Autor: Magdalena Mikrut-Majeranek
Tagi: Wywiady, Historia kobiet, Sylwetki i biografie, Pełne średniowiecze, Polska
Opublikowany: 2019-06-14 12:13
Licencja: wolna licencja

Adelajda Heska - dumna choć odrzucona żona Kazimierza III. Rozmowa z Aleksandrą Przesław

Filmowa Adelajda Heska, czyli Aleksandra Przesław miała zostać... weterynarzem! Dziś nie tylko gra w serialach, ale i występuje w duecie satyrycznym „Kabaret Plafon”. W telenoweli historycznej "Korona królów" wciela się w żonę Kazimierza III, która nie miała łatwego życia... Dlaczego? O tym dowiecie się z wywiadu z aktorką!
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Aleksandra Przesław jako Adelajda Heska (fot. mat. pras. FB Korona Królów TVP)

Magdalena Mikrut-Majeranek: Jak zaczęła się pani przygoda z aktorstwem? Czy już od dziecka marzyła pani o występach na szklanym ekranie, czy też może pomysł ten pojawił się dopiero w szkole średniej?

Aleksandra Przesław: Zawsze chciałam być aktorką, a jednocześnie marzyłam o zajmowaniu się zwierzętami i do tej pory mi to ostało. Ciągle żałuję, że nie jestem weterynarzem, ale niestety nie da się tego pogodzić z byciem aktorką, a to chyba bardziej mi pasuje, ponieważ z moją wrażliwością nie przeżyłabym zajmowania się zwierzętami na stole weterynaryjnym. Kiedy byłam dzieckiem wyglądałam jak chłopczyca. Miałam krótkie włosy i brakowało mi dwóch jedynek. Otrzymałam rolę osła w jasełkach. Byłam zawiedziona, ponieważ chciałam zagrać anioła. Jednak według mojej mamy stworzyłam z tego osła postać, która skradła reszcie show. Mama dała mi wtedy takiego szturchańca i zachęciła, żebym spróbowała swoich sił w aktorstwie.

Maturę pisałam jednak z biologii i chemii, ponieważ planowałam pójść na studia weterynaryjne. Podczas pisania rozszerzenia z biologii coś mnie tknęło. Zamiast rozwiązywać zadania, na ostatniej stronie napisałam monolog Zosi z „Pana Tadeusza”. Wtedy poczułam, że robię błąd pisząc biologię, zamiast ćwiczyć do egzaminów wstępnych do szkoły aktorskiej. Miałam ogromne szczęście, że zdążyłam się przygotować na czas. Dostałam się za pierwszym razem, ale szkoła to dopiero pierwszy stopień trudności.

Dopiero codzienność pokazuje, że po szkole świat filmu nie stoi otworem przed każdym absolwentem aktorstwa. Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam. Wyobrażałam sobie, że wszyscy będą na mnie czekać z otwartymi ramionami, ale tak się nie stało. Myślę, że wszyscy, którzy planują karierę aktorską powinni myśleć o złych aspektach tej pracy, ponieważ ciężkich momentów jest zawsze więcej niż tych dobrych. A jak się będzie gotowym na te ciężkie chwile, można być pewnym, że chce się wykonywać ten zawód.

M.M..: Karierę rozpoczęła pani stosunkowo niedawno, bo debiut na szklanym ekranie miał miejsce w 2017 roku, a już w 2018 otrzymała pani propozycję zagrania w telenoweli „Korona królów”.

A.P.: W 2013 roku dostałam się do szkoły aktorskiej, którą ukończyłam w 2017 roku. W tym czasie grałam w rozmaitych etiudach szkolnych i dłuższych formach filmowych, ale faktyczny debiut na kinowym ekranie miał miejsce podczas mojego dyplomu. Zagrałam drugoplanową rolę w filmie „Soyer” w reżyserii Łukasza Barczyka. Natomiast „Korona królów” była moją pierwszą rolą telewizyjną”, którą zapamiętam na długo. Myślę, że to będzie jedna z najciekawszych produkcji, w których wezmę udział.

M.M.: I od razu zagrała pani u boku Andrzeja Hausnera, wcielającego się w postać Kazimierza III Wielkiego, głównego bohatera „Korony królów”. Adelajda Heska to druga żona króla Polski. W scenariuszu pojawiło się wiele trudnych, bo bardzo intymnych scen. Jak układała się państwu współpraca?

A.P.: Świetnie. Bardzo żałuję, że ta serialowa przygoda tak szybko się skończyła. Andrzej jest bardzo pracowitą osobą, na którą zawsze można liczyć. Mam nadzieję, że ten serial będzie dla niego przepustką do dalszej kariery. Kiedy zaczynaliśmy pracę byliśmy dwójką nieznajomych ludzi. Sceny miłosne, które pojawiły się w scenariuszu były trudne, ale oboje obdarzyliśmy się kredytem zaufania. Otrzymałam od Andrzeja olbrzymie wsparcie. Bardzo szybko okazało się, że nie muszę się krępować. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu na planie. Pomimo tego, że zdjęcia już się zakończyły, nadal mamy bardzo dobry kontakt.

M.M.: Wspomniała pani, że nie znaliście się państwo przed rozpoczęciem pracy przy serialu, podobnie jak Kazimierz i Adelajda, która wyszła za mąż za 31-letniego króla mając zaledwie 17 lat.

A.P.: Zgadza się. Zawsze, kiedy organizuje się castingi, podczas których wybiera się parę do serialu, sprawdza się, czy między nimi iskrzy, czy pojawia się chemia. Aktorzy często znają się wcześniej. W naszym przypadku sytuacja była wyjątkowa, ponieważ relacje Adelajdy i Kazimierza były złe. Nie oznacza to jednak, że tej chemii nie było. Scenarzyści i reżyser nie musieli się jednak skupiać na tym, aby obsadzić w tych rolach dwoje zapatrzonych w siebie ludzi.

Aleksandra Przesław jako Adelajda Heska (fot. mat. pras. FB Korona Królów TVP)

M.M.: Stosunki pomiędzy Adelajdą i Kazimierzem nie należały do najlepszych. Można powiedzieć, że była to nieszczęśliwa miłość. Małżeństwo króla Polski i córki landgrafa Hesji – Henryka II Żelaznego nie przyniosło Kazimierzowi upragnionego syna. Co więcej, została ona zesłana do zamku w Żarnowcu nad Pilicą, a władca wziął bigamiczny ślub z Krystyną Rokiczaną, czeską mieszczką. Jak pani bohaterka to przeżywa? Czy ciężko było się odnaleźć w tej roli?

A.P.: To było dla mnie duże wyzwanie. Grałam postać, która dysponowała olbrzymim wachlarzem emocji. Jako młoda dziewczyna została wrzucona w zupełnie nowy świat. Pojawiła się na polskim dworze nie mając przy sobie niemal nikogo bliskiego. Niedługo później została zamknięta w złotej klatce. Moja Adelajda i tak była postacią dosyć pogodną jak na to, co ją spotkało. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak naprawdę wyglądało jej życie. Kondycja kobiet w średniowieczu była okropna. Nie mogły się spełniać, realizować swoich marzeń. Jednak w serialu pokazaliśmy mocną więź kobiet łączącą Adelajdę z dwórkami: Juttą (Hanna Wojak) i Odą (Karolina Kominek).

Dałam Adelajdzie dużo z siebie m.in. wrażliwość. Podziwiam jej upór i szlachetność. Pomimo tych wszystkich zdrad Kazimierza pozostawała dumną kobietą. Różnie mówi się o mojej bohaterce. Niektóre źródła podają, że cnotami umysłu była piękniejsza niż wyglądem. W scenariuszu pojawia się wiele scen, w których Adelajda płacze, krzyczy, targają nią wątpliwości. Jednakże świetnie znosi sytuację, z którą musi się zmierzyć. Była bardzo silną kobietą. Wydaje mi się, że gdybym została postawiona na jej miejscu, pewnie oszalałabym dużo szybciej.

Polecamy książkę Marka Telera – „Kobiety króla Kazimierza III Wielkiego” :

Marek Teler
„Kobiety króla Kazimierza III Wielkiego”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org] i Wydawnictwo CM
Liczba stron: 128 + 12 stron wkładki z ilustracjami
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-22-8 e-book / 978-83-66022-40-9 papier

Książkę można też kupić jako e-book, w cenie 12,90 zł. Przejdź do możliwości zakupu e-booka!

Aleksandra Przesław jako Adelajda Heska (fot. mat. pras. FB Korona Królów TVP)

M.M.: Interesowała się pani historią Adelajdy?

A.P.: Tak, na potrzeby serialu. Otrzymałam wiele materiałów historycznych o Adelajdzie. Choć historia nigdy nie była moją pasją, ponieważ interesowałam się biologią i chemią, serial uświadomił mi jak ważna jest jej znajomość i jak bardzo ludzcy są bohaterowie z przeszłości, a także że powinniśmy się uczyć na ich błędach. Wracając do Adelajdy, to wiosną wybieram się na wycieczkę do Hesji, żeby poznać miejsce, z którego pochodziła moja bohaterka. Niestety, niewiele źródeł opisuje Adelajdę Heską. Tym bardziej cieszę się, że poświęcono jej aż cały sezon. Któż by się nią dziś zainteresował, gdyby nie pojawiła się w „Koronie królów”?

M.M.: Czy prywatnie lubi pani graną przez siebie postać?

A.P.: Staram się z nią pożegnać i zająć się prywatnymi sprawami, ale tęskne za nią. Mam do niej ogromny szacunek za to, jak podejmowała decyzje i za to, że była tak silną kobietą. Cały czas zachowywała się jak królowa, podejmowała słuszne decyzje i z godnością znosiła wszystkie upokorzenia ze strony męża. Bardzo chciałabym ją po prostu przytulić. Kreując tę postać, celowo starałam się, żeby momentami była odrobinę wredna, żeby mogła się odgryźć.

M.M.: I to jest jeden z argumentów przemawiających za tym, że serial historyczny może służyć popularyzowaniu dziejów Polski. Druga żona Kazimierza Wielkiego to postać charakterystyczna, która musi radzić sobie z wieloma przeciwnościami. Jak przygotowywała się pani do tej roli?

A.P.: Przez całą szkołę aktorską przygotowywałam się do tego, żeby grać role złożone i różniące się charakterem ode mnie. Zarówno ta młodsza, jak i starsza Adelajda różniły się od siebie, ale i ode mnie. Przed rozpoczęciem zdjęć rozpoczęłam lekcje z lingwistką, aby nauczyć się stosowania niemieckiego akcentu. I nie zaniechałam ich przez cały okres trwania telenoweli. W rzeczywistości Adelajda mówiła pewnie po łacinie, a polskiego nie nauczyła się nigdy. Były też zajęcia z jazdy konnej, choć ja uprawiam ten sport od dzieciństwa. Jestem też instruktorem, ale jazda w serialach historycznych wygląda odmiennie. Inaczej prowadzi się konia, inne jest siodło, a przede wszystkim inaczej jeździ się w kostiumach, co też nieco utrudnia sprawę. To trochę tak, jakby uczyć się jeździć formułą 1, posiadając już prawo jazdy. Dlatego też musiałam pojawić się na lekcjach u kaskaderów, ale to było dla mnie olbrzymią przyjemnością. Była też nauka gry na lutni i strzelanie z łuku, które uwielbiam.

Adelajda Heska (mat. pras. FB Korona Królów TVP)

M.M.: Jazda konna, strzelanie z łuku, nauka gry na lutni – to całkiem spory pakiet umiejętności, który aktor nabywa podczas gry w „Koronie królów”.

A.P.: Ten serial jest wyjątkowy zarówno dla aktorów, jak i dla telewidzów. W Polsce powstaje niewiele takich produkcji, a podobnej telenoweli jeszcze nie było. Gramy niemal codziennie, codziennie też telewidzowie zasiadają przed telewizorami i śledzą losy serialowych bohaterów. Tempo pracy jest zawrotne, a pomimo to scenarzyści starają się, żeby wszystko było jak najlepiej przygotowane. W innych serialach nie ma czasu na naukę takich umiejętności. To olbrzymie wyzwanie dla aktorów, ale satysfakcjonujące. Praca przy serialach, których akcja osadzona jest we współczesności wygląda zupełnie inaczej. Aktorzy często pojawiają się na planie w swoich ubraniach, a w „Koronie królów” nie dość, że mamy kostiumy stylizowane na te z epoki, to jeszcze musimy przejść metamorfozę podczas charakteryzacji, która trwa bardzo długo.

M.M.: To oznacza, że ma pani ochotę na udział w kolejnej produkcji historycznej?

A.P.: Jasne, choć może teraz przydałby się serial osadzony w innym okresie historycznym. Może jakaś historia wojenna? Praca na planie serialu historycznego jest zdecydowanie ciekawsza od pracy przy współczesnej produkcji.

M.M.: Jednym z atrybutów średniowiecznych dam były piękne suknie. Czy kostiumy wykorzystywane w telenoweli faktycznie sporo ważą?

A.P.: Waga sukni z płaszczem to nawet 10 kg. Męskie kostiumy ważą zdecydowanie więcej, ponieważ trzeba doliczyć wagę broni, bez której się wówczas nie poruszano. Do noszenia kostiumów długo się przyzwyczajałam. Na początku wydawało mi się, że nie są aż tak ciężkie, ale po pewnym czasie kręgosłup dał mi się we znaki.

M.M.: Praca na planie „Korony królów” dobiegła już końca, a jakie ma pani plany na przyszłość?

A.P.: Moim największym planem na najbliższą przyszłość jest opieka nad psem i koniem. Pies pojawił się po zakończeniu „Korony królów”, a koń wraca do mnie po dzierżawie i wreszcie będzie tylko dla mnie. A jeżeli chodzi o plany zawodowe, to razem z Tomaszem Marczyńskim, moim kolegą z roku założyliśmy duet satyryczny „Kabaret Plafon”, który działa na Instagramie. Do końca nie jest kabaretem, to raczej forma komentowania rzeczywistości. Tworzymy sami, staramy się powoli rozkręcać działalność. Być może przeniesiemy to na scenę.

M.M.: Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Polecamy e-book Agnieszki Woch – „Geniusze, nowatorzy i skandaliści polskiej literatury. Od Przybyszewskiego do Gombrowicza”

Agnieszka Woch
„Geniusze, nowatorzy i skandaliści polskiej literatury. Od Przybyszewskiego do Gombrowicza”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 113
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-24-2

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Magdalena Mikrut-Majeranek
Redaktor naczelna Histmag.org. Doktor nauk humanistycznych, kulturoznawca, historyk i dziennikarz. Autorka monografii "Historia Rozbarku i parafii św. Jacka w Bytomiu" oraz współautorka książek "Miasto jako wielowymiarowy przedmiot badań" oraz "Polityka senioralna w jednostkach samorządu terytorialnego", a także licznych artykułów naukowych. Miłośniczka teatru tańca współczesnego i dobrej literatury.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy