Opublikowano
2017-01-30 19:12
Licencja
Wolna licencja

„Wojna” niemiecko-polska pod internetowym hashtagiem

Akcja #GermanDeathCamps nabiera tempa. Ma ona uświadamiać, że obozy zagłady to dzieło Niemców, a nie Polaków. Co z tego wynika i czy ma to w ogóle sens?


Nim wytłumaczę się z tytułowej „wojny”, najpierw wypada przypomnieć, skąd w ogóle wzięło się to okropne stwierdzenie wskazujące, że Polacy mieli cokolwiek wspólnego z obozami śmierci takimi jak Auschwitz-Birkenau. Otóż zdarza się, do tego jak widać nie tak rzadko, że w świadomości niektórych ludzi dookoła globu „fabryki śmierci” mogą być dziełem rąk polskich. Wszystkich upilnować nie da rady, więc może się zdarzyć, że anonimowa osoba z drugiego końca świata napisze w Internecie coś o „polskim obozie”. Gorzej, jeśli to stwierdzenie powielają najbardziej znaczący politycy i media.

Barack Obama, emerytowany już prezydent USA, użył tego sformułowania niemal 4,5 roku temu w oficjalnej sytuacji, podczas nadawania (pośmiertnie) Medalu Wolności Janowi Karskiemu. Było to dla Polaków dosyć bolesne – oto jeden z najpotężniejszych ludzi świata zrzucił na ich barki zbrodnie, której nie były ich robotą. Od tamtego czas już kilkukrotnie wybuchały spore afery, gdy w zagranicznych (i nie tylko) mediach pojawiało się określenie „polskie obozy śmierci”.

Bezpośrednim impulsem do wzmożonego rozkręcenia akcji #GermanDeathCamps było zachowanie ZDF, czyli drugiego programu niemieckiej telewizji publicznej. Najpierw stacja ta użyła wiadomej treści, a potem przegrała proces z Karolem Tenderą, byłym więźniem Auschwitz. Wyrok nakazywał umieszczenie na portalu internetowym zdf.de oficjalnych przeprosin dla Tendery, co zostało wykonane, choć zdaniem wielu niewystarczająco, bo na podstronie serwisu i w sposób zawoalowany. To spowodowało zdecydowaną reakcję polskich Internautów, którzy zaczęli szturmować profile ZDF w mediach społecznościowych, dodając komentarze i grafiki informacyjne. Te treści pojawiały się też na różnych portalach, facebookowych i twitterowych stronach oraz profilach użytkowników prywatnych. Organizatorzy #GDC ogłosili nawet kampanię mobilną z wykorzystaniem billboardu, który ma pojawić się pod siedzibą niemieckiej „dwójki”.

Zobacz też:

Czy to wszystko ma sens? Czy internauci są w stanie przeciwstawić się „trendowi” w dużych mediach? Cóż, ciężko mi ocenić skuteczność takiej akcji, ale choćby była ona na mizernym poziomie, to warto ją prowadzić. Coraz więcej ludzi zalicza się do grona digital natives – cyfrowych tubylców, głęboko wchodzących w świat Internetu i nowych mediów. Nie można lekceważyć Facebooka, Twittera czy „starodawnego” bloga, a dotarcie choćby do jednej osoby z informacją, że obozy zagłady to dzieło Niemców, a nie Polaków, należy traktować jako mały sukces. Nie chodzi tu bowiem tylko o jakieś górnolotne, patriotyczne obowiązki i husarię na ustach (choć jeśli ktoś ma taką motywację, to proszę bardzo, nic w tym złego), ale o zwykłe konfrontowanie z prawdą historyczną i dbałość o nią. A na tym zależy chyba każdemu, u kogo „Polish Death Camps” wywołuje nieprzyjemne ukłucie pod czaszką czy w klatce piersiowej.

Ale o jakiej wojnie mowa w tytule tego felietonu? Otóż przy okazji tego internetowego ruszenia pojawiły się opinie, jakoby Niemcy prowadziły wobec nas wojnę hybrydową z wykorzystaniem środków cybernetycznych. Na teorii wojskowości się nie znam, w związku z czym moje słowa w tej kwestii znaczą zapewne tyle co nic, dla mnie jednak jest to problem wydumany. Bo „polskie obozy zagłady” to przede wszystkim dzieło ludzkiej nieuwagi i niedokładności zmieszanej ze zwykłą ignorancją (przynajmniej mam taką nadzieję). Wydaje mi się to opcją jeszcze smutniejszą.

I na koniec jeszcze mój mały, nieśmiały apel: nie dajmy się zwariować. Często widzę, że pod artykułami, a nawet pojedynczymi zdaniami w których użyto sformułowania „naziści” czy „nazistowski” rozpętuje się burza wściekłości: „jacy naziści, to jacyś kosmici z planety Nazi? To Niemcy, nie zakłamywać historii!” Dochodzimy powoli do absurdalnej sytuacji, w której w ogóle nie będzie można mówić i pisać „naziści”, bo skaże nas to na wielki gniew innych. Najzdrowiej po prostu używać z wyczuciem obu terminów. Dzięki temu wypowiedź też będzie bardziej zróżnicowana.

A ponadto, jeśli ktoś ma ochotę, niech robi swoje: kropla drąży skałę, hashtag drąży świadomość.

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: redakcja@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Dziękujemy, że z nami jesteś! Chcesz, aby Histmag rozwijał się, wyglądał lepiej i dostarczał więcej ciekawych treści? Możesz nam w tym pomóc! Kliknij tu i dowiedz się, jak to zrobić!

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Paweł Czechowski

Student dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim, wielki fan „Kroniki XX wieku" Mariana B. Michalika i okresu, o którym ta książka opowiada. Poza tym interesuje się piłką nożną, muzyką rockową i zbieraniem prasy.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org