Opublikowano
2008-02-17 18:20
Licencja
Prawa zastrzeżone

Co z tym Kosowem?

Gniezno, Poznań i północna Polska ogłaszają niepodległość. Poza naszymi granicami znajduje się kolebka państwa polskiego, ale też m.in. grunwaldzkie pole bitwy. Tymczasem secesjoniści uważają, że Polacy zawsze stanowili w Wielkopolsce mniejszość. Niemożliwe? Na Bałkanach, w Serbii i Kosowie, mają miejsce analogiczne wydarzenia.


Kilka lat temu ukazała się książka Marcina Kuli „Między przeszłością a przyszłością”. Autor zastanawiał się w niej jak długo ważna jest dla nas historia, jak długo budzi żywe emocje, a kiedy przechodzi w zapomnienie i staje się na swój sposób martwą nauką. Zdaniem warszawskiego profesora, dla Polaków szczególnie żywe są wydarzenia z lat drugiej wojny światowej i późniejszego komunizmu, ale w naszej świadomości wciąż obecna jest także pamięć o latach międzywojennych. Dalej sięga społeczna świadomość Francuzów – nadal żywą historią jest dla nich I wojna światowa, a nawet burzliwe wydarzenia końca XVIII wieku.

To właśnie na przełom XVIII i XIX wieku Marcin Kula wyznaczył granicę wydarzeń wywołujących znaczne emocje. Autor przywołuje też kilka przykładów z historii średniowiecznej, które wciąż są żywe, dotyczą one jednak raczej jednostkowych wypowiedzi. Nigdy nie stanowiły powszechnego zjawiska społecznego. Niezwykłym wyjątkiem na tym tle wydają się Bałkany, gdzie dwie skłócone społeczności nie tylko doskonale pamiętają historię wczesnego średniowiecza, ale w walce o jej dziedzictwo gotowe są zabijać z zimną krwią. Mowa o Serbach i przez lata podległych im Kosowarach, którzy ogłosili dziś niepodległość.

Nowe państwa Europy

Nie będzie to pierwszy przypadek powstania państwa w najnowszej historii Europy. Prawdziwy wysyp młodych krajów nastąpił dwie dekady temu, wraz z rozpadem bloku komunistycznego. Wtedy to od ZSRR, niemal bez rozlewu krwi oddzieliły się Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś i Ukraina. Dalej na zachód po krótkim okresie wspólnej państwowości pokojowo rozpadła się Czechosłowacja.

Dużo bardziej burzliwy proces nastąpił w Jugosławii, gdzie w 1991 roku niepodległość ogłosiły Słowenia, Chorwacja i Macedonia. W 1992 roku to samo zrobiła Bośnia. Aż do 1999 roku regionem wstrząsały walki, zadziwiające całą Europę swoją brutalnością. Ostatecznie w 1995 roku Jugosławia zaakceptowała niepodległość Chorwacji i Bośni, a w 1999 roku zakończył się krwawy konflikt w Kosowie, w efekcie którego prowincja ta stała się międzynarodowym protektoratem. Jeszcze przez kilka lat utrzymano fikcję prawną, aż w końcu okrojona Jugosławia została przemianowana na Serbię i Czarnogórę. Również ten twór przetrwał bardzo krótko, bo już w 2006 roku od Serbii pokojowo odłączyła się Czarnogóra, stając się tym samym 46. państwem Europy.

Pękająca Serbia

Warto wspomnieć o atmosferze, w jakiej doszło do secesji. Serbowie nie byli wprawdzie zachwyceni, zaakceptowali jednak fakt, że ich bracia z zachodu postanowili pójść własną drogą. I to pomimo tego że 1/3 mieszkańców Czarnogóry uważa się za Serbów, a etniczna odrębność samych Czarnogórców budzi spore wątpliwości.

W ślady mieszkańców dawnego księstwa Zety postanowili pójść Kosowarzy, tym razem jednak Serbia nie była tak ustępliwa. Czyżby chodziło o mniejszość serbską zamieszkującą tę niewielką prowincję? A może o niezwykłe znaczenie gospodarcze Kosowego Pola? Obydwie możliwości odpadają. Tylko ok. 4% mieszkańców Kosowa to Serbowie. Resztę stanowią świadomi swej tożsamości Albańczycy - Kosowarzy. Również gospodarka tej prowincji znajduje się w opłakanym stanie. Kosowo to jeden z najbiedniejszych, a zarazem najwolniej rozwijających się regionów Europy. O co więc chodzi? Dlaczego pretendująca do miana bałkańskiego tygrysa Serbia chce obciążać swoją gospodarkę tym obcym etnicznie i zacofanym regionem? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to znaczy, że chodzi o historię. Czy też raczej mit.

Współczesna mapa Kosowa. Po serbskiej stronie zaznaczona została wczesnośredniowieczna stolica Zagorja, Raszka. Przy zachodniej granicy Kosowa leży historyczna siedziba patriarchatu serbskiego – Pecz

Mit w historii

By mógł powstać, niemal każdy naród potrzebuje historii. Trafnie ujął to Jerzy Topolski, który rozwój myślenia historycznego uznał za jedną z przyczyn narodzin narodów w XIX wieku. Dla Polaków walczących o niepodległość ważna była pamięć o Sejmie Wielkim, potędze I Rzeczypospolitej, bitwie pod Grunwaldem czy odsieczy wiedeńskiej. Francuzi swoją tożsamość oparli na tradycji rewolucyjnej, ale także dużo odleglejszym wspomnieniu cesarstwa Karola Wielkiego. Ukraińcy za zarodek ich państwa uważają powstanie Chmielnickiego.

Momenty zwrotne historii, a szczególnie początki narodowych dziejów, mają tendencję do mitologizowania się. Czasem nawet same w sobie stają się mitami. Bolesław Chrobry walczył ze złymi i antypolskimi Niemcami, mimo iż antagonizm narodowy w tym czasie jeszcze nie istniał. Według narodowego mitu, cudem tylko wygraliśmy pod Grunwaldem, mimo że cud ten wynikał z miażdżącej przewagi liczebnej. Podobnie wyprawa Batorego na Połock była wiekopomnym dziełem sztuki militarnej. Przynajmniej w naszej świadomości, bo tak naprawdę zwycięstwo było efektem słabości państwa moskiewskiego, a Połock okazał się grodem bardzo słabo ufortyfikowanym. Przeróżne mity posiada każdy naród. Mają je również Serbowie i Kosowarzy.

Zdaniem Zidasa Daskalovskiego historia Kosowa pełna jest bajek i mitów. Dalej we wnioskach posunął się Noel Malcolm, autor głośnej książki „Kosovo: the short history”, stwierdzając, że istnieją dwie różne historie Kosowa. Jedna serbska i druga albańska. Trudno byłoby przedstawić w krótkim artykule całe dzieje prowincji, wystarczy jednak miejsca, by zająć się samymi jej początkami. One właśnie budzą najgorętsze spory, zarówno wśród naukowców, jak i zwykłych ludzi.

Początki Serbii

Dalecy przodkowie Serbów przybyli na Bałkany we wczesnym średniowieczu z północy, z ziem polskich, czeskich, bądź połabskich. Dokładna datacja nie jest łatwa, ale nowsze badania wskazują na lata dwudzieste VII wieku. Być może migracja odbyła się za zgodą cesarstwa bizantyńskiego, choć trudno określić na ile jest to prawda, a na ile historyczny mit. Równie niejasne jest to, w jakiej kolejności Serbowie zajmowali określone ziemie i jak gęste było ich osadnictwo.

Za serbskie uznaje się 5 krain wczesnośredniowiecznych, z których trzy (Zachumle, Trawunia i Dioklea) leżały nad morzem. Pierwsze dwie w dzisiejszej Dalmacji, trzecia zaś przyjęła później nazwę Zety, a dziś znana jest jako Czarnogóra. Osadnictwo serbskie w Dalmacji budzi pewne wątpliwości, bowiem tutejszych Słowian nie zawsze określano w źródłach mianem Serbów. Termin ten częściej odnoszono do ludów, które osiedliły się po drugiej stronie gór, w Raszce i Bośni.

Raszka (wcześniej zwana Zagorjem), to rozległa kraina o zmiennych i bardzo niedokładnie określonych granicach, w której leżała tak dzisiejsza Serbia, jak i Kosowo. Nazwę przyjęła od miasta leżącego dzisiaj w Serbii, zaraz przy granicy z albańską prowincją. Wczesna historia tej ziemi nie jest dobrze znana. Do naszych czasów przetrwały imiona pierwszych władców i informacje o misjach chrystianizacyjnych. W połowie X wieku książę Raszki Czesław zginął w walce z Węgrami. Pozbawiony władcy kraj został podporządkowany Bułgarii, a następnie Bizancjum. Rosnący wpływ na tutejszą politykę wywierało także Primorje, czyli wcześniej wymienione księstwa nadmorskie z Zetą na czele.

Mit Kosowa lub kolebka państwowości

To właśnie Primorje zdominowało kolejny wiek historii Serbów, choć ten jej etap jest mało znany. Serbowie nie przywiązują też do niego większej wagi, uznając go raczej za początek historii Czarnogóry. Ich zdaniem, prawdziwym twórcą potęgi państwa był żupan (zarządca) Raszki, Stefan Nemania, który w 1171 roku zbuntował się przeciwko Bizancjum. Udało mu się utworzyć niepodległe państwo, którego dokładne granice nie są znane. Zdaniem serbskich historyków objęły one nie tylko samą Raszkę, ale także Kosowo, które szybko stało się sercem Serbii. Miało być ono ośrodkiem politycznym, ale przede wszystkim religijnym, gospodarczym i kulturalnym.

Stefan Nemania jako święty kościoła serbskiego. Fresk z monasteru w Studenicy

Dla Serbów Stefan Nemania to zarówno nasz Mieszko I, jak i Bolesław Chrobry, i to od jego panowania rozpoczynają oni wykład swych historycznych dziejów. W związku z tym Kosowo jest przez nich uznawane za kolebkę serbskiej państwowości. Mniemanie to umacniają serbscy historycy, którzy odnajdują rzekome ślady słowiańskiej państwowości w Kosowie jeszcze przed XII wiekiem. W opinii Djordjeja Jankovica, profesora archeologii na Uniwersytecie Belgradzkim, zamieszkiwali oni Kosowo już w IX i X wieku. Nawet w tak wczesnym okresie rejon ten miał stanowić centrum Zagorja.

Zdaniem proalbańskiego Noela Malcolma jest to historyczny mit. Badacz ten uważa, że ważniejszą pozycję Kosowo uzyskało w Serbii dopiero w XIII wieku i z pewnością to nie tutaj narodziła się serbska państwowość. Twierdzi on, że region ten nigdy nie stał się centrum politycznym i kulturalnym, a jedynie ośrodkiem religijnym. I to wyłącznie z tego powodu, że w XIII wieku, ze względu na niszczycielskie najazdy koczowników, przeniesiono tu serbską metropolię. Problem w tym, że kolebka religii to także coś, z czym ciężko się rozstać. Czy Polacy byliby na przykład gotowi oddać muzułmanom Częstochowę? Tymczasem w Kosowie znajdują się najstarsze serbskie monastery prawosławne.

Zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny. Fresk z serbskiego monasteru Gracanica, leżącego na terenie Kosowa

Z drugiej strony barykady

Czas rzucić okiem na to, jak tę samą historię widzą Kosowarzy, czyli Albańczycy. Stanowią oni jeden z najbardziej tajemniczych narodów Europy, ponieważ ich pochodzenie do dziś nie zostało jednoznacznie wyjaśnione. Najbardziej prawdopodobna teoria zakłada, że są oni potomkami ludności romańskiej i iliryjskiej, którzy (podobnie jak Włachowie) schronili się po najazdach Słowian w trudno dostępnych rejonach. W opinii Kosowarów, Albańczycy zostali brutalnie wyparci przez Serbów ze swych rdzennych terenów.

Malcolm posunął się w swoich wnioskach jeszcze dalej, uważając, że zarówno w XII wieku, jak i później, Albańczycy dominowali w Kosowie, a to napływający Słowianie stanowili mniejszość. Z drugiej strony, zdaniem Jankovica w Kosowie nie było w tym okresie żadnych Albańczyków, a Serbowie zapuszczali się na niemal wyludnione ziemie. Sporu tego nie sposób przy dzisiejszym poziomie rozwoju archeologii rozstrzygnąć. Źródła pisane można interpretować na różne sposoby, a argumenty toponomastyczne wysuwane przez obydwie strony wydają się o wiele za słabe.

W istocie jest to problem w rodzaju: kto był pierwszy. W Europie tego typu dyskusje wydają się już dzisiaj anachronizmem, choć warto pamiętać, że jeszcze 50 lat temu były powszechne. Przykładowo Niemcy uznawali ziemie polskie za rdzennie germańskie, a polski archeolog Józef Kostrzewski dowodził w odpowiedzi, że to Słowianie zapuszczali się we wczesnym średniowieczu aż na Półwysep Jutlandzki. Tamten spór rozstrzygnięto w końcu na korzyść Germanów, ale dzisiaj już nikt nie przywiązuje do tego wagi. Dla Serbów i Kosowarów tymczasem wciąż najważniejszym celem jest określenie, kto pierwszy zajął tutejsze ziemie. Nawet jeśli było to przeszło tysiąc lat temu.

Narodowe cierpienie na Kosowym Polu

Podejrzewam, podobnie jak Noel Malcolm, że z samym mitem kolebki państwa Serbowie byliby w stanie jakoś sobie poradzić. Niestety, w tym przypadku w grę wchodzi także drugi, nie mniej ważny, jeśli nie ważniejszy mit: narodowej martyrologii.

Polacy do dziś wspominają powstania warszawskie, styczniowe, listopadowe, czy Katyń – otoczone nimbem chwały momenty cierpienia i porażki narodu. Wprawdzie nikomu z nas nie przyszłoby do głowy, by z podobnym namaszczeniem podchodzić np. do przegranej bitwy pod Legnicą z 1241 roku, jednak Serbowie potrafią patrzeć w przeszłość o wiele dalej od nas.

W 1389 roku na Kosowym Polu doszło do wielkiej bitwy pomiędzy armią sułtana tureckiego Murada I i Serbami dowodzonymi przez księcia Lazara. Wzięło w niej udział od 40 do 70 tysięcy wojów, czyli mniej więcej tyle samo co pod Grunwaldem. W zaciętym starciu zginęli obydwaj przywódcy, a ostateczne zwycięstwo przypadło Turkom. Wprawdzie nie doprowadziło to do natychmiastowego upadku państwa, ale osłabiona Serbia w coraz większym stopniu wpadała w orbitę wpływów otomańskich, ostatecznie znikając z mapy Europy.

Bitwa na Kosowym Polu. Obraz pędzla Adama Stefanovica

Mit martyrologii

Bitwa szybko owiana została legendą, trafiając do literatury religijnej i wyzwoleńczej. Przez wieki etos tej dziejowej porażki kreował zaczątki serbskiej narodowości. Wprawdzie zdaniem niektórych badaczy, np. Thomasa Emmerta, mit ten w XIX i XX wieku nie odgrywał już decydującej roli, ciężko jednak zgodzić się z tą opinią. Serbowie współcześnie nagminnie odwołują się do etosu bitwy na Kosowym Polu i tradycja ta z pewnością ma bliższe niż tylko średniowieczne korzenie. Zresztą obecny konflikt w Kosowie też rozpoczął się od wspomnienia bitwy, konkretnie od przemówienia Slobodana Milosevica w 600. rocznicę starcia.

Co na to Albańczycy? Średniowieczna bitwa nie jest częścią ich historii, ale dla Serbów są oni wręcz uosobieniem zwycięskiego wtedy wroga. Pod turecką okupacją Serbowie zachowali bowiem swoją religię, Albańczycy zaś w większości przyjęli Islam. Nic dziwnego, że wojna religijna będąca punktem zwrotnym dziejów Serbii dodatkowo rozpala wzajemne spory.

Oczywiście na tych dwóch epizodach z wczesnych dziejów Kosowa wzajemne spory się nie kończą. Historia tej krainy pełna jest zagadek, a jej interpretacje skrajności. Przykładowo, zdaniem Serbów dopiero w XVII wieku opuścili oni gromadnie tę prowincję. Do dziś wydarzenie to znane jest pod nazwą serbskiej wielkiej emigracji. Tymczasem, w opinii Noela Malcolma w Kosowie nigdy wielu Serbów nie było...

Bardzo trudno jest ustalić prawdę historyczną we wszystkich punktach zapalnych kosowskiej historii. Nie wydaje się też, aby miało to głębszy sens. Kosowarzy i Serbowie powinni rozwiązać wzajemne spory przede wszystkim bazując na dzisiejszej sytuacji, a nie zasiedziałych w narodowej świadomości mitach. Jak im to wyjdzie, dowiemy się już niedługo.

Zobacz też

Bibliografia

  1. Florian Bieber, Židas Daskalovski, Understanding the War in Kosovo, London 2003.
  2. Thomas Emmert, Review of Noel Malcolm, Kosovo: A Short History, „H-Net Reviews”, May 1999.
  3. Alexander Greenawalt, Kosovo: Myths Karadzic, Njegos, and the Transformation of Serb Memory, „Spaces of Identity”, 3/2001.
  4. Jerzy Hauziński, Jan Leśny, Historia Albanii, Wrocław 1992.
  5. Djordje Jankovic, Middle Ages in Noel Malcolm's Kosovo, A Short History and Real Facts, [w:] Kosovo.net (16.02.2008)
  6. G. Richard Jansen, Albanians and Serbs in Kosovo: An Abbreviated History. An Opening for the The Islamic Jihad in Europe. (16.02.2008)
  7. Marcin Kula, Między przeszłością a przyszłością, Poznań 2004.
  8. Noel Malcolm, Kosovo: A Short History, New York 1998.
  9. Georg Ostrogorski, Dzieje Bizancjum, Warszawa 1967.
  10. Maciej Salamon, Serbia [w:] Kształtowanie Średniowiecza, Kraków 2005, s. 493– 500.
  11. Jerzy Topolski, Świat bez historii, Warszawa 1972.
  12. Tadeusz Wasilewski, Historia Bułgarii, Wrocław 1988.
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: piotr |

do : Tu są same kłamstwa pan pisze ze : przy cichej pomocy lokalnych albańskich urzędników ; sprostuje że : w czasach wspólnej Jugosławii urzędnicy lokalni byli mieszani tzn., jeśli przewodniczący był Serbem , to jego zastępca był Albańczykiem i odwrotnie , wiec to nie prawda ze lokalny urzędnicy byli tylko Albańczycy To nie prawda że wszyscy Albańczycy podczas II Wojny Światowej były po stronie Hitlera i Mussoliniego ( SS SCANDERBEG) podaje przykład: Fadil Hoxha był jeden z założycieli i dowódcą albańskiej partyzantki w Kosowie, partyzantki Tita Draża Mihajlovic ( dowódca Czetników którzy podczas II wojny ,masakrowali niewinną ludność nie tylko albańską ) był Serbem, którzy walczył przeciw partyzantki Tita a był kolaborantem Niemców Włochów i Bułgarów... Ludność albańska w Kosowie podczas II wojny Światowej walczyła o swoja autonomie a nikt jej to nie dał w prezencie . Podaje przykład braterstwa wspólnej partyzantki (Boro i Ramiz , Serb i Albańczyk polegli razem na pole bitwy)



Odpowiedz

Gość: Tu są same kłamstwa |

Albańczycy zaczęli się osiedlać w Kosowie po 1689 kiedy Serbowie toczyli ciężkie walki narodowowyzwoleńcze.Od tego czasu Turcy zaczęli je masowo zasiedlać Albańczykami.Serbska armia wyzwoliła Kosowo w 1913 roku,dając im autonomię,swobodę kultury i religii mimo że Albańczycy wspierali Osmanów!W czasie II wojny światowej Albańczycy stali po stronie Hitlera i Mussoliniego podczas gdy Serbowie walczyli przeciw nim i po zajęciu Jugosławii przez Niemców walczyli do końca wojny jako partyzanci.Po wojnie kosowskim Albańczykom dano ponownie szeroką autonomię.W tym czasie przy cichej pomocy lokalnych albańskich urzędników wypędzono z domów 220 tysięcy Serbów!Więc mi nie wmawiaj że Albańczycy byli liczną grupą etniczną w Kosowie już w średniowieczu.Wtedy ich tam prawie w ogóle nie było. Pozdrawiam i polecam książkę Waldemara Łysiaka ,,Stulecie kłamców\'\'.



Odpowiedz

Gość: Rud@ |

btw zapomniałam odnieść się do bibliografii. Jest poprawna, autor nie dokonał (jak sam napisał) analizy źródeł... ktoś myli materiały źródłowe od bibliografii... Joanna Rapacka o ile dobrze pamietam, jest specjalistka tematu Chorwacji, tak że niekoniecznie musiała znaleźć się w w/w bibliografii. Autorowi polecam ksiażkę D.G-Krzak, Serbsko-albański konflikt o Kosowo w XX wieku.... Wydawnictwa Adama Marszałka z 2009 roku. Trochę pro serbska, ale bogata w fakty historyczne! pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: Rud@ |

Hmmm... O tym pisałam pracę mgr, konflikt etniczny miedzy Serbami i Albańczykami jest głównym tematem moich badań. Byłam, widziałam, wróciłam i posiadam własne wnioski. Zgadzam się z autorem tekstu: Kosowo jest serbskie. niestety, jestem socjologiem i kulturoznawca, jestem obiektywna, nie formułuję wniosków w przypływach emocji i pod wpływem takowych. Fakt iliryjskiego pochodzenia Albańczyków nie jest do końca potwierdzony (szczeg. przez naukowców zachodnich), a nawet przyjmując ten fakt za prawdziwy, nie należy kojarzyć Ilirów z dzisiejszymi osadnikami w Kosowie. Fakt procentowej miażdżącej przewagi ludności albańskiej w strukturze etnicznej Kosowa jest (jeśli ktoś zatrzymał się choćby na moment w temacie) wynikiem specyficznej polityki zarówno albańskiej, jak i serbskiej (federacyjnej). Grunwald jest Polski, nieprawdaż? A gdyby Kraków czy Warszawa zapragneły stworzyć osobne, w pełni autonomiczne państwo \"krakusów\"/\"warszawiaków\", którzy są chyba raczej ludnością regionalną, twierdząc że etnicznie pochodzą od Ostrogotów (którzy tamtędy przechodzili swego czasu)? Z resztą, problem Kosowa nie jest konfliktem politycznym, religijnym, kulturowym a ŚWIADOMOŚCIOWYM, ideowym...a takowe ciężko rozwiązać. Tak więc, do dzieła! Dyskusje (jesli podstawne i merytoryczne) są skarbem nauki! p.



Odpowiedz

Gość: piotr |

Albańczycy są potomkami Ilirów ,pierwszymi mieszkańcami BAŁKANÓW, Serbska historia kłamie, tak samo jak i Serbowie...



Odpowiedz
Kamil Janicki

Historyk, były redaktor naczelny „Histmag.org” (lipiec 2008 – maj 2010), obecnie prowadzi biuro tłumaczeń, usług wydawniczych i internetowych. Zawodowo zajmuje się książką historyczną, a także publicystyką historyczną. Jest redaktorem i tłumaczem kilkudziesięciu książek, głównym autorem i redaktorem naukowym książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009) a także autorem około 700 artykułów – dziennikarskich, popularnonaukowych i naukowych, publikowanych zarówno w internecie, jak i drukiem (również za granicą).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org