Opublikowano
2012-04-25 09:00
Licencja
Wolna licencja

Wojna amerykańsko-hiszpańska 1898 r.

Remember Maine! And to hell with Spain! („Pamiętaj o Maine! I niech piekło pochłonie Hiszpanów!”) – wiosną 1898 roku było to jedno z najpopularniejszych haseł wśród obywateli Stanów Zjednoczonych. Tajemnicza eksplozja na amerykańskim okręcie wojennym wizytującym port w Hawanie zjednoczyła naród leczący wciąż swoje rany po koszmarze wojny domowej.


Strony:
1 2 3

Chyba nikt nie spodziewał się w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, że pancernik USS Maine odegra jeszcze większą rolę polityczną czy militarną. Budowany przez ponad sześć lat, w momencie położenia stępki należał do najnowocześniejszych i najsilniejszych pancerników w całej amerykański flocie. Po wejściu do służby był już jednak konstrukcją lekko przestarzałą, z uzbrojeniem i wypornością ustępującym najnowszym konstrukcjom. Mimo to – nie oddając nawet jednego strzału – stał się symbolem wojny amerykańsko-hiszpańskiej z 1898 roku. W pewnym sensie to dzięki niemu Amerykanie zaczęli zrywać ze swoim słynnym izolacjonizmem.

Pancernik USS Maine

Rozpad hiszpańskiego imperium

Kiedy w 1810 roku ksiądz Miguel Hidalgo ogłosił świętą krucjatę zamieszkujących Meksyk kreoli przeciwko hiszpańskiej metropolii, mało kto w Madrycie przejął się tym faktem. Hiszpania miała w tym czasie ważniejsze problemy, związane z okupacją napoleońską, a później z udziałem w wielkiej koalicji antyfrancuskiej. Poza tym od końca XVIII wieku różni rewolucjoniści co chwilę wywoływali w Ameryce powstania (na przykład Francisco Miranda w Wenezueli). O ile zryw Hidalgo został stłumiony, o tyle z działaniami słynnego Simona Bolivara już tak łatwo nie poszło, czego skutkiem był upadek imperium kolonialnego Hiszpanii w Nowym Świecie. Z wielkich terytoriów ciągnących się niemalże wzdłuż całego pasma Kordylierów i Andów, z obszarów od zachodniego brzegu rzeki Sabine aż po południowoafrykański Przylądek Dobrej Nadziei, zostało tylko kilka posiadłości, takich jak Puerto Rico czy ostatnia perła w karaibskiej koronie Burbonów – Kuba. Ale i te nie były bezpieczne. Problemy stwarzała przede wszystkim ta ostatnia.

Pomni nauczki, jaką była utrata posiadłości na amerykańskim kontynencie, Hiszpanie zaostrzyli kontrolę nad Perłą Antyli. Obsadzono ją silnymi garnizonami i ograniczono swobody jej mieszkańców. Żeby poniesione nakłady finansowe się zwróciły, bezlitośnie eksploatowano wyspę. Dla podtrzymania wydajności i dochodów z plantacji trzciny cukrowej zwlekano ze zniesieniem na Kubie niewolnictwa. Nic dziwnego, że od lat 70. XIX wieku wyspą co jakiś czas wstrząsały powstania.

Wschodzące mocarstwo kontra upadające imperium

Napoleon Bonaparte w czasach konsulatu (GNU Free Documentation License) W początkach XIX wieku Stany Zjednoczone graniczyły z hiszpańskimi koloniami. Choć w latach 1812–1815 toczyły wojnę z Wielką Brytanią, to już wówczas władze amerykańskie łakomie zerkały na niektóre posiadłości hiszpańskiej korony. Obserwując powolny rozkład imperium hiszpańskiego, Amerykanie obawiali się także o swoją przyszłość. Już raz poczuli zagrożenie w związku niespodziewaną zamianą właściciela Nowego Orleanu w 1795 roku. Gdyby nie fiasko planów kolonialnych Napoleona Bonaparte, płynące w dół Missisipi amerykańskie statki natrafiałyby nie na przyjaznych i skorumpowanych celników hiszpańskich, lecz na solidnych urzędników francuskich. W związku z rozkładem panowania madryckich Burbonów w Nowym Świecie, Amerykanie mogli obawiać się pojawienia u swych granic silnych mocarstw.

W części kolonii hiszpańskich trwał jeszcze bunt, gdy w 1819 roku generał Andrew Jackson w pościgu za Seminolami przekroczył granicę hiszpańskiej Florydy i zaanektował ją. Stan faktyczny został uznany przez Hiszpanię w tak zwanym Traktacie Adamsa-Onisa (obowiązywał od 1821 roku). Siedemnaście lat później Floryda stała się kolejnym stanem Unii.

Oczywiście rząd madrycki nie chciał bezradnie patrzeć, jak rozpada się jego imperium, jednak na przeszkodzie skutecznemu przeciwdziałaniu stanęły dwa czynniki. W 1820 roku w Hiszpanii wybuchł bunt liberałów, który dopiero trzy lata później stłumili interwenci spod znaku Świętego Przymierza. Drugim powodem była Wielka Brytania – brytyjskie banki pożyczały pieniądze południowoamerykańskim powstańcom. Ponadto po wojnach napoleońskich rząd w Londynie wolał zabezpieczyć się przed wzrostem czyjejkolwiek potęgi (zwłaszcza morskiej), dlatego zasugerowano delikatnie Hiszpanom, aby nie walczyli już zbyt intensywnie o swoje posiadłości.

James Monroe prezydent USA w latach 1817-1825 Wykorzystując postawę Brytyjczyków, prezydent USA James Monroe ogłosił w 1823 roku swoją słynną doktrynę, w której stwierdzał, że państwa europejskie nie powinny ingerować w sprawy Nowego Świata, zaś państwa amerykańskie nie będą się wtrącać do problemów Starego Świata. Tak zwana Doktryna Monroe stała się podstawą amerykańskiej polityki zagranicznej na długie lata. Nic więc dziwnego, że w 1824 roku Hiszpania ostatecznie zrezygnowała ze swoich zbuntowanych posiadłości. Próby odbicia Meksyku były raczej demonstracją niż operacją obliczoną na osiągnięcie skutku. Zresztą w 1836 roku Hiszpania uznała niepodległy Meksyk.

Amerykanie, którzy rozwijali swoją ekspansję, łakomym wzrokiem patrzyli na hiszpańskie posiadłości. Przed wojną secesyjną wielu prominentnych polityków z Południa marzyło o wielkim karaibskim imperium niewolniczym, stąd też brały się wyprawy awanturników ze słynnym Williamem Walkerem na czele. Zwycięska wojna z Meksykiem zwiększyła apetyty Amerykanów. Już prezydent James Polk (1844–1848) badał grunt pod wykup Kuby, natomiast za czasów prezydentury Franklina Pierce’a pojawiła się o wiele bardziej odważna koncepcja zawarta w tak zwanym Manifeście Ostendzkim. Wówczas to grupa amerykańskich dyplomatów na spotkaniu w Ostendzie opracowała kolejny projekt wykupu Kuby i wojny w razie sprzeciwu Hiszpanów. Był to jednak zły moment na realizację takich pomysłów – w najlepsze trwała walka o rozszerzanie obszaru funkcjonowania niewolnictwa, a wszelkie próby zajęcia Kuby wiązano właśnie z tym problemem. Projekt zatem upadł, ale bez większego żalu ze strony Amerykanów – dopóki Kuba należała do słabej Hiszpanii, a nie do jakiegoś mocarstwa, Amerykanom tak bardzo to nie przeszkadzało.

Gen.Valeriano Weyler y Nicolau (1838-1930) W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku Amerykanie mieli do rozwiązania swoje wewnętrzne problemy będące konsekwencją dość długiej i krwawej czteroletniej wojny. Hiszpanie natomiast od 1868 roku zmagali się z problemem długoletniego powstania na Kubie (tak zwana Wojna Dziesięcioletnia 1868–1878 oraz Mała Wojna 1879–1880). Stłumił je dopiero generał Valeriano Weyler y Nicolau, jednak w trakcie walk doszło do pewnego incydentu. Ponieważ nie brakowało Amerykanów popierających kubańskich insurgentów, na wyspę przedostawały się grupki ochotników oraz sprzęt dla walczących rebeliantów. W 1873 roku pochwycono wraz z amerykańską załogą i kontrabandą statek Virginius. Pomimo amerykańskich protestów, Hiszpanie rozstrzelali jako piratów pięćdziesięciu trzech załogantów z kapitanem Josephem Fryem na czele. Interwencja Brytyjczyków ocaliła pozostałych marynarzy.

Ostatnie dekady XIX wieku przyniosły Amerykanom wstrząsy w postaci kryzysu gospodarczego i niespodziewanego bankructwa banku Jaya Cooka. Społeczeństwo obwiniało o taki stan rzeczy skorumpowaną administrację republikańską prezydenta Ulyssesa Granta. Jednocześnie coraz bardziej ujawniały się wady powojennej polityki prowadzonej wobec stanów Południa (zwanej Rekonstrukcją), w których narastały wrogie nastroje wobec rządu federalnego. Krótkotrwały okres pogotowia wojennego odwrócił na chwilę uwagę obywateli od trosk dnia codziennego, a nawet zjednoczył na moment cały naród. Na ewentualną wojnę zgłaszali się weterani wojenni tak z Unii, jak i Konfederacji, między innymi słynny kawalerzysta Nathan Bedford Forrest, który złożył podanie na ręce Naczelnego Dowódcy Armii USA. Był nim wówczas nie kto inny, jak sam William Tecumseh Sherman, któremu Forrest w czasie wojny secesyjnej wybitnie utrudniał życie zrywaniem torów kolejowych i wysadzaniem w powietrze mostów czy tuneli. Sherman był – jak sam przyznał – zawiedziony, ale musiał odmownie rozpatrzeć zgłoszenie dawnego rywala. Hiszpania nie chciała narażać się Stanom Zjednoczonym i wypłaciła wówczas odszkodowanie oraz przeprosiła za rozstrzelanie Frya i jego ludzi.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: VERA |

Obozy koncentracyjne założone przez Weylera bez potrzeby napisano tu w cudzysłowie, tak bowiem brzmiała ich nazwa. Były to silnie ufortyfikowane małe osiedla, poza którymi przebywanie było zabronione. Obwieszczenia głosiły, że każdy kto po wyznaczonej dacie znajdzie się poza obozem będzie traktowany jak powstaniec.



Odpowiedz

Bardzo dobry artykuł, chciałbym tylko dorzucić kilka ciekawych wątków, których tu nie ma. Na Filipinach po klęsce Montojo w Zatoce Manilskiej było jasne, że archipelag jest stracony, ale Hiszpanie jeszcze jakiś czas kontrolowali Manilę, bo obawiali się rzezi ze strony powstanców filipińskich. Ale oprócz niej, bohaterstwem wykazała się grupka broniąca się w kościele w Baler, pod dowództwem Saturnina Martina Cerezo. Później wydał wspomnienia (są po ang) "Los ultimos de Filipinas". Z tego, co czytałem, Hiszpanie bronili się w Baler przez ponad rok. Z kolei na Kubie warto wyróżnić bitwę o El Caney. Dowodził tam gen. Joaquin Vara del Rey, który zginął, ale Hiszpanie odepchnęli tam Amerykanów. To było chyba jedyne ich quasi-zwycięstwo.



Odpowiedz

Gość: Grand |

"Remember Maine! And to hell with Spain!" Don't forget 1898 and the death of USA! Hiszpanie, pomimo słabszych sił dzielnie walczyli w tej wojnie. Początkowo nawet, to oni odnosili sukcesy. Przypomnę też o heroicznym starciu o wzgórze San Juan. Ameryce chodziło tylko o to, aby rozkręcać własne interesy w akwenie Atlantyku i zdobyć dominującą pozycję. Nie wahali się rzucić fałszywych oskarżeń wobec dawnych sojuszników, którzy pomogli im wywalczyć niepodległość. Dziś Amerykanie nie są wcale lepsi.



Odpowiedz

Gość: Michał |

Nie podpisałem się pod moim postem :)



Odpowiedz

Gość |

Co do floty to mówimy chyba o dwóch różnych rzeczach :) W drugiej połowie XIX wieku istniały dwie szkoły wojen morskich - klasyczna czyli pancerniki, regularne działania itd. oraz francuska czyli krążowniki, broń torpedowa i działanie na linie komunikacyjne. Do połowy lat 80. XIX wieku amerykańska doktryna wojenna opierała się z grubsza na Doktrynie Monroe w wersji defensywnej tzn. przed interwencją z zewnątrz kraju bronił system obrony wybrzeża złożony z fortów baterii i floty obrony wybrzeża (monitorów). Wpierw pod wpływem szkoły francuskiej zaczęto rozbudowywać siły krążownicze od 1883 r. (pierwszy program rozbudowy floty) i przyjęto ustawę o \"remoncie\" okrętów z drewnianym kadłubem - jeśli remont przekraczał 15% wartości okrętu, złomowano go i budowano w jego miejsce drugi całkowicie metalowy (a ponieważ koszty przekraczały, więc udało się dokonać wymiany floty). Proponowałbym zwrócić uwagę kiedy do służby weszły pancerniki (przed-drednoty) z prawdziwego zdarzenia - czyli nie \"Maine\" i nie \"Texas\". Po 1890 r. (generalnie w latach 1894-95) czyli przed urzędowaniem Roosevelta w Departamencie Marynarki. To raczej książka Mahana i dyskusja nad nią a nie Teddy Roosevelt :). I tak naprawdę zwycięstwo klasycznej szkoły w wojnie chińsko-japońskiej. Mahan mógł być poczytny i uznawany oczywiście, nie przeczyłem temu. Ale nie przeceniałbym Roosevelta aż tak



Odpowiedz
Michał Staniszewski

Absolwent Wydział Historycznego UW, autor książki „Fort Pillow 1864”. Badacz zagadnień związanych z historią wojskowości, a w szczególności wpływu wojny na przemiany społecznych, gospodarczych i kulturowych - ze szczególnym uwzględnieniem konfliktów XIX wieku.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org