Opublikowano
2016-09-14 18:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Niechciani Polacy – Mazurzy i Ślązacy

(strona 2)

Oficjalnie Mazurzy i Ślązacy mieli być dowodem na polskość tzw. Ziem Odzyskanych. W praktyce widziano w nich Niemców i tak traktowano.


Strony:
1 2 3

Weryfikacyjny terror. Pod koniec 1946 r. blisko 31 tys. Mazurów pozostawało niezweryfikowanych i ich status prawny nie był wyjaśniony. Na przełomie 1948/49 władze postanowiły rozwiązać ten problem siłowo. Nowy wojewoda olsztyński, osławiony Mieczysław Moczar zarzucił Mazurom uprawianie propagandy pronazistowskiej i proamerykańskiej. Przez Mazury przelała się fala aresztowań, która nie ominęła nawet działaczy, którzy swe przywiązanie do Polski udowadniali, siedząc w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. W lutym 1949 r. Moczar ogłosił początek wielkiej weryfikacji. Komisje odwiedzały poszczególne wsie, a opornych oddawano w ręce milicji i służb bezpieczeństwa. Jak wspomina Mazur z okolic Szczytna, w tamtejszym ratuszu „jedni musieli stać w piwnicy w wodzie po pas i wyciągać węgiel z wody i nosić do innych piwnic, drudzy z kolei – klęczeć na lodzie, znów inni, rozebrani do naga, musieli na cementowej posadzce klęczeć lub stać na jednej nodze albo odwróceni twarzą do ściany i nie wolno było im się ruszyć, dopóki nie podpisali. Z Głąbowskich wszyscy zostali tak pobici, że całymi tygodniami leżeli chorzy”.

Podział administracyjny kraju z czerwca 1946 r. (aut. Aotearoa, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

Słaba znajomość języka polskiego nie powinna stanowić – według Moczara – powodu unieważnienia weryfikacji. Niechęć do niej władze tłumaczyły sobie wpływem zachodnioniemieckiego radia i korespondencji prywatnej z rodzinami przebywającymi w RFN. W warunkach terroru opór osłabł. W powiecie mrągowskim, gdzie ludność mazurska wciąż przeważała, liczba niezweryfikowanych spadła z 2 tys. w grudniu 1946 r. do 166 w marcu 1949 r. Rzecz jasna takie metody tylko umocniły w Mazurach poczucie odrzucenia przez Polskę, podobnie jak i próby kolektywizacji odbierane jako zamach na własność prywatną.

Paszportyzacja. Ustawa z 1950 r. znosiła formalnie wszelkie sankcje wobec ludności niemieckiej w Polsce. Dekretem z 8 stycznia 1951 r. dokonano tzw. paszportyzacji i wszystkim Niemcom przebywającym na terenie Polski przyznano polskie obywatelstwo. 35 tys. Mazurów i Warmiaków skorzystało z okazji i otrzymało od amerykańskiej ambasady w Warszawie zaświadczenie o tym, że są narodowości niemieckiej. W powiecie mrągowskim w taki dokument zaopatrzyło się aż 63 proc. Mazurów.

Łączenie rodzin. Na początku lat 50. rodzima ludności na Warmii i Mazurach stanowiła wciąż 20 proc. ogółu mieszkańców. Według spisu z 1956 r. w powiecie mrągowskim – 59 proc. mieszkańców (22 tys.), w szczycieńskim – 25 proc. (12 tys.), a w ostródzkim – 15,9 proc. (8,4 tys.). Wielu autochtonów żyło na walizkach. Według raportu starosty mrągowskiego polsko-enerdowska umowa o łączeniu rodzin ze stycznia 1950 r. wywoływała wśród ludności mazurskiej niezdrową psychozę. Masowo pakowała się ona i szykowała zapasy żywności na drogę, wybijając drób, a nawet świnie. Z racji oczekiwanego rychłego wyjazdu wiosną 1950 r. zaniedbała akcję siewną.

Po 1956 r. poprawiła się atmosfera polityczna w Polsce. Ale Mazurzy – nawet dawni propolscy działacze – nadal chętnie korzystali z umów o łączeniu rodzin zawartych przez PRL także z RFN. W ciągu zaledwie czterech lat (1956–59) liczba mazurskich ewangelików zmniejszała się o blisko połowę, z 46 do 24 tys.

Kredyt za wyjazd. Do kolejnej większej fali wyjazdów doszło w latach 70. XX w. W rezultacie nowej polityki wschodniej kanclerza Willy’ego Brandta RFN uznała zachodnią granicę Polski, oba kraje nawiązały stosunki dyplomatyczne. Potem, przy okazji podpisania w Helsinkach w 1975 r. aktu końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie i ocieplenia atmosfery w relacjach między Wschodem i Zachodem, Edward Gierek i kanclerz Helmut Schmidt uzgodnili warunki udzielenia Polsce kredytu w zamian za m.in. ułatwienia w wyjazdach z Polski Niemców. Do 1989 r. z możliwości tej skorzystało kolejne 55 tys. Warmiaków i Mazurów.

Społeczność mazurska uległa dezintegracji i znacznemu rozproszeniu wśród napływowej ludności polskiej. Liczba mazurskich ewangelików spadła do poziomu zaledwie 3,5 tys. Obecną sytuację oddaje niemieckie powiedzenie: „Wy macie Mazury i Warmię, a my Mazurów i Warmiaków”.

Wkopywanie polskiego słupa granicznego nad Odrą, 1945 r.

Napięcia religijne. Kościół katolicki także nie odnosił się do wyznających protestantyzm Mazurów z braterską miłością i zrozumieniem ich potrzeb. Po wojnie większość tutejszych świątyń państwo przekazało Kościołowi ewangelicko-augsburskiemu. Pustoszały one jednak, zaś katolicy – którym często odmawiano budowy własnych – brali sprawy w swoje ręce i często bez próby porozumienia z prawnym właścicielem zajmowali budynki. Czasem w skandalicznych okolicznościach. We wsi Spychowo w powiecie szczycieńskim katolicy wraz z księdzem 23 września 1979 r. po prostu wygonili wiernych ewangelickich z kościoła podczas nabożeństwa. Do nielegalnego zajęcia kościołów doszło w 1981 r. w Ukcie, Nawidach i Szestnie. Ten ostatni został potem formalnie wydzierżawiony, a w 1996 r. wykupiony przez Kościół rzymskokatolicki.

Ślązacy

Śląski regionalizm. Liczbę ludności autochtonicznej na Śląsku szacowano na 750–850 tys. osób. Miała ona dość luźny stosunek do kwestii przynależności narodowej, w rozmaitym stopniu odczuwała związki z polskością lub niemieckością, za to silnie pielęgnowała poczucie tożsamości regionalnej i umiejętność władania oboma językami. Po zajęciu Śląska przez Polskę nastąpiła szybka weryfikacja narodowa. Zaświadczenia o przynależności do narodu polskiego dawały gwarancje praw i poczucie stabilizacji, do pewnego stopnia chroniąc przed różnorakimi szykanami wobec ludności niemieckiej.

Z perspektywy Górnoślązaków. Górnoślązacy, przywiązani do idei sprawnego i praworządnego państwa, bardzo szybko jednak – podobnie jak Mazurzy – rozczarowali się nowymi porządkami. Raziły ich nieudolność i brutalność władz, chaos organizacyjny i wrogość napływowej ludności. I tu asymilację utrudniały różnice kulturowe. Już wcześniej silna tożsamość regionalna została po wojnie dodatkowo wzmocniona. W oczach wielu Ślązaków stereotyp o polnische Wirtschaft znalazł bolesne potwierdzenie w niegospodarności nowych włodarzy.

Tekst pochodzi z Pomocnika Historycznego POLITYKI „Z Kresów na Kresy”:

Pomocnik Historyczny POLITYKI:
„Z Kresów na Kresy”:
Oprawa: klejona
Liczba stron: 180
Format: A4
Wydanie: 1
Rok wydania: 2016
Wydawca: Polityka
Cena: 24,99 zł
Kup w sklepie Polityki lub w kioskach i salonach prasowych!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Michal |

Przypomniec wam KL Soldau i kto tam katowal Polakow? Slodcy i dobroduszni Mazurzy, ktorzy najpierw uciekli do Prus Wschodnich po wlaczeniu Ziemi Dzialdowskiej do Polski. Nastepnie wrocili we wrzesniu 1939 aby mordowac polska inteligencje i polskich patriotow.



Odpowiedz

Gość: Marress |

Gratulacje dla autora. Ciężko w prosty i przyjazny sposób przekazać, jakie nastroje panowały po wojnie i w dużej mierze panują do dzisiaj na Górnym Śląsku. Szkoda, że większość Polaków nie przeczyta tego artykułu, a powinna. My na Śląsku właśnie tak to odczuwamy. Słowa o rozczarowaniu, polskim bałaganie i bucie władz po wojnie - to jak bym słyszał swojego dziadka i ojca. A ja to widzę dokładnie tak samo, szczególnie jeśli się porównujemy z organizacją państwa przez Niemców, gdzie żyje sporo naszych bliskich. Dobra organizacja państwa nie wymaga wcale dużych pieniędzy, tylko chęci, uporządkowania tego co nas otacza. Wg mnie to jest największa bariera między Polakami, a Ślązakami. Dla nas porządek i stabilność są święte, a w Polsce nadal króluje powiedzenie "jakoś to będzie". I z tego jakość to najczęściej wychodzi "bylejakość". Niby żyjemy od 25 lat w normalnym kraju, ale poczucia zrozumienia i szacunku nadal nie czuć ze strony Polaków, których sporo tu u nas mieszka i z którymi rozmawiam na temat regionu. Każde porównanie cz zwrócenie uwagi na jakieś różnice często jest odbierane z agresją, jako wywyższanie się. Dla mnie inność to koloryt, to fajne że ludzie się ze sobą różnią. Natomiast większość moich polskich kolegów widzi Polskę jako kraj jednolity, gdzie wszyscy są tacy sami (z wyjątkiem Podhala). Smutne to, że pod tym względem III RP jest identyczna jak PRL.



Odpowiedz

Gość: Wolfe |

@Marress Święta prawda. Pyrsk!



Odpowiedz

Gość: Pomorzak |

Bardzo ciekawy artykuł. Niestety szkoda, że tak ciekawe opracowania jak to albo książka "Polacy w Wehrmachcie"R. Kaczmarka, zawsze dotyczą Ślązaków, Mazurów a nigdy nic nie mówi się o ludziach zamieszkujących Pomorze i tu nie chodzi mi o Kaszubów. Wiem, że nie jest to łatwy temat, a i ludność w dniach dzisiejszych jest mocno wymieszana i nie stanowi tak mocnych ośrodków regionalnych jak Ślązacy w których pamięć minionych zdarzeń by się utrzymała. Ale tu też nastąpiła masowa germanizacja a później repolonizacja, tu też istniała jakiegoś rodzaju gwara, po której pozostały pojedyncze słowa, etc. Historia tych ziem jest nie jednokrotnie bardziej tajemnicza i zawiła niżeli w innych regionach Polski. W szczególności z powodu, że wiele rodzin później nie przekazywało informacji na temat tego co tu się działo. Zostaje mieć nadzieję, że kiedyś ktoś z Historyków podejmie się opracowania rzetelnej publikacji na temat tego regionu.



Odpowiedz

Gość: Ad |

Ale tak było propaganda anty niemiecka okropne traktowanie Niemców którzy mieszkali z nami hi nami



Odpowiedz

Gość: Rdzenny Ślązak |

Bardzo rzetelnie napisany artykuł. Szkoda, że Polscy historycy tak rzadko są w stanie obiektywnie pisać na tematy dotyczące tzw. "ziem odzyskanych" i ich rdzennej ludności. Dlatego też do dzisiaj Ślązacy są w dużej mierze tak antypolscy.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

@Rdzenny Ślązak. Szkoda, że żaden z naszych naukowców nie usiłował nawet tłumaczyć, dlaczego w plebiscycie na Śląsku za Polską opowiedziało się ok. 40% głosujących, podczas gdy w mazurskich powiatach Prus Wschodnich - tylko 0,7%. Ta olbrzymia dysproporcja ma zapewne jakieś logiczne wytłumaczenie - tajemnicze, wobec milczenia naszych historyków, socjologów, politologów itp. Przecież wysiłki propagandowe oraz manipulacje z miejscem zamieszkania Niemców w obu regionach były podobne. Czyżby były skuteczne tylko na bardziej zurbanizowanym Śląsku, a niemal zupełnie nieprzydatne w wiejskich Prusach?



Odpowiedz

Gość: Na wohl |

@bartensteiner "Ta olbrzymia dysproporcja ma zapewne jakieś logiczne wytłumaczenie -tajemnicze, wobec milczenia naszych historyków, socjologów, politologów itp" Właśnie nawet tusk nic nie mówi, a ma dobrą okazję już nie musi nikogo udawać. Może podrzuć ten "temat" do "RAŚ" oni dadzą "precyzyjną" odpowiedź



Odpowiedz
Piotr Szlanta

Historyk, pracownik Instytutu Historycznego UW, członek redakcji miesięcznika "Mówią wieki". Współautor podręczników szkolnych i kilkudziesięciu artykułów popularnonaukowych. W latach 2011-2013 pracownik Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Autor m.in. książek Wilhelm II. Ostatni z Hohenzollernów (2015), Persja w polityce Niemiec w latach 1906-1914 na tle rywalizacji brytyjsko-rosyjskiej (2005).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org