Autor: Ewa Celińska-Spodar
Tagi: Historia wojskowości, Historia polityczna, Artykuły, II wojna światowa, Polska
Opublikowany: 2014-08-31 13:44
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

„Zośka” się przebija – przebicie do Śródmieścia 30/31 sierpnia 1944 r.

W 1944 roku kilkudziesięciu powstańców dokonało rzeczy niemożliwej. Odcięci od oddziału, zdani tylko na własne siły, podjęli nadludzki wysiłek, aby przetrwać. Przebicie do Śródmieścia obrosło legendą…
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Przebicie do Śródmieścia – czytaj też: Powstanie Warszawskie w Histmag.org

Po niemal miesiącu ciężkich walk w powstańczej Warszawie, 28 sierpnia 1944 r. nastąpił szturm sił niemieckich, który zdecydował o dalszym przebiegu walk na Starym Mieście. Powstańcy utracili ważne środki oporu takie jak Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych na północy i katedra św. Jana Chrzciciela na południu. W konsekwencji, nie było już możliwości dalszej obrony Starówki.

Ppłk. Jan Mazurkiewicz "Radosław" (domena publiczna)
Wobec takiego rozwoju wydarzeń płk Karol Ziemski ps. „Wachnowski”, dowódca Grupy „Północ”, podjął decyzję o przebiciu do Śródmieścia. Po uzgodnieniach z płk. Antonim Chruścielem ps. „Monter” termin działania wybrano na noc z 30 na 31 sierpnia. Uderzenie ze Starego Miasta miało iść dwiema kolumnami. Prawe skrzydło, które stanowiły Batalion Chrobry I i kompania kpt. „Nałęcza” miały nacierać z Pasażu Simonsa przez ul. Długą i Tłomackie ku Rymarskiej. Natomiast lewe skrzydło pod dowództwem ppłk. Jana Mazurkiewicza ps. „Radosław” składające się z oddziału „Broda” mjr. Andrzejewskiego ps. „Jan” i batalionu „Parasol”, miało wykonywać główne uderzenie, nacierając z obu stron Banku Polskiego przez ruiny domów miedzy ul. Bielańską i Senatorską na Plac Bankowy. Równolegle zaplanowano atak oddziału kpt. Eugeniusza Konopackiego ps. „Trzaska” z Daniłłowiczowskiej na Plac Bankowy. Uderzenie obu tych skrzydeł miał wspierać desant kanałami na Plac Bankowy. Z uderzeniem ze Starego Miasta zsynchronizowane było również natarcie oddziałów ze Śródmieścia pod dowództwem mjr. Steczkowskiego ps. „Zagończyk”.

Lekko ranni, część ludności cywilnej oraz administracja mieli zostać ewakuowani kanałami.

30 sierpnia 1944 r. o godz. 18 dowódcy zgrupowań i odcinków otrzymali rozkaz płk. „Wachnowskiego” wyznaczający czas i kierunek nocnego szturmu. Natarcie miało się rozpocząć o godz. 0.30, z ul. Bielańskiej ku Żelaznej Bramie.

Ostatecznie początek szturmu został jednak przesunięty na godz. 1.00, natomiast gotowość bojowa miała zostać osiągnięta o 24.00. Sytuacja skomplikowała się jednak, gdyż o zmianach nie zdołano zawiadomić oddziałów na Śródmieściu. Jedynie dowódca desantu por. Zołociński ps. „Piotr” zdołał przesunąć działania na godzinę 1.00. Główne uderzenie znów zostało przesunięte, natomiast siły wspierające rozpoczęły działania zgodnie z planem. Atak nie stanowił zaskoczenia dla nieprzyjaciela i szybko uległ załamaniu, o czym nie wiedział dowódca lewego skrzydła, oczekując wciąż na meldunek o wykonanym desancie. Płyną godziny, już szarzeje – napisał jeden z powstańców – Dlaczego nie zaczynają? Zaraz będzie widno! Dopiero o godz. 3.30 płk „Wachnowski” rozkazał przystąpić do natarcia. Z kolei oddziały „Radosława” rozpoczęły uderzenie jeszcze później, bo dopiero o 4.00.

Przebicie do Śródmieścia – zobacz także:

Przez Bielańską

Szturm rozpoczął mjr „Jan”. W pierwszej linii poszła kompania „Rudy”, pod dowództwem ppor. Andrzeja Romockiego „Morro”. Następnie kompania „Maciek”. Gdy tylko jednak żołnierze „Rudego” zdołali ustawić się w załomach gmachu Banku Polskiego i zaczęli przechodzić przez okna, cały teren został rozświetlony przez flary. Niemcy natychmiast otworzyli ogień. Pomimo ostrzału, plutonowi „Felek” udało się przeskoczyć jezdnię i dopaść do ruin pomiędzy ul. Bielańską i Senatorską. Następnie przeszły plutony „Alek” i „Sad” z Andrzejem Romockim na czele. Na końcu ulicę przeskoczył dowódca „Zośki” kpt. Ryszard Białous „Jerzy” z resztkami „Sadu” i mjr „Jan” z „Brodą”, wykorzystując przerwę ogniową. Po dopadnięciu do gruzów po drugiej stronie ul. Bielańskiej dowództwo „Brody”

Ppor. Andrzej Romocki "Morro" (domena publiczna)
wpadło pod niemiecki ostrzał, w wyniku którego wszyscy zginęli. Załamały się również natarcia wykonywane przez resztki kompanii „Maciek” i batalion „Parasol”.

W efekcie, po drugiej stronie ul. Bielańskiej znalazły się tylko zdziesiątkowane plutony „Rudego”, pod dowództwem „Andrzeja Morro”, pluton Kolegium A oraz por. „Jerzy” i kpt. „Trzaska”. Obaj zostali zresztą ranni w czasie przeskoku. Łącznie grupa składała się z niespełna siedemdziesięciu osób, wśród których było wielu lżej i ciężej rannych.

Co prawda udało się przedostać na drugą stronę ul. Bielańskiej, ale oddział został odcięty od reszty szturmowców. Nie było więc innego wyjścia, jak tylko próbować iść naprzód. Ryszard Białous pisał w swoich wspomnieniach, że po dotarciu do ul. Senatorskiej dalszy przeskok był niemożliwy, ponieważ przeszkodę stanowił silny ogień zaporowy od strony Pałacu Błękitnego, opanowanego przez Niemców.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7

Książkę można również zakupić jako e-book. Przejdź do strony zakupu e-booka!

Noc w ruinach

Wyznaczona wcześniej trasa przeskoku okazała się nie do pokonania, dlatego „Jerzy” zdecydował się zmienić kierunek natarcia. Miało ono pójść przez kościół św. Antoniego, Bibliotekę Zamoyskich, Ogród Saski, Palmiarnię, Gmach Giełdy, ul. Królewską i Zielną. Porucznik „Jerzy” miał wydać rozkaz sformowania patrolu, którego zadaniem było zorientowanie się w sytuacji i osłona przeskoku reszty oddziału za pomocą granatów. Na czele owej grupy ruszył „Andrzej Morro” i wtedy też miał zostać ranny. Z kolei Stanisław Lechmirowicz ps. „Czart” napisał, że inicjatywa działania wyszła właśnie od „Andrzeja Morro” i to on zorganizował patrol oraz obsadził kościół oddziałem „zośkowców”. Co więcej Romocki, zwany przez kolegów „Amorkiem”, miał zostać ranny podczas drugiego przeskoku przez ul. Senatorską, z kościoła św. Antoniego do ruin, gdzie znajdowała się reszta oddziału.

Tadeusz Sumiński napisał: Amorek leży nieruchomo, wygląda strasznie, ale często podrywa się i z nieoczekiwaną energią wydaje rozkazy, polecenia. Zgodnie ze słowami uczestników przebicia „Morro” cały czas brał czynny udział we wszystkim, co więcej podejmował racjonalne decyzje, których nikt nie negował.

Przeczytaj również:

Według relacji, powstańcy otrzymali od Romockiego rozkaz przeskoku do kościoła i na jego komendę ruszyli. Przeprawa przez ulicę zakończyła się powodzeniem. Kiedy oddział znajdował się już w kościele św. Antoniego, „Morro” z sekcją lekkich karabinów maszynowych zrobił rozpoznanie przedpola aż do Biblioteki Zamoyskich. W związku z tym, że ostrzeliwana przez Niemców świątynia nie dawała odpowiedniego zabezpieczenia, por. „Jerzy” w porozumieniu z „Amorkiem” zdecydował, że w odpowiednim momencie wszyscy przejdą do wypalonego gmachu Biblioteki Zamoyskich. Potem korzystając z ataku sztukasów, które atakują właśnie Bank Polski i okolice Bielańskiej (…), opuszczamy kościół, by biegiem przebyć pustą przestrzeń (…) do Biblioteki. Po drodze ginie z rąk Morry SS-man, ostatni świadek naszego przejścia.

Powstańcy spędzili cały dzień w gmachu Biblioteki Zamoyskich. Większość żołnierzy została zgromadzona w wąskim korytarzu między piwnicami. W pomieszczeniach było duszno i gorąco. Większość grupy stanowili ranni. Nie było wody i środków przeciwbólowych. Co więcej, przed budynkiem coraz częściej pojawiały się patrole niemieckie. Po pewnym czasie Niemcy zaczęli wrzucać granaty do piwnicy i strzelać w okienka. Nikt jednak nie został ranny. Porucznik „Jerzy” uważnie obserwował przedpole i jak wspominał: w wypadku próby zaatakowania nas przez Niemców mamy wyskoczyć na zewnątrz. W tym celu przygotowaliśmy, z zachowaniem możliwie największej ciszy, wyjścia przez okna. Szczęśliwie udało się jednak doczekać do zmierzchu.

W czasie pobytu w piwnicach stan Romockiego pogorszył się, co chwilę tracił on przytomność. Natomiast w chwilach powrotu świadomości Romocki często wzywał kogoś do siebie i wydawał rozkazy. Sytuacja nie pozwalała na dłuższe pozostanie w budynku. „Jerzy” wspominał: naradzam się ze «Sznicą», jak zabrać Andrzeja, gdyby nie mógł iść o własnych siłach (…) wracam do Andrzeja, który znów stracił przytomność. Lidka daje mu jakieś zastrzyki, my wlewamy mu wódkę w usta. Wszyscy czekają i choć chwila wymarszu odwleka się, nie słychać żadnego szmeru zniecierpliwienia. Andrzej przytomnieje, przejawia nawet dziwną energię.

Kupuj świetne e-booki historyczne i wspieraj ulubiony portal!

Regularnie do sklepu Histmaga trafiają nowe, ciekawe e-booki. Dochód z ich sprzedaży wspiera działalność pierwszego polskiego portalu historycznego. Po to, by zawsze był ktoś, kto mówi, jak było!

Sprawdź dostępne tytuły pod adresem: https://histmag.org/sklep

„Nie strzelać, Starówka!”

Około godz. 22 „Jerzy” miał zorganizować kolumnę, która ruszyła przez Ogród Saski. Z kolei „Czart” napisał: Andrzej Morro obejmuje dowództwo. Po wyjściu z Biblioteki Zamoyskich, grupa skierowała się przez Ogród Saski w stronę wieży ciśnień.

Przedzierając się przez szpaler bzu dochodzimy do uliczki. Po drugiej stronie jeszcze nasi. Nagle w uliczkę obok, której stoimy wjeżdża samochód, jeden…drugi… W odkrytych wozach bojowych siedzą Niemcy. (…) jesteśmy ledwie parę metrów od alejki i widać nas zupełnie dokładnie, ale żandarmi przyglądają się nam obojętnie, bez zainteresowania i mijają. Oczywiście zwiodły ich nasze esesmańskie mundury i brak opasek.

Wszyscy trzymali broń w pogotowiu. Posiadacze karabinów maszynowych stanowili ubezpieczenie. Na czele kolumny szli „Jerzy” i „Andrzej Morro”. Zgodnie z rozkazem odzywać mieli się tylko ci, którzy dobrze znali niemiecki. Kiedy powstańcy minęli główną aleję i doszli do Palmiarni, zauważyli jakiś ruch przy barykadzie.

Por. Ryszard Białous "Jerzy" (domena publiczna)
Wtedy: pada po niemiecku wypowiedziane zdanie: «Tędy nie przejdziecie, musicie się cofnąć». Drogosław bezczelnie odpowiada po niemiecku: «Wiemy, którędy mamy iść», i idziemy dalej, wolno defilując przed zdziwionymi nieco Niemcami w kierunku Marszałkowskiej. Następnie szturmowcy przeszli w stronę ul. Marszałkowskiej i Królewskiej, by w końcu dotrzeć do gmachu Giełdy. Od polskich stanowisk dzieliła ich tylko szerokość ul. Królewskiej. I dokładnie z tej samej chwili z polskiej barykady w kierunku Giełdy poszła seria z karabinu maszynowego. Jak napisał „Jerzy” : podrywam się wołając «Zgrupowanie Radosława, Starówka, nie strzelać». Wypadamy z Giełdy, przecinamy Królewską i wpadamy wprost w ramiona swoich – Polaków. Doszło nas sześćdziesięciu.

W tradycji batalionu „Zośka” przebicie do Śródmieścia urosło już do rangi legendy. Mimo że nie miało ono większego znaczenia taktycznego, nie otworzyło drogi do odwrotu dla żołnierzy i ludności Starówki, uchodzi za jedno z najwybitniejszych działań powstańczych batalionu. Powstańcy skazani na pewną śmierć nie zrezygnowali i podejmując nadludzki wysiłek przedarli się do polskich stanowisk. Ogromna w tym zasługa dowódców przede wszystkim por. „Jerzego” i ppor. „Andrzeja Morro”, którym ta mała grupka żołnierzy zawdzięcza życie.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką” – Tom drugi!

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego t.2”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 240
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-930226-9-4

Książkę można również zakupić jako e-book. Przejdź do strony zakupu e-booka

Bibliografia

  • Ryszard Białous, Walka w pożodze, Warszawa 2000.
  • Anna Borkiewicz-Celińska, Batalion „Zośka”, Warszawa 1990.
  • Stanisław Broniewski, Całym życiem. Szare Szeregi w relacji naczelnika, Warszawa 1983
  • Aleksander Kamiński, Zośka i Parasol , Warszawa 2009.
  • Pamiętniki żołnierzy baonu Zośka, red. Tadeusz Sumiński, Warszawa 1957.
  • Barbara Wachowicz, To „Zośki” wiara, Warszawa 2005.
  • Wielka ilustrowana encyklopedia Powstania Warszawskiego, red. J. Krech, A. K. Kunert, Z. Walkowski, t.4, Warszawa 1997.

Redakcja: Michał Przeperski

Tekst ukazał się pierwotnie 31.08.2012

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Ewa Celińska-Spodar
Absolwentka historii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Obecnie doktorantka w Instytucie Historii KUL. Interesuje się konspiracyjnymi organizacjami młodzieżowymi w okupowanej Warszawie, a w szczególności Szarymi Szeregami. Poza tym jest zafascynowana życiem prywatnym elit w dwudziestoleciu międzywojennym.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy