Opublikowano
2007-01-19 20:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Zapis choroby, zapis historii

Obok niedawno wydanej „Michnikowszczyzny” Rafała Ziemkiewicza nie sposób przejść obojętnie. „Michnikowszczyzna. Zapis choroby” jest solidnym kawałkiem publicystyki politycznej. Publicystyki mocno zaangażowanej, należy dodać. A ten gatunek wymaga od czytelnika zajęcia stanowiska.


Tytuł: Michnikowszczyzna.
Zapis choroby
Autor: Rafał A. Ziemkiewicz
Wydawca: Wydawnictwo Red Horse
Ilość stron: 400
ISBN: 83-60504-16-4
Cena: ok. 25zł

Ziemkiewicza można zmieszać z błotem albo się z nim zgodzić – tertium non datur. Ale czyż to nie szlachetny kruszec dźwięczy podczas próby?

Autor – niegdyś rzecznik prasowy Unii Polityki Realnej, wzięty pisarz SF, obecnie twarz telewizyjnego „Ringu”, raczej mylnie uważany za „nadwornego pisarza koalicji” – podejmuje próbę diagnozy. Tyleż ostrej, co emocjonalnie nieobojętnej. W trywialnym uproszczeniu można pokusić się o stwierdzenie, że leitmotivem książki jest teza „wszystkiemu winien jest Michnik”. Po dokładniejszej lekturze można jednak dojść do dwóch wniosków. Pierwszego, że powyższe uproszczenie nie jest wcale tak trywialne i dalekie od prawdy, jeśli chodzi o streszczenie przewodniej idei książki. Drugiego, że jak na tak karkołomnie schematyczną tezę RAZ-owi zebrać się udało nadzwyczaj dużo argumentów – jak chcieliby jedni lub nader wiele sofizmatów – jak powiedzieliby inni.

Co złego to Michnik

Poprzez słabo znane epizody z porodu III RP, relacje na temat prac z komisji Rokity, dane statystyczne, oficjalne cytaty i nieoficjalne wspomnienia autor „Pieprzonego losu kataryniarza” snuje wizję rodzącej się Polski. Polski, w której dzięki dwóm totalizmom wciąż brakuje naturalnych elit. Polski, która po 1989 roku jak kania dżdżu wyczekuje sprawiedliwości i uczciwego zamknięcia przeszłości. Polski, w której po wyborach kontraktowych PZPR drży o swój los, obawiając się powtórki ze scenariusza rumuńskiego. W takim momencie dziejowym na scenę wkracza Adam Michnik ze swoją Gazetą. Zarzuty stawiane wobec naczelnego Wyborczej są najcięższego kalibru. Według Ziemkiewicza, Michnik ponosi moralną odpowiedzialność za uformowanie elit (czy też „elit”) III RP. Nie zasługę, ale odpowiedzialność. Analizując język, styl i wypowiedzi Michnika w kluczowych dla tamtego okresu sprawach (lustracji, rozliczenia PZPR, rozrachunków ze zbrodniami SB, niewyjaśnionych morderstw na tle politycznym), Ziemkiewicz wskazuje na Adama M. jako głównego winnego „zbiorowej niepamięci” (puszczenie w niebyt całej historii PRL, również tej zbrodniczej). Według autora stanowi to nie tylko przyczynę powszechnego poczucia niesprawiedliwości, lecz także leży u podstaw patologii, które kładą się cieniem na współczesności. Poczynając od rewaloryzacji moralności, na patologicznych układach „gospodarki kolesiów” kończąc. Komuś, kto – podobnie jak ja przed przeczytaniem tej książki – uważa, że rozliczanie PRL to temat zastępczy lub w najlepszym przypadku drugoplanowy, polecam opis prac tzw. komisji Rokity badającej efemerycznie przypadki zbrodni SB. Wstrząsające.

Ziemkiewicz nie ogranicza się do krytyki Michnika z racji sympatii tego drugiego do (post?)komunistów. Obciąża go również odpowiedzialnością za strywializowanie dialogu publicznego. Naczelny Wyborczej sprowadził go do dychotomii – na jednym biegunie namaścił „niekwestionowane autorytety moralne”, a na drugim śmiertelnie zamilcza ośmielających się myśleć inaczej.

Biała karta, Michnik z piórem

Towarzyskie anegdoty, cytaty z GW (tendencyjne, a jakże) i wykazywane przykłady niekonsekwencji wywodu, dające się wytłumaczyć tylko zacietrzewieniem ideologicznym stosowanym zamiast rzetelnej dyskusji, mówią same za siebie. Michnik nie potrzebuje adwersarzy – zdaje się mówić Ziemkiewicz – lecz chóru klakierów, spijających z jego miodopłynnych ust słowa namaszczenia na „prawego i sprawiedliwego” i klątwy na „nieprawomyślnych”.

Książka usiana jest bogatym materiałem faktograficznym, wyimkami z GW, faktami, datami, miejscami i osobami tworzącymi krajobraz nowo powstającej w latach dziewięćdziesiątych Polski. Białej karty, którą można było zapisać na milion sposobów. Zapisano ją przy znaczącym udziale Gazety Adama Michnika, której wpływ – co przyzna najzagorzalszy nawet orędownik GW – był w minionych latach nie do przecenienia. Gazeta Wyborcza w opinii Ziemkiewicza dała milionom Polaków iluzję wyrafinowania i wysublimowanej dyskusji prowadzonej w elitarnym towarzystwie. Przy bliższym spojrzeniu wyrafinowanie okazało się jednak stosem sylogizmów przyjmowanych na starej erystycznej zasadzie: argumentacji przez zastraszanie. Dobre towarzystwo – bruderszaftami z katami rodem z kazamatów SB i mordercami z czasów stanu wojennego. Wysublimowana dyskusja – mało wyrafinowanym podziałem na naszych i swołocz. Na głównych wrogów nowo powstającego państwa Michnik kreuje szeroko rozumiane skrzydło niepodległościowe, strasząc urojonymi upiorami antysemityzmu i faszyzującej endecji. Przy okazji oswaja Polaków z pacyfikatorami kopalni Wujek i sprawcami pięćdziesięcioletniego zapóźnienia cywilizacyjnego Polski.

Publicystyki Ziemkiewicza można nie lubić, można się z nią nie zgadzać, ale książkę przeczytać należy. Choćby dlatego, że – pisząc nieco przewrotnie – hołdowanie jednej, gazetopodobnej wizji „nowej, demokratycznej Polski” dowodzi właśnie przynależności do „michnikowszczyzny”. Czy się to komuś podoba, czy nie, wiele spiskowych do niedawna teorii – że wspomnę jedynie o rozmowach podokrągłostołowych – wyszło poza krąg sfrustrowanych, podstarzałych akademików czy kółek różańcowych Radia Maryja. Dlatego warto sięgnąć po „Michnikowszczyznę”. Choćby po to, żeby znaleźć argumenty podważające logiczny wywód Ziemkiewicza.

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Łukasz Karcz

Autor nie nadesłał informacji na swój temat.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org