Andrzej Pilipiuk, Andrzej Dolniak – „Historia Alternatywna” – recenzja i ocena
Andrzej Pilipiuk, Andrzej Dolniak – „Historia Alternatywna” – recenzja i ocena

„Wszystkie wydarzenia opisane w tej książce i niemal każde zdjęcie, które zobaczysz na jej stronach, tworzą historię alternatywną, a więc, jak sama nazwa wskazuje, są wytworem wyobraźni autorów. Momentami niestety, a chwilami na szczęście” – tymi słowami autorzy informują czytelnika o zawartości recenzowanej książki. Mamy bowiem do czynienia z historią alternatywną, ale świetnie wydaną i zawierającą intrygującą propozycję do rozmyślań.
W zalewie literatury fantastycznej, której twórcy często gubią się w meandrach własnych światów, Andrzej Pilipiuk we współpracy z Andrzejem Dolniakiem proponują coś radykalnie odmiennego. Ich „Historia Alternatywna” to projekt, który zrywa z konwencją powieści przygodowej na rzecz chłodnego, akademickiego dystansu. Czytelnik staje się uczniem w rzeczywistości, która wyewoluowała inaczej.
- Stop! – mógłby ktoś zakrzyknąć. – Po co, u licha, czytać tego rodzaju książki?
Otóż po pierwsze czytelnicy powieści fantastycznonaukowych Pilipiuka mogą tu być zdziwieni, że autor podjął się tego rodzaju wyzwania. Jeśli za bardzo „odlatuje”, to nie jest to odlot w kosmos. Nie jest to jednocześnie pójście na łatwiznę. Otrzymaliśmy bowiem opowieść, która mogłaby stanowić kanwę serialu (choć, po prawdzie, ubrana została w szaty podręcznika szkolnego – o tym jeszcze za moment). Dobra historia, nawet ta alternatywna, smakuje jedynie wówczas, gdy jest logiczna i dobrze poprowadzona. Ta akurat jest.
Wspomniałem o formie. Śmiałość formalna jest tu bowiem największym atutem – Pilipiuk i Dolniak nie tylko opisują alternatywny przebieg dziejów, ale obudowują go całą „aparaturą naukową”. I tak przerobiony materiał ilustracyjny ma za zadanie uwiarygodnić tekst, „dokumenty” i „kroniki” zamieszczone tu są ciekawym pastiszem naśladującym styl epoki, a ich autentyczność (wewnątrz świata przedstawionego) nie podlega dyskusji. Forma podręcznika wymusza z kolei narrację przyczynowo-skutkową. Czytelnik jest prowadzony za rękę przez ciągi zdarzeń, gdzie każda decyzja polityczna czy bitwa ma swoje konsekwencje w przyszłości.
Choć to światy zmyślone, autorzy unikają pułapki „magicznego myślenia”. Historia w tym wydaniu jest brutalna, ale spójna. Nawet w alternatywnej rzeczywistości polityka to gra interesów, a zmiany dziejowe wynikają z konkretnych potrzeb społecznych. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie obcowania z wizją bez wątpienia dobrze przemyślaną. To literatura dla tych, którzy lubią zastanawiać się „co by było, gdyby” w sposób chłodny i analityczny. Ale przy okazji nie raz uśmiechnąć się lub po prostu głęboko westchnąć.
Wizja przedstawiona przez autorów jest dla Polski wyjątkowo łaskawa, co stanowi „kontrapunkt” dla naszej często tragicznej historii XX wieku. Kluczowe elementy tej alternatywy to: rewolucja bolszewicka nie odniosła całkowitego zwycięstwa w Rosji. Polska dysponuje zaawansowaną technologią, w tym własną wersją broni atomowej (zbudowaną w oparciu o prace polskich naukowców). Polska posiada kolonie (m.in. w Liberii) i utrzymuje egzotyczne sojusze (np. z Etiopią), co przesuwa środek ciężkości polskiej polityki zagranicznej z walki o przetrwanie na ekspansję globalną. To też powoduje, że bohaterami „alternatywnego” międzywojnia są nieco inni ludzie. A inni otrzymują całkiem nowe, intrygujące role.
Czy to znaczy, że wszystko w „Historii Alternatywnej” jest logiczne? Oczywiście, że nie. Autorzy niejednokrotnie odchodzą od realizmu gospodarczego na rzecz myślenia życzeniowego – ogół podporządkowany jest tu przyjętej narracji politycznej, lub raczej: założeniom. Forma podręcznika zakłada też kondensację treści – dlatego tak łatwo przychodzi niekiedy przejście na porządku dziennym do wytworzonej faktografii. Ale z drugiej strony: czy tak nie są skonstruowane współczesne podręczniki? Przy okazji dodam, że chciałbym, aby podręczniki szkolne wydawano w taki sposób, jak „Historię Alternatywną” wydała Fabryka Słów.
Nie mam natomiast problemu z przyjęciem przez autorów określonej wykładni: świat wykreowany jest na tyle pojemny, że równie dobrze to poglądy mogą zostać zbudowane na „wydarzeniach”, a nie na odwrót.
To nie jest książka do czytania „na raz” dla relaksu – to lektura, która zachęca do analizowania mechanizmów władzy i zastanawiania się, jak małe zmiany (efekt motyla) mogłyby przynieść skrajnie różne rezultaty. Jednak nie wyklucza to dobrej zabawy z obcowania z recenzowaną książką. I jest to całkiem przyjemna propozycja na wakacje.
