Flirt, zabawa i wielka polityka - życie codzienne na średniowiecznym zamku

Jak można było ogrzać średniowieczny zamek? I dlaczego mistrz krzyżacki lubił gościć karłów na swoim dworze? Średniowieczny zamek nie był tylko obronną fortecą. To właśnie wokół niego toczyło się życie towarzyskie ówczesnych elit.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Wrześniowe prace u stóp zamku. Ilustracja z Bardzo bogatych godzinek księcia de Berrry (domena publiczna)

Średniowiecznym zamkiem nazwać można zespół budowli o charakterze mieszkalno-obronnym. Rozmaite rodzaje fortyfikacji wykorzystywane były już w starożytności. W epoce merowińskiej (V-VIII w.) rozróżniano zaś castella (zamki), munitiones (warownie) i castra (obozy). Wszystkie te budowle miały na celu zabezpieczenie danego terytorium i były istotne z militarnego punktu widzenia. Jednak zamek, jako miejsce w którym kształtowała się kultura rycerska, możni biesiadowali i walczyli o względy dam, a także debatowali o polityce lub zażywali relaksu – to już wytwór nieco późniejszych czasów.

Rycerski kopiec

Około X wieku rozpowszechnił się nowy typ fortyfikacji. Jego podstawę stanowił rozległy kopiec (zwany z francuskiego motte). Wzniesienie, osiągające 5-10 metrów wysokości, otaczano fosą, a na jego szczycie stawiano palisadę i wieżę. Budowla taka zdecydowanie górowała nad okolicą, zapewniając właścicielowi nie tylko przewagę militarną, ale też powód do dumy.

Nic zatem dziwnego, że w niedługim czasie rycerskie wieże zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Proces ten rozpoczął się w kolebce europejskiego średniowiecza – Francji. Miejsce i czas nie są przypadkowe – na przełomie X i XI wieku Królestwo Francji było podzielone politycznie oraz wstrząsane wojnami lokalnych możnowładców. Okres „anarchii feudalnej” sprzyjał samowolce rycerzy – bez pozwolenia króla wznosili więc ufortyfikowane siedziby, aby zabezpieczyć własny byt oraz wzmocnić panowanie nad najbliższą okolicą.

Zobacz też:

Z czasem sama wieża przestała wystarczać feudałom. Doceniano jej walory obronne, ale nie komfort życia i ciasnotę. W pobliżu stawiano więc siedziby mieszkalne, a całość opasywano pierścieniem murów oraz wzmacniano kolejnymi fortyfikacjami. Narodziły się zamki, a w nich zupełnie nowy styl życia rycerzy i feudalnych elit.

Żeby zrekonstruować życie codzienne na średniowiecznym zamku warto na początku przyjrzeć się rozplanowaniu przestrzeni. W obrębie murów znajdował się donjon, czyli wieża mieszkalno-obronna, która wywodziła się ze wspomnianych już budowli na kopcach. Odmiennym rodzajem fortyfikacji był stołp, czyli wieża „ostatniej szansy”, w której obrońcy mogli się schronić, jeśli zawiodły mury. Na co dzień nie była zamieszkiwana – zdarzało się jednak, że pełniła funkcję więzienia.

Najważniejszym budynkiem było dom zamkowy, zwany palatium. To właśnie w nim kwitło życie dworskie. Nie mniej istotna była też jego funkcja reprezentacyjna – odpowiednio zamanifestowany przepych przydawał właścicielowi prestiżu i uznania w oczach gości - to zaś w średniowieczu można było przekuć na instrument polityczny cenniejszy od złota.

Na parterze mieściły się pomieszczenia gospodarcze – magazyny i spiżarnie, pełne rozmaitych skrzyń, beczek i worków. Nieopodal umiejscowiona była też kuchnia. Jej funkcjonowanie wiązało się z hałasem, brudem i groźbą rozprzestrzeniania ognia, dlatego nie zawsze łączyła się z budynkiem mieszkalnym. Z drugiej strony dania podawane na stół musiały być ciepłe - kompromisem było więc oddzielenie jej specjalnym korytarzem. Na parterze znajdowały się jeszcze pokoje przeznaczone na sprawy administracyjne, na przykład kancelaria dworska. Sporządzano w niej dokumenty potrzebne dla sprawnego funkcjonowania zamku, a także akty własności, zabezpieczające majątek pana feudalnego. Mięso i trunki, wymagające niższej temperatury, przechowywano w piwnicach.

Plan wieży na kopcu (fot. Moreau.henri, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Pierwsze piętro łączyło cechy przestrzeni prywatnej i publicznej. To tutaj mieściła się reprezentacyjna sala biesiadna, w której spożywano wspólne posiłki, naradzano się i przyjmowano gości. W niej też właściciel zamku odbierał hołdy i rozstrzygał sporne sprawy. Z drugiej zaś strony na tym piętrze znajdowały pomieszczenia prywatne, przeznaczone do wypoczynku – wielka komnata, w której możnowładca z małżonką zażywali snu, a także pokoje dla domowników, gości, służby i straży. Rozsądny feudał nie zapominał też o sferze sacrum i dbał o łatwy dostęp do zamkowej kaplicy.

Polecamy e-book Marcina Sałańskiego „Elita władzy w Królestwie Jerozolimskim (1174–1185)”:

Marcin Sałański
„Elita władzy w Królestwie Jerozolimskim (1174–1185)”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 85
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-8-4

Jak ogrzać zamek?

Mniej wyeksponowane, ale jakże istotne w życiu codziennym, były łaźnie. Niekiedy przybierały postać wnęk wypełnionych misami ze sztucznego kamienia, z których odprowadzano na zewnątrz spływającą wodę. Higieny całego ciała można było zaś dokonać w drewnianej balii. Z kolei ubikacje z wykuszami latrynowymi osłaniano cienkimi ścianami, postawionymi na chudych wspornikach. Dzięki temu ekskrementy spadały na dół, poza obręb zamku, bez kontaktu z murem.

XIV-wieczny zamek Bodiam w Anglii (fot. Antony McCallum, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Kamienny zamek, pełen okien i otworów, był bardzo trudny do ogrzania. Dużą wagę przywiązywano więc do tzw. ciepłych izb – niektóre pomieszczenia okładano ociosanymi balami, izolującymi ciepło. Częstsze było jednak korzystanie z pieców i kominków. Do bardziej wyrafinowanych metod zaliczyć należy ogrzewanie piecami hypokaustycznymi (z gr. hypocauston - palić od spodu). Ten znany już w antyku wynalazek umożliwiał gromadzenie ciepłego powietrza w komorze paleniska, a następnie jego przekierowanie w celu ogrzania ścian i podłogi. W późniejszym okresie dużą popularność zdobyły piece kaflowe – przeważnie bogato zdobione. Zamkowe ściany nie świeciły nagim kamieniem - często obwieszano je skórami i malowanymi tkaninami. Oprócz zatrzymywania ciepła pełniły one też funkcję dekoracyjną.

Nie można zapomnieć o dużej roli dziedzińca i ogrodów. Na tym pierwszym, przy ładnej pogodzie, odbywały się uroczystości oraz rycerskie zabawy – turnieje, pojedynki, gonitwy. Tutaj też znajdowały się studnie. Z kolei ogrody pozwalały odpocząć od zimnych, kamiennych wnętrz i ukoić nerwy wśród zieleni. Wprawdzie na zamku nigdy nie było dość miejsca na rozległe sady i gaje, ale doceniano nawet niewielką przestrzeń, porośniętą bujną roślinnością. Aby wywrzeć większe wrażenie na gościach w ogrodach stawiano niekiedy fantazyjne fontanny.

Zamek nie był wyspą, odseparowaną od reszty świata. Wokół niego często wyrastało podgrodzie, następnie przeradzające się w miasteczko. Okoliczni mieszkańcy byli zresztą ściśle związani z warownią, produkując towary na jej użytek, bądź uczestnicząc w jej życiu jako służba.

Tym samym, po przedstawieniu scenografii, czas wprowadzić na scenę aktorów. To właśnie mnogość przewijających się postaci – gości, domowników, służących, żołnierzy… - sprawiała, że zamek na co dzień tętnił życiem.

Zgraja domowników

Stosunki panujące na zamku były na poły prywatne, na poły publiczne. W otoczeniu pana feudalnego, właściciela zamku, zawsze przebywali liczni stronnicy, tzw. prives. W rejestrach paryskiego parlamentu z 1282 r. znaleźć można określenie, że są to przebywający pod dachem właściciela domownicy, to znaczy ci, którzy wykonują dlań pracę i żyją na jego koszt. Zaliczyć do tego można zarówno prostą służbę, jaki i mniej zamożnych rycerzy, szukających kariery na dworze. Poza zawieraniem nowych znajomości i wdrażaniem się w świat polityki i rycerskiej kurtuazji, mogli oni liczyć na dary od pana feudalnego (okazywanie hojności swoim stronnikom było najlepszą metodą na zachowanie ich przychylności), a także regularne „wypłaty”, za które mogli kompletować solidne uzbrojenie i oporządzenie jeździeckie. Żyjący w trzynastowiecznej Anglii Thomas z Berkley miał podobno utrzymywać ponad dwustu domowników, mieszkających na stałe w jego zamku.

Czas wolny w zamkowym ogrodzie (domena publiczna)

Nieco inną kategorią byli zaś amis - przyjaciele. Zaliczały się do nich osoby blisko związane z właścicielem zamku, ale nie mieszkające na stałe w jego rezydencji. Mogli to być inni możnowładcy, rycerze związani hołdem lub po prostu goście bliscy sercu pana. Do takich nie należeli już estranges - rozmaici, losowi przybysze, którzy korzystali z gościnności feudała albo oferowali mu swoje usługi. W ich skład wchodzili wędrowni muzycy, duchowni i błędni rycerze, którzy przybywali z daleka, żeby spróbować swoich sił w turniejowych szrankach.

Oczywiście przy właścicielu zamku znajdowała się też jego rodzina (synowie, córki, dalecy krewni, nawet dzieci z nieprawego łoża), nad którą powinien roztaczać opiekę, ale i wymierzać kary nieposłusznym. Na dworze nie brakowało też kobiet – poza żoną właściciela przebywały na nim towarzyszki gości i domowników, kuzynki, służące. Mimo, że średniowieczni duchowni nakazywali rozdzielanie świata kobiet od świata mężczyzn, to jednak w praktyce dwór był miejscem nieustannych flirtów i miłostek. Nie pozostało to bez wpływu na rozwój romansu rycerskiego.

Zarządzanie wielką posiadłością nie mogło spadać tylko na barki jednej osoby. Właściciel zamku potrzebował pomocy – stąd rozwój rozmaitych urzędów. Osoby, zajmujące stanowiska takie jak wielki seneszal czy wielki skarbnik początkowo faktycznie miały wspierać feudała w codziennym zawiadywaniu warownią. Z czasem jednak ich rola zmalała, a sam urząd stał się już wyłącznie źródłem prestiżu, a nie realnej władzy. Powstawały jednak nowe stanowiska, będące znakomitym sposobem na dworską karierę. I tak na przykład stolnik czuwał nad podawaniem jedzenia, odźwierny pilnował, aby zamkowy ogień nie przygasł, powodując chłód i ciemność, portier przyjmował gości, krajczy dzielił mięso na porcje. Warto zwrócić uwagę, jak najdrobniejsze nawet funkcje przypisane były do osobnego urzędu. Wprawdzie nad szlachetnymi trunkami pieczę miał cześnik, ale już ich rozlewaniem do dzbanów zajmował się podczaszy. Podstoli zaś – podobnie jak stolnik – podawał pożywienie na stół, ale tylko takie, które… było dodatkiem do dania głównego.

Polecamy e-book Marcina Sałańskiego „Wyprawy krzyżowe. Zderzenie dwóch światów”:

Marcin Sałański
„Wyprawy krzyżowe. Zderzenie dwóch światów”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 76
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-5-3

Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!

Jak zabijać czas na zamku?

Mnogość domowników i przybyszów była jak najbardziej na rękę właścicielowi zamku. Mógł dzięki temu zamanifestować swoją gościnność i bogactwo szerokiemu gronu, pozyskiwać nowych stronników, wzbudzać zawiść u rywali. Feudał musiał brać to pod uwagę, organizując festyny, turnieje i biesiady – wszystko łączyło się z polityczna kalkulacją. Natomiast zwykli uczestnicy zabaw mogli rozkoszować się rozrywką.

Biesiada na zamku. Ilustracja z Bardzo bogatych godzinek księcia de Berrry (domena publiczna)

Podczas uczt domownicy i goście zasiadali wspólnie przy stole, kosztując drogich trunków i wyszukanych potraw. Czas umilali im wynajęci muzycy, kuglarze lub inni artyści. Chętnie oglądano popisy błaznów lub… karłów. Kilku „małych ludzi” trzymał na dworze mistrz krzyżacki, Konrad von Jungingen. Przeważnie traktowano ich jako kurioza i oglądano właśnie w formie rozrywkowego widowiska. Sam mistrz krzyżacki, chory na kamicę pęcherzową, twierdził jednak, że ma dzięki takim przedstawieniom świadomość istnienia ludzi bardziej pokrzywdzonych przez los od niego.

Różnych form rekreacji zażywano także w ogrodach. Było to miejsce z jednej strony wyciszenia i relaksu, z drugiej zaś – zetknięcia świata damsko-męskiego. Rycerze i ich towarzyszki grywali tu w ciuciubabkę lub fanty, całość oczywiście okraszając sporą dawką flirtu. Jeśli jednak któryś z panów stracił takt, damy mogły ukarać go przez wepchnięcie mu w usta kępki trawy.

Rycerze nie stronili od krotochwil, ale z prawdziwą pasją podchodzili do rozrywki, która powodowała większy zastrzyk adrenaliny. Do takiej zaliczyć można turnieje i gonitwy, urządzane na zamkowym dziedzińcu, w zbudowanych w tym celu szrankach. Widzowie obserwowali zmagania z krużganków i balkonów. Czasem między gośćmi dochodziło też do poważnych starć. Sceny takie można było zaobserwować na w Malborku, gdzie pobiło się ze sobą rycerstwo angielskie i francuskie, szykujące się do wyprawy na pogańską Litwę.

Muzykanci na dworze, przestawienie z Codex Manesse (domena publiczna)

Wieczory po turnieju upływały na opatrywaniu ran i tańcach. Do popularnych rozrywek należała też gra w szachy i karty, mimo, że te ostatnie były ostro potępiane przez duchownych. Poza tym domownicy lubili zbierać się przy kominku i wsłuchiwać w opowieści przybyszów. Zdarzało się, że wybierano lekturę, którą następnie odczytywano na głos. Wieczorny klimat również sprzyjał również miłostkom. Tak sumiennie rozdzielany przez uczonych autorów świat damsko-męski splatał się wtedy w jedną całość.

Po wieczornych zabawach rozchodzono się do snu. Sypialnie były oczywiście podzielone na damskie i męskie. Właściciele zamku kładli się razem, w ogromnym łóżku. Na noc nie rozpalano kominków - przed zimnem chroniono się więc wieszając baldachim, nakrywając się skórami i zakładając do snu czepek. Często zresztą był to jedyny element nocnej garderoby. Odzież wierzchnią wieszano na kiju przy ścianie, a koszulę chowano pod poduszką, by założyć ją rankiem. Tak dobiegał końca dzień na średniowiecznym zamku.

Jesień średniowiecza

Średniowieczny zamek nie był tylko ponurą, kamienną warownią. Stanowił centrum rycerskiego życia, a także jeden z czynników kulturotwórczych. To właśnie w wielkich, feudalnych rezydencjach mógł narodzić się romans i etos rycerski. Tutaj młodym wpajane były obowiązujące obyczaje. Dworacy budowali swoje kariery, możnowładcy – stronnictwa, a zwykli domownicy i przyjezdni korzystali z uroków życia. Z czasem warownie traciły swój pierwotny, obronny charakter, na rzecz wprowadzania rozmaitych ułatwień cywilizacyjnych i estetycznych nowinek. Średniowieczne mury traciły też na znaczeniu pod wpływem rozwoju artylerii. Zamki odchodziły więc w zapomnienie, a szlachta przenosiła się do nowych, wygodniejszych siedzib.

Przeczytaj także:

Bibliografia:

  • Contamine Philippe, Wojna w średniowieczu, przeł. Michał Czajka, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 1999
  • Historia życia prywatnego. T. 2, Od Europy feudalnej do renesansu, red. Georges Duby, przeł. Wiera Bieńskowska, Wojciech Gilewski, Katarzyna Skawina, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1998
  • Józwiak Sławomir, Trupinda Janusz, Organizacja życia na zamku krzyżackim w Malborku w czasach wielkich mistrzów (1309-1457), Muzeum Zamkowe, Malbork 2007
  • Kajzer Leszek, Zamki i społeczeństwo: przemiany architektury i budownictwa obronnego w Polsce w X-XVIII wieku, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 1993
  • Kultura średniowiecznego Śląska i Czech: zamek, red. Krzysztof Wachowski, Uniwersytet Wrocławski, Wrocław 1996
  • Lasek Piotr, Turris fortissima nomen Domini: murowane wieże mieszkalne w Królestwie Polskim od 1300 r. do połowy XVI w., Instytut Sztuki PAN, Warszawa 2013
  • Wrzesiński Szymon, Tajemnice rycerzy. Życie codzienne śląskich feudałów, Replika, Zakrzewo 2008
  • Zamek i dwór w średniowieczu od XI do XV wieku. Materiały z XIX Seminarium Mediewistycznego, red. Jacek Wiesiołowski, Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Poznań 2001
  • Żygulski Zdzisław, Życia na zamku średniowiecznym, Poligrafika, Łódź 1948

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Antoni Olbrychski
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się historią średniowieczną i nowożytną, w szczególności wojskowością i życiem codziennym. Instruktor szermierki, członek Akademii Szermierzy. Członek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Czersku i edukator na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wszystkie teksty autora

Sonda!
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy