Opublikowano
2016-07-07 15:30
Licencja
Wolna licencja

Wojciech Drewniak – „Historia bez cenzury” – recenzja i ocena

Jak opowiadać dziś o historii, tak by nie zanudzić czytelnika, a może czasem nawet doprowadzić go do łez, ze śmiechu?


Autor: Wojciech Drewniak
Tytuł: „Historia bez cenzury”
Wydawnictwo: Historia Bez Cenzury
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 288
ISBN: 978-83-240-3452-9
Rok wydania: 2016
Format: 135 × 210mm
Cena katalogowa: 36,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 8/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

Na to pytanie postanowił odpowiedzieć Wojciech Drewniak w swojej debiutanckiej książce „Historia bez cenzury”. To rodzaj popularnonaukowej opowieści, przeznaczonej głownie dla młodych czytelników, chociaż nie tylko. A wszystko zaczęło się od krótkich filmików o tematyce historycznej, które autor tworzył i tworzy nadal na swoim kanale na portalu youtube. Z popularności internetowej zrodził się pomysł napisania książki. I moim zdaniem, był to strzał w dziesiątkę. O ile bowiem program jest nieco przegadany, chociaż okraszony zabawną animacją, to w książce styl opowieści autora wypada znacznie lepiej. Od razu widać, że Drewniak to nie tylko ktoś, kto zna historię – to pasjonat.

O czym jest książka? Wbrew tytułowi, nie jest to tylko opis skandali seksualnych, chociaż, jak zaznacza sam autor we wstępie, tak na prawdę „tylko trzy rzeczy pociągały ludzi: seks, pieniądze i przemoc. To one decydowały o losach świata”. Przedstawia więc dziesięć dosyć obszernych biogramów władców Polski, od Bolesława Chrobrego poczynając, a na Józefie Piłsudskim kończąc. Ten ostatni, co prawda królem nie był, ale umieszczony został w książce za swoje wielkie zasługi dla Polski i za to, że też pochowano go na Wawelu, wśród innych władców.

Gdyby skupić się jedynie na treści, książka rzeczywiście nie prezentuje niczego odkrywczego. Odwrotnie, autor podaje głównie znane fakty, przedstawia najważniejsze dokonania w dziedzinie polityki wewnętrznej i zagranicznej swoich bohaterów, pisze o sojuszach, wojnach i gospodarce. Wszystko to uzupełnia informacjami o życiu prywatnym, małżeństwach, przygodach miłosnych, obyczajach. Obok wiadomości encyklopedycznych, dostajemy też sporo ciekawostek. Jak na przykład to, że: Jagiełło nie znosił jabłek, ale za to bardzo dbał o higienę, a Stefan Batory zawsze nosił nakrycie głowy, bo był łysy. Są tu też daty – chociaż nie za wiele – jak i cytaty z kronik. Na końcu dostajemy też indeks bohaterów, których imiona czy nazwiska zostały wymienione w książce, wraz z króciutkimi informacjami, „kto był kim”.

To, co wyróżnia tę książkę spośród wielu innych, to przed wszystkim poczucie humoru, prosty język i styl opowiadania. Autor ze swadą posługuje się bowiem językiem, jakim mówi współczesna młodzież, używa nawet jej określeń.

O wyprawie biskupa Wojciecha do Prusów pisze tak:

Biedak starał się mówić w swoim języku, za to głośno i wyraźnie, ale poganie po krótkiej naradzie postanowili odpowiedzieć mu językiem ciała. A konkretnie: wpierdolem. Biedny Wojtek dostał wiosłem po plecach tak, że podobno mu różaniec z ręki wypadł i musiał uciekać, ale przynajmniej zdał sobie sprawę, że można by zainwestować w jakąś pomoc lingwistyczną.

O zjeździe gnieźnieńskim

Otton prawie padł z wrażenia, kiedy przyjechał do Gniezna. Miasto było tak odpicowane, że Las Vegas to przy nim wiocha. Cesarz pokornie pomodlił się przy grobie męczennika, a później…Ruszyli w balet – żarcia w opór, alkoholu jeszcze więcej, a z każdą godziną język Ottona coraz bardziej się rozwiązywał.

O tym, co działo się po bitwie pod Grunwaldem:

O tym, że po zwycięstwie pod Grunwaldem nasi rycerze znaleźli wozy z kajdanami przeznaczonymi dla Polaków, bo Krzyżacy byli tak pewni zwycięstwa, wie chyba każdy. Ale umówmy się nie tylko kajdany były na tych wozach. Znaleziono też ogromne ilości beczek wina. Nic, tylko chlać! Nie. Nie z Jagiełłą. Król już na wstępie zepsuł balet, bo kazał zniszczyć wszystkie beczki, a strumień wylewanego wina osiągnął ponoć rozmiar małej rzeki.

To tylko kilka fragmentów, ale doskonale pokazują one styl tej opowieści. Owszem, książka zawiera kilka wulgaryzmów, ale umówmy się: czy dzisiejsza młodzież, nawet dorośli, nie używają takich słów? Hipokryzją ze strony autora byłoby udawanie, że tak nie jest. Owszem, nie wszystkim się to musi podobać, nie wszystkim taki język i sposób patrzenia na historię, przypadnie do gustu. Sam autor powiedział w jednym z wywiadów, że jego podejście do historii i sposób jej opowiadania, ma swoich zwolenników, ale i przeciwników, zwłaszcza, wśród co bardziej nobliwych historyków i wykładowców, przyzwyczajonych do tradycyjnego sposobu narracji.

Jeżeli jednak ktoś chciałby poczytać o historii nieco inaczej – książka powinna mu się spodobać. Powinna się spodobać zarówno tym, którzy bardzo dobrze znają historii, jak i tym, którzy maja z nią rzadko do czynienia. Najbardziej zaś powinna zainteresować ludzi z poczuciem humoru. To, bowiem książka dla wszystkich tych, którzy potrafią z dystansem patrzeć na otaczający nas świat, także na przeszłość. Świetnie nadaje się też na prezent dla kogoś, kto zaczyna dopiero swoją przygodę z historią. Przeczytawszy tę książkę zrozumie, że przeszłość jest pełna niespodzianek, o których nigdy nie mówiło się w szkole. A bohaterowie z kart podręczników byli żywymi ludźmi, miewali śmiesznostki i wady, co wcale nie umniejsza ich zasługom, sprawia tylko, że lepiej ich rozumiemy.

Jeżeli w książce czegoś brakuje, to ilustracji. Myślę też, że jak na książkę skierowaną głównie do ludzi młodych, mimo wszystko jest tam za dużo szczegółowych faktów, tak jakby autor z dydaktycznym zacięciem chciał powiedzieć jak najwięcej o swoich bohaterach.

Stanowczo odradzam ją osobom, które o historii myślą, piszą i mówią tylko przez wielkie H. Zresztą sam autor na okładce zawarł ostrzeżenie, że czyta się tę książkę na własna odpowiedzialność, bo „zawiera treści nieodpowiednie dla dzieci oraz kontrowersyjne skróty myślowe…”

W mojej ocenie warta jest przeczytania. Dawno się tak nie śmiałam, czytając książkę historyczną.


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Joanna W. |

Bardzo ciekawa książka. Historia w szkole uczona jest w tak marny i nudny sposób, że nikt w 5 lat po zakończeniu szkoły nie pamięta nic. Nauczyciele jacy są, każdy widzi. Tutaj jest pasjonat, który lubi to, o czym opowiada, potrafi zainteresować innych i chwała mu za to!



Odpowiedz

Gość: Oskar |

Widać po komentarzach ból tylka ze komuś się udało w zabawny sposób on ukazuje historie lepsza niż nauczyciele historii i jak pisałem ktoś komuś zazdrości



Odpowiedz

Gość |

http://sigillumauthenticum.blogspot.com/2016/12/brednie-historii-bez-cenzury-w-sprawie.html



Odpowiedz

Gość: Adam nie historyk |

Ale knot! Kto to nazywa książką popularnonaukową? Żałuję, że kupiłem to "dzieło". Nigdy już nie kupię żadnej książki tego pana!!!



Odpowiedz

Zachowujecie sie tak, jakbyscie sie bali, ze ta ksiazka stanie sie podstawowym zrodlem wiedzy mlodziezy o histoii Polski. Co jest po prostu zalosne i smieszne. Szkoda ze nie zauwazyliscie, ze ta ksiazka to przede wszystkim pretekst do dobrej zabawy. Uzupelnienie wiedzy, a nie jej zrodlo. Rozrywka, moze i nie najwyzszch lotow, ale dobre i to. Jego styl tez mnie razi czasami i na jednym posiedzeniu nie jestem w stanie przyswoic wiecej niz trzech odcinkow programu. Ale przyciaga mnie pasja Drewniaka do historii, wisielczy humor i oprawa programu. Jak ktos chce poglebic swoja wiedze, to prosze bardzo ... sie przejsc co biblioteki i wypozyczyc sobie samsonowicza albo jasienice, do ktorych lektury nauczyciele powinni zachecac. Troche dystansu ludzie, bo popadacie w smiesznosc. Serio. Zreszta nie czarujmy sie, ze niektorzy uczniowie historie maja w glebokim powazaniu. Ze szkoly pamietam takich debili, ze na sama mysl robi mi sie slabo. Niech ogladaja przynajmniej Drewniaka. Pozdrawiam.



Odpowiedz

Gość: Piratka |

@
„przyciaga mnie pasja Drewniaka do historii, wisielczy humor i oprawa programu. Jak ktos chce poglebic swoja wiedze, to prosze bardzo ... sie przejsc co biblioteki i wypozyczyc sobie samsonowicza albo jasienice, do ktorych lektury nauczyciele powinni zachecac.”

Czemu Samsonowicza i Jasienicę napisano małą literą, zaś Drewniaka dużą? Pomijam, że samo zestawienie zdaje mi się nie na miejscu.

Próbka pisaniny Drewniaka:

Jan Zamoyski „Pierwszą swoją mowę publiczną pierdyknął w dość trudnych warunkach”, „pierdyknął pracę dyplomową na 168 stron”, „A jakby tego było mało, to jeszcze sobie w mieście pierdyknął uniwersytet”

Stanisław Żółkiewski „Dostał wreszcie upragniony awans na turbohetmana (...) Pierdyknął sobie też elegancki pałac”

Że „pierdyknął” nawet mnie rozśmieszyło, tylko, co będzie, jak kto naczytawszy się historii wg Drewniaka zacznie tak wypracowania pisać ...

Okresowe „pierdykanie” Drewniaka (a także „pierdzielenia” i „napierdzielania”) jakoś może być zmęczyła, jednak nie pojmuję czemu ma służyć przekręcanie cytatów, Zamoyski „wprost spytał jednego z kasztelanów, co to za pierdołowatą niemowę nam przywieźli ze Szwecji”.

Brzmiało to trochę inaczej: A cóżeście to nam za niemą marę przywieźli ze Szwecji? (Et quid tandem daemonium nobis mutum ex Sueciae adduxistis?)

A i „turbohetman” nie jest pojęciem historycznym.



Odpowiedz
Dorota Kwaśniewicz

Absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej – kierunek historia, nauczycielka z długoletnim stażem. Poza historią interesuje się malarstwem, literaturą, podróżami, kinem (obecnie raczej dobrymi serialami) a także polityką, ale bardziej w wydaniu międzynarodowym niż krajowym. Uwielbia Wojciecha Manna i jego poczucie humoru (oraz gust muzyczny).

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org