Opublikowano
2015-06-30 20:37
Licencja
Wolna licencja

Zapomniane maszyny Luftwaffe

Nowoczesne konstrukcje czy futurystyczne plany rodzące się w głowach niemieckich naukowców pod koniec wojny często goszczą w popkulturze. Są też jednak pomysły, które tam nie zagościły, a powinny.


1 2 3 4

Naziści na księżycu, podwodne bazy Kriegsmarine na Atlantydzie i latające spodki z krzyżami Luftwaffe na burtach – każdy słyszał o jakiejś bajce tego typu, oglądał o tym film lub grał w grę z takim motywem. Trudno byłoby zliczyć, ile legend na temat supernowoczesnych technologii III Rzeszy powstało na przestrzeni lat. Biorąc pod uwagę zaawansowanie technologiczne Niemiec, nic dziwnego, że twórcy popuszczają wodze fantazji.

No dobrze, ale co tak na przykład jest dowodem na to zaawansowanie technologiczne? Co dało pożywkę do snucia fantazji o futurystycznych maszynach bojowych w barwach Rzeszy? Odłóżmy hitlerowskie latające spodki między bajki i przyjrzyjmy się kilku autentycznym maszynom, skonstruowanym w ramach coraz rozpaczliwszych wysiłków odwrócenia biegu wojny.

Messerschmitt Me 323 Gigant

Jednym z najważniejszych aspektów prowadzenia działań wojennych to zapewnienie właściwej logistyki. Bez zaopatrzenia żadna armia nie może walczyć, konieczna jest także możliwość ewakuacji rannych czy dostarczenia posiłków. W tym celu konieczne jest zapewnieni środków transportu: kołowego, kolejowego czy morskiego. Podczas II wojny światowej po raz pierwszy w historii pojawiła się także kwestia zapewnienia transportu lotniczego. Dodajmy, po raz pierwszy na masową skalę, bowiem palma pierwszeństwa w zaopatrywaniu wojsk drogą powietrzną należy się kajzerowskim Niemcom z okresu I wojny światowej i misji sterowca L 59. Fakt faktem – nieudanej.

Lipiec 1940. Zjednoczone Królestwo stoi wobec zagrożenia niemal bezprecedensowego w swej historii: brytyjska armia utraciła swą zdolność bojową i wycofała się na wyspy, zaś po drugiej stronie kanału szykują się do inwazji wrogie wojska. Wehrmacht, Luftwaffe i Kriegsmarine zaczynają przygotowania do operacji „Lew Morski” jako pierwsza armia od czasów Wilhelma Bękarta. W tym celu zbierane są środki transportowe, które przerzucą armię lądową na drugą stronę kanału. Niemiecka Marynarka Wojenna nie jest w stanie zapewnić wystarczającej ilości statków, Royal Navy w operacji „Catapult” topi flotę francuską, której planowano do tego użyć, wiadomo więc, że duża część tego zadania spadnie na barki Luftwaffe. A Luftwaffe tymczasem nie ma możliwości, by z tego zadania się wywiązać…

Junkers Ju 52, fotografia z lat 30. (domena publiczna).

„Koniem roboczym” niemieckiego lotnictwa transportowego był samolot Junkers Ju 52, zwany Tante Ju lub Żelazną Anną. Był to opracowany w 1929 roku staruszek, wytrzymały, solidny i łatwy w eksploatacji, ale zarazem powolny i hałaśliwy. Co gorsza jednak, dość mały: obojętnie od wersji, mógł przewieźć około 5 ton ładunku, do tego był dość wąski i trudno się go ładowało, jedynym lukiem były bowiem wąskie drzwi na burcie. Ministerstwo Lotnictwa Rzeszy zleciło więc budowę następcy dwóm firmom: Junkersowi i Messerchmisttowi. Przed oboma postawiono to samo zadanie – opracowanie wielkopojemnościowego szybowca transportowego, który niewielkim kosztem będzie mógł przerzucić Wehrmacht przez Kanał La Manche.

Zakładu Junkersa zaproponowały istnego lewiatana: szybowiec Ju 322 Mammut. Ten gigant o konstrukcji drewnianej miał rozpiętość skrzydeł 61,8 metra, długość 29,5 metra i 9 metrów wysokości. Dla porównania, współczesny ciężki transportowiec Boeing C-17 Globemaster III ma rozpiętość 51,74 metra. Oczywiście, Mammut był od Boeinga o wiele krótszy i niższy, daje to jednak pojęcie, jak gargantuiczny wydawać się musiał w swym czasie.

Konstrukcja Junkersa została odrzucona: była bardzo niestabilna w locie, miała też wielką ilość mniejszych usterek, które uznano za niemożliwe do naprawienia. Wybrano konstrukcję Messerschmitta, ten zaś początkowo zaproponował szybowiec Me 321 Gigant. Był on nieco mniejszy od Mammuta, mierzył 55 metrów rozpiętości, 28,15 metra długości i 10,15 metra wysokości. Można było nań załadować 22 tony (czyli, na przykład, tyle ile wynosi masa bojowa czołgu PzKpfw III Ausf. H), sama ładownia zaś miała pojemność 108 m3, więc by maksymalnie ją wykorzystać, do transportu żołnierzy instalowano międzypokład. Nowością było także zastosowanie otwieranej furty dziobowej, umożliwiającej łatwy załadunek towarów.

Messerschmitt Me 323 Gigant (fot. Menzendorf, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 101I-596-0367-05A, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany)

Pierwszy szybowiec oblatany został 25 lutego 1941 roku, zaś do początku 1942 roku, kiedy wstrzymano produkcję, powstało 230 egzemplarzy. Maszyna daleka była od doskonałości – w trakcie eksploatacji wyszły na jaw trzy podstawowe wady. Po pierwsze, była trudna w pilotażu, czemu udało się zaradzić dodając w wersji Me 321B-1 drugiego pilota. Po drugie, trudno było znaleźć do niej wystarczająco mocny samolot holujący. Na początku planowano użyć zmodyfikowanego samolotu Junkers Ju 90, okazało się jednak, że jest ich zdecydowanie zbyt mało. Drugim krokiem było używanie zaprzęgu trzech Messerschmittów Bf 110, tzw. Troiki. To dość karkołomne połączenie czterech złączonych holami samolotów okazało się niezwykle trudne w pilotażu, więc spróbowano trzeciego rozwiązania, tworząc Heinkla He 111 Zwilling. Było to w istocie połączenie dwóch He 111, sczepionych skrzydłami i z dodanym piątym silnikiem w miejscu połączenia.

Polecamy e-book: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Autor: Łukasz Męczykowski
Tytuł: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
ISBN: 978-83-934630-9-1
Stron: 123
Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Janek |

Akurat wymienione w artykule maszyny dość często pojawiają się w związku z Wunderwaffe. Nadal jest masa, może nie tak kosmicznych, ale nadal ciekawych projektów o których faktycznie się nie wspomina.



Odpowiedz

"należy się kajzerowskim Niemcom" - miło byłoby w nawiasie napisać co znaczy kajzerowskim. Nie musiałbym odpytywać pwn.pl dlaczego aż tak mało słów znam :(



Odpowiedz

Poprawka została naniesiona, dziękujemy za czujność. Pozdrawiam serdecznie



Odpowiedz

Gość: Pyth0n |

"szczepionych skrzydłami" A przeciw czemu były szczepione tymi skrzydłami? Poza tym - bardzo ciekawe i prosimy więcej.



Odpowiedz

Już poprawione, dziękujemy!



Odpowiedz
Przemysław Mrówka

Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org