Opublikowano
2014-09-17 10:30
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wrzesień 1939: jak rzeczywiście bili się polscy żołnierze?

(strona 4)

Wojna w obronie II Rzeczpospolitej: trwała trzy tygodnie, czy może do momentu rozbicia grupy majora „Hubala”? Jak spisał się polski żołnierz, a jak jego dowódcy? Kto okrył się chwałą, a kto hańbą...?


Strony:
1 2 3 4 5

Marszałek Edward Śmigły-Rydz, Generalny Inspektor Sił Zbrojnych Dowodzenie na wysokim szczeblu po stronie polskiej stało tymczasem na relatywnie niskim poziomie i okazało się bodaj najsłabszym elementem wojska. Zwracali na to uwagę już przed wojną Francuzi. Potwierdziła się też, niestety, ich trafna diagnoza co do osoby naczelnego wodza, który na pewno wykazał w kampanii większe przymioty charakteru – przede wszystkim bezgraniczny spokój i opanowanie – niż intelektu. Była już mowa o błędach popełnionych przez marszałka Rydza-Śmigłego w sposobie organizacji dowodzenia, przede wszystkim zaś nadmiernej centralizacji i tendencji do ingerencji w rozkazodawstwo na poziomie dywizji i brygad, niemal zawsze spóźnione i nieadekwatne do sytuacji. Stało się tak, ponieważ – jak zauważył pułkownik Porwit – marszałek „wziął na siebie obowiązki ponad siły i to bez prawidłowej pomocy sztabu”.

Jeśli trudno mieć do naczelnego wodza pretensje o taką, a nie inną obsadę wyższych dowództw w chwili rozpoczęcia kampanii, ponieważ opinie z czasu pokoju nie muszą sprawdzać się na wojnie, to jego dalsze decyzje personalne były wprost zadziwiające. Niewykorzystanie w żadnym określonym charakterze aż do 10 września generała Sosnkowskiego, pomimo jego natarczywych próśb, wręcz zdumiewa, oburza zaś powierzenie Dąb-Biernackiemu, skompromitowanemu doszczętnie jako dowódca i oficer w początkowym etapie kampanii, kluczowego stanowiska w kolejnej jej fazie. W bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, gdy jego chaotyczne dowodzenie doprowadziło do kryzysu, ponownie zbiegł z pola walki, dając dowód nie tylko braku kompetencji, ale i tchórzostwa. Podobnie rzecz miała się z generałem Fabrycym, który, zasłaniając się rzekomą chorobą, nie tylko porzucił swe wojska, ale i faktycznie oddał dowodzenie. Nic dziwnego, że obarczenie go funkcją koordynatora obrony na przedmościu rumuńskim wywołało niedowierzanie oficerów Sztabu Naczelnego Wodza, wprowadzonych nieco w wydarzenia na froncie. Zarzut zbytniej pobłażliwości, a właściwie nieumiejętności oceny ludzi, dotyczy także generała Stachiewicza, który, wiedząc o karygodnym, kwalifikującym się wręcz do rozpatrzenia przez sąd wojenny postępku generała Rómmla, powierzył mu kolejne zadanie, i to pierwszorzędnej wagi: dowodzenie Grupą Armii „Warszawa”.

Niezbyt pochlebnie wygląda również ocena stylu dowodzenia na szczeblu związków operacyjnych. Do Dąb-Biernackiego i Rómmla, zasługujących na sąd polowy, i nieco tylko mniej obciążonego Fabrycego, należałoby dodać jeszcze generała Bortnowskiego, winnego klęski w dwóch wielkich bitwach. Nie sprawdził się też Młot-Fijałkowski, a na ocenę najwyżej dostateczną zasłużył Piskor. Co ciekawe, wszyscy oni, z wyjątkiem Rómmla, byli legionistami, przez lata faworyzowanymi ponad swe możliwości intelektualne, a często i predyspozycje charakterologiczne. Honoru podkomendnych Piłsudskiego bronił w kampanii na najwyższych szczeblach jedynie generał Sosnkowski, dowodzący – jak na warunki, w których przyszło mu działać – przytomnie i potrafiący samemu iść do bitwy, a nie od niej uciekać.

Kontradm. Józef Unrug (w mundurze komandora) O wiele lepiej wypadli oficerowie byłych armii zaborczych, którzy zostali żołnierzami nie ze szlachetnego odruchu patriotycznego, a drogą normalnej kariery zawodowej, wspartej ukończeniem szkół oficerskich i wojskowych akademii. Kontradmirał Unrug, choć można mieć zastrzeżenia do niektórych jego decyzji w kwestii operacyjnego użycia floty, sprawował dowództwo nad całością obrony Wybrzeża nad wyraz poprawnie. Generał Przedrzymirski nie ustrzegł się błędów, ale też najdłużej potrafił utrzymać i prowadzić swoje kilkakrotnie rozpraszane wojska. Generał Kutrzeba stał się jednym z symboli wojny 1939 roku dzięki „zwrotowi zaczepnemu” nad Bzurą, w związku z czym ocena jego dowodzenia bywa zwykle przesadnie optymistyczna. Tymczasem potwierdziły się wszystkie opinie podkreślające nad podziw zgodnie wielkie walory intelektu i wybitny zmysł operacyjny generała i kwestionujące równie ważne dla dowódcy wysokiego szczebla cechy osobowe. Miękki i ustępliwy nie potrafił z całą konsekwencją przeprowadzić swego planu, co doprowadziło do największej klęski w kampanii, której rozmiary mogły być o wiele mniejsze, a pośrednie z niej korzyści dla strony polskiej – większe. Generał Kleeberg zasłużył na miejsce w narodowym panteonie nie tyle dzięki sukcesom na polu walki, bitwa pod Kockiem bowiem miała znaczenie li tylko symboliczne, co determinacją w realizacji przedsięwziętego zadania, w czym okazał to, czego zabrakło Kutrzebie – charakter. Jego dowody, i to najwyższej próby, dali dwaj generałowie wywodzący się z armii rosyjskiej – Szylling i Thommée. Dowódca Armii „Kraków” dowodził wojskiem z wielką rozwagą, unikając rozwiązań ryzykanckich, a wybierając optymalne. Dzięki temu, tylko kilkakrotnie oskrzydlany i otaczany, zdołał przeprowadzić swe wojska – bez efektownych, ale przegranych wielkich bitew – znad granicy aż na Lubelszczyznę, wypełniając w ten sposób najskrupulatniej instrukcje naczelnego wodza. Generał Thommée dokonał sztuki równie wielkiej: zebrał w garść rozbite moralnie dywizje, wydobył je z katastrofalnego położenia i natchnął takim duchem, że nie ustąpiły przeciwnikowi do końca kampanii.

