Opublikowano
2018-01-08 08:42
Licencja
Wolna licencja

W obliczu zagłady: Kościół katolicki w Hiszpanii w okresie II Republiki i wojny domowej (1931–1939)

(strona 1)

W latach 30. XX wieku Kościół katolicki w Hiszpanii znalazł się w dramatycznej sytuacji. Po trudnym dla niego okresie II Republiki nastąpiła wojna domowa, która przyniosła ze sobą wyjątkowo krwawe prześladowania katolickiego duchowieństwa, a także wiernych świeckich...


Strony:
1 2 3 4

W okresie Restauracji dynastii burbońskiej w Hiszpanii w latach 1875-1923 (po jej obaleniu w 1868 roku) oraz dyktatury generała Miguela Primo de Rivery (1923-1930) stosunki pomiędzy państwem hiszpańskim a Kościołem katolickim regulowane były przez dwa akty prawne: konkordat zawarty w 1851 roku między Hiszpanią a Stolica Apostolską oraz konstytucję hiszpańską z 1876 roku. Na ich mocy Hiszpania była de facto państwem wyznaniowym, w którym religia katolicka była religią państwową. Jedynie to wyznanie miało prawo do publicznych ceremonii religijnych, wszystkie inne miały prawo tylko i wyłącznie do kultu prywatnego (na mocy konstytucji konkordat z 1851 roku nie przyznawał im nawet i tego prawa).

Kościół korzystał także z państwowego funduszu kultu i duchowieństwa, który był podstawą utrzymania katolickich duchownych. Istnienie tego funduszu uzasadniano potrzebą rekompensaty dla Kościoła ze strony państwa, za większość jego dóbr ziemskich skonfiskowanych w latach 1836-1837 przez rząd Juana Alvareza Mendizabala (w powszechnej świadomości Kościół hiszpański I połowy XX wieku jawi się jako posiadający wielkie dobra ziemskie, co nie jest prawdą). Z drugiej strony jednak w sensie organizacyjnym Kościół był uzależniony od państwa – na mocy wspomnianego konkordatu to monarcha hiszpański decydował o obsadzie biskupstw i wszystkich innych stanowisk kościelnych, z wyjątkiem zaledwie 52 beneficjów.

Jose Canalejas (domena publiczna). Na przełomie XIX wieku zarysowany wyżej status Kościoła w Hiszpanii zaczął być coraz bardziej kontestowany. Pojawiły się wtedy bowiem nowe ruchy polityczne o wyraźnie antyreligijnym obliczu – socjalizm i anarchizm. Trzeba pamiętać także o istniejącym w tym okresie ruchu republikańskim, który tak samo jak ruchy republikańskie we Francji i Portugalii uformował swoją tożsamość w oparciu o dziedzictwo ideowe rewolucji francuskiej, wskutek czego był silnie laicki i antyklerykalny. Z drugiej strony politycy Partii Liberalnej, stanowiącej obok Partii Konserwatywnej jedną z dwóch głównych sił w hiszpańskiej polityce tego okresu, podjęli kroki mające na celu zmianę dotychczasowej pozycji katolicyzmu. Polityk tej partii, hrabia Romanones, wprowadził w 1901 roku dobrowolność nauczania religii, zaś jego partyjny kolega Jose Canalejas, pełniący urząd premiera w latach 1910-1912, wprowadził prawo mające na celu ograniczenie liczby zakonów i poddanie pozostałych ścisłemu nadzorowi ze strony państwa.

Canalejas zerwał także w 1911 roku stosunki dyplomatyczne z Watykanem. Rok później zginął jednak w zamachu terrorystycznym, zorganizowanym przez anarchistę, co spowodowało zakończenie antyklerykalnej polityki rządu hiszpańskiego. W 1909 roku miał miejsce tzw. Semena Tragica („Tragiczny tydzień” ), kiedy to podburzony przez lewicę antyklerykalny tłum zniszczył w Barcelonie 63 kościoły i klasztory – padło wówczas 150 ofiar śmiertelnych. Z kolei w sierpniu 1917 roku miał miejsce także ogólnokrajowy strajk generalny, zorganizowany wspólnie przez socjalistów i anarchistów. Jego uczestnicy, poza hasłami socjalnymi i ekonomicznymi, żądali także obalenia monarchii i rozdziału Kościoła od państwa. Ówczesny rząd hiszpański wprowadził w kraju stan wojenny i krwawo stłumił ten strajk.

Pożary w czasie Semena Tragica w Barcelonie (domena publiczna).

Ostatni legalny rząd hiszpański przed wprowadzeniem w tym kraju dyktatury w 1923 roku, na którego czele stał Manuel Garcia Prieto, w 1922 roku planował wypowiedzenie przez Hiszpanię konkordatu z 1851 roku oraz zniesienie świąt kościelnych. Plany te pokrzyżowało jednak objęcie władzy dyktatorskiej przez gen. Miguela Primo de Riverę. Okres jego rządów cechowały bezkonfliktowe stosunki pomiędzy Kościołem katolickim a państwem hiszpańskim. Po oddaniu władzy przez Primo de Riverę w 1930 roku (zmarł on w Paryżu niedługo potem), Hiszpania weszła w okres braku wyraźnego przywództwa politycznego, który zakończyło obalenie monarchii i wprowadzenie Republiki 14 kwietnia 1931 roku. Stało się to w wyniku niepomyślnych dla monarchistów wyników wyborów samorządowych z tego miesiąca – wygrali oni na prowincji, ale przegrali w wielkich miastach, kluczowych z punktu widzenia utrzymania władzy w kraju.

Republikańscy antyklerykałowie

Na drodze do wojny domowej. Tragedia II Republiki Hiszpańskiej

Czytaj dalej...
Nastawienie republikanów do Kościoła najlepiej ujął Caludio Sanchez Albornoz (1893-1984), wybitny historyk hiszpański i minister edukacji w rządzie republikańskim w latach 1931-1933 z ramienia Akcji Republikańskiej, a po zakończeniu wojny domowej przez osiem lat premier rządu republikańskiego na emigracji. W swojej książce Mój testament historyczno-polityczny z 1975 roku stwierdził: „Starzy republikanie to byli masoni i byli głęboko antyklerykalni”. Miguel Maura, minister spraw wewnętrznych Rządu Tymczasowego powstałego po obaleniu monarchii, na którego czele stał Niceto Alcala-Zamora, wspominał, że jeden z burmistrzów po ogłoszeniu Republiki wysłał do niego telegram następującej treści: „Najdostojniejszy minister spraw wewnętrznych, Madryt, Ogłoszona Republika. Proszę powiedzieć, co mamy zrobić z księdzem”. Historia ta w dobitny sposób ukazuje, że republikański ustrój kojarzono w Hiszpanii nierozłącznie z polityką antyklerykalną, co w najbliższym czasie miało okazać się słuszne.

Prymas Hiszpanii, arcybiskup Toledo Pedro Segura (fot. z lat 50., domena publiczna). 6 maja 1931 roku ukazał się list Prymasa Hiszpanii, arcybiskupa Toledo Pedro Segury. Wyrażał on w nim szacunek dla tradycji narodowej oraz wdzięczność dla upadłej monarchii za jej wsparcie dla Kościoła. Jednocześnie jednak wypowiadał się za lojalnością wobec nowej władzy i pisał, że Kościół nie jest związany z żadną konkretną formą rządów. Głosił, że spodziewa się po nowych władzach poszanowania praw Kościoła oraz apelował do katolików o wybór katolickich delegatów do nowego parlamentu-Kortezów, aby przeciwstawić ich tym, którzy chcą „zniszczyć religię”.

List ten wywołał oburzenie republikańskich antyklerykałów. W odpowiedzi, w dniach 11-13 maja 1931 roku, miała miejsce tzw. Quema de los conventos, czyli seria ataków na kościoły i klasztory w różnych częściach Hiszpanii. Liczba tych aktów wandalizmu wynosiła 119 (z czego na Malagę przypadło aż 41, a na Walencję 21). Ich inspiratorami byli głównie anarchiści z organizacji CNT (Krajowa Konfederacja Pracy) i FAI (Iberyjska Federacja Anarchistyczna). Ukaraniu winnych sprzeciwił się ówczesny minister wojny, Manuel Azana z Partii Akcja Republikańska, który stwierdził, że „wszystkie klasztory w Madrycie nie są warte życia jednego republikanina”, a także zagroził swoją dymisją „jeśli ktokolwiek w Madrycie stanie przed sądem z powodu takiego głupstwa”. Ostatecznie rząd nie podjął żadnych kroków w tym kierunku.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Michała Przeperskiego „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”:

Autor: Michał Przeperski
Tytuł: „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-3-9

Stron: 86

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Odpowiem na stawiane mi zarzuty za pomocą cytatu: " Na pewno istnieli duchowni odznaczający się ignorancją, rutyną i żądzą władzy, którzy prawie w ogóle nie zajmowali się pracą ze środowiskami robotniczymi, jak dowiódł tego profesor Cuenca Toribio i inni. Być może nawet jakiś mnich strzelał z dzwonnicy do "czerwonych. Ale zarzuty takie, pomijając ich małą wagę przy ocenie sytuacji, z punktu widzenia rewolucjonistów mają charakter ironiczny: któż bowiem przypuszczałby, że ci ostatni tęsknili do kościoła intelektualnego i błyskotliwego, pełnego prawdziwych pasterzy dusz, mocno wspartego o ludową świadomość i nie mającego w swych szeregach żadnego godnego potępienia księdza. Czy ktoś uwierzy, że lewica prześladowała Kościół ze względu na swe niespełnione, piękne o nim wyobrażenia ? Oczywiście nic takiego nie miało miejsca. Od czasów Voltaire'a w oczach rewolucjonistów i jakobinów kościół był zawsze "nikczemnikiem", którego należało zgnieść. "Nikczemność" ta zresztą- według nich- nie polegała przede wszystkim na praktycznych zachowaniach duchowieństwa, lecz na domniemanym obiektywnym i nieuniknionym dążeniu instytucji kościoła do obrony przesądów i "reakcyjnych" interesów oraz na handlu "opium dla ludu". Jej doktryna stała w sprzeczności z zasadami imperium rozumu i wolności, według tych samych krytyków, i stąd pochodziły wszelkie motywacje antyklerykałów. Jeśli nie weźmiemy tego pod uwagę, nie da się zrozumieć furii i systematycznego charakteru prześladowań. W tym kontekście nigdy nie mówiono o, powiedzmy "cnotliwych" zachowaniach kleru, gdyż dodawałoby to prestiżu instytucji, natomiast wady zawsze były nagłaśniane i generalizowane przez nieubłaganą propagandę, która wpływała na poglądy wielu ludzi. Chodziło o całkowite usunięcie religii i jej reprezentantów jako zasadniczej przeszkody na drodze nowej epoki równości i wyzwolenia społecznego. Stopień, do jakiego udawało się usunąć tę przeszkodę, wskazywał do jakiego stopnia dobry jest kierunek zmian, stąd okrucieństwo, w oczach wielu wydawało się zasługą, nie zaś dowodem perwersji. Wzywanie do rewolucji "dzikiej i krwawej", jak to robił stary nauczyciel, anarchista i republikanin Ferrer Guardia, należało do tradycji wielu frakcji lewicy". ( Pio Moa, Mity wojny domowej, s. 258-259). Zgadzam się w tej kwestii z tym autorem. Od siebie dodam tylko tyle, że wspomniany przez niego Wolter po rozwiązaniu zakonu jezuitów w 1773 roku powiedział z wielką radością: "Za dwadzieścia lat nie będzie więcej Kościoła", powiedział także o Kościele: "Zmiażdżcie tego nikczemnika" i "Trzeba rozdeptać to łajdactwo". Inny filozof oświeceniowy Denis Diderot stwierdził kiedyś: " Świat nie będzie szczęśliwy aż powieszą ostatniego chrześcijanina na kiszkach ostatniego klechy". Na koniec trzeba także wspomnieć Karola Marksa z jego słynnym powiedzeniem: "Religia to opium ludu". Ruchy lewicowe wyrosłe na fundamencie antyklerykalnego Oświecenia, są wrogie religii Z ZASADY, w skrajnych przypadkach prowadzi to do krwawych prześladowań religii jak w Hiszpanii w latach 30 XX wieku, lub w ZSRS. Na koniec chciałbym powiedzieć, że nie jest prawdą, że mój artykuł oparty jest tylko i wyłącznie na prawicowych autorach. Antony Beevor, którego pracę wydał Znak jest lewicowym historykiem, natomiast Paweł Machcewicz, którego "Historia Hiszpanii" znajduje się w mojej bibliografii to dawny Dyrektor Muzeum II wojny światowej w Gdańsku, który również nie jest prawicowym historykiem. Nie zgadzam się z nimi w wielu kwestiach, niemniej jednak uznałem, że muszę zamieścić ich publikacje na temat Hiszpanii w bibliografii do mojego artykułu.



Odpowiedz

Artykuł może i nie jest stronniczy, lecz w niewielkim stopniu mówi o tym, skąd wśród Hiszpanów - głównie ludu - wzięła się taka zawzięta nienawiśc do Kościoła. jako instytucji a z nią i nienawiśc do religii. To był proces długotrwały i rozpoczął się już w I połowie XVIII w. Podobnie zresztą było i w sąsiedniej Portugalii a oba zjawiska wyprzedziły Rewolucję Francuską i nie ma co na tychże zwalać winę. Co charakterystyczne, były to zjawiska masowe, raz tłumione, innym razem wybuchające, ale ciągle żywe.
Może o tym coś wspomni Fronda?



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Marek Baran -
i to właśnie jest ciekawy temat do dyskusji. W jakim stopniu wystąpienia antyreligijne (tak, antyreligijne, a nie tylko antykościelne) w różnych krajach, nie tylko w Hiszpanii, miały (i mają) uzasadnienie polityczne czy ekonomiczne, a w jakim stopniu są wynikiem ideologii nienawiści. Widzę tu podobieństwo między antyklerykalizmem i antysemityzmem. Przecież pogromy Żydów też były zjawiskami masowymi, realizowanymi głównie przez lud.



Odpowiedz

Gość: pixidixi |

Artykuł bardzo tendencyjny, sugeruje winę jednej ze stron. Autor przytacza dane informując, że republikanie zamordowali 50 tyś. ludzi. A ilu zabili Frankiści, Karliści, Falanga, Faszyści z Włoch i Naziści z Niemiec?! Dwa, trzy, cztery, pięć, sześć razy tyle? O mordowaniu funkcjonariuszy publiczny, nawet tych apolitycznych, gwałceniu kobiet, czystkach - mordach zbiorowych przez frankistów (limpieza) autor nawet się nie zająknął. A może mordowali tylko Republikanie? Może warto napisać o tym, kto legalnie rządził krajem i kto doprowadził do wojny? Kto przygotowywał zamach stanu i wspierał bojówki faszystowskie (czyż KK nie popierał prawicowych przewrotów i polityków?)? Nie rząd, a frankiści i ich sojusznicy. Kto ostatecznie doprowadził do wojny? Czy kler sprzeciwiał się obozom koncentracyjnym, przez które przewinęło się po wojnie nawet do 500 tyś. ludzi?
Autor nie wspomniał o represjach względem kleru popierającego Republikę. Ilu księży zginęło w Kraju Basków? A o mordach na protestantach dokonanych przez hiszpańskich faszystów autor słyszał? Ile duchownych emigrowało po wojnie ze względu na prześladowania?
Sądząc po bibliografii (Fronda, Znak) można było się domyśleć, że artykuł będzie stronniczy, ale nie wspomnieć o roli kościoła w życiu społecznym i polityce przed wojną i po jej zakończeniu w artykule o takim charakterze to żart. Życie w Hiszpanii na przełomie XIX/XX w. to bieda, brak praw dla kobiet, robotników i chłopów, istnienie mimo reformy rolnej wielu latyfundiów. Cześć banków i przemysłu było w rękach kleru, finansowanego mimo biedy ze środków publicznych. Ot, taka kolonialna Hiszpania.
Nie chce tłumaczyć zbrodni, bo żadna nie na wytłumaczenia, ale kościół nie był bez winy. Co zresztą udowodnił po wojnie domowej oraz II WŚ.



Odpowiedz

@ Gość: pixidixi
tak, tak oni niewinni. To ci pomordowani winni. tak sobie powtarzaj a będzie dobrze



Odpowiedz

@ Gość: pixidixi Proszę pana, nie ma tutaj miejsca na długą dyskusję, powiem tylko dwie rzeczy: nie można używać takiego argumentu, że książki z wydawnictwa Fronda z miejsca są stronnicze i nic niewarte, co pan sugeruje w jednym ze zdań, bo ( w domyśle):" to wydawnictwa prawicowe". Skoro tak, to na takiej samej zasadzie można powiedzieć, że książki z wydawnictw typu Wydawnictwo "Krytyki Politycznej" również są nic nie warte, bo " to wydawnictwo lewicowe, zatem nie jest neutralne światopoglądowo". Tą drogą dojdziemy donikąd, bo jedni "spalą na stosie" wydawnictwa prawicowe, a drudzy to samo zrobią z wydawnictwami lewicowymi... To była pierwsza sprawa. Druga kwestia. W 1934 roku w Hiszpanii był rząd prawicowy i wtedy partia socjalistyczna- PSOE wywołała rewolucję w celu zbrojnego obalenia tego rządu... Ta partia wtedy nie przyjmowała do wiadomości faktu, że był to rząd legalny, uważała, że ma prawo obalić go i dojść do władzy drogą rewolucji. W historiografii ta rewolucja nosi nazwę "Rewolucja w Asturii". Każdy, kto chce potępić prawicowy zamach stanu w Hiszpanii z 1936 roku, który rozpoczął wojnę domową musi pamiętać, że dwa lata wcześniej hiszpańska lewica próbowała zrobić to samo....



Odpowiedz

Gość: pixidixi |

@Roman Walinowski.
Drogi Romku, jak zaznaczyłem nikogo nie usprawiedliwiam. Wojna zawsze niesie ze sobą śmierć, dlatego nie warto jej wybielać. Stąd też mój komentarz, bo tak się stało w powyższym artykule.

@ Konrad Ruzik
Panie Konradzie, ale na publikacje drugiej strony się Pan nie powołuje więc jak publikacja może być obiektywna?! Ciężko opisywać ten konflikt (nie tylko militarny, ale również światopoglądowy) bazując na materiałach prawicowych. Chyba, że taki profil ma ten portal, może nie doczytałem?

Artykuł jest o tym jak kościół był gnębiony, ale nie wyjaśnił Pan dlaczego tak się stało, i dlaczego sam przyzwalał na przemoc. Artykuł z założenia nie jest tak obszerny jak książka, ale też bez tych informacji traci sens. Osoby nie znające historii jak np. Pan Roma wypisują później głupoty. Choć tak na marginesie to pewnie troll, bo konto ma kilka dni i wrzuca tylko głupie polityczne komentarze.

Oczywiście, że lewica ma dużo na sumieniu, w tym rewolucję w Asturii, krwawo stłumioną m.in. przez Franco. Miasta traktowane były jak wrogie i pacyfikowane jak w czasie wojny. A tak na marginesie prawica miała m.in. próbą zamachu Sanjurjo w 1932 roku. Zresztą jeżeli już o tym mówimy to warto wspomnieć o bojówkach prawicowych i sabotażystach działających z terenów sąsiedniej Portugalii, działaniach pistoleros na zlecenie latyfundystów (mordowano m.in. związkowców, centro-lewicowych polityków), mordach na urzędnikach republikańskich. Zmiany demokratyczne torpedował kościół, to też jest fakt. Warto było o tym wspomnieć.


pozdrawiam



Odpowiedz

@ Gość: pixidixi Co do rewolucji w Asturii w 1934 roku, to powinien pan pamiętać, że to nie były zwykłe strajki, gdyż uczestniczący w tej rewolucji ludzie ( 15-30 tysięcy) byli uzbrojeni w karabiny, które dostarczył im Indalecio Prieto, jeden z głównych przywódców PSOE w tym okresie o czym pisze lewicowy historyk Antony Beevor. Natomiast jeśli chodzi o próbę zamachu stanu Sanjurjo z 1932 roku, to wtedy większość środowisk prawicowych odmówiła mu swojego poparcia ( w 1936 roku sytuacja była już zupełnie inna). Na ogólną liczbę 262 hiszpańskich grandów [ najwyższy tytuł w arystokracji hiszpańskiej ] w 1932 roku poparcia Sanjurjo udzieliło zaledwie dwóch.



Odpowiedz
Konrad Ruzik

Ur. 1988. Absolwent Instytutu Historycznego UW. Interesuje się historią Polski oraz historią powszechną wieków XX, XIX i XVI-XVIII. Miłośnik twórczości Williama Szekspira, poezji śpiewanej oraz filmów historycznych.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org