Autor: Michał Kubicz
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Historia kobiet, Starożytny Rzym, Włochy, Europa
Opublikowany: 2016-02-06 16:45
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Agrypina młodsza - cesarzowa jakich mało

Agrypina młodsza to barwna postać. Wyszła za mąż mając zaledwie 13 lat, była matką cesarza Nerona i siostrą cesarza Kaliguli. W czasach tak niespokojnych jak połowa I w. trudno było należeć do elity władzy. Zwłaszcza w Rzymie.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

Agrypina młodsza: niełatwe życie na świeczniku

Popiersie Agrypiny Młodszej (fot. BurgererSF, opublikowano na licencji Creative Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication))

Pod zamkniętymi powiekami śpiących oczu uparcie powracają obrazy z nieodległej przeszłości:

Słońce zachodzi nad wysepką położoną kilkadziesiąt mil od brzegów Italii – niegościnnym wulkanicznym kolcem kaprysem Neptuna wbitym w powierzchnię morza. Kilka rybackich chat i niewielkich domów, mała przystań w otoczonej skałami zatoczce, drzewa oliwne, stadka owiec i kóz walczących o skromną zieleń.

Więzienie bez murów.

Stoi na piasku i wpatruje się w horyzont. W oddali majaczy sylwetka okrętu. Próbuje dojrzeć, czy jest to jeden z tych pękatych statków handlowych, które raz w miesiącu zawijają do zatoki.

Zbliża się powoli. Serce zaczyna bić mocniej. To nie okręt kupiecki. Z dala widać już powiewający na rufie cesarski sztandar. A więc stało się… Każdego dnia oglądała zachodzące nad wyspą słońce, zastanawiając się, czy widzi je po raz ostatni. Każdego poranka budziła się z myślą, czy dane jej będzie przeżyć do końca kolejny dzień.

Po chwili statek jest już na tyle blisko, że na pokładzie może wyraźnie dostrzec mężczyznę w purpurowym płaszczu i w hełmie ozdobionym charakterystycznym pióropuszem.

Ściska ją w żołądku, jej mięśnie tężeją, a oczekiwanie na najgorsze paraliżuje ją tak, że nie jest w stanie drgnąć. A zatem to już koniec? Jej własny brat wydał na nią wyrok śmierci?

Gdy okręt przybija wreszcie do drewnianego pomostu, pretorianin zeskakuje z pokładu i energicznym, żołnierskim krokiem rusza w jej kierunku. Nie zamierza przed nim uciekać. Chce umrzeć z godnością.

Staje przed nią wyprostowany.

– Tyś Julia Agrypina? Córka Germanika? Bądź pozdrowiona, pani. Przynoszę ci wiadomość od cesarza.

– Mów!

– Jesteście wolne. Wolą cesarza Klaudiusza jest, abyś ty i twoja siostra wróciły do Rzymu.

– Cesarza Klaudiusza?!

– Tak, domina, twój brat Gajusz, zwany Kaligulą, został zamordowany.

Julia Agrypina Młodsza była postawną dwudziestopięcioletnią kobietą o twarzy wpisującej się w idealny owal, wąskim, prostym nosie i drobnych ustach. Czarne, kręcone włosy zaczesywała zazwyczaj w kok. Uważano ją za piękną. Pomimo młodego wieku poznała już brud rzymskiego obozu wojskowego, w którym przyszła na świat, blichtr władzy, luksus cesarskich pałaców i nędzę odludnej prowincji. Jako dziecko poślubiła mężczyznę, po którym tuż po przekroczeniu progu dorosłości została wdową. Była siostrą najpotężniejszego człowieka ówczesnego świata, o której względy zabiegała rzesza pochlebców, i spadła na dno wygnania. Urodziła syna i utraciła go z pełną świadomością, że dziecko oddzielone od matki w tak młodym wieku najprawdopodobniej nawet nie zapamięta jej twarzy.