Dowodzenie grupami operacyjnymi było nad wyraz trudne. Generałowie, którym je powierzono, nie posiadając odpowiednich sztabów, a często obejmując doraźnie zebrane oddziały podczas trwania kampanii, nie mieli ani niezbędnego wsparcia, ani wiedzy na temat stanu i możliwości swych wojsk. Generał Skwarczyński w pierwszych dniach wojny był dowódcą Korpusu Interwencyjnego, następnie Grupy „Wyszków” i Grupy Operacyjnej w Armii „Prusy”. Skutki podobnej improwizacji okazały się fatalne. O podobnym przypadku pisał pułkownik Prugar-Ketling, komentując rozkazy swego zwierzchnika, generała Orlika-Łukoskiego: „Bezsilna wściekłość ogarnęła mnie w pierwszym rzędzie na dowództwo grupy operacyjnej, które już po raz trzeci w tej kampanii przez swoje niedołęstwo wpakowało mnie w bardzo głupią i ciężką sytuację”. Najlepiej na tym tle wypadł generał Stanisław Jagmin-Sadowski, choć pełen temperamentu nie zawsze zgadzał się z generałem Szyllingiem; dobrze – generałowie: Abraham, który jednak zapisał się w historię kampanii przede wszystkim jako bojowy dowódca Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, i Wincenty Kowalski, który musiał łączyć obowiązki dowódcy Grupy i 1 Dywizji Piechoty Legionów. Na uznanie zasłużył też dowódca obrony Warszawy generał Czuma, który w jej trakcie miewał do czynienia nie tylko z Niemcami, ale i generałem Rómmlem. Wbrew lansowanym ostatnio hagiograficznym opiniom generał Anders nie może natomiast wpisać swego dowodzenia w 1939 roku w poczet szczególnych osiągnięć, gdyż stało poniżej średniej. Podobnie plasował się Grzmot-Skotnicki (Grupa Operacyjna „Czersk”) i kilku innych.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Pawła Wieczorkiewicza pt. Ostatnie lata Polski niepodległej. Kampania 1939 roku:

Autor: Paweł Wieczorkiewicz
Tytuł: „Ostatnie lata Polski niepodległej. Kampania 1939 roku”
Stron: 408+16, il
Oprawa twarda
ISBN 978-83-7565-310-6
Cena: 40 zł
Kup na stronie Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: gosc |

a kto liczyl straty podczas panicznego odwrotu, i te chłopskie furmanki i martwe konie , jak taka armia mogla się obronic



Odpowiedz

Gość: Raw |

Od kiedy to w nazwach państw używa się rusycyzmów? Oficjalna nazwa, w polskim tłumaczeniu, to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli ZSRR, nie żadne ZSRS. Sowiet to po polsku Rada.

Co do tekstu to podstawą nie była organizacja dowodzenia a brak doktryny, który skutkował całkowitym niezrozumieniem między NW a podległymi mu dowódcami armii, w tym dwóch najważniejszych czyli A. "Łódź" i A. "Kraków", którzy w ogóle nie rozumieli czego wymaga od nich NW. Szylling nie trzymał lewego skrzydła tylko ruszył do odwrotu (na rozkaz NW), a Rómmel starał się stworzyć warunki do bitwy, której nie chciał NW. Obie decyzje dowódców armii miały skutki dla planu katastrofalne. Co więcej to niezrozumienie sięgało i innych armii, w tym A. "Poznań", której dowódca chciał stworzyć warunki do tej samej bitwy co Rómmel. Stachiewicza to zostawcie jednak trochę, bo facet miał ledwie gen. bryg. i nie miał kompetencji jako szef SG WP ani starszeństwa żeby Rómmlowi czy innym dowódcom armii rozkazywać, czy też ich sądzić. Miał za to Stachiewicz spore zasługi organizacyjne i modernizacyjne - dzięki niemu armia w ogóle wyszła w pole.



Odpowiedz

@ Gość: Raw
Mnie też razi używanie Związku Sowieckiego, będące przecież zbrodnią na polszczyźnie. Niedawno przeczytałem, że kiedyś kardynał Wyszyński zwrócił uwagę na to Nowakowi-Jeziorańskiemu, więc przez jakiś czas rozgłośnia RWE używała sformułowania Związek Radziecki, co jednak spotkało się z gromkim potępieniem środowisk emigracyjnych. Odnoszę wrażenie, że mówienie o Związku Sowieckim, zamiast Radzieckim, najczęściej charakteryzuje te osoby, które w okresie PRL niezbyt przykładały się do bycia w opozycji, zaś dziś z olbrzymią odwagą pokazują swój antykomunizm.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Mine też razi, tym bardziej, iż ZSRR jest oficjalną nazwą przyjętą jeszcze w latach 30. XX w.
Jest jeszcze jeden, prawie już oficjalny (chyba) amerykanizm. Rzecz w zniknięciu z ust polityków - a i generałów niestety też - Wojska Polskiego zastąpionego jakąś "armią". Były już w naszej historii "Armie"; a to np. Hallera a to Krajowa, czy 1 i 2. Żadna z nich nie czuła się całością Wojska Polskiego.



Odpowiedz

@ Gość: Raw Od kiedy to w nazwach państw używa się rusycyzmów? Oficjalna nazwa, w polskim tłumaczeniu, to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli ZSRR, nie żadne ZSRS. Sowiet to po polsku Rada.

- Nazwanie Związek Sowiecki ma specjalny posmak ideologiczny. To w zamiarze mówiącego nie tylko państwo ZSRR, ale także jego obca nam, pejoratywnie odczuwana ideologia, która była główna cecha tego państwa.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: Raw
razi to bolszewików. To właśnie oni zmienili nazwę z Sowietów na Rad bo ich raziło. Nie raziło za to mordować Polaków



Odpowiedz

Gość: |

@ Atimes - Atimes nie wyobraża sobie historii wolnej od ideologicznego zacietrzewienia.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Polak - "prwadziwy Polak" próbuje nam wmówić, że w latach trzydziestych Polską rządzili bolszewicy.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: W latach 30tych używano słowa "sowiecki". Tak jak być powinno.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: masz tu towarzyszu nawet wiki, (choć to)
"W okresie Polski Ludowej stosowanie przymiotnika sowiecki miało wymiar polityczny. Ta bowiem forma była używana przed II wojną światową, a następnie w prasie emigracyjnej oraz publikacjach drugiego obiegu, a zatem według władz komunistycznych była nacechowana pejoratywnie. Starano się więc wyprzeć ją z języka polskiego, zastępując (ułomnym pod wieloma względami synonimem – radziecki."
I nie stosuj tu bolszewickiej historii



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: Polak
Inny cytat z Wiki: "Ponadto można wskazać inny przypadek, gdy stosuje się powszechnie nazwę rodzimą, mianowicie w języku ukraińskim w odniesieniu do ZSRR stosuje się określenie radianśkyj (радянський). Podobnie jak w polszczyźnie, w języku ukraińskim funkcjonują również przymiotniki sowitśkyj (совітський) i sowiećkyj (совєцький)[9]. Są to rusycyzmy uznawane za nacechowane pejoratywnie[10] i pokazujące dystans mówiącego[11].
Wygląda na to iż chcemy być "lepsi" od Ukraińców to jedno. Na pewno (dzisiaj) użycie słowa "sowiecki" jest rodzajem współczesnego Credo - patrzcie, jakim patriotą jestem.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Polak Dlaczego "radziecki" miałoby być określeniem ułomnym? Słowo "radziecki" pochodzi od słowa "rada". Rady Delegatów Robotniczych (ewentualnie Żołnierskich, albo Chłopskich) były organami władzy tworzonymi oddolnie pod koniec I wojny światowej. Ich rosyjska nazwa to "Sowiety Deputatow", ale powstawały nie tylko w Rosji, także na terenie Polski i Niemiec. W Warszawie działała niemiecka Rada Delegatów Żołnierskich. W pewnym okresie w Rosji rady zostały zdominowane przez bolszewików, którzy wykorzystali je do przejęcia władzy w byłym Imperium Rosyjskim. Określenie "Związek Sowiecki" brzmi tak samo sztucznie, jak sformułowanie "Stany Junajtedowe", albo "Grejtowa Brytania".



Odpowiedz


Na temat historii przymiotnika radziecki zastępującego dawne sowiecki była w latach 90. dyskusja naukowa. L. Moszyński sądził, że utworzyła go Wanda Wasilewska dopiero w 1943-4 roku. Po wejściu do praktyki automatycznego przeszukiwania tekstów ustalono, że przymiotnik w tym znaczeniu był używany najwcześniej, jeszcze w Międzywojniu, w środowisku komunistów polskich na Ukrainie. Potwierdza to, że punktem wyjścia kalki był ukraiński przymiotnik radjanśki, który jest podobny i spokrewniony z polskim radziecki, używanym dawniej, już od średniowiecza, w znaczeniu 'związany z radą (np. miejską)'.

Oczywiście dawne sowiecki komuniści zastąpili nowym wyrazem dlatego, że był pejoratywnie nacechowany poprzez określone użycia w propagandzie międzywojennej Polski.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Skromny_uczeń_Profesora_Kostrzewskiego
Naprawdę już z końcem lat 30. w oficjalnym, urzędowym użyciu w II RP była forma "Radziecki". Jak mawiał jeden z moich starszych kolegów: "pamiętaj, socjalizm niczego nie wymyślił".



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Ja nie widziałem, autorzy powojennych słowników datujących pojawienie się wyrazów też nie widzieli.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Tu jest opisane:

http://www.portal.arcana.pl/Zwiazek-sowiecki-czy-radziecki-sowiety-czy-rady,4294.html



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Kolega zapewne błędnie interpretował skrótowiec Z.S.R.R., który wówczas, pisany zwykle z kropkami, rzeczywiście był powszechny. Rozwiązywano go jednak jako Związek Socjalistycznych Republik Rad, wobec czego nie dowodzi używania przymiotnika radziecki w miejsce sowiecki w języku urzędowym.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Skromny_uczeń_Profesora_Kostrzewskiego
Za baranim uporem powtórzę: "socjalizm niczego nie wymyślił".
A na poparcie tej tezy: " Wiktor Sukiennicki Ewolucja ustroju Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich w świetle oficjalnych publikacji władzy radzieckiej, cz. 1/Wiktor Sukiennicki, (1937), Wilno 1938.
Pozdrawiam.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

W moim linku jest napisane, że ten autor jako bodaj jedyny posługiwał się terminem 'radziecki' w obiegu oficjalnym. Komuniści używali go wcześniej.

W leksykologii taka sytuacja jest traktowana jako wspierająca wschodnią proweniencję wyrazu (autor kresowy, kresowe miejsce jego pracy i wydania książki), choć być może Sukiennicki poznał wyraz dzięki drukom komunistycznym, które jako sowietolog zapewne czytywał.



Odpowiedz

Gość: Livyatan |

@Ałgust państwo polskie na mocy traktatów i gwarancji miało się bronić 7 dni bo po tym czasie Francja i UK miały nam przyjąć z pomocą. Olali nas - tyle w temacie.



Odpowiedz

Gość: Ałgust |

Optymistyczno-patriotyczna propaganda wypisz wymaluj rządy tzw dobrej zmiany dzisiejsza neosanacja tak jak ta przed 39 zaniedbuje armie o buduje mit jej niezwyciężoności!



Odpowiedz

Gość: Marek |

Straty Kriegsmarine podane są błędnie , nie jest to tylko jeden trałowiec . - torpedowiec Jaguar - w wyniku kolizji w czasie zajmowania pozycji w nocy przed 1 szym wrzesnia - trałowiec M85 - powszechnie znany fakt - trałowiec ( nie pamiętam nazwy ) jest podany w monografii "wilka" zatopiony w listoadzie na minie - 2 kutry trałowe - również na minach w tym jeden już na wiosnę 1940 (!)



Odpowiedz
Paweł Wieczorkiewicz

Ur. 1948, zm. 2009. Wybitny polski historyk, sowietolog, marynista. Zasłużony popularyzator historii. Profesor, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, wykładowca Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Autor m.in. Historia wojen morskich. T. 1-2, (1995); Łańcuch śmierci: czystka w Armii Czerwonej 1937-1939, (2001); Historia polityczna Polski 1935-1945, (2005).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org