Opublikowano
2019-09-11 16:23
Licencja
Prawa zastrzeżone

Beck i Beneš u progu wojny

(strona 2)

Stosunki polsko-czechosłowackie przed II wojną światową nie należały do najlepszych. Wzajemna niechęć pod koniec lat trzydziestych XX wieku nabrała szczególnych rozmiarów. Hitler i Stalin wiedzieli, jak to wykorzystać.


Strony:
1 2

Antyczeskie uprzedzenia Becka mogły za to ułatwić porozumienie z nazistami. Polski minister po cichu zresztą na to liczył, pamiętając o austriackim pochodzeniu Führera6. W tym przypadku intuicja go nie zawiodła. Z lat spędzonych w Wiedniu Hitler zapamiętał Czechów jako naród przysparzający Niemcom nieustannych problemów, krnąbrnych, nienawistnych Słowian, którzy przez lata przynależności do Rzeszy niemieckiej nauczyli się doskonale odgrywać jej wiernych poddanych, w rzeczywistości nieustannie przeciw niej spiskując. „Czech jest nadzwyczaj niebezpieczny, czy to w swojej uległości, Edvard Beneš kiedy jest bezbronny, czy to w swojej wielkopańskości, gdy znów ma broń w ręku” – perorował później Führer w gronie współpracowników7. Pogardzał tymi słowiańskimi podludźmi, ale jednocześnie żywił wobec nich coś na kształt uznania, gdyż uparcie walczyli o swoje. Czegoś się ostatecznie przez wieki od Niemców nauczyli. Może nawet dałoby się z nimi dogadać, tak jak w 1934 roku z Polakami, gdyby nie ich żałosne upieranie się przy demokracji, a co gorsza – niemożliwe do zaakceptowania przez Rzeszę sojusze z Francją i Związkiem Radzieckim.

Kilkanaście miesięcy wcześniej, w grudniu 1936 roku, Führer wysłał nawet do Pragi w największej tajemnicy dwóch emisariuszy, hrabiego Maximiliana von Trauttmannsdorfa i profesora Alberta Haushofera, aby wysondowali, czy Czechosłowacji nie dałoby się jakoś wyłuskać z niechętnej Rzeszy koalicji. Beneš przyjął ich niezwłocznie i był nawet gotów poważnie rozmawiać na temat układu o nieagresji, ale nie chciał zrywać sojuszy. Dla Hitlera stało się jasne, że problem czechosłowacki musi rozwiązać zupełnie innymi środkami. Sekretne rozmowy po kilku miesiącach zawieszono, na razie jednak dyktator nie wyprowadzał z błędu tych, którzy wciąż liczyli na porozumienie8.

Von Trauttmannsdorf wyświadczył Führerowi jeszcze jedną przysługę. Kiedy na początku lutego 1937 roku spotkał się z czechosłowackim posłem w Berlinie Vojtĕchem Mastným, aby oświadczyć, że strona niemiecka chwilowo zawiesza tajne rokowania, niby przypadkiem napomknął o spodziewanym przewrocie wojskowym w Związku Radzieckim. Następnego dnia Mastný, świadomy wagi tej informacji, wsiadł w ekspres do Pragi, żeby osobiście przekazać ją prezydentowi. Pogłoski o spisku przygotowywanym w Moskwie przez grupę wyższych oficerów planujących nawiązać bliską współpracę z hitlerowskimi Niemcami już od pewnego czasu spędzały Benešowi sen z powiek. Zbyt długo pływał jednak w mętnych wodach międzynarodowej polityki, aby od razu połknąć przynętę podsuniętą mu przez von Trauttmannsdorfa. Dziwną niemiecką niedyskrecję uznałby za szytą grubymi nićmi prowokację, gdyby nie to, że alarmujące informacje napływały także z innych źródeł, coraz bardziej podsycając jego niepewność. Kiedy wiosną 1937 roku jeden ze szpiegów czechosłowackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych dostarczył oryginalne dokumenty potwierdzające współpracę z Niemcami pierwszego zastępcy radzieckiego komisarza obrony narodowej, marszałka Michaiła Tuchaczewskiego, Beneš zdecydował się zawiadomić o swoich podejrzeniach Kreml.

Pakt Ribbentrop–Mołotow: zapalnik II wojny światowej

23 sierpnia 1939 roku o godzinie 15.30 na sowieckim Kremlu pojawił się szef niemieckiego MSZ Joachim von Ribbentrop. Po kilku godzinach podpisany został pakt Ribbentrop–Mołotow. To w co nikt nie wierzył, stało się możliwe. Droga do II wojny światowej była otwarta.



Czytaj dalej...

Czechosłowacki prezydent nie wiedział, że staje się właśnie uczestnikiem jednej z najbardziej perfidnych rozgrywek szpiegowskich XX wieku, a już zupełnie nie mógł przypuszczać, że jej scenariusz napisano w Moskwie. Obciążające Tuchaczewskiego materiały, które dotarły do Pragi, zostały w istocie sfabrykowane w Berlinie przez nazistowską Służbę Bezpieczeństwa przy współpracy przebywającego tam na emigracji białogwardyjskiego generała Nikołaja Skoblina, który nieustannie potrzebował pieniędzy, aby prowadzić życie godne dawnego carskiego oficera. (Agentem Rzeszy był zresztą także niemiecki emigrant, który przywiózł do Pragi podrobione dokumenty).

Zachwyceni genialnością własnego planu Niemcy – jego realizację zatwierdził sam Hitler – nie zorientowali się, jak gładko dali się podejść GPU, które za pośrednictwem generała Skoblina, pracującego w istocie dla radzieckiego wywiadu, podsunęło im inspirację i odpowiednie nazwiska. Dowody spisku przesłane przez Beneša Stalinowi zatoczyły tym samym wielkie koło i wróciły na Kreml, gdzie wcześniej ukartowano całą skomplikowaną intrygę. Były jednym z wielu elementów układanki, z której pieczołowicie montowano propagandową oprawę dla szykowanej czystki w szeregach Armii Czerwonej. Wkrótce potem Tuchaczewski został aresztowany i poddany brutalnym torturom, a już 11 czerwca 1937 roku, w ekspresowym tempie skazany w pokazowym procesie za szpiegostwo i zdradę stanu, stanął przed plutonem egzekucyjnym.

Warszawa, wrzesień 1938 roku. Manifestacja antyczeska z żądaniami przyłączenia Zaolzia do Polski (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Proces marszałka uruchomił przerażającą lawinę terroru, która w ciągu kilku następnych miesięcy zmiotła w niebyt większość wyższej kadry dowódczej Armii Czerwonej. Mimo to Beneš do końca uważał, że postąpił słusznie, przekazując dokumenty Stalinowi. Ten kuty na cztery nogi homo politicus najwyraźniej nie dopuszczał do siebie myśli, że działając w najlepszej wierze, w imię racji stanu swego kraju, mógł zostać bezwiednie wykorzystany przez rezydującego na Kremlu przebiegłego satrapę jako – przykro to powiedzieć – pożyteczny idiota.

Losem setek tysięcy ludzi, którzy padali ofiarami stalinowskich represji, czechosłowacki prezydent specjalnie się natomiast nie przejął. Już wcześniej wypracował na temat Rosji teorię, którą dałoby się podsumować: co kraj, to obyczaj. Empatia nigdy nie ograniczała mu zbytnio pola działania. Był człowiekiem niezwykle pragmatycznym, gotowym dogadać się nawet z diabłem, gdyby okazało się to opłacalne. Nie zawsze tylko zdawał sobie sprawę z tego, że – jak głosi angielskie powiedzenie – aby jeść z nim zupę, trzeba mieć odpowiednio długą łyżkę. Przeceniał swoją siłę perswazji i często zanadto ufał własnej zręczności dyplomatycznej. Kilkakrotnie przyszło mu się boleśnie przekonać, że łyżka była za krótka, a diabeł miał znacznie większy apetyt, niż się wydawało. Na razie Beneš wierzył jednak w szczerość Stalina9.

Przypisy

6 J. Beck, Ostatni raport, dz. cyt., s. 46.

7 H. Picker, Hitlers Tischgespräche im Führerhauptquartier, Wiesbaden 1983, s. 307.

8 V. Mastný, Vzpomínky diplomata. Ze vzpomínek a dokumentů československého vyslance, Praha 1997, s. 66–68.

9 I. Pfaff, Prag und der Fall Tuchatschewski, „Vierteljahrhefte für Zeitgeschichte” 1987, nr 1, s. 95–134.

Ten tekst jest fragmentem książki Piotra M. Majewskiego „Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu”:

„Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu” - Piotr M. Majewski - okładka Autor: Piotr M. Majewski
Tytuł: „Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu”
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Seria: historyczna
Oprawa: twarda okładka
ISBN: 978-83-66232-41-9
Wydanie: 1 (2019)
Data premiery: 30 sierpnia 2019
Liczba stron: 458
Format: 145×205
Cena: 54,90 zł
Kup ze zniżką!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Spodobał Ci się nasz materiał? Zapisz się do naszego newslettera!
Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Paweł Broda |

Bardzo ciekawy temat.
A napaść Słowacji na.Polskę.1.09.1939 oraz.Legion Czechosłowacki w.Krakowie ?



Odpowiedz

Gość: Pol |

Tuchaczewski byl oportinista i karierowiczem (jak Jaruzelski) Szlachcic, carski oficer na sluzbie u Lenina. Byl tez zbrodniarzem. Tlumil bunty chlopskie, jako pierwszy uzyl lotniczych bomb gazowych przeciwko cywilom. W czasach Gorbaczowa z tajnych archiwow wydobyto akta z jego przrsluchania. Nosily czarne plamy. Zbadano je. To byly plamy jego krwi.....



Odpowiedz
Piotr M. Majewski

(Ur. 1972) - historyk dziejów najnowszych, pracownik Uniwersytetu Warszawskiego. w latach 2009–2017 zastępca dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Jego zainteresowanie obejmują między innymi historię Czech i Czechosłowacji oraz stosunki czesko-niemieckie w XIX i XX wieku.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org