Przyszła na świat rok po śmierci wielkiego cesarza Augusta , na początku panowania jego następcy zwanego Tyberiuszem. Należała do wyjątkowej rodziny: po kądzieli prawnuczka Augusta, a po mieczu – Marka Antoniusza, wielkiego wodza Cezara i kochanka Kleopatry. Jej ojcem był Germanik, uwielbiany przez tłumy generał legionów. Niewiele w tych czasach było kobiet, które mogły poszczycić się równie arystokratycznym pochodzeniem.

Miała liczne rodzeństwo, z którego wiek dorosły osiągnęły dwie siostry i trzej bracia. Ich przyszłość w rządzonym przez jej rodzinę Rzymie wydawała się pewna. Dzieciństwo spędziła Agrypina otoczona przepychem, jaki był udziałem jedynie garstki ludzi – zazwyczaj jej bliższych lub dalszych krewnych, którzy skupili w swych rękach niewyobrażalne fortuny i będącą ich źródłem władzę. Bogowie okazali się jednak kapryśni. Pod rządami Tyberiusza matka zmarła na wygnaniu, ojciec w niejasnych okolicznościach, a dwóch starszych braci zabito na polecenie samego cesarza.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVI

All rights reserved.

Tekst jest fragmentem książki Michała Kubicza „Agrypina. Cesarstwo we krwi”:

Michał Kubicz
„Agrypina. Cesarstwo we krwi”
39,90 zł
Okładka: Oprawa miękka - broszurowa
Liczba stron: 488
Seria: Wyrwane z kart historii
Format: 230x155mm
ISBN: 978-83-245-8217-4
EAN: 9788324582174

Jako trzynastoletnia dziewczynka została wydana za mąż za swego krewnego – Gnejusza Domicjusza Ahenobarba, w którego osobie schodziły się dwa starożytne rody: Domicjuszów i Klaudiuszów. Mąż był od niej ponad trzydzieści lat starszy, a Agrypina w dniu ślubu była jeszcze dzieckiem, w jej oczach zatem nadawał się bardziej na zastępcę nieżyjącego ojca. W otaczającym ją świecie małżeństwo, zazwyczaj aranżowane przez rodziny i podyktowane przede wszystkim korzyściami, jakie one same z niego czerpały, nie było uwarunkowane jakimikolwiek sentymentami małżonków. Agrypina szybko zrozumiała, jaka jest jej rola u boku starszego mężczyzny, i bez sprzeciwu spełniała jego oczekiwania. Powoli uczyła się prowadzenia domu i zarządzania wypełniającą go tłumnie familią złożoną głównie z niewolników i wyzwoleńców męża.

Lawrence Alma-Tadema – Obwołanie Klaudiusza cezarem (1867 (domena publiczna)

Kiedy miała dwadzieścia dwa lata, po dziewięciu latach związku z Gnejuszem, urodziła syna – Lucjusza. W tym samym czasie los ofiarował Agrypinie i jej siostrze Liwilli prezent, czyniąc cesarzem Rzymu ich ostatniego pozostałego przy życiu brata, Gajusza, powszechnie zwanego Kaligulą. Została jedną z najbardziej wpływowych kobiet świata. Na siostry dwudziestopięcioletniego młodzieńca rządzącego najpotężniejszym imperium tamtych czasów spłynęło uwielbienie tłumów, jakim cieszył się z początku młody władca. Wnet jednak się okazało, że prezent był przekleństwem. Oskarżona wraz z Liwillą o udział w spisku na życie cesarza oraz o cudzołóstwo została skazana na wygnanie. Pozbawiona kontaktu z dwuletnim wówczas synem, upokorzona, spędziła poza Rzymem prawie dwa lata. Przez cały ten czas drżała o życie własne i dziecka. Docierały do niej okruchy wieści o postępującym obłędzie jej brata, którego szaleństwo doprowadziło do wyroków śmierci wydanych na wielu szacownych obywateli, wymuszonych samobójstw i konfiskat majątków. Nieustannie zastanawiała się, kiedy także do niej przybędzie z cesarskiego pałacu posłaniec z ponurą wiadomością. Z dnia na dzień traciła nadzieję na powrót do domu. Zresztą po chorobie i śmierci Gnejusza oraz konfiskacie całego jego mienia nie miała już do czego wracać. Jej głowę zaprzątały raczej wątpliwości, czy brat pozwoli jej godnie popełnić samobójstwo, czy też naśle oprawców, którzy pozbawią ją życia, brutalnie wcześniej gwałcąc na oczach ostatnich spośród jej wiernych sług.

Los po raz kolejny odwrócił się, gdy pogrążający się w szaleństwie Kaligula zginął z rąk morderców. Agrypina została ułaskawiona przez nowego cesarza Rzymu, swego stryja Klaudiusza.

Całą siłą woli powstrzymywała opadające powieki. Ciało coraz natarczywiej domagało się snu. Co chwila jej głowa się przechylała, a myśli odpływały w półdrzemkę, z której za każdym razem wyrywał ją kolejny podskok niewygodnego wozu na nierównej nawierzchni drogi. Stukot kopyt na kamiennym bruku, skrzypienie źle naoliwionych osi, czasami świst bata, którym woźnica poganiał konie. Nocą podróż dłużyła się niemiłosiernie. Wreszcie poczuła, że wóz się zatrzymał. Przez jego płócienną zasłonę zobaczyła blask pochodni. Usłyszała kilka zdań zamienionych przez towarzyszących jej pretorianów ze strażnikami pełniącymi służbę u bram Miasta. Jeden ze strażników uniósł na chwilę zasłonę i zajrzał do środka. Na jej półprzytomnej ze zmęczenia twarzy pojawił się blady uśmiech.

– Możecie jechać. Witamy w Mieście! – usłyszała jak przez mgłę.

Wóz ruszył. Czuła, jak co chwila przystawał. Ruszał. Znów przystawał. I znowu ruszał. I tak nieustannie. Wiedziała, że pokonanie ostatniego odcinka zajmie najwięcej czasu: o tej porze ulice Miasta wypełniały niezliczone pojazdy kupieckie tamujące ruch.

Wreszcie się zatrzymali.

– Jesteśmy na miejscu, domina – usłyszała, walcząc ze zmęczeniem. Czyjaś dłoń złapała ją za ramię i niemal siłą wyciągnęła z wozu. Słaniając się, podtrzymywana przez dwóch mężczyzn, przeszła kilka kroków. Inne ręce poprowadziły ją do ciemnego pomieszczenia. Poczuła, jak zdejmują z niej ubranie. Chwilę później czyjeś dłonie pospiesznie nacierały jej ciało mokrymi ściereczkami, próbując usunąć brud podróży. Zaraz potem nałożyły na nią czystą tunikę i poprowadziły do łoża. Przyłożyła głowę do miękkiej, pachnącej poduszki. Nim odetchnęła trzy razy, pogrążyła się w głębokim śnie.

Zbudził ją jednostajny, wzmagający się szum. Nie były to kojące zmysły dźwięki przyrody. Brzmiały znajomo, lecz jednocześnie wzbudzały niedający się wytłumaczyć niepokój. Szum ten był jak narastający hałas zbliżającego się roju pszczół. Jeszcze kilka lat temu jej umysł w ogóle by go nie zanotował, zignorowałby, tak jak na wyspie ignorował monotonny szum fal, co rusz przerywany odgłosami mew. Kiedyś traktowałaby go jako naturalny element otoczenia, jak krajobraz wokół, jak niebo i sunące po nim chmury. Teraz jednak było inaczej. Wzrastający hałas przywoływał rozmazane wspomnienia z przeszłości, irytująco drążąc mózg, przykuwając uwagę i zmuszając do daremnych prób rozróżnienia składających się nań dźwięków.

Miasto nie zasypiało nigdy. Za dnia gwarne i tłoczne, w nocy wyraźnie pustoszało, rozświetlane jedynie chybotliwym płomieniem tysięcy pochodni i lamp oliwnych. Jednak nawet wówczas dźwięki wydobywające się z jego trzewi nie cichły. Skrzypienie wozów z zaopatrzeniem, wrzaski nocnych ochlapusów gotowych do zwady z każdym, kto się nawinie, pijackie śpiewy wydobywające się z setek karczem, miłosne krzyki dochodzące z rozlicznych burdeli – w nocy to właśnie te dźwięki, splecione w jedną wiązkę tak ściśle, że żadnego z nich nie dałoby się z niej wyłuskać, pobrzmiewały, odbijając się od zboczy pobliskich wzgórz.

Teraz, nad ranem, gdy nocne życie Miasta gasło, ustępując pola codziennej krzątaninie, hałas znów przybierał na sile, coraz bardziej jednostajny.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVI

All rights reserved.

Tekst jest fragmentem książki Michała Kubicza „Agrypina. Cesarstwo we krwi”:

Michał Kubicz
„Agrypina. Cesarstwo we krwi”
39,90 zł
Okładka: Oprawa miękka - broszurowa
Liczba stron: 488
Seria: Wyrwane z kart historii
Format: 230x155mm
ISBN: 978-83-245-8217-4
EAN: 9788324582174

Wytężyła słuch.

Nie bez wysiłku z docierającego do niej szumu wyodrębniła pojedyncze odgłosy: stukot kół na nierównych kamiennych płytach, otwierane z łoskotem drewniane odrzwia kramów, hałaśliwie przeganiane zwierzęta. Po chwili jej ucho wyłowiło nowe dźwięki, tym razem dobywające się z wnętrza domu, w którym spędziła ostatnią noc: szuranie nóg po podłodze, ciche przesunięcie krosna, rozsuwanie zasłon dzielących poszczególne pomieszczenia, chluśnięcie wylewanej na podłogę wody…

Głęboko odetchnęła.

Przedstawienie Agrypiny na tetradrachmie (domena publiczna)

Poczuła wyraźniej intensywną mieszaninę zapachów, którymi przesycone było powietrze. Gryzący dym unoszący się z tysięcy palenisk, słodkawo-mdląca woń rzeźni, masarni i wędzarni, aromat potraw pieczonych, smażonych i gotowanych na rusztach, w kotłach i garnkach dla napełnienia miliona żołądków, smród wydobywający się z foluszy, zapach wszechobecnych zwierząt, odór rozkładających się odpadów i zwłok – nie tylko zwierzęcych… Wydzielane zewsząd wonie niczym kożuch spowijały Miasto w duszącym uścisku, z którego wymykały się jedynie dzielnice położone wysoko na wzgórzach, gdzie miejski odór docierał już rozrzedzony, a powietrze odświeżał delikatny wiatr.

Otworzyła zaspane oczy.

Pomimo wstającego dnia pomieszczenie skąpane było w półmroku. Jej źrenice powoli zaznajamiały się ze szczegółami, na które zmęczona po ciężkiej podróży nie zwróciła wcześniej uwagi. Izba była skromnych rozmiarów, z jednym niewielkim okienkiem pod belkowanym, malowanym na kolorowo sufitem. Ściany pokryto prostymi freskami, których jaskrawe barwy dawały się rozróżnić nawet pomimo niedostatku światła. Poza łożem jedynymi sprzętami, jakie dostrzegła, były zdobny stolik z postawioną na nim wygasłą lampką oliwną oraz niewielka skrzynia.

Z odrętwienia wyrwał ją dźwięk niesłyszany od tak dawna, że prawie zapomniany, który jednak bez omyłki rozpoznałaby na krańcu świata – krótki, przerwany śmiech dziecka. Lucjusz!

– Co one tu robią? – Klaudiusz usłyszał dochodzący z oddali gniewny głos żony.

Podniósł wzrok znad rozwiniętych zwojów papirusowych pokrywających cały stół. Strużka śliny spływała mu po brodzie. Szpakowata głowa lekko opadała na bok. Rozejrzał się dokoła, sprawdzając, czy któregoś z pretorianów lub wyzwoleńców nie ma w pobliżu. Na szczęście wszyscy opuścili tablinum, zostawiając cesarza w gabinecie samego. Nie lubił, gdy Waleria Messalina robiła mu awanturę w obecności poddanych. Miał już ponad pięćdziesiąt lat, jego żona ledwie dwadzieścia cztery. Odkąd został cesarzem, źle znosił jej humory.

– O co ci znów chodzi? – spytał, widząc groźną niczym gradowa chmura Walerię, która zdążyła się już pojawić u wejścia łączącego ciemny gabinet z rozświetlonym ogródkiem. Jej drobne usta były zaciśnięte, czoło pod starannie ułożonymi ciemnymi loczkami zmarszczone. Ktoś, kto jej nie znał, mógłby sądzić, że w swym gniewie jest uroczo dziewczęca. Przez trzy lata małżeństwa Klaudiusz zdążył jednak zrozumieć, że w tej drobnej postaci o urodzie strzegącej świętego ognia niewinnej kapłanki Westy kryje się charakter zawzięty, niekiedy wręcz despotyczny. Pozwalając żonie na niezależność w decydowaniu o sprawach pałacu i rodziny, ograniczał nieco jej wpływ na sprawy państwa. Nie zawsze jednak można było jedne od drugich oddzielić, co Waleria traktowała jako pretekst do wzmocnienia swej pozycji.

Stanęła teraz po przeciwnej stronie stołu i oparłszy na nim dłonie, pochyliła się, spoglądając z wyrzutem na męża.

– Nie udawaj, że nie wiesz. Kazałeś sprowadzić do Rzymu Agrypinę i Liwillę!

– I co z tego? Są moimi bratanicami. Po śmierci Kaliguli nie ma powodu, by dłużej przebywały na wygnaniu.

Messalina zrobiła wielkie oczy.

– Jak to? Więc moje zdanie już się nie liczy?

– Liczy się, owszem, ale Agrypina i Liwilla są nam potrzebne.

– Jak dla mnie, mogą sczeznąć jeszcze dziś!

Polish edition © Publicat S.A. MMXVI

All rights reserved.

Tekst jest fragmentem książki Michała Kubicza „Agrypina. Cesarstwo we krwi”:

Michał Kubicz
„Agrypina. Cesarstwo we krwi”
39,90 zł
Okładka: Oprawa miękka - broszurowa
Liczba stron: 488
Seria: Wyrwane z kart historii
Format: 230x155mm
ISBN: 978-83-245-8217-4
EAN: 9788324582174

Klaudiusz uśmiechnął się pobłażliwie. Wstał i lekko chwiejącym się krokiem podszedł do żony. Pogłaskał ją protekcjonalnie po głowie.

– Nic nie rozumiesz, Walerio. Nie mogłem pozostawić Agrypiny i jej siostry na Pandaterii. Co dzień rano prefekci raportowali mi, że Rzym mniej lub bardziej jawnie domaga się powrotu córek Germanika z wygnania. Wszyscy uważają, że Kaligula skazał je bezpodstawnie. Pamięć o moim bracie wciąż żyje w sercach Rzymian. Niektórzy do dziś nie mogą się pogodzić z tym, że przedwczesna śmierć go zabrała i nie było mu dane przywdziać purpury.

Messalina trochę się uspokoiła.

Tacyt, Dzieła, wydanie z końca XVI wieku (domena publiczna)

– Mimo wszystko nie podoba mi się, że tak szybko wróciły.

– Wiem, Walerio. Jednak musisz się z tym pogodzić. Z powodu swojego ojca Agrypina i Liwilla są bardzo lubiane i szanowane przez Rzymian. Wiesz, że… – cesarz zawiesił głos – nie wszyscy uważają mnie za godnego sprawowania władzy nad Imperium. Sprowadziłem je do Miasta, by pokazać, że zamierzam rządzić sprawiedliwie i że ofiary rządów Kaliguli mogą liczyć na zadośćuczynienie. Chcę, by Agrypina i Liwilla wsparły moje rządy.

– A ja najchętniej wrzuciłabym je do Tybru zaszyte w worku z psem, kogutem i żmiją!

Klaudiusz spojrzał na Walerię.

– Ani się waż! – pogroził jej palcem. – Są nam potrzebne. Pamiętaj o tym.

Messalina obróciła się na pięcie i zła opuściła gabinet. Gniewnym krokiem udała się do swego apartamentu w pałacu na Palatynie, rozsunęła zasłony i wyszła na taras, by ostudzić emocje. Stała samotna, spoglądając na znajdujący się u jej stóp Rzym. Z tego miejsca rozpościerał się widok na położony nieopodal Kapitol ze świątynią Jowisza Najlepszego Największego, na usadowione w dolince poniżej Forum i wznoszący się za nim arystokratyczny Kwirynał. Nieco z boku na zboczach Eskwilinu zieleniły się niegdysiejsze Ogrody Mecenasa, bajecznie bogatego przyjaciela i doradcy Augusta, dające oczom przyjemne wytchnienie w gęsto zabudowanym Mieście.

Daremnie starała się zapanować nad targającym nią gniewem. Tłumaczenie Klaudiusza jej nie przekonało. Przybycie swych dalekich krewnych uznała za najprawdziwsze zagrożenie.

Choć Messalina już od trzech lat była żoną Klaudiusza, z początku nic nie zapowiadało, że związek ten wyniesie ją na szczyty władzy. Gdy wydawano ją za wyśmiewanego, starszego od niej o trzydzieści lat człowieka, była zdruzgotana. Z jej perspektywy – kobiety młodej, rozbudzonej i świadomej swego powabu – podstarzały, dwukrotnie wcześniej żonaty mężczyzna, zapamiętale szperający w papirusowych zwojach, oddający się z pasją studiowaniu przeszłości, sprawiający ponadto wrażenie lekko nierozgarniętego i fizycznie ułomnego… cóż, taki mężczyzna był w jej oczach uosobieniem straconej młodości. Czy mogła z podziwem i oddaniem patrzeć na męża, o którym nawet rodzona matka, nieżyjąca już szacowna Antonia, powiedziała: „Stwór przedziwny – zaczęty, lecz nieukończony”? Żeby chociaż Klaudiusz był zamożny… Ale nie – przy wszystkich swoich ułomnościach nie miał żadnych szans na sprawowanie jakichkolwiek wyższych urzędów dających sposobność zgromadzenia bogactwa. Nikt nie traktował Klaudiusza poważnie – nawet kiedy Kaligula mianował go współkonsulem, wszyscy uznali to za kolejny chory dowcip popadającego w obłęd cesarza, który postanowił w ten sposób zadrwić z szacownych senatorów.

Pomimo niesprzyjających okoliczności Waleria próbowała znaleźć swoje miejsce w sztucznie zaaranżowanym związku. Korzystając ze znacznej swobody, jaką dawał jej zaabsorbowany swoimi sprawami mąż, czerpała z uroków życia, poznając mężczyzn różnego stanu i zaspokajając w ich ramionach swe emocjonalne i cielesne potrzeby. Klaudiusz albo był zbyt zajęty, by zauważać jej poczynania, albo taki układ mu odpowiadał. Gdyby wówczas aspirował do najwyższych godności państwowych, zapewne musiałby baczniej przyglądać się żonie. Jej niewierność mogłaby bowiem zostać w każdej chwili wykorzystana przeciwko niemu i przeszkodzić w karierze. Wszak trudno powierzyć stery państwa mężczyźnie, który nie potrafi upilnować własnych domowników. Lecz pochłonięty historycznymi studiami Klaudiusz nie musiał zwracać na takie sprawy uwagi, więc pobłażając Walerii, nie ryzykował wiele.

Sytuacja uległa jednak niespodziewanej zmianie. Pogardzany i wyśmiewany przez wszystkich Klaudiusz nagle został cesarzem, a status Messaliny zmienił się diametralnie: z żony dziwaka, korzystającej z jego roztargnienia dla zapewnienia sobie uciech cielesnych, z dnia na dzień została najważniejszą kobietą wielkiego Imperium. Na taki obrót wydarzeń nie była przygotowana. Nieformalna władza, którą posiadła, stały dostęp do cesarza, nieograniczone środki materialne do jej dyspozycji, ludzie gotowi dla własnych karier spełniać każdą jej zachciankę, nawet wykraczającą poza granice prawa lub moralności – ta mieszanka wszechmocy i bezkarności nie mogła pozostać bez wpływu na jej osobowość. Messalina miała świadomość, że fortuna jest zmienna i że jej losy zależą od okoliczności, które mogą jej męża i ją samą zniszczyć tak szybko, jak wyniosły ich na szczyt. Obawa przed utratą nowo zdobytej pozycji szybko przerodziła się w chorobliwą podejrzliwość, skłonność do manipulowania ludźmi i – jeżeli weszli jej w drogę – niszczenia ich bez skrupułów.

Wpatrzona w nieodległe Forum rozważała swą obecną sytuację. Przybycie Agrypiny i jej siostry nie było dobrą wiadomością. Choć obecnie bezbronna, Agrypina była niebezpieczna – za sprawą pochodzenia zrodzone przez nią dzieci stawały się naturalnymi kandydatami do cesarskiej purpury. Jej przybycie do Miasta zwróciło też uwagę Walerii na Lucjusza – chłopca, o którym wszyscy już zdążyli zapomnieć. Waleria dała Klaudiuszowi dzieci, Germanika i Oktawię, ale były one jeszcze na tyle małe, że ich prawa do sukcesji rysowały się nader mgliście. Miała świadomość, że jeżeli nie zapewni im wystarczającej opieki i dopuści do zbytniego wzmocnienia innych potencjalnych kandydatów do tronu, los jej własnego potomstwa będzie przesądzony. Messalina była zatem bardzo podejrzliwa. By przetrwać, musiała sprawować kontrolę nad pałacowym życiem i dbać nie tylko o bezpieczeństwo własne i dzieci, ale także samego Klaudiusza. Bez niego do czasu, aż Germanik podrośnie na tyle, aby mógł wyrażać własne pretensje do władzy, Messalina byłaby nikim, zdana na łaskę i niełaskę tego, kto po Klaudiuszu przejąłby władzę. Dlatego ledwie czteroletni Lucjusz napawał ją niepokojem, a świadomość, że przybycie Agrypiny poprawia sytuację chłopca, tylko ten niepokój wzmagała.

Waleria westchnęła, jeszcze raz omiotła Miasto spojrzeniem, postanowiła, że musi bacznie obserwować poczynania obu sióstr Kaliguli i w razie potrzeby podjąć stanowcze działania, aby skrócić życie konkurentek i tego małego bękarta, Lucjusza.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVI

All rights reserved.

Tekst jest fragmentem książki Michała Kubicza „Agrypina. Cesarstwo we krwi”:

Michał Kubicz
„Agrypina. Cesarstwo we krwi”
39,90 zł
Okładka: Oprawa miękka - broszurowa
Liczba stron: 488
Seria: Wyrwane z kart historii
Format: 230x155mm
ISBN: 978-83-245-8217-4
EAN: 9788324582174

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Michał Kubicz
Z wykształcenia prawnik. Od wielu lat pasjonuje się historią starożytnego Rzymu.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy