Autor: Bogumił Rudawski
Tagi: Artykuły, Historia społeczna, Judaistyka, II wojna światowa, Polska, Lubelszczyzna
Opublikowany: 2013-10-14 12:34
Licencja: wolna licencja

Bunt w Sobiborze

Bunt w Sobiborze, czyli bunt więźniów obozu Sonderkommando Sobibor z 14 października 1943 roku był stosunkowo dobrze zorganizowany i przyniósł wolność kilkudziesięciu osobom. Przyczynił się także do likwidacji obozu oraz przyspieszył zakończenie Akcji „Reinhardt” w ramach nazistowskiego planu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”.
REKLAMA

Bunt w Sobiborze – jak funkcjonował obóz zagłady?

Obóz w Sobiborze miał jedno zadanie: zgładzić tak wielu Żydów jak to możliwe, w jak najkrótszym czasie. Ciężka praca i głodowe racje żywnościowe powodowały, że dziesiątki „szczęśliwców” niewysłanych do komór gazowych albo „lazaretu” każdego dnia umierały z wycieńczenia. [Mosze Bahir]

Obóz zagłady w Sobiborze (SS – Sonderkommando Sobibor) powstał na przełomie marca i kwietnia 1942 roku, kiedy przybyły tam pierwsze transporty ludności żydowskiej. Był to po Bełżcu drugi ośrodek eksterminacji Żydów w ramach Akcji „Reinhardt”. Kryptonimu tego używano dla określania masowej zagłady Żydów na terenie okupowanej Polski przeprowadzonej od marca 1942 do listopada 1943 roku. W jej ramach powstały trzy ośrodki eksterminacyjne: w Bełżcu, Sobiborze oraz Treblince, w których zginęło w sumie ok. 1,5 mln Żydów polskich i zagranicznych. W Sobiborze, w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy funkcjonowania obozu, zostało zamordowanych ok. 250 do 300 tys. osób (wg wyliczeń Marka Bema).

Kopiec pamięci na terenie byłego Obozu Zagłady w Sobiborze (fot. Merlin , na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Sobibor, podobnie jak dwa pozostałe ośrodki, był wzorcowo zorganizowaną machiną śmierci. Podzielony został na trzy, odgrodzone od siebie płotem, obozy. W pierwszym z nich mieściły się budynki administracyjne oraz baraki załogi. Drugi kompleks przeznaczony został dla więźniów żydowskich, pracujących na potrzeby obozu. Każdorazowo przebywało w nim ok. 500–600 osób. Natomiast obóz III, zupełnie odseparowany od dwóch pozostałych, był właściwym punktem zagłady, gdzie znajdowała się komora gazowa oraz piece krematoryjne. To tam mordowani byli wszyscy Żydzi przybyli do Sobiboru.

Bunt w Sobiborze – przygotowania do powstania

W połowie roku 1943 więźniowie obozu II zaczęli myśleć o zorganizowaniu zbrojnego powstania i ucieczce z Sobiboru. „Zaczęliśmy myśleć o powstaniu i zemście – wspominała Estera Raab – to nas podtrzymywało na duchu, dodawało nam odwagi, aby przeżyć. Może i plany te nie były na początku nic warte, ale widzieliśmy siebie na zewnątrz, widzieliśmy pozabijanych wszystkich nazistów i to dodawało nam codziennie sił”.

Grupa Żydów skupiła się wokół Leona Feldhendlera, byłego przewodniczącego Judenratu w Żółkiewce i zaczęła rozmawiać o ewentualnej możliwości zorganizowania buntu. W tym samym mniej więcej czasie, pod koniec czerwca 1943 roku do Sobiboru przybył transport więźniów z obozu zagłady w Bełżcu. Pół roku wcześniej rozpoczęto jego likwidację, a około 300 zatrudnionych przy niej więźniów przewieziono do Sobiboru, aby ich tam zgładzić. Wszyscy więźniowie z Bełżca zostali zamordowani przez Niemców wkrótce po przybyciu do Sobiboru. Ich ciała przewieziono i spalono na terenie obozu III.

Sobiborscy więźniowie byli świadomi tego, jaka grupa więźniów została zamordowana. Wydarzenie to wywarło na nich zresztą duże wrażenie. Spotęgowało także niepokój o dalsze losy obozu w Sobiborze i losy jego więźniów. Coraz częściej bowiem pojawiały się wśród więźniów pogłoski, że obóz zostanie zlikwidowany. Oznaczało to także najprawdopodobniej śmierć dla wszystkich więzionych tam Żydów. Jeden z esesmanów, sympatyzujący z więźniami, wspominał także o tym, że obóz może zostać zamknięty. Poza tym do więźniów docierały strzępy informacji o powstaniu w getcie warszawskim oraz o przerwaniu niemieckiego frontu na Wschodzie. Wydarzenia te budziły niepokój, ale także nadzieję na wyzwolenie z niemieckiej opresji.

Alejka pamięci na terenie byłego Obozu Zagłady w Sobiborze. Kamienie ułożone wzdłuż ścieżki upamiętniają zgładzone tu ofiary (fot. Bmalina , domena publiczna)

Tworząca się grupa konspiracyjna, pomimo częstych rozmów o planach oporu, była dość słabo zorganizowana. Żaden wtajemniczony więzień nie wiedział, jak zrealizować ten śmiały plan. Brakowało osoby posiadającej przynajmniej minimalne doświadczenie w organizacji oporu. Jak wspomina jeden z więźniów Sobiboru, Szlomo Alster:

[…] w Sobiborze powstała taka organizacja podziemna. Zrozumieliśmy już wtedy, że nas tam zlikwidują. Już nie łudziliśmy się, że uda się nam zostać przy życiu. Ale nikt nie widział żadnego wyjścia. Bo jak tak po prostu uciec z obozu? Potrzeba jednego dowódcy, przewodnika, który powinien pokierować organizacją. […] Aż przybyła grupa sowieckich jeńców wojennych […]. Nagle w obozie wśród Żydów zrodził się całkiem inny nastrój.

Dla dalszego powodzenia zamierzeń więźniów niezwykle ważny okazał z transport więźniów z getta w Mińsku, który przybył do obozu 23 września 1943 roku. Wśród przywiezionych znajdowali się przede wszystkim radzieccy jeńcy wojenni, a wśród nich Aleksander „Sasza” Peczerski, wzięty do niemieckiej niewoli żołnierz Armii Czerwonej. Swoim śmiałym i stanowczym zachowaniem zwrócił uwagę Feldhendlera, który postanowił się z nim spotkać i wtajemniczyć go w plany buntu. Do spotkania doszło 29 września. Od tego momentu rozpoczęła się ścisła współpraca pomiędzy obu mężczyznami. Utworzyli oni kilkuosobową komórkę organizacyjną, która zajęła się przygotowaniem powstania.

POLECAMY

Polecamy e-booka „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7
REKLAMA

Na tym etapie tylko ok. 60 z ok. 600 więźniów mogło wiedzieć o planach powstańczych. Takie środki bezpieczeństwa były w pełni zrozumiałe. Obawiano się po prostu, aby nikt nie zdradził konspiracyjnych planów. Pierwsze rozmowy dotyczące powstania prowadzili ze sobą właściwe tylko Peczerski i Feldhendler. Dopiero 12 października – na dwa dni przed wybuchem buntu – w warsztacie stolarskim odbyło się pierwsze zebranie grupy organizacyjnej. Była to równocześnie ostatnia faza przygotowań. Ustalono termin powstania (13 lub 14 października). Wybrano akurat te dni, ponieważ kilku esesmanów miało wówczas wyjechać z obozu na urlopy. Poza tym do współpracy wciągnięto, pomimo początkowych zastrzeżeń, dwóch więźniów funkcyjnych (kapo). Ustalono także, jak przebiegać będzie samo powstanie.

Tablice przy wejściu na teren byłego Obozu Zagłady w Sobiborze (fot. Bmalina , domena publiczna)

Plany powstańców

Plan więźniów zakładał trzy etapy powstania. Pierwszym miało być przygotowanie poszczególnych grup więźniów, czyli wyposażenie ich przede wszystkim w noże i siekiery oraz ewentualnie broń palną skradzioną załodze obozu. Dostarczenie różnych narzędzi nie było większym problemem, ponieważ więźniowie używali ich w pracy. Broń palna natomiast miała częściowo pochodzić od załogi oraz z magazynu broni znajdującego się na terenie obozu w pobliżu kwatery komendanta. Organizatorzy liczyli na to, że wybranym więźniom uda się dostać do tego magazynu.

Druga faza polegać miała na zwabieniu członków załogi w określone miejsce i ich zabicie. Poszczególnych buntowników uczyniono odpowiedzialnymi za to, aby zabić esesmanów w wyznaczonych budynkach obozowych. Konspiratorom chodziło przede wszystkim o to, żeby egzekucje załogi nie wzbudzały podejrzeń pozostałych esesmanów oraz nie spowodowały paniki wśród więźniów.

Trzeci etap stanowić powinna mobilizacja wszystkich więźniów do buntu i ucieczka z obozu. Miał się on rozpocząć po zbiórce wszystkich więźniów na apelu. Wówczas rozpoczęłaby się właściwa część powstania. Więźniowie powinni – zgodni z wyobrażeniami organizatorów – spokojnie przemaszerować w kierunku głównej bramy obozu. Taki marsz nie powinien wzbudzić podejrzeń ukraińskich strażników i mógł być potraktowany jako rutynowa czynność obozowa. Następnie zaplanowano szturm na bramę, pokonanie strażników i ucieczkę na zewnątrz. Jedną z głównych dróg ucieczki miała być właśnie brama. Drugą planowano stworzyć poprzez przerwanie obozowego ogrodzenia w pobliżu pomieszczeń służących Niemcom. Zakładano, że tam teren wokół obozu nie jest zaminowany. W innych miejscach należało doprowadzić do bezpiecznego zdetonowania min. Grupa więźniów miała także odłączyć się od głównej kolumny i zaatakować magazyn broni. Ostateczny termin buntu wyznaczono na 14 października.

Pomnik poświęcony pamięci ofiar Obozu Zagłady w Sobiborze (fot. Bmalina , domena publiczna)

Powstanie

„14 października był pięknym, słonecznym dniem” – napisał później w swoich wspomnieniach Aleksander Peczerski. Powstanie rozpoczęło się krótko przed godz. 16. Wówczas to do pracowni krawieckiej przybył Johann Niemann, pełniący obowiązki dowódcy całego obozu. W czasie przymiarki munduru Niemann został uderzony obuchem siekiery przez więźnia Szubajewa. Upadł. Drugi z krawców zadał mu kilka śmiertelnych ciosów nożem. W podobny sposób zamordowano tutaj drugiego Niemca. W tym samym czasie w pracowni szewskiej podczas przymiarki butów został zamordowany Sturmführer Gettinger. Również za pomocą siekiery. Podobny los spotkał innego członka załogi obozowej. Można przyjąć, że do godziny 16.30 zabito czterech Niemców. Mniej więcej w tym samym czasie dwóch więźniów przecięło kable elektryczne i telefoniczne, dzięki czemu wyłączony został m.in. prąd w ogrodzeniu obozu. W kolejnych minutach dokonywano następnych morderstw na esesmanach. Przed zbiórką zginęło w sumie dziesięciu Niemców.

Kiedy rozległ się sygnał wzywający na apel, więźniowie wyszli, jak zawsze, na plac. Peczerski zaczął wówczas krzyczeć: „Towarzysze! Do bramy!”, zaś Szubajew krzyknął: „Hura!”. Wtedy więźniowie, którzy zrozumieli co się dzieje, zaczęli rozbiegać się w różne strony. Najliczniejsza grupa pobiegała w stronę bramy głównej. Inna grupa udała się kierunku magazynu broni. Mimo że zostali ostrzelani, udało się im dostać do środka. Tymczasem strażnicy pełniący wartę na wieżyczkach zaczęli strzelać do uciekających więźniów, buntownikom udało się jednak sforsować główną bramę. Rozpoczęto także rozcinanie drutu kolczastego wokół zabudowań dla Niemców. Grupa innych więźniów łopatami rozrywała druty w innej części ogrodzenia. Ludzie zaczęli uciekać poprzez te nowe przejścia, trafiając na pole minowe, gdzie wielu zginęło. Ich ciała otworzyły drogę ucieczki dla pozostałych. Niemcom i Ukraińcom nie udało się już o powstrzymać uciekającego tłumu, bowiem wg słów Stanisława Szmajzera „nic nie było w stanie zatrzymać tego szaleńczego pędu”.

Około 40 więźniów zginęło podczas walki z załogą obozową oraz w czasie forsowania pola minowego. Według skrupulatnych wyliczeń Marka Bema z obozu uciekło 275 osób. Z obecnych w dniu powstania na terenie Sobiboru 17 Niemców, 12 zostało zabitych przez powstańców. Buntownicy pozbawili także życia dwóch Ukraińców. Powstanie powiodło się. Główny cel jego organizatorów, zakładający wyprowadzenie z zamknięcia jak największej grupy więźniów, został osiągnięty.

POLECAMY

Kupuj świetne e-booki historyczne i wspieraj ulubiony portal!

Regularnie do sklepu Histmaga trafiają nowe, ciekawe e-booki. Dochód z ich sprzedaży wspiera działalność pierwszego polskiego portalu historycznego. Po to, by zawsze był ktoś, kto mówi, jak było!

Sprawdź dostępne tytuły pod adresem: https://sklep.histmag.org/

REKLAMA

Ucieczka, pogoń, egzekucje

Reinhard Heydrich, jeden z głównych autorów planu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” (fot. Heinrich Hoffmann, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-1969-054-16, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany)

Niemcom stosunkowo szybko udało się opanować sytuację na terenie obozu. Karl Frenzel, który przyjął obowiązki komendanta, przystąpił do rozpoznania sytuacji oraz wyłapania wszystkich znajdujących się jeszcze na jego terenie więźniów. On także odnalazł ciała zabitych Niemców. Wieczorem, korzystając z telefonu na stacji kolejowej, powiadomił swoich przełożonych oraz odpowiednie jednostki policji i wojska o zaistniałym wydarzeniu. Zwrócił się także z prośbą o pomoc w pościgu za uciekinierami. Dzień po powstaniu na terenie obozu zagłady zostało zamordowanych 159 osób. Byli to najprawdopodobniej więźniowie zatrzymani na teranie obozu, w tym przede wszystkim robotnicy z budowanego wówczas obozu IV oraz członkowie sonderkommanda z obozu III. Egzekucji dokonano również na kilkunastu powstańcach, którym nie udało się zbiec lub którzy wrócili do lagru. W raportach władz niemieckich z 16 października wspomniana jest liczba 200 zabitych.

Po opanowaniu sytuacji na terenie obozu Niemcy rozpoczęli pościg za uciekinierami. Połączone siły żołnierzy Wehrmachtu, policji konnej, policji porządkowej, żandarmerii i straży granicznej zaczęły przeszukiwać teren wokół obozu, koncentrując się przede wszystkim na strefie na wschód od Sobiboru w kierunku Bugu. Do pościgu zaangażowano także specjalny oddział policji z psami oraz dwa lub trzy samoloty zwiadowcze. Poszukiwania ustały ostatecznie 21 października, co prawdopodobnie wiązać można z nikłą skutecznością prowadzonej obławy. W sumie zatrzymano lub zabito w trakcie obławy ok. 130 uciekinierów.

Jakie były dalsze losy pozostałych powstańców? Wojnę przeżyło co najmniej 61 z nich, pozostali padli ofiarą partyzantów, zmarli z powodu chorób i wycieńczenia, podczas ukrywania się w lesie i gospodarstwach chłopskich lub w innych, trudnych dziś do zidentyfikowania okolicznościach. Jak zauważyła jedna z uciekinierek, Hella Falenbaum: „To, że tak niewielu z nas przeżyło, nie jest winą fiaska planu, ale ogólnej sytuacji, z jaką zetknęliśmy się w okupowanej Polsce”. Ich losy ułożyły się różnie. Wielu wyemigrowało do Izraela, inni do Stanów Zjednoczonych lub krajów swojego pochodzenia. Jedni próbowali zapomnieć, inni wręcz przeciwnie: publikowali wspomnienia i brali czynny udział w procesach przeciwko nazistom. Aleksander Peczerski przedostał się do partyzantów sowieckich, później został wcielony do Armii Sowieckiej. Kilka lat spędził w sowieckich łagrach, oskarżony o zdradę ojczyzny. Nie doczekał się nawet najmniejszego uhonorowania swoich czynów. Zmarł w 1990 roku. Nie wiadomo, co stało się z Leonem Feldhendlerem.

Likwidacja obozu, Akcja „Dożynki”

W międzyczasie władze w Berlinie podjęły decyzję o likwidacji obozu. Ucieczka stosunkowo licznej grupy więźniów była dla Niemców zbyt niebezpiecznym wydarzeniem, aby kontynuować ostatnie etapy Zagłady w tym miejscu. Po 20 października przybyła do Sobiboru pierwsza dwustuosobowa grupa Żydów z Treblinki, która pod niemieckim nadzorem zajęła się rozbiórką infrastruktury obozowej. W połowie grudnia 1943 roku prace związane z likwidacją obozu zostały ukończone. Wszyscy żydowscy robotnicy biorący w niej udział zostali zamordowani przez esesmanów. Teren po dawnym obozie zniwelowano i obsadzono drzewami.

Tablica upamiętniająca 18 400 więźniów obozu na Majdanku zamordowanych 3 listopada 1943 roku w ramach Akcji „Dożynki” (fot. Bronislaw Wesolowski , domena publiczna)

Na miejscu kilka baraków obozowych oraz wyremontowano budynki pobliskiego nadleśnictwa. Służyły one Urzędowi Służby Budowlanej, który w styczniu 1944 przejął kontrolę nad tym terenem. Urząd ten nadzorował budowę różnych fortyfikacji obronnych nad Bugiem. Do prac tych zaangażowano robotników przymusowych. W lipcu 1944 roku okolice te zostały zajęte przez oddziały Armii Czerwonej. Pozostałości zabudowy obozowej wykorzystywane były przez władze polskie podczas akcji przesiedlania Ukraińców. Wówczas zostały też one zupełnie zdewastowane. W ten sposób ostatnie materialne ślady po niemieckim obozie zagłady w Sobiborze przestały istnieć.

Obóz zagłady w Sobiborze stał się miejscem śmierci ok. 300 tys. osób. Przeżyło go zaledwie kilkadziesiąt osób, które postanowiły walczyć o swoje życie lub też o swoją godną śmierć. Powstanie zakończyło się dla nich samych sukcesem. Dało im szansę na nowe życie. Bunt ten był wyrazem ich niebywałego heroizmu. Heroizmu osób, na które wydano bestialski wyrok. Powstanie to było jednak tylko pewnym epizodem w nazistowskiej machinie zagłady. Obóz w Sobiborze został zlikwidowany wkrótce po buncie więźniów, ale inne ośrodki zagłady funkcjonowały nadal. Poza tym powstanie to stało się dla Heinricha Himmlera wygodnym pretekstem do rozpoczęcia kolejnego etapu planu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” ([die Endlösung der Judenfrage]) na okupowanych ziemiach Polskich, tzw. Akcji „Dożynki” ([Aktion Erntefest]), jednego z największych i najokrutniejszych mordów na Żydach w czasie II wojny światowej. W ciągu dwóch dni (3–4 listopada 1943 roku) zabito ok.42 tys. osób. Było to równocześnie zakończenie całej „Akcji Reinhardt”.

Zobacz też:

Polecamy e-booka „Z Miodowej na Bracką” – Tom drugi!

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego t.2”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 240
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-930226-9-4
REKLAMA

Bibliografia

  • Yitzhak Arad, Bełżec, Sobibor, Treblinka. The Operation Reinhard Death Camps, Indiana Univeristy Press, Bloomington and Indianapolis 1999.
  • Marek Bem, Sobibór. Niemiecki ośrodek zagłady 1942–1943, Muzeum Pojezierza Łęczycko-Włodawskiego–Muzeum Byłego Hitlerowskiego Obozu Zagłady w Sobiborze, Włodawa–Sobibór 2011.
  • Tenże, Sobibór. Exodus. 14 października 1943, Muzeum Pojezierza Łęczycko-Włodawskiego, Warszawa–Włodawa 2013.
  • Tomasz Toivi Blatt, Ucieczka z Sobiboru, Świat Książki, Warszawa 2010.
  • Jules Schelvis, Sobibór. A History of Nazi Death Camp, Berg, Oxford–New York 2007.
  • Akcja Reinhardt. Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, red. naukowa Dariusza Libionki, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2004.
  • Sobibór. Bunt wobec wyroku, Ośrodek Karta, Warszawa 2012.
  • Historia obozu, [w:] Serwis internetowy Muzeum Byłego Obozu Zagłady w Sobiborze Oddział Państwowego Muzeum na Majdanku, [dostęp: 10 października 2013], <["http://www. sobibor-memorial.eu":http://www. sobibor-memorial.eu]>.

Redakcja: Roman Sidorski

REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Bogumił Rudawski
Magister historii, absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktorant w Instytucie Historii UAM, obecnie przygotowuje rozprawę doktorską dotyczącą grabieży polskiego majątku prywatnego w Poznaniu w okresie II wojny światowej.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy