Autor: Dariusz Milewski
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Historia wojskowości, XVI-XVII wiek, Polska
Opublikowany: 2019-02-27 17:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Bohdan Chmielnicki i katastrofa Rzeczypospolitej

Rok 1647 był to dziwny rok... Wkrótce miała się rozpętać jedna z najstraszliwszych wojen domowych w dziejach Rzeczpospolitej...
REKLAMA

Stłumienie powstań kozackich z lat 1637–1638 zapewniło Ukrainie dziesięć lat pokoju. Kozaczyzna rejestrowa, ograniczona do 6 tys. mołojców, została ujęta w karby i podporządkowana hetmanom koronnym. Odbudowanie twierdzy kudackiej na Zaporożu zahamowało wywołujące ciągłe napięcia między Warszawą a Stambułem wypady Kozaków na Morze Czarne. Tatarzy, pokonani w 1644 roku pod Ochmatowem, przycichli i nie zapuszczali się na Ukrainę. Spokój na kresach zawdzięczano m.in. wojnie turecko-weneckiej o Kretę (1645) – jej wybuch sprawił, że sułtan wolał zachować dobre stosunki z Polską.

Bohdan Chmielnicki, przywódca powstania Kozaków, które wybuchło w 1648 roku, fot. polona.pl

Wojna o Kretę stała się jednak przyczyną największej burzy, jaka rozpętała się na Ukrainie od czasu włączenia jej do Polski. Władysław IV, usilnie namawiany przez wenecką dyplomację, zamierzał włączyć się do wojny przeciw Turcji. Wobec sprzeciwu szlachty zaczął snuć plany sprowokowania Turków i Tatarów. Ważną rolę mieli odegrać Kozacy, którym zamierzano pozwolić wyprawić się na Morze Czarne. Kiedy plany królewskie upadły, mołojcy pozostali z zawiedzionymi nadziejami. Łatwo ich było pobudzić do nowego powstania. Znalazł się też człowiek, który się tego podjął. Był nim pisarz wojska zaporoskiego Bohdan Chmielnicki, mający osobisty spór z podstarościm czehryńskim Danielem Czaplińskim.

Chmielnicki zdołał przekonać Tatarów do wkroczenia na Ukrainę i udzielenia pomocy Kozakom. Wczesną wiosną 1648 roku chan wysłał im niewielkie siły pod wodzą beja perekopskiego Tuhaj-beja. Jednak hetman wielki koronny Mikołaj Potocki spodziewał się łatwo stłumić rodzącą się rebelię. Chciał działać szybko, zanim Kozacy wejdą na zamieszkane ziemie ukraińskie i pociągną za sobą ludność wiejską. Postanowił osaczyć siły kozacko-tatarskie daleko w stepach, a następnie je rozgromić. Liczył przy tym na wierność Kozaków rejestrowych.

Zebrawszy ok. 15 tys. ludzi, Potocki wysłał przodem swego syna Stefana na czele 3 tys. żołnierzy i 4 tys. Kozaków rejestrowych. Mieli oni osaczyć i zatrzymać Chmielnickiego i Tatarów. Kozacy popłynęli czajkami w dół Dniepru, wyprzedzając idącą wolno polską kolumnę, opanowali Sicz i odcięli Chmielnickiego i Tatarów od zaplecza. Szybko jednak ulegli agitacji powstańców i przeszli na ich stronę. 29 kwietnia żołnierze Stefana Potockiego spotkali Chmielnickiego i Tatarów nad rzeczką Żółte Wody. Polacy przyjęli walkę w oparciu o umocniony tabor, oczekując nadejścia sił głównych pod wodzą hetmana. Niestety, nie doczekali się ich, co gorsza, Mikołaj Potocki rozpoczął odwrót w stronę Korsunia. Dywizja Stefana Potockiego poddała się po nierównej walce 16 maja, a jej dowódca zmarł z odniesionych ran.

Pierzyna, łacina i dziecina

To pierwsze zwycięstwo uskrzydliło Chmielnickiego, choć nie przesądzało jeszcze o wyniku kampanii. Powstańcy podjęli pościg za armią koronną. Potocki zdecydował się przyjąć bitwę pod Korsuniem, u wrót zamieszkanej części Ukrainy. Dwudniowa bitwa stoczona 25 i 26 maja zakończyła się całkowitą klęską wojsk polskich. Odpowiedzialność za to w dużym stopniu ponosi hetman wielki, który po zwycięskich walkach pierwszego dnia zarządził dalszy odwrót. Zaskoczenie i rozerwanie cofającego się taboru polskiego przesądziło o klęsce. Stracono nie tylko dobrze wyszkoloną armię, ale i jej dowódców – Mikołaj Potocki oraz hetman polny koronny Marcin Kalinowski trafili do niewoli tatarskiej. Ukraina stanęła otworem przed Kozakami i ordą.

Rzeczpospolita przeżywała już podobne klęski, np. pod Cecorą w 1620 roku. Nawet porażka pod Korsuniem nie oznaczała zatem przegranej. Na nieszczęście 20 maja 1648 roku zmarł król Władysław IV. Bezkrólewie w dużym stopniu paraliżowało możliwości obronne państwa. Co gorsza, rozpoczęła się zgubna w skutkach gra poszczególnych koterii magnackich, które chciały osadzić na tronie odpowiadającego im kandydata.

W czasie bezkrólewia szybko ukształtowały się dwa główne stronnictwa – pokojowe, skupione wokół kanclerza wielkiego koronnego Jerzego Ossolińskiego, oraz wojenne, któremu przewodził wojewoda ruski książę Jeremi Wiśniowiecki. Obaj byli zaciekłymi adwersarzami i popierali różnych kandydatów do tronu – Ossoliński stawiał na seniora dynastii Wazów Jana Kazimierza, podczas gdy Wiśniowiecki skłaniał się ku Karolowi Ferdynandowi.

W tym czasie na Ukrainie Tatarzy opuścili Chmielnickiego, by odprowadzić zdobyty jasyr na Krym. Wódz kozacki grał więc na zwłokę i spieszył z ofertami pokojowymi. Przez jakiś czas trwał nieformalny rozejm, zakłócany lokalnymi starciami. Ossoliński przeforsował wybór nowych tymczasowych dowódców dla odtwarzanej armii. Zostali nimi wojewoda sandomierski ks. Władysław Dominik Zasławski-Ostrogski, podczaszy koronny Mikołaj Ostroróg i chorąży koronny Aleksander Koniecpolski. Żaden z nich nie miał poważniejszego doświadczenia wojskowego – Chmielnicki nazywał ich później pierzyną, łaciną i dzieciną. W dodatku wodzom dodano 32 komisarzy wojennych mających służyć im radą. Tak rozbudowane dowództwo okazało się całkowicie niewydolne na polu bitwy.

Bohdan Chmielnicki w Kijowie (domena publiczna)

Ossoliński doskonale zdawał sobie sprawę z tego stanu rzeczy, ale był on mu na rękę – armia powinna trzymać Kozaków z daleka, ale nie niszczyć ich, ponieważ mieli być jeszcze potrzebni podczas wojny tureckiej. Gdy jednak do Chmielnickiego powrócili Tatarzy, w końcu lata rozpoczął on nową kampanię. 21–23 września doszło do bitwy pod Piławcami. Początkowo Polakom szło nieźle, jednak w obozie wybuchła panika na wieść o nadejściu ordy. Wodzowie, a z nimi całe wojsko, uciekli w popłochu. Zwycięski Chmielnicki ruszył dalej. Wymógł okup od Lwowa i dotarł aż do Zamościa. Stąd wysłał list na sejm elekcyjny, opowiadając się za Janem Kazimierzem, po czym wrócił na Ukrainę.

Ugoda zborowska

17 listopada 1648 roku nowym królem Rzeczypospolitej został Jan Kazimierz. Skłonił się on ku zdaniu Ossolińskiego i spróbował dogadać z Kozakami. Misja wysłanników polskich do Chmielnickiego zimą 1648/1649 roku zakończyła się jednak fiaskiem, a wiosną 1649 roku walki na Ukrainie rozgorzały na nowo.

Sejm koronacyjny Jana Kazimierza uchwalił podatki na nowe zaciągi wojskowe, ale szły one opornie – latem 1649 roku w obozie pod Zbarażem udało się zgromadzić ok. 9 tys. żołnierzy (z czeladzią do 16 tys.). Wiśniowiecki, który stawił się na miejscu, z racji swego doświadczenia i popularności wśród żołnierzy objął faktyczne dowództwo. Musiał się zmierzyć z armią kozacko-tatarską liczącą 100–120 tys. ludzi. Prowadzili ją Chmielnicki i chan Islam III Gerej. Obóz zbaraski został otoczony 10 lipca i wytrzymał ponadmiesięczne oblężenie. W sierpniu nadeszła odsiecz.

Ten tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika „Mówią Wieki”:

„Mówią wieki”
8,50 zł
Data i miejsce wydania: luty 2019
REKLAMA

Jan Kazimierz postępował inaczej niż Mikołaj Potocki. Mimo że zebrał jedynie 15 tys. wojska i pospolitego ruszenia, ruszył ku Zbarażowi. Co więcej, nie miał też wystarczających wiadomości o sile i ruchach wojsk przeciwnika. Ruscy chłopi trzymali z Kozakami, a polskie podjazdy wracały z niczym. W efekcie niewielka armia polska została zaskoczona 15 sierpnia 1649 roku pod Zborowem w trakcie przeprawy przez Strypę. Doszło do bitwy, w której Polacy ponieśli ciężkie straty. Atak tatarsko-kozacki udało się odeprzeć, jednak perspektywy przed osaczoną armią rysowały się niewesołe. Z opresji wyratowała wojsko dyplomacja.

Bohdan Chmielnicki i Tuhaj-bej na obrazie Jana Matejki (domena publiczna)

Tatarzy uznali, że zniszczenie armii polskiej zanadto wzmocniłoby Kozaków. W efekcie chan doprowadził do zawarcia porozumienia, zwanego później ugodą zborowską. Przewidywało ono wypłacenie Tatarom zaległych upominków oraz wypuszczenie za okupem polskich jeńców. Kozakom wybaczano przewinienia i przywracano do łask. Chmielnicki stał się hetmanem wojsk zaporoskich w służbie króla i Rzeczypospolitej. Liczbę wojska ustalono na 40 tys. (dziesięciokrotnie więcej niż przedwojenna armia koronna). Kozakom oddano też władzę w województwach: kijowskim, czernihowskim i bracławskim, zabraniając tam wstępu armii koronnej. Jednocześnie zagwarantowano powrót szlachty do jej dóbr – choć bez ochrony wojska była skazana na łaskę Kozaków. Urzędy zastrzeżono dla prawosławnej szlachty ruskiej, a metropolitę kijowskiego obiecano dopuścić do senatu. Z Kijowa i miast, w których stacjonowały pułki kozackie, usunięto Żydów i jezuitów. Oczywiście zwinięto też oblężenie Zbaraża.

Zwycięstwo pod Beresteczkiem

Propaganda królewska przedstawiała ugodę zborowską jako wielki tryumf monarchy. W rzeczywistości była ona jednak klęską polityczną, bowiem Ukraina faktycznie została oddana Kozakom. W dodatku Tatarzy urośli do roli gwarantów porozumienia i rościli sobie odtąd prawo do mieszania się w sprawy ukraińskie.

Póki co wydawało się jednak, że pokój się utrzyma. Jesienny sejm zatwierdził porozumienie wraz z rejestrem kozackim przysłanym przez Chmielnickiego. W trzech województwach ukraińskich władzę przejęli Kozacy, z niewoli wypuszczeni zostali liczni oficerowie i żołnierze, z hetmanami koronnymi na czele. Oczywiście Wiśniowiecki nie wrócił do swych majątków na Zadnieprzu, a metropolita kijowski nie zasiadł w senacie. Mimo to król i kanclerz Ossoliński wrócili do projektów wojny tureckiej, licząc, że rozwiąże ona problem kozacki i rozerwie groźny dla Polski sojusz Chmielnickiego z chanem.

Kiedy w Warszawie oddawano się tym mrzonkom, latem 1650 roku Chmielnicki przyjął protekcję sułtana, a chanowi odmówił wspólnego ataku na Moskwę – nie chciał sobie zrażać kolejnego sojusznika, z którym też wchodził w układy. Zamiast tego wspólnie z Tatarami zaatakował sprzyjającą Polsce Mołdawię, zmuszając jej hospodara do zgody na planowane małżeństwo jego córki ze swoim synem Tymofiejem. Uzależniając Mołdawię, wódz kozacki zbliżał się do swego kolejnego sojusznika – księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego. Osaczał w ten sposób Polskę od południa.

Tym razem w Warszawie nie przegapiono zagrożenia, a śmierć kanclerza Ossolińskiego w sierpniu 1650 roku otworzyła drogę do władzy bardziej wojowniczym senatorom. Należał do nich sam hetman Potocki, który słusznie – choć poniewczasie – ostrzegał przed kozackim wiarołomstwem i domagał się zbrojnej rozprawy z Chmielnickim. Sejm jesienny 1650 roku uchwalił podatki na nowe zaciągi. Tym razem udało się zebrać ponad 30 tys. wojska i drugie tyle pospolitego ruszenia. Chmielnicki pozyskał pomoc tatarską – na wyprawę znów przybył sam chan na czele 25–28 tys. ordy. Razem z Kozakami dawało to ponad 100 tys. żołnierzy. Planowano też dywersję od Siedmiogrodu w kierunku Krakowa. Powstanie na Podhalu wszczął nawet Aleksander Kostka Napierski, ale zostało ono szybko stłumione.

Do decydującego starcia doszło 28–30 czerwca pod Beresteczkiem na Wołyniu, a batalia ta stała się największym powodem do chwały wojennej Jana Kazimierza. Wojska tatarskie zostały rozbite, a chan uszedł z pola bitwy, porywając ze sobą Chmielnickiego. Pozbawieni pomocy tatarskiej Kozacy zamknęli się w ufortyfikowanym taborze, gdzie jeszcze dziesięć dni stawiali opór. W końcu jednak tabor został zdobyty, a armia kozacka rozgromiona.

Klęska pod Batohem

Teraz należało ruszyć na Ukrainę i przywrócić porządek. Zwycięstwo osłabiło jednak zapał Polaków. Król zdał komendę hetmanom i wyjechał z obozu, a z nim większość szlachty. W marszu na Ukrainę zmarł Wiśniowiecki, a zwycięska armia napotykała niechęć i opór ludności, cierpiała też na braki w zaopatrzeniu. Tymczasem chan nie upadł na duchu, ale przysłał Chmielnickiemu posiłki, wzywając do kontynuowania walki. Ostatecznie 28 września zawarto nowe porozumienie, nazwane ugodą białocerkiewską. Było ono połowicznym sukcesem strony polskiej: rejestr kozacki ograniczono do 20 tys. i odebrano Kozakom województwa bracławskie i czernihowskie. Do Kijowa powrócił polski wojewoda Adam Kisiel.

Masakra polskich jeńców pod Batohem (domena publiczna)

Ugoda białocerkiewska okazała się jeszcze mniej trwała niż zborowska. Jej twórca hetman Potocki zmarł już w listopadzie 1651 roku. Obradujący zimą i wiosną roku następnego sejm został zerwany przez liberum veto i nie zatwierdził warunków porozumienia. Chmielnicki poczuł się zatem zwolniony z obowiązku jego respektowania. Wiosną 1652 roku wrócił do planów mołdawskich, zamierzając zmusić niechętnego hospodara do zgody na planowane od dwóch lat małżeństwo jego córki z Tymofiejem. Pozostawiony na Ukrainie hetman polny koronny Marcin Kalinowski nie był w stanie zapobiec tym planom.

Bohdan Chmielnicki znów ściągnął Tatarów i wiosną 1652 roku ruszył ku Mołdawii, rozpuszczając fałszywie wieści, że idzie sam Tymofiej z niewielkimi siłami. Kalinowski z 10 tys. ludzi zastąpił Kozakom drogę pod Batohem. Bitwa stoczona 1–2 czerwca zakończyła się katastrofą wojsk polskich, zginął sam hetman. Co gorsza, Chmielnicki zapłacił Tatarom za wziętych do niewoli oficerów i żołnierzy polskich, po czym kazał ich wymordować. Ogółem zabito ok. 8 tys. ludzi. Wódz kozacki zlikwidował najbardziej wartościową część armii koronnej, co dało się odczuć już w najbliższych latach. Zarazem jednak nakręcił spiralę nienawiści, której skutkiem były mordy i okrutne pacyfikacje, jakich później dopuściły się wojska koronne na Ukrainie i Kozacy na ziemiach polskich (m.in. w czasie najazdu Jerzego Rakoczego w 1657 roku).

Ten tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika „Mówią Wieki”:

„Mówią wieki”
8,50 zł
Data i miejsce wydania: luty 2019
REKLAMA

Na razie Chmielnicki otwierał sobie drogę do Mołdawii. Przerażony hospodar na początku września wydał córkę za jego syna. Zadowolony wódz kozacki wrócił na Ukrainę, śląc do Polski zapewnienia o swych pokojowych intencjach i zrzucając winę za Batoh na nieżyjącego hetmana Kalinowskiego.

W Warszawie klęska pod Batohem wywarła piorunujące wrażenie. Obradujący latem 1652 roku sejm uchwalił zaciągnięcie dużej armii – planowano wystawić 50 tys. wojska. Jan Kazimierz był zdecydowany rozprawić się zbrojnie z Chmielnickim. Dowództwo armii powierzył nowo mianowanemu hetmanowi polnemu koronnemu Stanisławowi „Rewerze” Potockiemu. Jednak powolne zbieranie podatków i formowanie wojska spowodowało, że do końca roku rozbudowano armię jedynie do 30 tys. żołnierzy, przeważnie bez odpowiedniego doświadczenia bojowego.

List Bohdana Chmielnickiego do cara Aleksego I z 8 czerwca 1648 roku. Szukając sojuszników, Chmiel-nicki starał się utrzymywać dobre stosunki zarówno z carem, jak i sułtanem, fot. Wikimedia Commons

Ukraina

Na rozdrożu

Kłopoty z mobilizacją opóźniły rozpoczęcie ofensywy na Ukrainie. Król zdecydował się na zwołanie wiosną 1653 roku sejmu do Brześcia Litewskiego w celu uchwalenia nowych podatków. Podjęto też wyprawy dywersyjne na Ukrainę. Największą z nich poprowadził wiosną 1653 roku oboźny koronny Stefan Czarniecki. Nie przyniosła ona żadnego rozstrzygnięcia, jako że Kozacy bez Tatarów unikali zbrojnego starcia, a Polacy ograniczyli się do likwidowania drobnych oddziałów przeciwnika i pustoszenia okolicy. W istocie była to pierwsza z serii wypraw pacyfikacyjnych mających zastraszyć ludność ukraińską.

Po sejmie brzeskim we Lwowie zebrała się komisja wojskowa mająca wypłacić armii zaległy i bieżący żołd. Jednak dopiero w połowie sierpnia król osobiście poprowadził wojsko – nie więcej niż 30 tys. ludzi – na Ukrainę. Kampania przebiegała opieszale. Z początkiem września Polacy dotarli pod Kamieniec Podolski, gdzie zabawili do początku października. Na wieść o nadejściu Tatarów król założył warowny obóz pod Żwańcem nad Dniestrem, przy granicy z Mołdawią. Tu w trudnych warunkach spędzono dwa miesiące. Doczekano się nadejścia wojsk kozacko-tatarskich, z którymi prowadzono drobne utarczki. Żadna ze stron nie odważyła się wydać przeciwnikowi walnej bitwy.

Przyczyn kunktatorstwa polskiego dowództwa należy upatrywać w słabej jakości armii i kadry dowódczej oraz wydarzeniach w sąsiedniej Mołdawii. Wiosną 1653 roku doszło tam do przewrotu, za którym stał książę siedmiogrodzki. Obalono dotychczasowego hospodara Bazylego Lupula i zastąpiono go człowiekiem Rakoczego – Jerzym Stefanem. Rakoczy likwidował w ten sposób groźne dla siebie sąsiedztwo kozackie i podporządkowywał sobie Mołdawię. Tym samym zrywał jednak dotychczasowy sojusz z Chmielnickim i stał się cennym partnerem dla Polski. Kiedy wiosną i latem 1653 roku Kozacy podjęli próbę przywrócenia władzy w Mołdawii Lupulowi, Jan Kazimierz wsparł zbrojnie Rakoczego. Od sierpnia do października trwały walki pod mołdawską Suczawą, w której bronił się i zginął Tymofiej Chmielnicki. Kiedy miasto wreszcie się poddało i można było ruszyć na Ukrainę, Chmielnickiemu przyszedł z pomocą chan. To znów zatrzymało wojska polskie w obozie żwanieckim.

Ostatecznie w grudniu 1653 roku Polacy podjęli rokowania z Tatarami, które doprowadziły do odnowienia ugody zborowskiej. Chan został jej gwarantem, obiecując wystąpić zbrojnie przeciw temu, kto ją naruszy. Była to klęska zarówno dla Polaków, jak i dla Kozaków, potraktowanych w rokowaniach przedmiotowo (chan nie uznał za stosowne dopuścić Chmielnickiego do rozmów). Z planowanej pacyfikacji Ukrainy nic nie wyszło. Król powrócił do Warszawy, a rozczarowany Chmielnicki wyjechał na Zadnieprze. Tutaj w Perejasławiu sfinalizował rokowania z wysłannikami carskimi i 18 stycznia 1654 roku zawarł ugodę, przyjmując protekcję Moskwy. Powstanie kozackie jako samodzielne przedsięwzięcie dobiegało końca, stając się odtąd elementem większej gry, jaką była wojna polsko-moskiewska.

W zamyśle chytrego Chmielnickiego układ z carem miał być kolejnym sojuszem zapewniającym mu pomoc przeciw Polakom. Co więcej, liczył on nawet na utrzymanie przymierza z Tatarami. Tym razem grubo się pomylił. Car Aleksy Romanow nie zamierzał zrywać pokoju z Rzecząpospolitą w interesie Kozaków, ale we własnym. Przyjmując Chmielnickiego i Ukrainę pod swą „opiekę”, dążył do opanowania wschodnich ziem państwa polsko-litewskiego. Moskiewskie załogi dość szybko zainstalowano w głównych miastach Ukrainy (m.in. w Kijowie), a sami Kozacy przekonali się, że nie są równorzędnym partnerem dla cara. Tatarzy z kolei, zaniepokojeni perspektywą wzmocnienia pozycji Moskwy, zawarli sojusz z Polakami i obrócili się przeciw Kozakom. Ukrainę czekały kolejne lata walk i zniszczeń, a sam Chmielnicki i wojsko kozackie stopniowo tracili na znaczeniu. Ostatnia próba uzyskania swobody manewru poprzez dołączenie do wyprawy Jerzego Rakoczego na Polskę w 1657 roku zakończyła się klęską, tak jak cała ekspedycja. Umierając w sierpniu 1657 roku, Chmielnicki pozostawił Ukrainę i Kozaczyznę na rozdrożu, bez zdeklarowanych przyjaciół, za to z wieloma wrogami bądź „opiekunami”, marzącymi jawnie lub skrycie o zawładnięciu naddnieprzańską krainą.

Ten tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika „Mówią Wieki”:

„Mówią wieki”
8,50 zł
Data i miejsce wydania: luty 2019
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Dariusz Milewski
Historyk wojskowości, wykłada na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, redaktor „Mówią wieki”.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy