Opublikowano
2013-03-25 20:27
Licencja
Wolna licencja

Bona Sforza – smok z Wawelu

Bona Sforza w Polsce uchodziła za bezwzględną i okrutną, choć włoscy nauczyciele mówili o niej, że jest łagodna i delikatna. Współcześni nie wyrażali się o Bonie najlepiej, czym zarazili się także późniejsi dziejopisarze. Czy królowa faktycznie była trucicielką i intrygantką? A może zbyt dobrze radziła sobie w świecie, który wydawał się być zarezerwowany dla mężczyzn?


Strony:
1 2 3 4

W Ostuni, miejscowości położonej w Apulii w południowych Włoszech, na jednej z bram wiodących do miasta widnieć miał kiedyś napis:

Powraca wiek złoty Saturna, gdy w mocnej dłoni
Trzyma berło Bona, władczyni dobra nie tylko z imienia

Nagrobek królowej Bony w Bari (fot. Marek Postawka, na licencji GNU FDL) Powrót polskiej królowej do rodzinnego Bari (stolicy leżącego w Apulii księstwa o tej samej nazwie) w 1556 roku był tam wspominany po latach jako początek co prawda krótkiego, ale sielankowego czasu rządów mądrej władczyni. Jej zaskakującą i przedwczesną śmierć przyjęto tam z niekłamanym żalem. Uliczki miast tej nadadriatyckiej krainy huczały od plotek. Większość mieszkańców była pewna, że Bona Sforza padła ofiarą otrucia. Już wtedy wymieniano także imię mordercy, którym był niewątpliwie – jak wskazują współcześnie dostępne źródła – Jan Wawrzyniec Pappacoda, działający najprawdopodobniej na polecenie Filipa II Habsburga, króla Hiszpanii. Zupełnie inny nastrój panował w Polsce. O ile wrażliwie i bliskie matce córki nie mogły powstrzymać łez, o tyle skłócony z Boną Zygmunt August przyjął jej śmierć z zupełną obojętnością. Dopiero późniejsze nadzieje na uzyskanie spadku po królowej obudziły w nim synowskie uczucia.

Znienawidzona Bona Sforza

Bona Sforza umierała osamotniona i zdradzona przez otoczenie. W głowie miała jeszcze zapewne kłótnie z Augustem, w którym – od momentu śmierci jej drugiego syna Olbrachta Jagiellończyka – ulokowała wszystkie nadzieje na wzrost wielkości dynastii. Czuła się jednak odrzucona nie tylko przez polskiego króla, ale także mieszkańców Królestwa. Opuszczała wszak kraj w atmosferze skandalu, oskarżana o przywłaszczanie sobie dóbr będących własnością państwową. Upokorzeń doznawała nie tylko od syna, ale też krajowej elity, dla której stara władczyni okazywała się być bezużyteczna. Przez polską granicę przejeżdżała więc w poczuciu klęski. Nie była to porażka jedynie osobista, polegająca na braku porozumienia z Zygmuntem Augustem. Wraz z jej wyjazdem runął potężny projekt polityczny, który z mozołem starała się realizować. Zawalił się pod oskarżeniami o trucicielstwo, intrygi i nadmierne mieszanie się do spraw publicznych.

Taki obraz królowej pojawił się także w późniejszej historiografii, która bezrefleksyjnie podchodziła do opinii wygłaszanych w XVI-wiecznych pamfletach, paszkwilach, fraszkach i plotkach, w których Bona jawiła się jako osoba bezwzględna, żądna władzy, otaczająca się gronem bezrozumnych i zniewieściałych adoratorów, spiskująca, histeryzująca, a nawet posuwająca się do czynów zbrodniczych. W dziełach Lelewela, Szajnochy, Bobrzyńskiego czy Morawskiego znajdował czytelnik mroczny wizerunek królowej powielany też w XIX-wiecznych utworach literackich oddziałujących na masowego odbiorcę.

Postać Bony postrzegana była tym gorzej, im bardziej romantyczne umysły pobudzane były przez dramatyczną historię związku Zygmunta Augusta i Barbary Radziwiłłówny. U progu XIX wieku niezgoda Bony na ten oczywisty mezalians stała się symbolem jej okrucieństwa i odczłowieczenia. Widziano w niej krwiożerczą Lady Makbet, dla której nie liczyło się nic oprócz doraźnych celów politycznych i prywatnych porachunków. Przedstawiano ją jako postać dominującą nad nazbyt dobrotliwym Zygmuntem Starym, wręcz przeszkadzającą mu w racjonalnym sprawowaniu władzy. Miała być do tego do szpiku zepsuta i wprowadzać na polski dwór zgniłe zachodnie obyczaje. Przypisywano jej chciwość, a wiele decyzji tłumaczono jedynie nieudolną próbą kopiowania zachodnich wzorców władzy.

Zygmunt August i Bona – historia pewnej nienawiści (cz. 1)

Czytaj dalej...

Bona Sforza – rehablilitacja w oczach historyków

Taka opinia o Bonie utrzymywała się przez lata, kształtując myślenie Polaków o „złotym wieku”. Dopiero w 1936 roku w Polskim Słowniku Biograficznym Władysław Pociecha opublikował biogram Bony zasadniczo zmieniający spojrzenie na tę postać. Swoje rozważania znacznie poszerzył w wydanej po 1945 roku, monumentalnej, czterotomowej biografii królowej. Choć z dzisiejszej perspektywy można zarzucić krakowskiemu historykowi, że nadmiernie uwypukla w swoim dziele wątki antyniemieckie, co było zapewne znakiem jego czasu, to zaprezentowane przez niego tezy postawiły opinie dominujące wcześniej w historiografii pod znakiem zapytania. Jeszcze przed wojną, w 1938 roku, w pracy „Ostatni Jagiellonowie”, pozytywnie wypowiedział się o Bonie także Kazimierz Hartleb: „zasłużyła sobie na pełną wdzięczność narodu, godna stanąć w rzędzie najprzedniejszych i najbardziej zasłużonych królowych”.

W nurt rehabilitacji Bony wpisała się także Maria Bogucka, która nie miała wprawdzie zamiaru wybielać królowej, ale starała się podejść do źródeł z większym dystansem, oddzielając to, co było w nich opisem rzeczywistości, od tego co, było jedynie wykwitem propagandy.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: FAUST |

Ówczesna zacofana, zapyziała , kłótliwa Polska nie dorosła do Bony Sforzy, to dzięki Niej dynastia Jagiellonów , nie przywiązująca zbytniej uwagi do rządzenia bez mała połową Europy, nie umiejąca liczyć a tym samym do ekonomicznego zarządzania tak wielkim tworem gospodarczym , w ostatnich swoich latach stała się potęgą . Wystarczy bardziej krytycznie przyjrzeć się poszczególnym członkom rządzącej dynastii, ich nieudanym posunięciom, nieumiejętności chwytania okazji, fatalnym sojuszom. Same wyprawy wojenne nie mogły wystarczyć, jak były zorganizowane, to woła o pomstę do nieba , które zesłało nam księstwo vatykańskie, które toto nie siejąc , nie orząc zbierało z całego świata profity i czyniące to dotąd . Wszelkie zło jakie dotąd nas spotkało i spotyka to z poduszczenia tegoż księstewka rzymskiego . Tak się dzieje, gdy skostniałym i sekciarskim władcom brakuje wyobraźni .Toczą się jak te bile po stole, odbijają się od siebie, odbijają się od bandy i czasami wpadają do łuzy .I, wtedy wielki ryk sensacji,szczęścia : jaki ja jestem wielki. Tylko że w swojej mniemanologii nie zdają się dostrzegać, a klakierzy w tym ich utwierdzaja, że swoją wielkość otrzymują w prezencie od "przyjaciół" na określony czas i w tedy, a wtedy spadają w otchłań niebytu , z którego niektórych wyciągają dyżurni obecni w polityce historycy , dla dobrego mojego samopoczucia obywatelskiego , bo właśnie odzyskałem korzenie swojej przynależności . Ale, po co mi to ?! Jeszcze z początkiem lat 80 - tych , gdy dostałem z sympatii od niemniej sympatycznej Polonistki książkę Staska Wałacha, starego ubowca, jaki to on był wielki. Czytając tę książkę uzmysłowiłem sobie, jak toczy się historia dziejów . Jedne fakty są zmyślane, inne wyolbrzymiane, jeszcze inne pomijane czy przemilczane , i dzisiejsi wielcy do nieba "patrioci"spadają z piedestałów a wydobyci z niebytu na tychże samych piedestałach stawiani . Dokładnie tak samo od wieków postępuje wspomniane księstewko, zarządzają zbiórkę w dwuszeregu kandydatów na świętych , pokropią truchła i wszem i wobec ogłaszają że to był święty więc wynoszą go w niebiesiech, alleluja i do przodu . I, nie mówi się że owi święci, często, gęsto byli ale przeklęci, mordowali, grabili, palili , gwałcili ,amen



Odpowiedz

Gość: Exocet |

"Bona ci imię dano, a tyś złość wcielona. Chytra, mściwa, łakoma, zła matka, zła żona..."



Odpowiedz

Ups, przepraszamy za ten błąd, już został poprawiony.



Odpowiedz

Gość |

Proszę możliwie szybko poprawić błąd ortograficzny. Jest: Sapiechami, a powinno być: Sapiehami! Nie tylko doktorant, ale nawet doktor, a nawet i profesor powinien zawsze mieć pod ręką słownik ortograficzny.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org