Autor: Bohdan Piętka
Tagi: Artykuły, Historia społeczna, Judaistyka, II wojna światowa, Małopolska, Polska
Opublikowany: 06 marca 2016
Licencja:wolna licencja

Liczba ofiar Auschwitz: spory

Zweryfikowana na początku lat 90. liczba 1,1 mln ofiar KL Auschwitz wciąż nie jest akceptowana przez niektóre środowiska. Oficjalne szacunki najczęściej poddaje się w wątpliwość ze względów politycznych bądź przez ignorancję. W dyskusji głos zabierają też negacjoniści, którzy w ogóle kwestionują niemieckie zbrodnie ludobójstwa.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

Zobacz też: Liczba ofiar Auschwitz: problemy

Brama obozowa Auschwitz I (fot. PerSona77, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Poland
Przyjęcie przez Muzeum w Oświęcimiu w 1990 roku zweryfikowanej liczby 1,1 mln ofiar oraz usunięcie napisu na pomniku w Brzezince, informującego o 4 mln zabitych, wywołało gwałtowny sprzeciw niektórych środowisk kombatanckich. Przewodniczący dyrektoriatu Centralnej Rady Żydów w RFN, Heinz Galinski, określił to jako urąganie ofiarom, a publicysta Hermann Baumann uznał, że taka weryfikacja jest jeszcze jednym dowodem na głębokie zakorzenienie antysemityzmu w narodzie polskim. Z kolei część prasy polskiej wystąpiła z hipotezą, że liczbę 4 mln utrzymywano celowo dla zakamuflowania zbrodni stalinowskich.

Motywy polityczne

Z czasem opór środowisk kombatanckich ograniczył się do kręgu skupionego wokół Władysława A. Terleckiego. Argumentacja tego publicysty i osób z nim związanych sprowadzała się do powoływania na ustalenia radzieckiej komisji z 1945 roku, śledztwa Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce z 1945 roku, treść aktu oskarżenia Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze oraz relacje niektórych ocalałych. Nie brano pod uwagę, jak długo poszczególni osadzeni, którzy składali zeznania, byli w obozie i jakie mieli możliwości wglądu w akta obozowe. Jeśli uświadomimy sobie wielkość Auschwitz, który w szczytowym okresie liczył około 130 tys. więźniów i składał się z 40 obozów rozrzuconych w promieniu kilkuset kilometrów (najdalej znajdował się podobóz Brünn w Brnie na terenie Protektoratu Czech i Moraw), to nie trudno dojść do wniosku, że żaden osadzony na podstawie wyłącznie własnych obserwacji nie mógł dokonać jakichkolwiek ustaleń statystycznych dotyczących całości kompleksu. Za niepodważalną i jedynie pewną uznawano – zawodną w rzeczywistości – metodę szacunku ofiar w oparciu o analizę przepustowości krematoriów i czasu ich funkcjonowania.

Zawsze przy tym ignorowano podstawowe fakty z historii KL Auschwitz oraz naukowe ustalenia historyków, które doprowadziły do weryfikacji liczby zamordowanych, traktując je jako motywowaną politycznie manipulację. W takim też duchu Władysław A. Terlecki i jego współpracownicy wielokrotnie atakowali Franciszka Pipera w pełnych pomówień i patriotycznej egzaltacji artykułach na łamach „Naszego Dziennika” i audycjach w Radiu Maryja, emitowanych w latach 2003-2007. Przy czym zaatakowanemu nie dano możliwości obrony. Żaden z listów dr. Franciszka Pipera do redakcji, w których bronił się on przed atakami i polemizował z tezami Władysława A. Terleckiego, nie został przez „Nasz Dziennik” opublikowany.

Z uwagą słuchałem wszystkich audycji w Radiu Maryja z udziałem Władysława A. Terleckiego, noszących przeważnie tytuł A imię ich cztery miliony lub utrzymanych w podobnym tonie. To co mnie uderzyło – oprócz sugerowania, że za zweryfikowaniem liczby ofiar Auschwitz kryje się spisek niemiecki – było przeważnie przemilczenie faktu, że zdecydowaną większość zamordowanych stanowili Żydzi. Ba, w jednej z audycji przyznano, że zginął ich tam 1 mln. A pochodzenie pozostałych 3 mln? Tego Władysław A. Terlecki i jego goście nie wyjaśnili wprost, ale słabo zorientowany odbiorca mógł pomyśleć, że byli to Polacy lub ogólnie „chrześcijanie”. Innym razem usłyszałem, że w Auschwitz zabito kilkadziesiąt tysięcy Szwajcarów i Chińczyków.

Stanowisko, że liczba 4 mln odzwierciedla faktyczne straty ludzkie w Auschwitz, podnosił też dr Jacek Wilczur – wieloletni pracownik Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce – m.in. na łamach „Trybuny”. Zarzucał tam bezpodstawnie Franciszkowi Piperowi, że weryfikując liczbę 4 mln, rzekomo nie uwzględnił osób niezarejestrowanych w obozie.

Okulary należące do zamordowanych w Auschwitz (fot. Marcin Białek, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Echem wspomnianej wyżej publicystyki były m.in. pojawiające się opinie, że liczbę ofiar Auschwitz obniżono dla „przyjaznych kontaktów z Niemcami”. Najogólniej rzecz biorąc, krytyka ze strony kręgów kombatanckich lub osób związanych z Radiem Maryja i „Naszym Dziennikiem” nie wniosła do dyskursu niczego oprócz niepotrzebnego zamieszania i miała, najdelikatniej rzecz ujmując, charakter pozamerytoryczny.

Preferowaną przez publicystów tego środowiska metodę badawczą – czyli ustalanie liczby zamordowanych w Auschwitz w oparciu o analizę przepustowości urządzeń masowej zagłady, czasu ich funkcjonowania oraz stopnia wykorzystania – zastosował też niemiecki dziennikarz Fritjof Meyer. O ile jednak w oparciu o nią Władysław A. Terlecki dochodził do liczby 4, 5, a nawet 6 mln ofiar, to szacunki Meyera wskazywały na 510 tys. zabitych (w tym 356 tys. w komorach gazowych). Z tą różnicą, że Terlecki oparł się dodatkowo na błędnej i dowolnej interpretacji zeznań świadków, a Meyer na równie tendencyjnej analizie wyrwanej z kontekstu notatki inż. Kurta Prüfera, która dotyczyła przepustowości krematoriów.

Swój artykuł, niemający charakteru naukowego, Meyer umieścił na łamach renomowanego czasopisma „Osteuropa”, wydawanego przez stowarzyszenie Deutsche Gesellschaft für Osteuropakunde e.V., którego zarządowi przewodniczyła prof. Rita Süssmuth. Nie wdając się w dalszą analizę hipotez Meyera, z którymi w detalach rozprawił się Franciszek Piper, należy zauważyć dwie sprawy. Po pierwsze, zarówno hipotezy Władysława A. Terleckiego jak i Fritjofa Meyera były motywowane politycznie, ale ponieważ stały za nimi skrajnie odmienne opcje, ich autorzy doszli do skrajnie odmiennych wniosków, stosując tę samą metodę badania (a raczej domniemywania). Po drugie, w oparciu o domysły względem przepustowości krematoriów, czasu ich funkcjonowania i stopnia wykorzystania – zastosowane po raz pierwszy przez radziecką komisję w 1945 roku – można udowodnić dowolną liczbę ofiar Auschwitz.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7

Książkę można również zakupić jako e-book. Przejdź do strony zakupu e-booka!

Negacjoniści

Pomiędzy publicystyką Terleckiego i Meyera istnieje jednak zasadnicza różnica. Tekst niemieckiego dziennikarza – zmierzający w założeniu do drastycznego zaniżenia liczby zabitych w Auschwitz przy pozorach dyskursu popularnonaukowego – stanowił de facto przykład negacjonizmu w białych rękawiczkach. Tym bardziej bulwersujący, że podjęty na łamach renomowanego periodyku, w zarządzie którego zasiadało 10 osób z elity politycznej i naukowej Republiki Federalnej Niemiec.

Węgierscy Żydzi w Auschwitz (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-N0827-318, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany

Są dwie formy kwestionowania zbrodni ludobójstwa popełnionych w niemieckich ośrodkach zagłady. Pierwsza z nich polega na zaprzeczaniu istnienia komór gazowych i eksterminacyjnego charakteru obozów koncentracyjnych. Tego typu metody jako pierwsi uprawiali sami sprawcy. Należy bowiem wiedzieć, że pierwszy etap negacji Holocaustu miał miejsce w fazie jego organizacji i polegał na zacieraniu śladów oraz niszczeniu dowodów, w tym także przyjęciu specyficznego języka maskującego zbrodnię („akcja specjalna”, „specjalne potraktowanie” itp.). 4 października 1943 roku Heinrich Himmler, przemawiając w Poznaniu do wyższych dowódców SS i policji, powiedział: „Większość z was wie, co to znaczy, kiedy sto, pięćset lub tysiąc trupów leży jeden przy drugim… Jest to karta chwały w naszej historii, która nigdy nie była i nie będzie napisana…”. Dlatego niemiecki aparat terroru do minimum ograniczył pisemną dokumentację swoich zbrodni, częściowo ją fałszował oraz – w ostatniej fazie istnienia III Rzeszy – niszczył materiały zbędne i najbardziej kompromitujące.

Roli kontynuowania tego dzieła sympatycy nazizmu podjęli się po wojnie z przyczyn ideologicznych, politycznych i komercyjnych. Celem ataku negacjonistów są przeważnie trzy fakty: istnienie komór gazowych, przepustowość krematoriów i gigantyczna skala zbrodni. W przypadku Auschwitz, zachowując czasem pozory naukowości, kwestionowali oni liczbę 4 mln, a obecnie kwestionują liczbę 1,1 mln ofiar. Jednej i drugiej używali też paradoksalnie jako pretekstu do podważanie samego faktu ludobójstwa. Do tego nurtu negacjonizmu zaliczają się m.in. John Bennet, Robert Faurisson, David Irving, Walter Lüftl, Germar Rudolf, Jerzy Ulicki-Rek, Udo Walendy i Ernst Zündel. Ich tezy – w świetle których proces zabijania w komorach gazowych jawi się jako niemożliwe do zrealizowania przedsięwzięcie techniczne – stanowią próbę manipulacji prostymi faktami i są w istocie świadomym oszustwem.

Wnętrze baraku obozowego w Auschwitz (fot. Ealdgyth, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution 3.0 Unported)
Najnowszym przykładem prostej, a właściwie dość prymitywnej, manipulacji faktami – na dodatek częściowo zmyślonymi – jest broszura brytyjskiego autora, posługującego się nazwiskiem lub pseudonimem Vivian Bird, zatytułowana Auschwitz: The Final Count ([Auschwitz: końcowe podliczenie]). Jej omówienie w języku polskim pierwotnie zostało zamieszczone na stronie internetowej Jerzego Ulickiego-Reka o nazwie „Wolna Polska”, a następnie portalu „Dziennik gajowego Maruchy”. Autor publikacji przytoczył różne szacunki ofiar Auschwitz, poczynając od 9 mln (sic!), a kończąc na 73 tys. Właściwie prawie wszystkie podane przez niego informacje są nieprawdziwe albo co najmniej odległe od prawdy. Najbardziej zaskakującą z nich jest ta, jakoby liczbę 1,5 mln ofiar Auschwitz oficjalnie ogłosił w 1995 roku prezydent Lech Wałęsa. Według Vivian Bird we wszystkich niemieckich obozach koncentracyjnych od 1935 do 1945 roku miało zginąć 403 713 osób, a w samym Auschwitz 73 137 (w tym 38 031 Żydów). Liczby te rzekomo miały zostać przez kogoś ustalone na podstawie analizy comiesięcznych sprawozdań komendantów poszczególnych obozów. Niestety autor nie podał, w którym archiwum, on albo ktoś inny, odnalazł te dokumenty. O jego wiedzy historycznej najlepiej świadczy fakt, że SS-Gruppenführera Richarda Glücksa (1889-1945), szefa Grupy Urzędów D-Obozy Koncentracyjne w Głównym Urzędzie Gospodarczo-Administracyjnym SS (SS-WVHA), nazwał „komendantem wszystkich obozów”. W porównaniu z np. publicystyką Davida Irvinga jest to negacjonizm bardzo niskiej jakości, obliczony na szczególnie mało inteligentnego odbiorcę.

Bardziej wyrafinowaną formę negacjonizmu stosują ci, którzy wprawdzie nie podważają istnienia komór gazowych, ale próbują do minimum redukować możliwość zabijania w nich ludzi, jako powód przytaczając różnego rodzaju rzekome trudności techniczne. Poza tym przeważnie bezpodstawnie zaniżają liczbę deportowanych do obozu. Wspomniany Fritjof Meyer nie tylko zaniżył liczbę zamordowanych w Auschwitz, ale także liczbę osadzonych (miało ich być jakoby 915 tys.), negując udokumentowane źródłowo dane dotyczące wywózek Żydów polskich i węgierskich. Powoływał się przy tym na wspomniany Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz Danuty Czech, ale wykorzystał go w sposób wybiórczy, odpowiadający założonej przez siebie tezie.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7

Książkę można również zakupić jako e-book. Przejdź do strony zakupu e-booka!

Ignorancja

Wreszcie podważanie zweryfikowanej liczby ofiar Auschwitz – czy ich liczby w ogóle – wynika z poszukiwania sensacji, najzwyklejszej ignorancji i chęci zdobycia poklasku. Przykładem tego jest artykuł publicysty Grzegorza Brauna Kłamstwa oświęcimskie, zamieszczony w „Uważam Rze Historia” nr 2 (35) z lutego 2015 roku. Uprzejmie zakładam, że autor wykazał w tym artykule tylko swoją nieznajomość tematu. Gdybym był mniej uprzejmy, to mógłbym założyć, że jednak uprawiał zakamuflowany negacjonizm, ponieważ chociaż formalnie odciął się od tego środowiska, to przytoczył wiele ze zgranych chwytów jego przedstawicieli. Między innymi ten – pochodzący od Davida Cole’a – że krematorium I w obozie macierzystym KL Auschwitz I jest jakoby „dekoracją zaaranżowaną ex post”. Ponadto dyskredytując liczbę 1,1 mln zabitych, Braun sugeruje, że w Auschwitz zginęło… 69 tys. ludzi, gdyż tyle właśnie zachowało się aktów zgonu (nazywanych przez niego „księgami oświęcimskimi” lub „rejestrami obozowymi”). Najpewniej nie wie on o tym, że dokumenty te dotyczą więźniów zarejestrowanych w obozie, których było ok. 400 tys. Nie uwzględniają natomiast ofiar kierowanych na zagładę w komorach gazowych wprost z rampy kolejowej, bez rejestracji w obozie – czyli większości zamordowanych w Auschwitz. Ponadto materiały te obejmują jedynie okres od końca lipca 1941 do końca grudnia 1943, czyli nie uwzględniają ponad dwóch lat działania obozu. Nikt też nie sporządzał aktów zgonu dla ofiar ostatecznej ewakuacji KL Auschwitz, która pochłonęła od 9 do 15 tys. więźniów spośród 56 tys., które wyruszyło 18 stycznia 1945 roku w ewakuacyjny „marsz śmierci”.

Pusta puszka po gazie z Cyklonem B (fot. Michael Hanke, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Braun nie wie też wielu innych rzeczy o sprawach, na temat których się autorytatywnie wypowiada, co wytknąłem mu w swojej polemice. Nie przeszkodziło mu to jednak bezpardonowo atakować Franciszka Pipera, od ponad dwudziestu lat pozostającego wygodnym obiektem nagonki dla wszystkich, którzy mają alergię na udokumentowane źródłowo rezultaty badań naukowych: „patriotycznych” obrońców liczby 4 mln, różnego typu negacjonistów i najzwyklejszych ignorantów. Z taką wiedzą, jaką zaprezentował publicysta „Uważam Rze Historia” nie wypada w ogóle wypowiadać się o jakiejkolwiek problematyce związanej z KL Auschwitz. Najpierw należałoby przeczytać podstawową literaturę na ten temat, chociażby pięciotomową monografię obozu.

Podsumowanie

Reasumując rozważania w kwestii liczby ofiar Auschwitz i związanych z tym sporów, należy zwrócić uwagę na cztery kluczowe elementy:

  • Na przestrzeni kilkudziesięciu lat po 1945 roku podawano za ustaleniami organów sądowych i śledczych oraz zeznaniami pierwszego komendanta Rudolfa Hössa (które jednak sam zweryfikował!) zawyżone dane dotyczące zamordowanych, dochodzące do 4 mln. Jednakże zajmujący się tym zagadnieniem historycy – uwzględniając zasady poprawności warsztatu naukowego, czyli konfrontacji różnych źródeł i oceny ich wiarygodności – określili i określają nadal liczbę ofiar Auschwitz w przedziale 1,1 – 1,5 mln.
  • Wobec braku dokumentów odnośnie ogólnej liczby deportowanych do obozu i tam zabitych, jedyną podstawą ustalenia liczby ofiar Auschwitz mogą być źródła dotyczące deportacji z poszczególnych miejsc, regionów i krajów oraz zmian stanu ilościowego więźniów.
  • Próby określenia liczby ofiar na podstawie przepustowości krematoriów, nawiązujące do metody radzieckiej komisji z 1945 roku i niekiedy podejmowane nadal, są błędne, ponieważ nie istnieją żadne wiarygodne źródła pozwalające zarówno na ustalenie ich rzeczywistego czasu pracy, jaki i stopnia wykorzystywania przepustowości.
  • Ustalenie liczby ofiar Auschwitz, dokonane na podstawie danych dotyczących deportacji do obozu, należy uznać za zakończenie procesu jej weryfikacji. Dalsze badania mogą jedynie uściślić poszczególne części składowe tej liczby, ale nie mogą wpłynąć w istotny sposób na jej zmianę.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7

Książkę można również zakupić jako e-book. Przejdź do strony zakupu e-booka!

Nie tylko Auschwitz

Naukowa weryfikacja liczby zamordowanych w Auschwitz była procesem nieuniknionym w sytuacji, gdy czynione w tej materii tuż po wojnie ustalenia organów śledczych i sądowych nie wytrzymywały krytyki postępujących badań historycznych. Dotyczy to także innych niemieckich ośrodków zagłady, obozów koncentracyjnych i karnych oraz więzień. Przykładowo liczba ofiar Kulmhof w Chełmnie nad Nerem, ustalona w 1946 roku na 360 tys., została po badaniach naukowych (w tym archeologicznych) zredukowana do 200-220 tys. Podobnie rzecz się miała z KL Lublin na Majdanku (z 250 tys. do 79 tys.), więzieniem w Radogoszczu w Łodzi (z 40 tys. do 2-3 tys.) i obozem karnym w Żabikowie koło Poznania (z 20 tys. do 535 osób).

Ustalenia te z jednej strony budziły ostry sprzeciw środowisk powołujących się na motywacje patriotyczne, a z drugiej zostały wykorzystane przez negacjonistów jako argument rzekomo potwierdzający nieprawdziwość wszelkich ustaleń dotyczących niemieckiego ludobójstwa podczas drugiej wojny światowej.

Tory kolejowe prowadzące do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau (fot. Stanisław Mucha, ze zbiorów Bundesarchiv, B 285 Bild-04413, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany )

Należy jeszcze raz podkreślić, że korekta liczby ofiar Auschwitz i innych obozów nie była gestem pod adresem Niemców ani kogokolwiek innego. Stanowiła ona tylko i wyłącznie skutek badań naukowych, które zastąpiły szacunkowe ustalenia powojenne. Szacunki te, z braku dostępu organów śledczych do odpowiednich dokumentów, oparły się na zeznaniach świadków. Absolutnie kompetentni w sprawach znajdujących się w polu ich obserwacji, nie dysponowali oni informacjami pozwalającymi na ustalenia statystyczne co do liczby zamordowanych. Dotyczy to zarówno byłych więźniów jak i esesmanów.

W jednej z polemik ze swoimi krytykami Franciszek Piper napisał:

Auschwitz nie będzie wstrząsał sumieniami ludzkimi tylko dlatego, że wymieni się chociażby nie wiadomo jak wysoką liczbę, jeśli za tą liczbą nie będzie kryć się dramat i tragedia realnie istniejących niegdyś społeczności i ludzi, ludzi o konkretnej tożsamości, pochodzeniu, miejscu zamieszkania. Cały wysiłek badawczy w tej dziedzinie powinien być skupiony nie na statystycznych spekulacjach i licytacji większego „zaangażowania i patriotyzmu” lecz upamiętnieniu wszystkich ofiar: przywróceniu prochom ofiar Auschwitz ich nazwisk, miejsca pochodzenia, narodowości – słowem przekreślenia intencji katów, nie tylko unicestwienia swych ofiar lecz także wymazania ich ze zbiorowej pamięci.

Bibliografia:

Redakcja: Michał Woś

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7

Książkę można również zakupić jako e-book. Przejdź do strony zakupu e-booka!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy