Autor: Mateusz Balcerkiewicz
Tagi: Artykuły, Historia kultury i sztuki, Sylwetki i biografie, XVI-XVII wiek
Opublikowany: 2016-11-05 14:30
Licencja: wolna licencja

Celebryta Ludwik XIV. Zrobimy cię na słońce!

Ludwik XIV to postać niezwykle barwna i powszechnie znana. Któż nie słyszał o królu, który żył otoczony taką chwałą, że nie bał się z dumą twierdzić „państwo to ja”? Nad blaskiem tego słońca musiał jednak porządnie napocić się cały sztab ludzi.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Zobacz też: Ludwik XIV i początki Wersalu

Ludwik XIV przedstawiony przez Aleksandra le Granda (domena publiczna)
Myli się ten kto twierdzi, że budowaniem wizerunku zajmują się tylko dzisiejsi politycy i różnego formatu gwiazdy i gwiazdki kultury masowej. Kreowanie żyjących ludzi na wzory i bohaterów ma już wielowiekową tradycję. Oczywiście, kiedyś nie było telewizji, internetu ani radia. Tak naprawdę powszechny dostęp do słowa pisanego również był mocno ograniczony. Jak więc pracowali XVII–wieczni „specjaliści od marketingu”, odpowiedzialni za to, jak postrzegany był Ludwik XIV?

Najprościej rzecz ujmując pracowali z tym co mieli. A mieli przede wszystkim osobę króla, który dzięki ich pracy miał się stać w oczach poddanych i obcokrajowców herosem, niemal bogiem. Ludwik XIV, jak najprawdziwszy celebryta, prowadził całodobowe życie na piedestale. Właściwie przyszły król nie musiał się nawet jeszcze urodzić, aby można było rozpocząć „budowanie jego marki”. Świętowano już poczęcie dziecka, a następnie jego pierwsze poruszenie się w łonie matki. Ponieważ w 1638 roku mało kto jeszcze wierzył, że Anna Austriaczka i Ludwik XIII będą w stanie mieć dziecko, ich syna nazwano „Louis le Dieudonné” – danym od Boga.

Ludwik XIV: dzieciństwo Króla Słońce

W miarę spokojnym dzieciństwem przyszły władca mógł cieszyć się do piątego roku życia. W tym okresie ograniczano się do portretowania go jako niemowlaka bądź małego chłopca w dziecięcej sukience. 1643 roku ojciec Ludwika XIV umiera, a on sam zostaje królem Francji. Od tej pory małego monarchę przedstawiano zasiadającego na tronie w płaszczu królewskim i z berłem w ręku. Można też spotkać wizerunki z tego okresu, przedstawiające Ludwika odzianego… w zbroję. Nawet jeśli małoletni władca nie był jeszcze w stanie udźwignąć broni, to jego talent wojskowy mógł się przecież objawiać za pośrednictwem oddanych mu generałów i nieustraszonego wojska.

Jeszcze w tym samym roku Francuzi rozgromili Hiszpanów pod Rocroi. Z tej okazji wykonano rycinę, na której władca na tronie gratulował zwycięskiemu generałowi. Zatytułowano ją natomiast naturalnie „Pierwsze zwycięstwo Ludwika XIV”. Również w 1643 pięcioletni król dokonał oficjalnego wjazdu do Paryża z okazji objęcia tronu. Przeciwko raczkującej władzy absolutnej zawiązała się opozycja, nazwana Frondą. Stłumienie jej również było świetną okazją do podniesienia prestiżu władcy. Powstawały więc dzieła takie, jak rzeźba Ludwika depczącego leżącą na ziemi personifikację Frondy czy balet, w którym Apollo unicestwia węża (co jest kolejną oczywistą alegorią). Opóźnionej przez Frondę koronacji dokonano zgodnie z tradycją w katedrze w Reims w roku 1654.

Oprócz przepychu ceremoniału samej uroczystości głównej (którą oglądali ambasadorowie innych państw, elita Francji, oraz spoza katedry prosty lud), koronację uświetniły również poboczne wydarzenia, takie jak odegranie przez miejscowych jezuitów sztuki dramatycznej. W różnego rodzaju drukach przeczytać można było potem opisy ceremonii, a nawet obejrzeć ją na rycinach zamówionych urzędowo u pewnego artysty. Godnym zauważenia jest też pewien detal ceremoniału – w przeciwieństwie do swoich poprzedników mały Ludwik składał przysięgę siedząc na tronie, nie stojąc. Sam później w swoich wspomnieniach pisał, iż koronacja nie uczyniła go władcą, gdyż królem był od urodzenia. Uczyniła jednak jego panowanie jakby dostojniejszym i bardziej godnym.

Nad wizerunkiem Ludwika XIV od samego początku czuwał cały sztab ludzi. Od malarzy, pisarzy, rzeźbiarzy i rytowników, przez krawców i perukarzy po choreografów, mistrzów tańca (we wspomnianym wcześniej balecie król grał Apollina osobiście) i mistrzów ceremonii. Wzory i rytuały czerpano z przeszłości, jednak w okresie niesamodzielności monarchy (to jest w latach 1643-1661), scenarzystą szczegółów tego wielkiego przedstawienia był kardynał Mazarini. Był nie tylko nauczycielem polityki dla swojego podopiecznego, ale również wielkim miłośnikiem i mecenasem sztuki, który rozumiał jej walor użytkowy.

Ślub Marii Teresy z Ludwikiem XIV (domena publiczna)

Ludwik XIV i przemysł chwały

Po śmierci Mazariniego Ludwik ogłosił, że chce rządzić bez pierwszego ministra. Powstał twór, który z powodzeniem nazwać można „departamentem chwały”. Zarządzanie wizerunkiem władcy było scentralizowane. Na szczycie tej drabiny znajdował się oczywiście sam król, a tuż pod nim Jean-Baptiste Colbert – dawniej sługa Mazariniego, teraz, po jego śmierci, prawa ręka Ludwika XIV w sprawach wizerunku.

Colbertowi podlegali jego ludzie – odpowiednio Chapelain doradzający w sprawach literatury, Le Brun w sprawach malarstwa i rzeźby, oraz Charles Perrault w sprawach architektury. Obok nich był jeszcze Lully, zajmujący się muzyką (w tym baletem i operą), co nie należało już do kompetencji Colberta. Sztuką zarządzali liczni urzędnicy w rodzaju dyrektorów, nadintendentów czy inspektorów. Na potrzeby państwa powstawały całe instytucje. Na przykład tkalnia Gobelins, zajmująca się wytwarzaniem tkanin upamiętniających dokonania króla, czasopismo „Journal des savants”, czy sieć królewskich akademii.

Polecamy e-book Marcina Sałańskiego pt. „Wielcy polskiego średniowiecza”:

Marcin Sałański
„Wielcy polskiego średniowiecza”
Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)
Liczba stron: 71
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-09-9

Pomnik Ludwika XIV na dziedzińcu pałacu w Wersalu (fot. Pufacz, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.5)
Dla artystów i naukowców doby Ludwika XIV łaska bądź niełaska króla były decydujące dla rozwoju kariery. Colbert postawił sobie za cel ugruntować pozycję monarchy jako głównego patrona w państwie, co konsekwentnie realizował. Starano się też pozyskiwać wybitnych zagranicznych twórców. Aby pochwały, płynące szerokim strumieniem od ludzi nauki i sztuki, wydawały się szczere, nie mogły być drukowane w królewskich domenach. Tego „honor Jego Wysokości wymaga”, jak pisał jeden z urzędników. Dlatego na przykład holenderskiego uczonego Nikolaesa Heinsiusa ostrzegano: „Król jest szczodry, ale wie, co robi i nie zamierza uchodzić za głupca.” Odpowiednio godna dedykacja wydrukowana wielkimi literami na pierwszej stronie każdego egzemplarza nowo powstałej książki, lub też poemat pochwalny były właściwym sposobem wyrażania wdzięczności patronowi.

Wokół Ludwika XIV starano się wytworzyć mit rządów osobistych. Władca podczas koronacji specjalnym pierścieniem poślubiał sobie naród, którego losem zawsze był przejęty i nie szczędził sił, by pracować dla jego dobra. Jak sam pisał w swoich wspomnieniach:

Jestem informowany o wszystkim; słyszę najmniejszego z poddanych; w każdej chwili świadom jestem liczby i jakości moich wojsk i stanu moich twierdz; nieustannie wydaję rozkazy, aby niczego im nie brakowało; odbieram i czytam depesze; sam odpowiadam na niektóre z nich, co do innych zaś, pouczam sekretarzy, jak mają na nie odpowiedzieć; wyznaczam wysokość dochodów i wydatków mojego państwa.

Co do pism urzędowych faktycznie istnieje wielka liczba dokumentów z podpisem Ludwika XIV. Nie zajmował się jednak nimi wszystkimi osobiście. Istnieli ludzie upoważnieni do „podrabiania” królewskiego podpisu i załatwiania spraw w jego imieniu.

Król miał być blisko swoich poddanych. Jednym ze sposobów zbliżenia się do ludu była uroczystość nakładania rąk na chorych. Majestat monarchy był tak wielki, że królewski dotyk mógł uzdrowić. Takie wydarzenia zapowiadano z wyprzedzeniem, aby odpowiednia liczba chorych zdążyła się zgromadzić. Ludwik dotykał każdego chorego i wypowiadał formułę „król cię dotyka, Bóg cię uzdrawia”. Nie wiadomo, jaka była faktyczna skuteczność tego obrzędu. Tym bardziej nie da się określić, ilu ludzi wierzyło w królewskie uzdrowienie. Niemniej na dużą popularność tej praktyki musiał wpływać zwyczaj ofiarowywania pieniędzy każdemu dotkniętemu choremu.

Pod koniec panowania wypowiadana formuła została zmieniona na bardziej zachowawczą wersję, która brzmiała „król cię dotyka, oby Bóg cię uzdrowił”. Ludwik XIV miał sprawiać wrażenie ogólnodostępnego. Stąd dwa razy w tygodniu można było uczestniczyć w grach i zabawach w jego towarzystwie w Wersalu. Oczywiście na takie spotkania mogli przyjść ludzie odpowiedniego stanu, „noszący przy pasie miecz”. Jednak miecz można było na spotkanie z królem wypożyczyć w specjalnie przygotowanej do tego celu wypożyczalni.

Cena monarchii

Monarcha występował na scenie dla swoich poddanych, co również przydawało mu chwały. W tym wypadku było to jednak łączenie przyjemnego z pożytecznym, gdyż król od młodych lat lubił występować. Można właściwie powiedzieć, że Ludwik XIV od momentu przebudzenia, aż do ponownego udania się na spoczynek nieustannie przebywał na swego rodzaju scenie. Ceremoniałem objęta była każda chwila jego życia. Co więcej istniała nawet odpowiednia etykieta wobec przedmiotów, reprezentujących króla. Stąd na przykład nie wolno było odwrócić się plecami do wizerunku władcy, ani wejść w nakryciu głowy do pomieszczenia, w którym podano dla niego do stołu. Ludwik odgrywał swoją rolę perfekcyjnie od małego. Zachowały się relacje zagranicznych gości, zadziwionych powściągliwością gestów, słów i mimiki kilkuletniego jeszcze monarchy. Cała ta celebracja codzienności Ludwika była obserwowana przez jego sługi i dworzan. Miało to w nich wytworzyć poczucie ogromnego respektu dla majestatu władzy, a przez otoczenie królewskie poczucie to miało promieniować na resztę narodu.

Widok pałacu w Wersalu po rozbudowie w 1668. Obraz autorstwa Pierre’a Patela (domena publiczna)

Za czasów Ludwika XIV we Francji odbywało się nieustannie wielkie przedstawienie, które miało na celu utrzymanie scentralizowanej władzy poprzez sztucznie rozdmuchiwane moc i autorytet monarchy. Choć bez wątpienia funkcjonowanie w taki sposób musiało być męczące, to jednak król wydawał się zadowolony ze swojego życia. Nie znał przecież innego. Od najmłodszych lat rzesze popleczników utwierdzały go w przekonaniu, że jest największym władcą świata. System oparty na kreowaniu wizerunku króla jako spoiwa państwa nie przetrwał jednak próby czasu. Głównie dlatego, że za chwałę Ludwika płacili jego poddani. Pieniądze, które można było przeznaczyć na rozwój, wojsko i jedzenie, przepadały w kolejnych zamawianych pomnikach, obrazach i budowlach. Niezadowolenie społeczne, które zrodziło się z tak prowadzonej polityki, już wkrótce miało doprowadzić do wielkiej rewolucji.

Bibliografia:

  • Burke Peter, Fabrykacja Ludwika XIV, tłum. Robert Pucek, Michał Szczubiałka, wyd. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa, 2011.
  • Darnton Robert, Wielka masakra kotów i inne epizody francuskiej historii kulturowej, tłum. Dorota Guzowska, wyd. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, 2012.
  • Kersten Adam, Historia powszechna: wiek XVII, wyd. Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa, 1984.
  • Rostworowski Emanuel, Historia powszechna: wiek XVIII, wyd. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, 1998.

Redakcja: Antoni Olbrychski

Kup koszulkę z królową Boną:

Cena koszulki (dostępna wyłącznie wersja damska) wynosi 34,99 zł.

Kup koszulkę, wesprzyj nasz portal!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Mateusz Balcerkiewicz
Redaktor naczelny portalu Histmag.org, archiwista Archiwum Akt Nowych w Warszawie, absolwent historii na Uniwersytecie Warszawskim. Autor książki „Wojna Jasia. Polski żołnierz w walce z bolszewikami”, redaktor naukowy i współtwórca portalu 1920.gov.pl. Hobbystycznie członek grupy rekonstrukcyjnej Towarzystwo Historyczne "Rok 1920" oraz gitarzysta zespołu heavymetalowego.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy