Opublikowano
2019-06-10 17:42
Licencja
Prawa zastrzeżone

Zamach na prezydenta Narutowicza

Gabriel Narutowicz został zastrzelony przez Eligiusza Niewiadomskiego zaledwie tydzień po wyborze na urząd prezydenta. Jakie reakcje w społeczeństwie wywołał ten mord polityczny?


Strony:
1 2

W stronę Zachęty

Praktycznie od momentu wyboru różne osoby zachęcały Narutowicza do zachowania większej ostrożności i zapewnienia sobie lepszej ochrony. Niektórzy sugerowali wręcz, by prezydent w pierwszych dniach w ogóle powstrzymał się od występów publicznych. Było tak również już po samym przejęciu władzy. Jednakże pozostał on niewzruszony. Dlatego też chętnie przyjął zaproszenie na wystawę obrazów i związaną z nią uroczystość w Galerii Sztuki Zachęta. Gabriel Narutowicz Późnym wieczorem, 15 grudnia przyjechała do Belwederu delegacja ze stosownym zaproszeniem, a właściwie prośbą, aby prezydent choć na chwilę tam przybył. Na początku przedstawiciele Towarzystwa rozmawiali z szefem kancelarii Stanisławem Carem. Dosyć niechętnie odnosił się on do owego pomysłu, ale goście tak bardzo nalegali, że w końcu zostali zaprowadzeni przed oblicze głowy państwa. I Narutowicz zgodził się na chwilę przyjechać. Wszystko miało pozostać utrzymane w tajemnicy. Ale przecież nie po to zarząd Zachęty był tak zdeterminowany w zapraszaniu, żeby nie odnieść z obecności Narutowicza korzyści. Pomimo solennych zapewnień zaczęto informować na prawo i lewo o dostojnym gościu. Wieść dotarła również do malarza Eligiusza Niewiadomskiego.

Sobota 16 grudnia była w harmonogramie prezydenta praktycznie cała zajęta. Miał spotykać się z kandydatami na ministrów i ustalać z nimi szczegóły tworzenia rządu. Rano ułaskawił skazańca, Ukraińca z Galicji Wschodniej, któremu zasądzono karę śmierci. Bardzo cieszył się z tego, że jednym z jego pierwszych działań w nowej roli stało się darowanie komuś życia. Potem spotkał się z byłym premierem Leopoldem Skulskim, towarzyszem polowań. Skulski zgłosił się właśnie w tej sprawie: chciał zaprosić głowę państwa na kolejne polowanie zaplanowane na następny dzień, czyli na niedzielę. Ostateczna decyzja w tej sprawie miała zostać podjęta wieczorem, ale na odchodnym Narutowicz niespodziewanie zwrócił się do przyjaciela: „Pamiętaj pan, panie Leopoldzie, w razie nieszczęścia zaopiekuj się moimi dziećmi”. Skulski rzeczywiście został później głównym opiekunem syna i córki prezydenta. Następnie profesor razem z Carem udał się na krótkie spotkanie z kardynałem Kakowskim. Tadeusz Hołówko twierdził, że jadąc automobilem, był w dobrym humorze. „Kazał jechać ze zwykłą szybkością i ciekawie rozglądał się po ulicach. Wyraźnie zadowolony był, gdy widział, że ludzie, poznawszy po sztandarze, że to automobil Prezydenta i zobaczywszy go, kłaniali się mu uprzejmie i życzliwie. Zwrócił mu na to uwagę p. Car”.

Śmierć Pierwszego Prezydenta [Nieskończenie Niepodległa]

16 grudnia 1922 roku. Tydzień po wyborze, Prezydent RP Gabriel Narutowicz ginie w zamachu. Zabójca przed wykonanym wyrokiem śmierci: „Umieram szczęśliwy”.



Czytaj dalej...

11 grudnia około godziny dwunastej odbyło się zaprzysiężenie nowego prezydenta. 14 grudnia mniej więcej o tej samej godzinie rozpoczęła się uroczystość przekazania Narutowiczowi władzy przez Józefa Piłsudskiego. 16 grudnia kilkanaście minut po godzinie dwunastej automobil prezydenta zajechał pod Zachętę. W tym samym miejscu znalazł się również Eligiusz Niewiadomski. Jego służąca zapamiętała, że tego dnia był bardzo spokojny, ale jednocześnie roztargniony. Zaraz po wyjściu z domu zawrócił. Zapomniał czegoś zabrać...

Po zamachu

Kazimiera Iłłakowiczówna tego dnia również zwiedzała wystawę w Zachęcie. Nie udała się za oglądającym kolejne obrazy prezydentem, ale została na dole, gdzie rozmawiała z malarzem Janem Rosenem. Nagle oboje usłyszeli trzy strzały, a zaraz potem przeraźliwe kobiece krzyki. Gdy wbiegli na górę, ujrzeli postrzelonego Narutowicza, położonego na małej ławeczce i podtrzymywanego nieporadnie przez kilka przypadkowych osób. Iłłakowiczównę zauważył hrabia Przeździecki. Zawołał ją: „Niech pani wejdzie. Jeszcze żyje, ale zdaje się, że to koniec”.

Poetka od razu przystąpiła do działania. Zarządziła, żeby umierającego położyć na podłodze, a sama uklękła przy nim, kładąc zarazem jego głowę na swoich kolanach. Zauważyła, że centralnie przed nimi stoi Niewiadomski z posępną miną. W całym rozgardiaszu nikt nie miał głowy, żeby się nim zajmować. Poleciła, by wyprowadzić go w inne miejsce. Eligiusz Niewiadomski Jak później wspominała: „Wydawało mi się okropne, aby Prezydent, o ile jeszcze coś widział, musiał ciągle na niego właśnie patrzeć”. Zresztą Narutowicz zmarł bardzo szybko. Relacje na ten temat trochę się różnią. Według jednych świadków agonia trwała kilkanaście sekund, według innych kilka minut. Obecny na sali ksiądz zaczął odmawiać modlitwy. Antoni Słonimski w wierszu Na śmierć prezydenta Narutowicza opisał te sceny następująco:

Na pluszowej kanapce, wśród ciekawych i tłoku, jakże długo umierać trzeba od krwotoku...

W tym czasie w Zachęcie wciąż panował popłoch. Wojciechowi Kossakowi utkwiły w pamięci „lecące w panice panie w kapeluszach na bakier”. Premier Nowak niepostrzeżenie zbiegł. Złośliwi komentowali, że zachował się tak samo tchórzliwie, jak kilka dni wcześniej. Zbliżający się do Zachęty kardynał Kakowski, na wieść o burzliwych zdarzeniach, kazał od razu zawrócić. W budynku był natomiast generał Józef Haller, autor radykalnej antyprezydenckiej mowy. Piłsudczyk i poseł (przyszły premier) Marian Zyndram Kościałkowski rzucił mu ze złością: „To pańskie dzieło, panie generale! Wyście go zabili! Jego krew obciąża wasze sumienia!”. Krzyk brzmiał rozpaczliwie, nikt go nie przerywał, nawet sam Haller. Milczał, blady, oparty nieruchomo na swej lasce. Z kolei młody Julian Tuwim, jak to ujęła Hanna Ostrowska-Grabska, „rozszlochał się spazmatycznie”. Nie wytrzymał emocjonalnie i trzeba go było wyprowadzać. Jego wiersz napisany po pogrzebie prezydenta, podsumowujący wszystkie te wydarzenia, stał się swoistym credo zwolenników Narutowicza. Nastrój tej wyjątkowej chwili udzielił się wszystkim. Poseł angielski zemdlał, a woźny z Zachęty głośno utyskiwał: „Psia mać, inteligent, żeby z tyłu strzelać! Zaraz bym z nim zrobił koniec!”.

Ten tekst jest fragmentem książki Macieja J. Nowaka „Narutowicz – Niewiadomski. Biografie równoległe”:

Nowak Maciej J. - „Narutowicz – Niewiadomski. Biografie równoległe” - okładka Autor: Nowak Maciej J.
Tytuł: „Narutowicz – Niewiadomski. Biografie równoległe”
Wydawnictwo: Iskry
Okładka: twarda z obwolutą
ISBN: 978-83-244-1034-7
EAN: 9788324410347
Data premiery: 29 maja 2019
Liczba stron: 216
Format: 150 × 235
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Op |

Wybor Narutowicza byl bledem. To taki Tyminski, nie wiadomo skad. Prezydentem mial byc wybrany Maurycy Zamoyski. Arystokrata, czlowiek bogaty I nie lasy na apanarze, swiatowiec, skoligacony z monarchami. I tu wylazi chlop bez matury I krawata Lepp...........tzn. Witos.... DLa tego hreczkosieja swiat, ograniczal sie do gumna I krow. Nie mogl wiec poprzec Zamoyskiego bo ten mial wiecej ziemii. Witos to postac zalosna. Gdy w 1920roku bolszewicy stali pod Wardzawa, on wyklucal sie o serwituty. Tak widzial swiat, ia polityke....



Odpowiedz

Gość: Taki jeden |

@ Gość: Op

Właśnie popisałeś się konkursową niewiedzą. Narutowicz był człowiekiem znanym, światowej sławy inżynier, cieszący się znakomitą opinią zarówno jako minister robót publicznych jak i jako minister spraw zagranicznych. Człowiek słynący z ogromnego taktu, umiejący zjednywać sobie ludzi, marszałek Rataj wypowiadał się zawsze jak najlepiej o Narutowiczu. A Zamoyski od początku był pozbawiony szans. Nie tylko ze względu na opór Witosa, ale i Thugutta. Żadne stronnictwo chłopskie nie chciało i nie mogło poprzeć największego obszarnika w Polsce. Do tego niezwykle wręcz arogancka postawa endecji nie przyjmującej do wiadomości faktu, że jej jedynym ewentualnym sojusznikiem może być tylko Witos, więc musi się liczyć z jego zdaniem. I przypominam, że Witos w polityce nie wziął się znikąd. W 1922 był bardzo doświadczonym politykiem, wieloletnim posłem do parlamentu krajowego Galicji jak i posłem w parlamencie austriackim.



Odpowiedz
Maciej J. Nowak

Historyk, miłośnik czasów dwudziestolecia międzywojennego, skamandrytów oraz wypraw górskich. Absolwent prawa i historii na Uniwersytecie Szczecińskim.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org