Autor: Anna Wójciuk
Tagi: Artykuły, Historia społeczna, Historia życia codziennego i obyczajowości, XVI-XVII wiek, Polska
Opublikowany: 2020-12-30 14:14
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Umizgi kawalerów po staropolsku

Czym w I Rzeczpospolitej były konkury i w jaki sposób mężczyzna starał się o rękę kobiety? Czy wiek kandydata na męża miał znaczenie? Na czym polegały obrzędy przedślubne?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Hucznie i radośnie obchodzono nie tylko święta chrześcijańskie. Z „wielką pompą” celebrowano też rodzinne uroczystości. W czasach staropolskich najważniejszym i najradośniejszym rodzinnym wydarzeniem było wesele:

Najuroczystsze to, najdłuższe, najweselsze obchody; zabawa dzieci, radość i szczęście dorosłych […]. Jest to obrzęd publiczny, wystawny, tłumny; zaprasza się nań jak najwięcej osób, nadaje mu się charakter świetny, zamożny, radosno-dostojny. W jednostajności życia dawnej wsi czy nawet i miast wesele stanowi okres nadzwyczajny, jakby wyniesiony ponad przeciętność codziennego życia; wieś zapomina o ciężkiej pracy, śpiewa o bogactwie domu weselnego, o cisowych stołach, o złotych naczyniach, o wspaniałych potrawach, młodzi występują jakby wielcy państwo; we dworze zbytek niedostosowany do sytuacji majątkowej ma oznaczać wagę i wielkość chwili; zamki magnatów występują z królewskim przepychem, rujnującym nieraz ogromne fortuny. Byle gości jak najwięcej, byle pod dostatkiem jadła, napoju, darów, byle nastrój był uroczysty i radosny (J.S. Bystroń, Dzieje obyczajów…).

Rozmowa przy winie, obraz Jana Czesława Moniuszki z 1890 roku

Przed zawarciem związku małżeńskiego odbywały się konkury, a więc zabieganie o rękę panny bądź wdowy zgodnie z przyjętym kodeksem obyczajowym. Konkury trwały zwykle kilka tygodni, czasem wiele miesięcy. Kawalerom zawsze pomagał swat (inaczej dziewosłęb), do którego należało nawiązanie matrymonialnego porozumienia. Swatem nie mógł być pierwszy lepszy mężczyzna. Pełnił przecież bardzo ważną funkcję, kojarzył małżeństwo. Dlatego też wymagano, by kandydat na dziewosłęba był człowiekiem doświadczonym, starszym, żonatym, mającym szczęśliwą rękę w swataniu, inteligentnym oraz obdarzonym talentem łatwej i pięknej wymowy. Nie zawsze wybrana rodzina przyjmowała starania kawalera od razu. Zdarzało się, że swat musiał przygotować mowę przedstawiającą kandydata na męża w jak najlepszym świetle.

Znakiem przyjęcia starań zalotnika było wspólne wypicie trunku przyniesionego przez swata. Odrzucenie starań oznajmiano przede wszystkim poprzez podanie kawalerowi polewki z czerniny. Do innych znaków odmowy należały: ananas, arbuz, dynia, gęś w szarym sosie albo wieniec grochowiny, powieszony nad łożem bądź na powozie starającego się o rękę (J. Szczypka, Kalendarz polski). O zwyczaju zalotów i starań o rękę panny możemy przeczytać w Pamiętnikach Jana Duklana Ochockiego:

Kiedy kawaler starać się zamyślał o pannę, musiał w dom jej rodziców przyjechać z poważnym przyjacielem, w assystencyi i paradzie. Obaj wchodzili przy pałaszach, dziewosłąb odpasywał szablę, ale pan młody uchybiłby domowi, gdyby ją na największe i najusilniejsze naleganie odpasał lub konie wyprząc dozwolił; musiały stać w podwórzu choćby dwadzieścia cztery z rzędu godziny. Bawiono się kieliszkiem do kolacyi, która o losie konkurenta stanowiła. Zwyczajem było stawić na stół wszystkie potrawy; jeżeli przed kawalerem był półmisek z gęsią, prosięciem na szaro, arbuzem czy kawonem, znak to był, że wszystkie interwencye dziewosłęba i prośby usilne na nic się nie przydały. Harbuz stąd i w mowie pospolitej stał się synonimem odmówienia (J.D. Ochocki, Pamiętniki…).

Przyjęcie bądź odrzucenie kawalera zależało od jego pozycji społecznej i posiadanego majątku. W czasach staropolskich

małżeństwo było zwykle wynikiem pertraktacji prowadzonych bardziej przez krewnych i przyjaciół niż przez samych zainteresowanych. Kryterium doboru stanowiły: równość społecznej pozycji, awantaże majątkowe i korzyści płynące ze skoligacenia się dwu rodzin; uroda, pociąg indywidualny, skłonności uczuciowe grały niezwykle małą rolę. Spostrzeżenia te dotyczą związków zwieranych we wszystkich grupach społecznych (M. Bogucka, Staropolskie obyczaje…).

O materialnym charakterze małżeństw rozprawiało wielu filozofów, uczonych i pisarzy. Swą opinię na temat ówczesnych polskich związków małżeńskich wyrażali także cudzoziemcy. Fryderyk Schulz pisał:

Rzadko się tu małżeństwa zawierają inaczej jak z politycznych i ekonomicznych pobudek. Z politycznych – aby świetność, wpływ, godność, stosunki i przyjaźń sobie poślubić, z ekonomicznych – dla opłacenia długów i zapewnienia funduszu na wydatki dla przyszłej małżonki (F. Schulz, Podróże Inflantczyka…).

Zgodnie z zasadami obyczajowymi małżonkowie należeli do tej samej warstwy społecznej. Tylko w pierwszych dziesięcioleciach doby staropolskiej dochodziło do mezaliansów, polegających na zdobyciu awansu społecznego poprzez małżeństwo z osobą wyższego stanu, np. związku chłopa z mieszczanką czy małżeństwa mieszczanki ze szlachcicem. Mężczyzna szybciej przy tym zdobywał zgodę na poślubienie kobiety niższego stanu. Panna niezwykle rzadko zyskiwała przychylność wobec chęci zawarcia związku małżeńskiego z kawalerem wywodzącym się z niższej sfery społecznej. Uważano, że takie małżeństwo przynosi kobiecie dyshonor. „Nierówne” małżeństwa znów zaczęto zawierać u schyłku Rzeczypospolitej. Wpływały na to postępujące przemiany społeczno-ustrojowe.

Pocałunek ojcowski, rycina Jana Zdzisława Konopackiego z 1882 roku

Przez materialne podejście do małżeństwa panna z reguły nie mogła wyrazić swojego zdania na temat kawalera. Decydująca była wola rodziców, którzy tylko informowali córkę o przebiegu spraw, przyjęciu bądź odrzuceniu matrymonialnej propozycji zalotnika. Chłodny stosunek rodziców do uczuć panny podkreślano w utworach opisujących życie kobiet w czasach staropolskich:

Jedna panna drugiemu pewnie ślubowała, / Potym ją pani matka inszemu oddała. (M. Rej, Wybór pism, Figliki, Jako żona męża związała).

Niespecjalnie zwracano uwagę na wiek kandydata. Często kojarzono nastolatkę ze starcem. Niekiedy zarówno kawaler, jak i panna byli bardzo młodzi. Zdarzało się, że idąca do ślubu dziewczynka miała zaledwie dwanaście lat, a chłopiec czternaście. Było to zgodne z prawem kanonicznym. Niezwykle rzadko małżeńska para była jeszcze młodsza. Kilku pisarzy i pamiętnikarzy było świadkami ślubu dziewięcioletniej dziewczynki i dwunastoletniego chłopca.

Wiek zawarcia związku małżeńskiego zależał od koligacji i majątku przyszłych małżonków. Przykładem małżeństwa zawartego ze względu na korzyści wynikające ze skoligacenia się dwu wpływowych rodzin jest związek Marii Zofii Sieniawskiej, córki hetmana wielkiego koronnego i kasztelana krakowskiego, ze Stanisławem Denhoffem, hetmanem polnym litewskim i wojewodą połockim, posiadającym niewyobrażalny majątek. Panna również wywodziła się z zamożnej rodziny:

Panna młoda liczyła wówczas 26 wiosen, kandydat zaś na męża był wdowcem i miał około 55 lat. Różnica wieku była więc poważna. W owych czasach nie miało to jednak większego znaczenia, gdyż w ożenku liczyły się przede wszystkim fortuny, które wstępujący w związki małżeńskie firmowali swymi nazwiskami. Majątek, jaki miała odziedziczyć córka Sieniawskiego, liczył 35 miast i 235 wsi, ciągnących się od Sieniawy nad Sanem po Międzybórz na Podolu (Silva Rerum…).

Ten tekst pochodzi z książki Anny Wójciuk „Jedz, pij i popuszczaj pasa. Staropolskie obyczaje i rozrywki”. Zamów e-booka i wspieraj nasz portal!

Anna Wójciuk
Jedz, pij i popuszczaj pasa. Staropolskie obyczaje i rozrywki
9,90 zł
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 115
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-41-9

Zobacz też nasze pozostałe e-booki!

Ogólnie mówiąc, kobiety z reguły bardzo wcześnie wydawano za mąż, z mężczyznami bywało różnie; przeważnie żenili się dość późno, zwłaszcza ci należący do wyższych stanów. Zadaniem mężczyzn były najpierw służba dworska, wyjazdy na wojny czy pomoc w gospodarstwie. Nie możemy również zapomnieć o przyziemnych rozrywkach, z których mężczyźni nie potrafili zrezygnować: hulaszczym życiu, kompanijnych zabawach, karczmach i podróżach. Do życia mężczyzny pełnego zabawy i przygód nawiązuje satyra Życie dworskie Ignacego Krasickiego:

Joachimie! Już młodość porywcza uciekła / I wieku dojźrzałego już pora dociekła, / Ta pora, w której żądze słabieć zaczynają. / Strawiłeś lata twoje między dworską zgrają. / Zrazu młodzian, dojźrzalszy potem, profes teraz, / Zyskający, zdradzony, oszukany nieraz. (I. Krasicki, Satyry i listy, Życie dworskie).

Polonez pod gołym niebem, obraz Kornelego Szlegla z II poł. XIX wieku

Obowiązki i uciechy mężczyzn w czasach staropolskich powodowały, że stateczność i chęć zawarcia małżeństwa pojawiała się dopiero po kilku czy nawet kilkunastu latach. Niektórzy kawalerowie, co należy mieć na uwadze, musieli czekać na odziedziczenie majątku. Wczesny ożenek nie był więc możliwy. Życie panien wyglądało zupełnie inaczej. Zgodnie ze staropolskim kodeksem obyczajowym dziewczynki i młode niezamężne kobiety były izolowane. Od najmłodszych lat uczono je, jak być dobrymi i posłusznymi żonami, dlatego też większość czasu spędzały w domach. Gdy udawały się w gościnę, musiały być ciche, skromne i wstydliwe. Kobiety wyróżniające się w towarzystwie odważnym zachowaniem otrzymywały opinię kokietek, które nie nadają się do małżeństwa. Idealna kandydatka na żonę miała być spokojna, zapobiegliwa, gospodarna, wierna i pobożna, o czym możemy przeczytać w utworze Erazma Otwinowskiego:

Miedzy dobry docześnymi, / co Bóg człowieku na ziemi / z hojnej łaski swojej dawa, / a dawać nam nie przestawa, / nie masz nad żonę pobożną, / żadna z nią rzecz nie porówna, / byś znosił na kupę złoto, / pobożny człek nie dba o to. (…) / Męża głową swą przyznawa, / w złym i w dobrym z nim przestawa, / jednako z nim Boga wzywa, / Duch Boży w takiej przebywa. / Ma go w wielkiej uczciwości, / a z szczyrej k niemu miłości / czyni, co mu się podoba, / wiedząc to być swą ozdobą. / Jednej z mężem wolej, zgody, / już tam spełna i dochody, / męża w każdym smętku cieszy, / czasem go też i rozśmieszy. / I przestrzega go roztropnie, / gdy się jakiej szkody dotknie, / a przed ludźmi strzeże tego, / by nie rzekła nic przykrego. (…) / Nie włóczy się dom od domu, / nie uprzykrzy się nikomu, / biesiad się wystrzega wszelkich / i z leda kiem rozmów wielkich. (E. Otwinowski, Pisma poetyckie, Opisanie pobożnej…).

Kilka bądź kilkanaście dni po przyjęciu starań kawalera odbywały się zaręczyny (ówcześnie mówiono „zmówiny” lub „zrękowiny”). Podczas uroczystości kawaler padał do stóp rodziców narzeczonej. Następnie przyszli małżonkowie prosili o błogosławieństwo. W bogatszych warstwach społecznych kawaler wręczał pannie pierścionek bądź sygnet herbowy. Zdarzało się, że kobieta i mężczyzna otrzymywali od opiekunów pierścienie jako symbol udanego małżeństwa.

Później przychodził czas przedślubnych obrzędów mających ważne znaczenie dla wszystkich stanów społecznych. Zawsze organizowano tzw. dziewiczy wieczór, symbolizujący pożegnanie panieństwa, rówieśniczek i rodzinnego domu. Panna młoda i towarzyszące jej kobiety śpiewały pieśni o przyszłym małżeńskim życiu. Z ruty, mirtu lub rozmarynu wiły panieński wianek, który zawieszano na rozmaicie przyozdabianej różdżce weselnej.

Biesiada, obraz Jana Czesława Moniuszki z 1901 roku

Kilka godzin przed ślubem odbywały się rozpleciny. Do panny młodej przychodzili goście, w tym druhny i drużbowie. Kobiety czesały przyszłej małżonce włosy i splatały je w warkocz, który następnie ozdabiano. Do włosów nie wpinano jednak kwiatów i wstążek, a ciernie, szpilki, igły i monety. Następnie na głowę panny zakładano chustkę. Po ceremonii splatania włosów przychodził czas na powolne i skromne tańce z drużbami, podczas których rozpoczynano rozpleciny. Panna młoda siadała na krześle. Bracia i pierwszy drużba zdejmowali z głowy przyszłej małżonki chustkę i przystępowali do rozplatania włosów. Wyjmowali wszystkie ciernie i szpilki. Nierzadko niejeden mężczyzna miał na rękach wiele śladów po ukłuciach, co wielce radowało i śmieszyło druhny. Rozpleciny zazwyczaj trwały kilka godzin i kończyły się o świcie tuż przed rozpoczęciem uroczystości weselnych.

Ślub i wesele z reguły odbywały się jesienią bądź zimą. Dla staropolskiej społeczności był to najlepszy czas, ponieważ kończono prace gospodarskie. Dzięki zebranym plonom uczta weselna była bardziej obfita, a i pieniędzy w sakwie było więcej. Dzięki temu staropolskie wesele charakteryzowały bogactwo jadła i przepych: nawet najubożsi starali się przy tej okazji „postawić się”, choćby największym kosztem (M. Bogucka, Staropolskie obyczaje…).

Wesele zawsze trwało co najmniej kilka dni, u zamożniejszych rodzin nawet kilka tygodni. Magnaci zaślubiny wyprawiali w swych najwspanialszych rezydencjach, szlachta w dworach lub na plebaniach, mieszczanie i chłopi w miejskich lub wiejskich karczmach. W każdej grupie społecznej ta najważniejsza rodzinna uroczystość była szeregiem tradycyjnych zachowań i zwyczajów, nad którymi czuwał mistrz ceremonii.

Ciekawym zachowaniem był płacz panny młodej. Staropolski kodeks obyczajowy wręcz wymagał, by panna młoda płakała przez całe wesele:

Choćby te łzy miały być wymuszone, musiała płakać przy pożegnaniu, łkać przy ołtarzu, szlochać w momencie, gdy prowadzono ją do komory czy też małżeńskiej sypialni. Jeśli tego nie czyniła, uchodziła za „bezwstydną” dziewczynę (Z. Kuchowicz, Obyczaje staropolskie…).

Innym staropolskim weselnym zwyczajem było wręczanie pannie młodej uroczystego wieńca/wianka i wygłoszenie gratulacyjnej mowy (później wieniec ten składano w kościołach jako ozdobę monstrancji). Starano się, by wieniec był piękny i wspaniale udekorowany, a w zamożniejszych rodzinach ozdabiano go klejnotami. Miał wzbudzić zachwyt panny młodej.

Ten tekst pochodzi z książki Anny Wójciuk „Jedz, pij i popuszczaj pasa. Staropolskie obyczaje i rozrywki”. Zamów e-booka i wspieraj nasz portal!

Anna Wójciuk
Jedz, pij i popuszczaj pasa. Staropolskie obyczaje i rozrywki
9,90 zł
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 115
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-41-9

Zobacz też nasze pozostałe e-booki!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Anna Wójciuk
Doktor nauk humanistycznych, absolwentka Instytutu Języka Polskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członkini Stowarzyszenia Przyjaciół Instytutu Języka Polskiego UŚ „Via Linguae”. Zainteresowania naukowe: grzeczność językowa, perswazyjna funkcja języka, reklama.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy