Autor: Robert Forczyk
Tagi: Artykuły, Historia wojskowości, II wojna światowa, Polska, Niemcy, Austria, Szwajcaria
Opublikowany: 2020-08-16 14:50
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Armia „Modlin” i bitwa pod Mławą

Bitwa pod Mławą była jedną z pierwszych a zarazem najważniejszych bitew Września 1939. Starcie ujawniło nie tylko zalety, ale przede wszystkim wady obu stron. Jednak to Niemcy wyszli z niego zwycięsko.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Armia „Modlin”, dowodzona przez generała brygady Emila Krukowicza-Przedrzymirskiego, miała uniemożliwić 3. Armii przeprowadzenie szybkiego uderzenia wprost na Warszawę z terenu Prus Wschodnich. Jako że posiadała tylko dwie dywizje piechoty (8. DP i 20. DP) i dwie brygady kawalerii (Mazowiecką i Nowogródzką), mogła właściwie tylko przesłaniać koncentrację rezerw w rejonie Warszawy. Po odpowiednim opóźnieniu natarcia przeciwnika Armia „Modlin” miała się wycofać na twierdzę Modlin, znajdującą się u spływu Wisły i Narwi. By wzmocnić swoje możliwości obronne, 20. DP przygotowywała umocnioną pozycję na północ od Mławy, ledwie 12 kilometrów na południe od niemieckiej granicy. 20. DP pułkownika Wilhelma Lawicza-Liszki zdołała w ciągu sześciu tygodni zbudować dość solidną linię obronną. Mimo braku materiałów pas okopów wzmocniono 45 schronami dla broni maszynowej, przed którymi rozciągał się potrójny pas zasieków i rowów przeciwczołgowych. Główne drogi podejścia od północy zablokowano pasem przeszkód wykonanych z odcinków szyn kolejowych zatopionych w cemencie i umieszczonych pod kątem w gruncie. Główna pozycja obronna na północ od Mławy miała szerokość około 15 kilometrów. Obsadzały ją 78. i 80. pp, natomiast 79. pp bronił pomocniczej pozycji pod Rzęgnowem, około sześciu kilometrów na wschód. Choć 20. DP musiała bronić znacznie szerszego odcinka, niż przewidywała doktryna, atutem był teren, w znacznej mierze podmokły i niezdatny dla czołgów.

Generał Emil Krukowicz-Przedrzymirski

Mimo silnej pozycji obronnej 20. DP miała odsłonięte skrzydła. Przedrzymirski do osłony lewego skrzydła skierował Mazowiecką BK, a na prawe skrzydło wysłał Nowogródzką BK. 8. DP znajdowała się w odwodzie, 25 kilometrów na południe od Mławy, gotowa w razie potrzeby do wyprowadzania kontrataków lub osłony odwrotu 20. DP. Przedrzymirski większość świeżo zmobilizowanych batalionów ON skierował do obrony Modlina i przepraw przez Wisłę.

Po stronie niemieckiej dowodzący 3. Armią generał artylerii Georg von Küchler raczej optymistycznie zakładał przełamanie polskich pozycji obronnych z marszu i dotarcie do Wisły – odległej o ponad 100 kilometrów – już pod koniec pierwszego dnia. O dziwo, rozpoznanie Luftwaffe nie wykryło linii obronnej pod Mławą, co było znaczącym przeoczeniem. W oparciu o informacje uzyskane 21 sierpnia od Niemców przekraczających granicę (agentów Abwehry lub mieszkańców Polski) nacierający wiedzieli o przeszkodach przeciwpancernych wokół Mławy, ale nie mieli dokładnych informacji. Nie dbając o pogłoski na temat przeszkód przeciwczołgowych, Küchler zamierzał przełamać polską obronę piechotą I KA generała porucznika Waltera Petzla i wprowadzić w wyłom Dywizję Pancerną „Kempf” z zadaniem uderzenia ku Wiśle. Wsparcie i osłonę lewego skrzydła zapewniać miał Korpus „Wodrig”. Pierwszy rzut Petzla – 11. DP – zaczął przekraczać granicę około 5.00 i natychmiast natknął się na patrole 7. kompanii 80. pp. Niemieckie oddziały rozpoznawcze napotykały przeszkody w postaci ściętych drzew i nielicznych min lądowych. W odróżnieniu od Armii „Pomorze”, która nie wysunęła nad granicę patroli, Armia „Modlin” natychmiast dowiedziała się o niemieckim natarciu, a 20. DP miała dość czasu na zaalarmowanie wszystkich żołnierzy (wielu zostało rozkwaterowanych po okolicznych wsiach) i zebranie ich na wyznaczonych stanowiskach obronnych.

Gdy niemiecka 11. DP dotarła do polskiej głównej linii obronnej 4 kilometry na północ od Mławy, oddziały 20. DP były w pełnej gotowości i ich ogień z miejsca zatrzymał niemiecką piechotę. Dwa pułki 11. DP rozpoznawały bojem pozycje 78. pp, ale bez powodzenia. Dywizja Pancerna „Kempf” usiłowała uderzyć dwiema grupami bojowymi pułku SS „Deutschland” wprost szosą prowadzącą z Nidzicy do Mławy na północno-wschodni odcinek 80. pp. Esesmani nie zdołali jednak zdobyć wsi Uniszki Zawadzkie, gdzie znajdowała się polska pozycja przesłaniania. Działa 75 mm z 20. pułku artylerii lekkiej (pal) ostrzeliwały niemieckie oddziały z odległości ledwie 700 metrów. Według niektórych polskich źródeł czołowy niemiecki batalion został praktycznie zniszczony. W rzeczywistości straty SS w ciągu całego dnia wyniosły tylko 24 zabitych i 30 rannych. Jest jednak jasne, że pierwszy atak esesmanów w tej wojnie nie był prowadzony ze zbytnim zapałem, jako że zginął tylko jeden dowódca plutonu, a większość strat poniosła tylko jedna kompania. Dowódca pułku SS „Deutschland” zażądał wsparcia czołgów.

Zwykle wysłanie czołgów bez wsparcia inżynieryjnego przeciwko ciągłej linii umocnień jest dowodem braku rozwagi, ale dokładnie to postanowił zrobić generał major Werner Kempf. Około 15.00 oba bataliony 7. ppanc uderzyły na Uniszki Zawadzkie, za nimi zaś posuwali się piechurzy Waffen-SS. Niemiecka piechota najwyraźniej nie przekazała czołgistom informacji o przeszkodach przeciwczołgowych blokujących drogę na południe od wsi i 7. ppanc niespodziewanie musiał się zatrzymać, gdy natknął się na szeroki na sześć metrów rów przeciwczołgowy i rzędy osadzonych w ziemi kolejowych szyn. Następnie niemieckie czołgi popełniły błąd taktyczny, ruszając wzdłuż polskiego frontu w poszukiwaniu przerwy w przeszkodach. Manewrowanie wzdłuż frontu nieprzyjaciela nie jest zalecane, chyba że jest się Fryderykiem Wielkim pod Lutynią. W rezultacie załogi działek 37 mm 80. pp mogły strzelać jak na ćwiczeniach w burty niemieckich czołgów z odległości około 400 metrów. Całkowicie zniszczonych zostało siedem niemieckich czołgów (głównie Pz I i Pz II), co najmniej 32 zaś uszkodzone. Po dwóch godzinach bezowocnych poszukiwań drogi wyminięcia polskich pozycji natarcie wstrzymano. Wstrząśnięty Kempf zameldował Küchlerowi: „Atak zakończył się katastrofą. Straszne straty w czołgach, nieznanej wysokości. Atak w tym miejscu jest beznadziejny”. W rzeczywistości Kempf nie miał talentu do działań zmechanizowanych, a Polacy odnieśli sukces taktyczny wyłącznie dzięki zaniedbaniu przez niego rozpoznania.

Werner Kempf (po prawej) w 1943 roku (Bundesarchiv, Bild 101I-022-2929-01 / Mittelstaedt, Heinz / CC-BY-SA 3.0)

Po tym niepowodzeniu Küchler zdecydował się na obejście polskiej pozycji pod Mławą. 1. DP z Korpusu „Wodrig” nie zdołała przełamać pozycji 79. pp pod Rzęgnowem, mimo wsparcia grupy czołgów pożyczonych z DPanc „Kempf”; działka przeciwpancerne 79. pp zniszczyły trzy niemieckie czołgi. Jedyny sukces – niewielki – odniosły niemieckie 12. DP i 1. BK, zmuszając Mazowiecką BK do wycofania się z Chorzeli, co umożliwiło Niemcom przeprawienie się przez rzekę Orzyc. Przed wieczorem kawalerzyści Mazowieckiej BK ścierali się z niemieckimi kawalerzystami pod wsią Krzynowłoga Mała, osiem kilometrów na północny wschód od Rzęgnowa, co było rzadkim w tej kampanii przypadkiem starcia sił konnych obu stron. Generał Küchler rozkazał, żeby Korpus „Wodrig” wykonał 2 września silne uderzenie na polskie prawe skrzydło, podczas gdy I KA miał nadal naciskać na pozycje 20. DP. Po stronie polskiej generał Przedrzymirski rozkazał 8. DP maszerować naprzód w celu wsparcia 20. DP. Tymczasem Nowogródzka Brygada Kawalerii pułkownika Władysława Andersa nadal trzymała polskie lewe skrzydło, broniąc Działdowa przed niemrawie działającą niemiecką 217. DP.

Rankiem 2 września Stukasy z I./StG 1 zbombardowały polskie okopy koło Mławy, zadając pewne straty; następnie niemiecka artyleria rozpoczęła długotrwały ostrzał. Po południu niemiecka 11. DP wyprowadziła dwa ataki na pozycje 80. pp koło Uniszek Zawadzkich; oba zostały odparte. Przed wieczorem niemiecka 61. DP przeprowadziła też rozpoznanie bojem pozycji 78. pp, także bez powodzenia. Lepiej powiodło się Korpusowi „Wodrig” w atakach 1. DP na 79. pp pod Rzęgnowem, podczas których Niemcom udało się obejść prawe skrzydło tej pozycji. Około 18.00 pułkownik Józef Englicht, dowódca 79. pp, postanowił załamać prawe skrzydło, cofając je w kierunku Mławy. 12. DP zmusiła też Mazowiecką BK do wycofania się o około pięciu kilometrów, co przekonało Küchlera, że prawe skrzydło jest słabym punktem polskiej pozycji. Rozkazał DPanc „Kempf” przegrupować się w nocy z 2 na 3 września na wschód, by nazajutrz wykonać silne uderzenie na polskie prawe skrzydło. Gdyby 8. DP odpowiednio szybko wykonała 2 września nakazany manewr, polską pozycję być może dałoby się utrzymać, ale z niejasnych przyczyn oddziały dywizji znajdowały się wciąż zbyt daleko, by mogły wesprzeć polskie prawe skrzydło. Najprawdopodobniej ociężałość 8. DP w marszu wynikała z powolności środków transportu i problemów z dowodzeniem (w szeregach 8. DP było wielu rezerwistów).

Ten tekst jest fragmentem książki Roberta Forczyka „Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939”:

Robert Forczyk
„Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939”
40,99 zł
Tytuł oryginalny: „Case White. The Invasion of Poland in 1939”
Wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Rok wydania: 2020
Okładka: twarda
Liczba stron: 496
Premiera: 11.08.2020
Format: 150x225 mm
ISBN: 978-83-8188-102-9
EAN: 9788381881029

Przejście 45 kilometrów na wschód do rejonu koncentracji za Korpusem „Wodrig” zajęło DPanc „Kempf” całą noc. Dywizja zakończyła przygotowania do natarcia dopiero po południu 3 września. Sturmbannführer Wim Brandt, dowódca batalionu rozpoznawczego SS przydzielonego do DPanc „Kempf”, wspominał, że marsz jego zmotoryzowanej kolumny przez Chorzele się opóźnił, ponieważ kawalerzyści 1. Brygady poili w samym środku miasta swoje konie – scena kompletnie sprzeczna z popularnymi wyobrażeniami na temat kampanii polskiej. Po wyminięciu tej przeszkody DPanc „Kempf” podzieliła się na trzy grupy bojowe i ruszyła naprzód, spychając Mazowiecką BK. Około 16.00 Grupa Bojowa „Steiner” zajęła Przasnysz, a Grupa Bojowa „Schmidt” weszła do Gruduska. Mazowiecka BK przeprowadziła kilka nieskutecznych kontrataków, wspierana przez przydzielone tankietki TK 3, została jednak z łatwością zepchnięta. Gdy stało się jasne, że niemieckie jednostki zmotoryzowane oskrzydlają pozycję pod Mławą, 79. pp wykonał głębszy odwrót, co pozwoliło niemieckiej 1. DP posunąć się z Gruduska na południowy wschód. Generał Przedrzymirski nakazał wciąż maszerującej na północ 8. DP przeprowadzić natychmiast kontratak wszelkimi dostępnymi siłami. Zamiast dobrze zaplanowanego i skoordynowanego kontrataku 8. DP przeprowadziła uderzenie częściami; atak szybko się załamał. Pułkownik Stanisław Sosabowski poprowadził swój 21. pp na Przasnysz bez wsparcia artylerii i z całkowicie odsłoniętymi skrzydłami. Otrzymał rozkaz udzielenia wsparcia Mazowieckiej BK, która w rzeczywistości wycofywała się w innym kierunku. Około 14.00 Sosabowski natknął się na północny wschód od Ciechanowa na niemiecką piechotę z 12. DP i zdołał utworzyć pozycję obronną, choć nieprzyjaciel silnie naciskał. Około 22.00 Sosabowski odnotował załamanie się systemu dowodzenia 8. DP – utracił wszelką łączność radiową i przewodową ze sztabem dywizji. 8. DP praktycznie rozpadła się w marszu na pole walki. Przypadkowa bratobójcza wymiana ognia między 13. i 32. pp sprawiła, że ten ostatni wycofał się bez rozkazu. W ciemnościach w szeregi niedoświadczonej i pełnej rezerwistów dywizji łatwo wkradała się panika. W nocy Sosabowski postanowił wycofać swój wciąż zwarty pułk, by uniknąć otoczenia.

Rekonstrukcja bitwy pod Mławą w roku 2012, aut. Adam Kliczek, http://zatrzymujeczas.pl (CC-BY-SA-3.0)

Dopiero rankiem 4 września generał Przedrzymirski zorientował się, że 8. DP nie zdołała zatrzymać niemieckiej próby oskrzydlenia i że 20. DP wkrótce zostanie otoczona. Około 9.00 20. DP otrzymała rozkaz opuszczenia pozycji mławskiej i wycofania się na południe, w kierunku Wisły, równolegle z Nowogródzką BK. Pułkownik Lawicz-Liszka postanowił pozostawić na dotychczasowych pozycjach straże tylne, Niemcy jednak spodziewali się odwrotu. Batalion rozpoznawczy Sturmbannführera Brandta zajął Ciechanów i skierował patrole celem zablokowania szosy Mława–Modlin. Wezwano Luftwaffe; Stukasy bombardowały cofające się 8. i 20. DP, zadając ciężkie straty w sprzęcie i podsycając panikę. Cofający się ze swym pułkiem Sosabowski wspominał, że „z przerażeniem dostrzegł porzuconą baterię dział, z nietkniętą amunicją w przodkach. Było jasne, że wybuchła panika i rozprzestrzeniła się w szeregach”. Choć 21. pp Sosabowskiego i Nowogródzka BK Andersa zdołały wycofać się w porządku, reszta Armii „Modlin” została w praktyce rozbita po czterech dniach walki. Większość ocalałych musiała wycofać się na południowy zachód w kierunku Płocka, przez co kierunek modliński nie miał poważniejszej osłony. W tym momencie szybkie natarcie DPanc „Kempf” zapewne spowodowałoby rozproszenie cofających się 8. i 20. DP i mogło nawet przynieść zajęcie z zaskoczenia nietkniętych mostów na Wiśle w Modlinie. Jednakże von Bock, który wykazał niewiele zainteresowania problemami 3. Armii, interweniował i ocalił resztki Armii „Modlin” przed całkowitym zniszczeniem. Telefonicznie rozkazał Küchlerowi zatrzymać natarcie Korpusu „Wodrig” na południowy wschód – co sam opisał jako „błąd” – i zamiast tego zwrócić całą armię na wschód i zająć Różan nad Narwią.

Bock nie był zainteresowany twierdzą Modlin ani nawet Warszawą; zamierzał skierować 3. Armię za polską obronę, zdobyć Łomżę oraz sforsować rzeki Narew i Bug. Zamierzał skierować XIX KZmot Guderiana przez Prusy Wschodnie, żeby wesprzeć natarcie na Bug, ale nie wydał jeszcze odpowiednich rozkazów. Zamiast tego 5 września na wschód skierowała się DPanc „Kempf”. Przed wojną polskie naczelne dowództwo rozmieściło dla osłony wschodniej części frontu Grupę Operacyjną „Wyszków” generała brygady Wincentego Kowalskiego i Samodzielną Grupę Operacyjną „Narew” generała brygady Czesława Młota-Fijałkowskiego. Żadna z grup przez pierwsze trzy dni wojny nie nawiązała znaczącego kontaktu z nieprzyjacielem. Obronę Różana stanowiło 3300 żołnierzy dowodzonych przez podpułkownika Czesława Rzedzickiego – dwa bataliony rezerwowego 115. pp oraz dywizjon dział 75 mm, przydzielone do GO „Wyszków”. Rezerwiści obsadzili trzy stare rosyjskie forty z czasów I wojny światowej. 5 września około 10.00 pododdziały niemieckich 12. DP i 1. BK podeszły pod Różan od zachodu i z marszu przystąpiły do ataku – zostały jednak odparte. Choć niemiecki ostrzał artyleryjski uszkodził przewody telefoniczne, uniemożliwiając polskim obserwatorom kierowanie ogniem artylerii, polscy artylerzyści po prostu położyli na przedpole polskich stanowisk ogień zaporowy (tzw. ostateczny ogień obronny), który dezorganizował szyki niemieckiej piechoty, nim ta zdołała zbliżyć się do polskich okopów. Około południa, po nadejściu DPanc „Kempf”, Niemcy przeprowadzili zmasowane uderzenie z trzech kierunków, wspierani przez artylerię i sześć bombowców He 111. Polskie działka przeciwpancerne zdołały wytrącić z akcji 9–12 czołgów z 7. ppanc, niemiecka piechota zaś nie zdołała zdobyć żadnego z fortów, mimo kilku nalotów wezwanych dodatkowo Stukasów. Kempf starał się obejść pozycje polskie, kierując kompanię batalionu rozpoznawczego SS Brandta do przeprawienia się pontonami przez Narew, ale esesmani wpadli na II/114. pp i musieli cofnąć się za rzekę. Około 18.00 Niemcy przerwali nieskuteczne ataki. Przy stracie 70 żołnierzy znacznie słabsza grupa polskich rezerwistów przez sześć godzin walki odparła wszystkie ataki dywizji pancernej. Mimo dziesięciokrotnej przewagi liczebnej i ścisłego współdziałania wszystkich rodzajów broni – artylerii, lotnictwa, czołgów i piechoty – Niemcy nie zdołali złamać uporczywej obrony polskiej. Obrona Różana stanowi przykład często przywoływanej maksymy Napoleona, iż „na wojnie czynnik moralny jest trzykrotnie ważniejszy od materialnego”. Jednakże generał Kowalski rozumiał, że niewielki oddział pułkownika Rzedzickiego zapewne zostanie nazajutrz zniszczony jeszcze potężniejszym atakiem niemieckim, więc pozwolił obu batalionom 115. pp wycofać się za Narew w nocy z 5 na 6 września. Niestety żołnierze Rzedzickiego nie posiadali dostatecznej ilości ładunków wybuchowych, by całkowicie zniszczyć most nad Narwią.

Gdy po południu 5 września Sosabowski dotarł do Modlina, odkrył, że jedynymi dostępnymi oddziałami regularnymi w twierdzy były jego 21. pp oraz jeden batalion 32. pp. Dowiedział się też, że generał Przedrzymirski i jego sztab wyjechali z twierdzy i że nie wiadomo, kto kieruje obroną przejść przez Wisłę. Kilku oficerów twierdziło, że to oni dowodzą zgromadzonymi w Modlinie siłami, ale brakowało niekwestionowanego dowódcy w krytycznej chwili. Jednakże rozkaz Bocka kierujący 3. Armię na wschód dał Polakom kilka cennych dni na zorganizowanie obrony Modlina. Pierwsze oddziały niemieckie z 3. Armii dotarły na przedpola twierdzy dopiero 10 września.

Większość polskich autorów opisuje bitwę pod Mławą jako coś w rodzaju polskiego sukcesu taktycznego i określa straty niemieckie na około 5800 żołnierzy w ciągu trzech dni walk. Liczba ta jednak jest absurdalna. Niemieckie źródła podają, że 3. Armia w ciągu pierwszych czterech dni walk utraciła jedynie 1698 żołnierzy (w tym 596 zabitych lub zaginionych). 12. DP, która toczyła pod Mławą ciężkie walki, straciła łącznie w ciągu pierwszych trzech dni walk 39 zabitych. Dzienne zestawienia strat I KA (zapewne niezupełnie dokładne) w dniach 1–3 września podają straty w wysokości 392 żołnierzy, w tym 129 zabitych i zaginionych. Na podstawie dostępnych źródeł można stwierdzić, że niemieckie straty wyniosły około tysiąca żołnierzy. Straty polskie oceniano na 2700 żołnierzy, w tym 1200 zabitych. Te liczby także nie są prawdopodobne, chyba że ujmują odwrót. Polskie relacje z walk pod Mławą zwykle wspominają o niewielkich stratach poniesionych podczas obrony. Jeśli poszczególne niemieckie dywizje prowadzące natarcie traciły dziennie tylko kilkunastu zabitych, wydaje się nieprawdopodobne, by dwie polskie dywizje i dwie brygady traciły dziennie po stu zabitych. Większość strat Armia „Modlin” odniosła podczas odwrotu z pozycji pod Mławą, w wyniku ataków lotniczych i ostrzału artylerii. Straty materialne w odwrocie były niezwykle ciężkie, straty w ludziach jednak nie tak dotkliwe.

Feldmarszałek Georg von Küchler (Bundesarchiv, Bild 183-R63872 / CC-BY-SA 3.0)

Armia „Modlin” została całkowicie pobita pod Mławą i – po prowadzeniu przez krótki czas skutecznej obrony – w odwrocie się rozsypała. Niezdolność generała Przedrzymirskiego do wprowadzenia 8. DP do walki i wsparcia 20. DP trudno jest wytłumaczyć, podobnie jak rozkład tej jednostki jeszcze przed nawiązaniem kontaktu bojowego z nieprzyjacielem. Bitwa pod Mławą ukazuje, że Wojsko Polskie miało trochę dobrych jednostek i trochę dobrych dowódców (takich jak Anders i Sosabowski), szwankowało natomiast dowodzenie na szczeblu operacyjnym. Choć 3. Armia ostatecznie zwyciężyła w bitwie pod Mławą dzięki działaniom manewrowym, preferowanym przez Wehrmacht, na szczeblu taktycznym kilkakrotnie zawiodła z powodu niedostatecznego rozpoznania i skłonności do rzucania czołgów do ataku na umocnione punkty. Interwencja Bocka pozbawiła 3. Armię szansy na osiągnięcie znacznie większego zwycięstwa i uniemożliwiła jej prowadzenie pościgu za bezładnie wycofującym się przeciwnikiem.

Ten tekst jest fragmentem książki Roberta Forczyka „Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939”:

Robert Forczyk
„Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939”
40,99 zł
Tytuł oryginalny: „Case White. The Invasion of Poland in 1939”
Wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Rok wydania: 2020
Okładka: twarda
Liczba stron: 496
Premiera: 11.08.2020
Format: 150x225 mm
ISBN: 978-83-8188-102-9
EAN: 9788381881029

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Robert Forczyk
Uznany autorytet w kwestiach historii militarnej, II wojny światowej, broni pancernej. Autor kilkudziesięciu książek, m.in. dwutomowego opracowania Wojna pancerna na froncie wschodnim. Przez 18 lat pełnił służbę w siłach lądowych USA jako czołgista i oficer zwiadu, zakończył ją w stopniu podpułkownika. Uzyskał doktorat w zakresie stosunków międzynarodowych i bezpieczeństwa narodowego. Obecnie jest konsultantem w Waszyngtonie.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy