Opublikowano
2019-07-18 17:49
Licencja
Wolna licencja

„Yesterday” – reż. Danny Boyle – recenzja i ocena filmu

Wyobraź sobie, że w ciągu 12 sekund wymazana zostaje część historii świata. Znikają papierosy. Nie napijesz się już Coca-Coli. A przede wszystkim – nie ma i nie było The Beatles! M.in. o tym właśnie jest „Yesterday” – bardzo dobry wybór na letni wieczór w kinie.


Strony:
1 2

„Yesterday” – reż. Danny Boyle – recenzja i ocena filmu

yesterday film
Tytuł: „Yesterday”
Reżyser: Danny Boyle
Występują: Himesh Patel, Lily James, Kate McKinnon, Ed Sheeran, Joel Fry
Kraj produkcji: USA/Wielka Brytania
Rok produkcji: 2019
Data premiery: 12 lipca 2019 (Polska), 4 maja 2019 (świat)
Język oryginalny: angielski
Gatunek: komedia, muzyczny
Czas trwania: 112 min.

Ocena naszego recenzenta: 8/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje filmów

Powiedzmy sobie szczerze – z muzyką The Beatles można byłoby sprzedać nawet największego gniota. Dobry soundtrack potrafi uratować i najgorszy produkt filmopodobny, a ciężko sobie wyobrazić bardziej chwytliwe piosenki niż te autorstwa słynnej czwórki z Liverpoolu. Tyle, że w przypadku „Yesterday” nikt nie poszedł na łatwiznę i dzieło wyreżyserowane przez Danny’ego Boyle’a (wcześniej odpowiedzialnego m.in. za „Slumdoga” czy „Trainspotting”) broni się nie tylko na płaszczyźnie muzyki.

Londyn 1967: między Beatlesami i rewolucją

Czytaj dalej...

Historia zaczyna się dosyć klasycznie. Jack Malik (w tej roli Himesh Patel) to sympatyczny i utalentowany muzycznie chłopak, którego kariera grajka nie poszła jednak tak, jak sobie wymarzył. Wierzy w swoje piosenki, podobnie jak jego menedżerka i dawna koleżanka ze szkoły, Ellie (Lily James), ale szczytem jego osiągnięć są występy w opustoszałych barach i małym namiocie na lokalnym festiwalu. Na dodatek pasję coraz ciężej mu łączyć z pracą na pół etatu w markecie, więc pewnego dnia podejmuje mocne postanowienie porzucenia marzeń i wtedy (a jakże!) zdarza się cud: przez świat przechodzi dziwna „fala” która powoduje na chwilę globalną utratę prądu, a Jack ulega wówczas dość groźnemu wypadkowi.

Dobrze – taki opis brzmi obrzydliwie schematycznie, ale w rzeczywistości jest to naprawdę dużo bardziej zjadliwe. Jak można się domyśleć, to właśnie wtedy następuje twist – główny bohater budzi się w szpitalu bez pojęcia, co się właściwie wydarzyło (a także bez dwóch przednich zębów – ups) i ze zdumieniem odkrywa, że nikt oprócz niego nie pamięta o zespole znanym dotychczas jako The Beatles. Gdy wygrywa na gitarze swoim przyjaciołom tytułowe „Yesterday”, ci chwalą go za „jego” świetne nowe dzieło. Beatlesi, ku lekkiemu przerażeniu Jacka, zostali całkowicie wymazani – ich płyt nie można nigdzie znaleźć, a Google na nazwę zespołu reaguje pokazaniem żuków. Kiedy do bohatera w końcu dociera, co się stało, staje przed dylematem moralnym – zostawia muzykę Johna, Paula, George’a i Ringo tylko w swojej pamięci, albo próbuje ją przedstawić światu firmując własnym nazwiskiem. Oczywiście film byłby zbyt krótki, gdyby wybrał opcję pierwszą.

yesterday film Abbey Road – w świecie bez The Beatles zwykła ulica... (fot. m.caimary, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0 Ogólny).

Tyle o ogólnym zarysie fabuły – bo jest zwyczajnie warta do odkrywania na własną rękę zamiast z suchego opisu. Warto jednak napisać nieco o zmanipulowanym biegu dziejów, który stanowi przecież rdzeń całego scenariusza. Tu trzeba przyznać, że jego autor, Richard Curtis, nie poszedł na łatwiznę – naprawdę starał się pokazać świat bez The Beatles na tyle szczegółowo, na ile było to możliwe. Najsłynniejszy zespół muzyczny świata nie jest więc jedynym „wyciętym” elementem rzeczywistości – działa efekt motyla, więc Lennon i spółka zabierają do innego wymiaru także Oasis, nie można również już wyskoczyć na wspomnianego papierosa, a Harry Potter to co najwyżej anonimowy Anglik, a nie czarodziej z książek. Gdzieś poza fabułą działa więc proces przyczynowo-skutkowy, który ciężko tłumaczyć widzowi krok po kroku, ale uwiarygadnia on to, co się dzieje na ekranie.

Innym aspektem, który został dobrze poprowadzony, jest przeniesienie samej muzyki liverpoolczyków do naszych czasów jako „świeżynki”. Początkowo nawet z hitami Beatlesów Jack nie potrafi się wybić, dopóki nie zostaje przypadkowo odkryty i nie uruchamia się wielka machina marketingowa, wspierana przez media społecznościowe. To prowadzi do przewrotnie zabawnych sytuacji – choćby tego, że „Hey Jude” trzeba zamienić na bardziej współczesne „Hey Dude”, a „Biały album” jest niekoniecznie politycznie poprawny. Mimo wszystko utwory Jacka stają się wielką sensacją, co można chyba uznać w pewien sposób za pokazanie ich ponadczasowości.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Agaty Łysakowskiej – „Damy wielkiego ekranu: Gwiazdy Hollywood od Audrey Hepburn do Elizabeth Taylor”:

Autor: Agata Łysakowska
Tytuł: „Damy wielkiego ekranu: Gwiazdy Hollywood od Audrey Hepburn do Elizabeth Taylor”

ISBN: 978-83-65156-04-4

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 87

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Krytyk filmowy |

Od kiedy Histmag stał się drugim filwebem?



Odpowiedz
Paweł Czechowski

Ukończył studia dziennikarskie na Uniwersytecie Śląskim. W historii najbardziej pasjonuje go wiek XX, poza historią - piłka nożna.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org