Opublikowano
2016-09-14 18:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Niechciani Polacy – Mazurzy i Ślązacy

(strona 3)

Oficjalnie Mazurzy i Ślązacy mieli być dowodem na polskość tzw. Ziem Odzyskanych. W praktyce widziano w nich Niemców i tak traktowano.


Strony:
1 2 3

Zimą 1945 r. na Górnym Śląsku aresztowano tysiące górników, których zesłano do ZSRR do pracy w tamtejszych kopalniach. Fatalnie w pamięci zapisały się obozy pracy i przejściowe m.in. w Jaworznie, Łambinowicach, Świętochłowicach, Siemianowicach i Mysłowicach. W sprawozdaniu specjalnej komisji, która w lutym 1946 r. skontrolowała obóz w Łambinowicach, czytamy: „Obóz ten istnieje bez żadnej podstawy prawnej i nie jest utrzymywany ani używany przez żadną władzę zwierzchnią. Straż obozowa w liczbie 60-ciu nie otrzymała jeszcze do dnia dzisiejszego żadnego wynagrodzenia za pracę. Strażnicy żyją z rabunków, których dokonują na więźniach oraz na ludności miejscowej, której są postrachem. Pijatyki i gwałty są w obozie na porządku dziennym”. Już wiosną 1946 r. Górnoślązacy mówili między sobą o polskiej okupacji.

Huta „Zgoda” w Świętochłowicach przed wojną (fot. Józef Holas, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-G-1329)

Ścieranie „niemieckiego nalotu”. Władze nie tolerowały śląskiej specyfiki. Wojewoda śląski i zagorzały stalinista Aleksander Zawadzki wydał zakaz używania języka niemieckiego w miejscach publicznych. Ślązaków nakłaniano do zmiany niemiecko brzmiących imion i nazwisk, co oni odbierali jako zamach na swoją tożsamość i przejaw dyskryminacji. W lokalach rozrywkowych nie można było grywać niemieckich szlagierów, a napisy po niemiecku miały zniknąć nawet z podkładek pod piwo, popielniczek. Do szkół wyzwano rodziców dzieci, które przyłapano na tym, że rozmawiają ze sobą w języku niemieckim. W ramach akcji „odniemczania” skuwano w miejscach publicznych niemieckie napisy także na obiektach sakralnych czy zabytkowych. Aż do końca lat 80. XX w. na Górnym Śląsku w szkołach podstawowych i średnich nie nauczano języka niemieckiego. Swą regionalną tożsamość można było prezentować publicznie jedynie w formie koncesjonowanych zespołów folklorystycznych.

Kazimierz Piwarski, w wydanej w Katowicach w 1947 r. „Historii Śląska w zarysie”, pisał: „Przyszedł czas na wielkie, zasadnicze rozstrzygnięcie dziejowe. Granica polsko-niemiecka musi być dzisiaj również linią graniczną żywiołu polskiego i niemieckiego. Zanika już stopniowo i zaniknie zupełnie z całej ziemi śląskiej nalot niemiecki; po wszystkich doświadczeniach dziejowych, jakże smutnych, Polska nie ścierpi u siebie mniejszości narodowej niemieckiej, która wcześniej czy później stałaby się tylko ośrodkiem irredenty i zatrutym zielskiem fermentu. Na ziemi śląskiej odrodzi się i zakwitnie znów wspaniale polskość”.

Sumienie i urzędnicy. Władza chciała zapobiec wyjazdom autochtonów wraz z Niemcami, a także zezwolić Niemcom, pod płaszczykiem przynależności do ludności rodzimej, na pozostanie w Polsce. Wspomniany już Zawadzki deklarował: „Nie chcemy ani jednego Niemca, nie oddamy ani jednej polskiej duszy (…) Żadne paragrafy i żadne zarządzenia nie wyjaśnią ściśle, kogo należy uważać za Polaka, a kogo za Niemca – w takich przypadkach musi decydować sumienie polskie”. Czyli często arbitralna samowola lokalnych władz. Rzeczywiście, na obszarach mieszanych narodowo, takich jak Górny Śląsk, precyzyjne oddzielenie przedstawicieli poszczególnych narodowości było po prostu niewykonalne. We wrześniu 1946 r. Ministerstwo Ziem Odzyskanych wydało specjalny ogólnik w sprawie wyłączenia z wysiedleń ludności autochtonicznej, która z różnych względów nie poddała się weryfikacji. O niewysiedlanie niezweryfikowanych autochtonów apelowali aktywiści polskiego Związku Zachodniego. W piśmie koła tej organizacji w Kluczborku do zarządu w Katowicach z lipca 1946 r. czytamy: „Lud jest potulny, trzeba tylko podejść do niego i będą z nich dobrzy obywatele polscy. Niestety czynniki administracyjne nie zawsze stoją na wysokości zadania, brak im bowiem ludzi obeznanych z problemami śląskimi, a najczęściej cierpliwości, wyrozumiałości, które są kardynalnym warunkiem każdej rzetelnie podjętej repolonizacji”.

Demonstracyjna niemieckość. Wymuszona polonizacja zwiększała dystans do polskości i polskiej kultury. Wzrastały proniemieckie resentymenty i hermetyczność środowisk celowo izolujących się od przybyszów z innych stron Polski. Szczególnie rozgoryczeni byli autochtoni, którzy zostali pozytywnie zweryfikowani, ale nie mogli objąć w posiadanie swych gospodarstw, które w zawierusze wojennej opuścili, gdyż zajęli je już osadnicy. Według notatki sporządzonej w grudniu 1949 r. dla KC PZPR autochtoni byli bardziej zdyscyplinowani niż ludność napływowa; natomiast wysiedleńcy zza Buga uważali się za Polaków lepszej kategorii i przy każdej okazji podkreślali swą wyższość i przewagę. „Miejscowa ludność jest powściągliwa, czuje się raczej upokorzona, a druga strona wykorzystując takie zachowanie niejednokrotnie maltretuje współziomków”.

Brama przed terenem dawnego obozu Eintrachthütte w Świętochłowicach (fot. Paweł Drozd, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

W geście sprzeciwu wobec nowych porządków Górnoślązacy zaczęli demonstracyjnie posługiwać się niemieckim. „Używanie języka niemieckiego staje się zjawiskiem nagminnym. W obecnym czasie więcej słyszy się język niemiecki na ulicach, aniżeli przed jednym rokiem, kiedy na Ziemiach Odzyskanych znajdowali się jeszcze wysiedleni Niemcy, używanie języka niemieckiego w dobie obecnej należy traktować jako prowokację i okazywanie niechęci do Narodu Polskiego, a jako takie musi być radykalnie zwalczane” – uznali w czerwcu 1946 r. na naradzie przedstawiciele starostw i miast wydzielonych Górnego Śląska. Mówiący po niemiecku na ulicach mieli być legitymowani i odstawiani na posterunki MO. Groziły im nagany, grzywny, zwolnienia z pracy lub degradacje, cofnięcie koncesji na działalność gospodarczą lub skierowanie do obozu pracy w Gliwicach.

Wyjazdy do Niemiec. Wszystkie opisane bolączki, a także trudne warunki bytowe oraz prześladowanie Kościoła katolickiego, do którego Ślązacy byli silnie przywiązani, spowodowały, że wraz z pojawieniem się możliwości, np. w ramach akcji łączenia rodzin, Górnoślązacy coraz częściej wybierali emigrację do RFN. Henryk Swoboda, Ślązak z Raciborza, wspominał: „Po wypadkach 1956 r. ster władzy objęli inni ludzie. Zmieniły się też czasy. Częściowo odbudowaliśmy wypalony dom. Ojciec poduczył się języka polskiego, jest już zastępcą kierownika pracowni geodezyjnej. (…) W wyniku ugody Polska zgodziła się wypuścić do Niemiec ludzi w ramach tzw. akcji łączenia rodzin. Żony z dziećmi mogły 12 lat po wojnie pojechać do męża, który (przeważnie) po pobycie w obozie jenieckim został przewieziony do Niemiec (…) A z dworca codziennie szły transporty, żegnane przez orkiestry i pozostających Ade du mein liebe Heimatland”.

Skutki wymuszonej repolonizacji. Ani Mazurzy ani Górnoślązacy nie dali się wtłoczyć w arbitralnie wyznaczone przez władze ramy homogenicznej polskości. Z tego względu wielu z nich odeszło od polskości, a samą Polskę opuściło na zawsze. Powierzchowne gesty czy akcje propagandowe, jak zorganizowany 9–10 listopada 1946 r. Zjazd Autochtonów Ziem Odzyskanych w Warszawie mogły jedynie pogłębić frustrację, stanowiąc dowód na jaskrawy rozdźwięk między oficjalnymi deklaracjami a praktyką dnia codziennego.

Tekst pochodzi z Pomocnika Historycznego POLITYKI „Z Kresów na Kresy”:

Pomocnik Historyczny POLITYKI:
„Z Kresów na Kresy”:
Oprawa: klejona
Liczba stron: 180
Format: A4
Wydanie: 1
Rok wydania: 2016
Wydawca: Polityka
Cena: 24,99 zł
Kup w sklepie Polityki lub w kioskach i salonach prasowych!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Spodobał Ci się nasz materiał? Zapisz się do naszego newslettera!
Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Michal |

Przypomniec wam KL Soldau i kto tam katowal Polakow? Slodcy i dobroduszni Mazurzy, ktorzy najpierw uciekli do Prus Wschodnich po wlaczeniu Ziemi Dzialdowskiej do Polski. Nastepnie wrocili we wrzesniu 1939 aby mordowac polska inteligencje i polskich patriotow.



Odpowiedz

Gość: Marress |

Gratulacje dla autora. Ciężko w prosty i przyjazny sposób przekazać, jakie nastroje panowały po wojnie i w dużej mierze panują do dzisiaj na Górnym Śląsku. Szkoda, że większość Polaków nie przeczyta tego artykułu, a powinna. My na Śląsku właśnie tak to odczuwamy. Słowa o rozczarowaniu, polskim bałaganie i bucie władz po wojnie - to jak bym słyszał swojego dziadka i ojca. A ja to widzę dokładnie tak samo, szczególnie jeśli się porównujemy z organizacją państwa przez Niemców, gdzie żyje sporo naszych bliskich. Dobra organizacja państwa nie wymaga wcale dużych pieniędzy, tylko chęci, uporządkowania tego co nas otacza. Wg mnie to jest największa bariera między Polakami, a Ślązakami. Dla nas porządek i stabilność są święte, a w Polsce nadal króluje powiedzenie "jakoś to będzie". I z tego jakość to najczęściej wychodzi "bylejakość". Niby żyjemy od 25 lat w normalnym kraju, ale poczucia zrozumienia i szacunku nadal nie czuć ze strony Polaków, których sporo tu u nas mieszka i z którymi rozmawiam na temat regionu. Każde porównanie cz zwrócenie uwagi na jakieś różnice często jest odbierane z agresją, jako wywyższanie się. Dla mnie inność to koloryt, to fajne że ludzie się ze sobą różnią. Natomiast większość moich polskich kolegów widzi Polskę jako kraj jednolity, gdzie wszyscy są tacy sami (z wyjątkiem Podhala). Smutne to, że pod tym względem III RP jest identyczna jak PRL.



Odpowiedz

Gość: Wolfe |

@Marress Święta prawda. Pyrsk!



Odpowiedz

Gość: Pomorzak |

Bardzo ciekawy artykuł. Niestety szkoda, że tak ciekawe opracowania jak to albo książka "Polacy w Wehrmachcie"R. Kaczmarka, zawsze dotyczą Ślązaków, Mazurów a nigdy nic nie mówi się o ludziach zamieszkujących Pomorze i tu nie chodzi mi o Kaszubów. Wiem, że nie jest to łatwy temat, a i ludność w dniach dzisiejszych jest mocno wymieszana i nie stanowi tak mocnych ośrodków regionalnych jak Ślązacy w których pamięć minionych zdarzeń by się utrzymała. Ale tu też nastąpiła masowa germanizacja a później repolonizacja, tu też istniała jakiegoś rodzaju gwara, po której pozostały pojedyncze słowa, etc. Historia tych ziem jest nie jednokrotnie bardziej tajemnicza i zawiła niżeli w innych regionach Polski. W szczególności z powodu, że wiele rodzin później nie przekazywało informacji na temat tego co tu się działo. Zostaje mieć nadzieję, że kiedyś ktoś z Historyków podejmie się opracowania rzetelnej publikacji na temat tego regionu.



Odpowiedz

Gość: Ad |

Ale tak było propaganda anty niemiecka okropne traktowanie Niemców którzy mieszkali z nami hi nami



Odpowiedz

Gość: Rdzenny Ślązak |

Bardzo rzetelnie napisany artykuł. Szkoda, że Polscy historycy tak rzadko są w stanie obiektywnie pisać na tematy dotyczące tzw. "ziem odzyskanych" i ich rdzennej ludności. Dlatego też do dzisiaj Ślązacy są w dużej mierze tak antypolscy.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

@Rdzenny Ślązak. Szkoda, że żaden z naszych naukowców nie usiłował nawet tłumaczyć, dlaczego w plebiscycie na Śląsku za Polską opowiedziało się ok. 40% głosujących, podczas gdy w mazurskich powiatach Prus Wschodnich - tylko 0,7%. Ta olbrzymia dysproporcja ma zapewne jakieś logiczne wytłumaczenie - tajemnicze, wobec milczenia naszych historyków, socjologów, politologów itp. Przecież wysiłki propagandowe oraz manipulacje z miejscem zamieszkania Niemców w obu regionach były podobne. Czyżby były skuteczne tylko na bardziej zurbanizowanym Śląsku, a niemal zupełnie nieprzydatne w wiejskich Prusach?



Odpowiedz

Gość: Na wohl |

@bartensteiner "Ta olbrzymia dysproporcja ma zapewne jakieś logiczne wytłumaczenie -tajemnicze, wobec milczenia naszych historyków, socjologów, politologów itp" Właśnie nawet tusk nic nie mówi, a ma dobrą okazję już nie musi nikogo udawać. Może podrzuć ten "temat" do "RAŚ" oni dadzą "precyzyjną" odpowiedź



Odpowiedz
Piotr Szlanta

Historyk, pracownik Instytutu Historycznego UW, członek redakcji miesięcznika "Mówią wieki". Współautor podręczników szkolnych i kilkudziesięciu artykułów popularnonaukowych. W latach 2011-2013 pracownik Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Autor m.in. książek Wilhelm II. Ostatni z Hohenzollernów (2015), Persja w polityce Niemiec w latach 1906-1914 na tle rywalizacji brytyjsko-rosyjskiej (2005).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org