsem, nie mógł przyzwyczaić się do nowej diety. Pewnego razu był tak zgłodniały, że ukradł kawał mięsa u rzeźnika; nasz wstyd z tego powodu nie miał granic. Wreszcie jakoś dobrnęliśmy do Toledo. Gdy zatrzymałem jeepa przed fabryką, miałem zaledwie dwa albo trzy litry benzyny w baku i dwadzieścia pięć centów w kieszeni. Rzecznik prasowy zaprosił nas do swego gabinetu. Zebrani tam pracownicy prześcigali się w komplementach.

  – Co za wspaniała podróż! Nie mieliście żadnych kłopotów od wyjazdu z Buenos Aires?
– Jaka to znakomita próba naszego silnika! – dodał inżynier, domagając się zaraz danych technicznych.
– Co za odwaga, taka podróż razem z żoną. Nic dziwnego, że klienci skarżą się, gdy wstrzymujemy produkcję naszych pojazdów! – z entuzjazmem mówił rzecznik.
– Coś niesłychanego!… Może napiją się państwo czegoś?
– W jakim hotelu mieszkacie?
– Jak to: w żadnym? Ach, rozumiem: śpicie pod namiotem, lubicie świeże powietrze… Ja także w czasie wakacji nocuję pod namiotem – mówił wysoki urzędnik.
– Chyba dziś nie pojedziecie dalej? Zostańcie do jutra! Wieczorem urządzimy koktajl na waszą cześć…
– Brak wam benzyny? Stacja benzynowa jest zaraz za rogiem…
– Jak to, nie ma pan pieniędzy na benzynę?
– Co takiego? Nie macie pieniędzy, żeby dotrzeć do Alaski?
– Proszę wybaczyć, jestem bardzo zajęty… – tłumaczył się ktoś.
– Wybaczy pan, mam ważne spotkanie…– powiedział inny.
– Rzeczywiście, zrobiło się późno… Do widzenia.  
- T. Halik, Jeep. Moja wielka przygoda, s. 276–277
Tony Halik i Elżbieta Dzikowska

Pomimo przedstawionego wyżej przebiegu spotkania według relacji Polaka Willys Motor Company w końcu opłaciła małżeństwu pobyt w hotelu i napełniła ich kanistry benzyną. Halikowie otrzymali również propozycję pozostawienia dżipa w Stanach Zjednoczonych i sfinansowania przez firmę ich podróży powrotnej do Argentyny (zapewne samolotem), Mieczysław nie chciał jednak się na to zgodzić.

Małżeństwo kontynuowało swoją wyprawę. Przez Waszyngton pojechało do Nowego Jorku, gdzie Polak sprzedał część sprzętu fotograficznego i filmowego, by wywołać niektóre zrealizowane nim materiały. Następnie chodził do producentów różnych programów telewizyjnych, którym je pokazywał. W końcu udało mu się przekonać jednego z nich, Jacka Paara, prowadzącego „The Tonight Show” dla NBC, do stworzenia cyklu telewizyjnego, w którym wykorzystane byłyby m.in. nagrania autorstwa Mieczysława i wypowiedzi Halików nakręcone w nowojorskim studiu. Za każdy taki program małżeństwo miało otrzymać 1000 dolarów, z czego pierwsze 500 dolarów przekazano im w formie zadatku. Niestety nie znalazłem informacji, ile odcinków z udziałem podróżników udało się stworzyć. Zachowało się za to zdjęcie wykonane w studiu telewizyjnym – widoczny jest na nim dżip Halików, przed którym stoi ich pies Wally.

Materiał jest fragmentem książki Mateusza Będkowskiego „Polacy na krańcach świata XX wiek. Część 2”. Zainteresował Cię ten fragment? Kup ebooka w naszym sklepie!

Polecamy e-booka Mateusza Będkowskiego „Polacy na krańcach świata: XX wiek”

Mateusz Będkowski
„Polacy na krańcach świata: XX wiek”
cena:
11,90 zł
Wydawca:
PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron:
145
Format ebooków:
PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN:
978-83-65156-48-8
reklama
Komentarze
o autorze
Mateusz Będkowski
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2011 roku obronił pracę magisterską pt. „Wyprawa Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu w latach 1882–1885”, opublikowaną następnie w „Zielonkowskich Zeszytach Historycznych” (nr 2/2015). Interesuje się losami polskich podróżników i odkrywców na przestrzeni dziejów, szczególnie w XIX wieku. Na ich temat publikował artykuły m.in. w czasopismach „Mówią Wieki” i „African Review. Przegląd Afrykanistyczny”, a także w portalu „Tytus.edu.pl”. Część z tych tekstów znalazła się w pięciu ebookach autora z serii „Polacy na krańcach świata” wydanych w latach 2015–2019. Trzy pierwsze z nich ukazały się w formie papierowej w jednym zbiorze pt. „Polacy na krańcach świata: XIX wiek” (Warszawa 2018). Jest także autorem książki pt. „Polscy poszukiwacze złota” (Poznań 2019). Obecnie pracuje w Muzeum Historii Polski przy tworzeniu wystawy stałej.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone