Opublikowano
2019-02-04 18:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Victor Capesius – bestia z Auschwitz

Był farmaceutą i głównym aptekarzem w Auschwitz. Uprzejmy przedstawiciel koncernów, a za bramą obozu bezwzględny potwór. Za popełnione zbrodnie spędził jedynie kilka lat w więzieniu.


Strony:
1 2 3

Któregoś dnia na początku 1944 roku do gabinetu Capesiusa wszedł doktor SS Werner Röhde. Towarzyszyli mu doktor Bruno Weber i czterej wychudzeni więźniowie, których ci dwaj lekarze przyprowadzili ze szpitala obozowego. Röhde oznajmił Capesiusowi, że dostał zadanie znalezienia najlepszego sposobu na takie zaprawienie kawy lub herbaty, żeby zwaliła z nóg brytyjskiego agenta, którego wywiad niemiecki zdemaskował i planował porwać. Röhde potrzebował morfiny i ewipanu – barbituranu o krótko­trwałym działaniu odurzającym. Wiedział, że każdy z tych leków może zabić, ponieważ powoduje nagły spadek ciśnienia krwi. Doktor Herta Oberhauser, która również pracowała w Auschwitz jako lekarka, systematycznie stosowała w laboratorium obozowym zastrzyki z ewipanu do uśmiercania dzieci, którym następnie usuwała organy lub odejmowała kończyny, aby wysłać je do ośrodka badań genetycznych w Berlinie. (Później Oberhauser została przeniesiona do obozu w Ravensbrück, gdzie specjalizowała się w symulowaniu obrażeń bojowych, które polegało na zadawaniu więźniarkom ran szarpanych z wykorzystaniem szkła, gwoździ i śrubokrętów. Po wojnie odbyła szokująco niską karę, spędzając siedem lat w więzieniu, po czym prowadziła w Niemczech gabinet lekarski).
Röhde chciał mieć pewność, że brytyjski agent nie zostanie uśmiercony. Capesius wydał mu morfinę i ewipan. Każdemu z czterech więźniów zaaplikowano leki w dużych dawkach, po czym Röhde napisał w raporcie: „Umarli na wesoło”.

Zakłady IG Farben w Auschwitz (Bundesarchiv, Bild 146-2007-0056 / CC-BY-SA 3.0 de)

Capesius nie przejął się na wieść o tym, że wspomniani więźniowie zmarli, a w aktach SS jako przyczynę śmierci każdego z nich wskazano „zawał serca”. Było mu to niejako obojętne, jaką odgrywa rolę, ponieważ uznał, że jest jedynie farmaceutą, który dostarczył śmiercionośnych leków, a nie lekarzem, który zabił tych więźniów. Wiedział, że w Auschwitz leki znajdują takie zastosowania, jakie były dla niego niewyobrażalne, kiedy pracował jako przedstawiciel firmy Bayer. Ponadto w pełni podzielał pogląd zaprzyjaźnionych lekarzy z SS, że eksperymenty medyczne przeprowadzane w obozie „była to bardzo ważna sprawa, bo przecież nigdzie indziej nie można było badać tak bez żenady jak tam”.
To bezduszne oblicze Capesiusa nie licuje z jego wizerunkiem w oczach osób, które miały z nim do czynienia niedługo po jego przyjeździe do Auschwitz. Roland Albert, bliski kolega farmaceuty, stwierdził, że „lubił ludzi, był miły [...] był uosobieniem życzliwości”. Jan Sikorski, więzień, który był pomocnikiem Capesiusa, wspominał, że ten „miał wśród więźniów dobrą opinię. Był rzeczowym człowiekiem”. Pochlebne opinie o Capesiusie skończyły się jednak już po kilku miesiącach od jego przyjazdu do Auschwitz. Jak sam później przyznał, „przyzwyczaił się”. Poza tym Capesius zawarł z samym sobą kompromis intelektualny, aby usprawiedliwić pełnioną służbę.

Tragiczna ucieczka z Auschwitz

Czytaj dalej...
Najdobitniejszym dowodem na upadek moralny Capesiusa był jego udział w selekcjach, podczas których decydowano, którzy z nowo przybyłych więźniów będą żyć, a którzy zginą. Pod koniec wiosny w 1944 roku doktor Wirths wezwał Capesiusa do swojego gabinetu i oznajmił mu, że od teraz do jego obowiązków będzie też należało asystowanie przy selekcjach na rampie kolejowej. W Auschwitz szykowano się na najintensywniejszy okres w całej historii obozu, związany z masową wywózką Żydów z Węgier. Dyplom farmaceuty dawał Capesiusowi wystarczające kwalifikacje w dziedzinie medycyny, aby wykonywać nowe zadanie. Zresztą Wirths oddelegował również do służby na rampie asystenta Capesiusa, aptekarza SS Gerharda Gerbera, oraz obu dentystów obozowych, doktorów Franka i Schatza. Powiedział też Capesiusowi, że nawet oficerowie SS bez wykształcenia medycznego będą sporadycznie wysyłani do pomocy.
Wcześniej Capesius kilkakrotnie przeprowadzał selekcje, w tym po przybyciu w marcu transportu 5007 Żydów z getta Theresienstadt w Czechosłowacji. Przeżyło jedynie czternastu. Erich Kulka, czeski Żyd przydzielony do brygady technicznej obozu Birkenau jako ślusarz, był świadkiem wielu przyjazdów pociągów i wskazał Capesiusa jako jednego z oficerów SS, którzy przeprowadzali selekcje transportów z Theresienstadt. Capesius, który już wcześniej próbował uchylić się od odpowiedzialności za nadzorowanie zasobów cyklonu B, nie był zadowolony, że przez nowe zadanie stanie się w jeszcze większym stopniu odpowiedzialny za działalność obozowej machiny do zabijania. Puste puszki po Cyklonie B (domena publiczna) Jego sprzeciw nie wynikał z przesłanek moralnych; Capesius nie chciał jedynie ponosić większej odpowiedzialności. Było jednak aż nazbyt oczywiste, że Wirths nie zamierza robić żadnego wyjątku. W ciągu dwóch tygodni od otrzymania tego polecenia Capesius przestał pojawiać się na rampie tylko po to, żeby przeszukiwać rzeczy osobiste ofiar, ale dołączył do innych lekarzy, w tym doktorów Mengelego i Kleina.
Gdy tamtej wiosny zaczęły docierać transporty pełne rumuńskich i węgierskich Żydów, na rampie w Auschwitz rozgrywały się niezwykłe sceny. Wielu spośród nowych więźniów było zaskoczonych, widząc tam znajomą twarz Capesiusa, z którym prowadzili interesy przed wojną, kiedy ten był przedstawicielem koncernu Farben/Bayer w Rumunii. Relacje świadków tamtych wydarzeń są znamienne, biorąc pod uwagę, że – choć trudno w to uwierzyć – po wojnie Capesius zaprzeczał, jakoby przeprowadził bodaj jedną selekcję.
Tak było w przypadku rumuńskich lekarzy Mauritiusa Bernera i Giseli Böhm. Bernerowi towarzyszyły żona i trzy córki, a Böhm – córka Ella, która jako dziecko nazywała Capesiusa „wujkiem aptekarzem”. Do tej grupy należał też rdzenny mieszkaniec Klausenburga Paul Pajor, żydowski aptekarz, który przybył do Auschwitz którejś niedzieli wiosną 1944 roku. „Kiedy wyszedłem do przodu [z szeregu], zobaczyłem oficera, który kierował ludzi na lewo i na prawo. [...] Tym oficerem był doktor Victor Capesius. Poznałem go przed rokiem 1940. Był wówczas głównym przedstawicielem Bayera i często nas odwiedzał. W mojej aptece był kilkanaście razy i zawsze zachowywał się bardzo uprzejmie, ucinając sobie ze mną pogawędkę, kiedy jego kierowca rozstawiał przywiezione reklamy produktów Bayera. Czasami mówił: «Zostawiam panu trochę firmowego papieru opakowaniowego Bayera, żeby nie musiał pan ponosić żadnych wydatków na tego typu rzeczy» i tak dalej. Wydało mi się nieprawdopodobne, żeby to mógł być on”.

Ostatnie dni Auschwitz-Birkenau

„To wszystko było najbardziej poruszające i najstraszniejsze, co zobaczyłem i sfilmowałem podczas wojny. Czas nie ma władzy nad tymi wspomnieniami. Nie wycisnął on z mej pamięci wszystkich okropności, które zobaczyłem i nagrałem” – wspominał operator radzieckiej ekipy filmującej obóz. Już ponad 70 lat temu miało miejsce wyzwolenie obozu Auschwitz-Birkenau.



Czytaj dalej...

Capesius przyjrzał mu się krótką chwilę, po czym zapytał:
 – Czy pan przypadkiem nie jest aptekarzem?
 – Tak, zgadza się, jestem aptekarzem – odrzekł Pajor.
 – I ma pan aptekę w Oradei?
 – Tak.
Capesius wskazał ręką, by Pajor przeszedł na prawo. Pajor nie zdawał sobie sprawy, że podczas tego krótkiego spotkania Capesius jednym gestem ocalił mu życie.
Być może początkowo Capesius chciał uniknąć bycia panem życia i śmierci na rampie. Kontrola nad tym, kto będzie żył, a kto zginie, szybko go jednak oszołomiła. W Auschwitz najczęściej podejmowano decyzję o wysłaniu większości przybyłych więźniów na śmierć, ale prawdziwa władza polegała na tym, by umieć od czasu do czasu zabawić się w Boga – ocalić życie, nawet jeśli oznaczało to jedynie chwilową i pełną okrucieństw zwłokę przed trafieniem do komory gazowej.
Adrienne Krausz przekonała się bezpośrednio, jak nieprzewidywalne były decyzje Capesiusa o tym, kto będzie żył, a kto zginie. Została przywieziona w czerwcu 1944 roku razem z rodzicami i siostrą. Jej rodzice, którzy byli lekarzami, znali Capesiusa z czasów, kiedy pracował dla firmy Bayer.

Ten tekst jest fragmentem książki Patricii Posner „Farmaceuta z Auschwitz. Historia zwyczajnego zbrodniarza”:

Patricia Posner – „Farmaceuta z Auschwitz. Historia zwyczajnego zbrodniarza” – okładki Autor: Patricia Posner
Tytuł: „Farmaceuta z Auschwitz. Historia zwyczajnego zbrodniarza”
Wydawnictwo: WUJ
Przekład Michał Szymonik
Seria : Mundus
ISBN: 978-83-233-4350-9
rok: 2018
format: B5
stron: 320
oprawa: miękka
język publikacji: Polski / Polish
Cena: 45,99 zł
Kup ze zniżką w księgarni wydawnictwa!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Patricia Posner

(właściwie Trisha Posner) – amerykańska dziennikarka brytyjskiego pochodzenia. Współpracowała ze swoim mężem, Geraldem, przy pisaniu licznych książek z gatunku literatury faktu, w tym biografii doktora Josefa Mengele zwanego Aniołem Śmierci. Publikowała artykuły w takich czasopismach, jak „The Huffington Post”, „Salon” i „The Daily Beast”.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org