Autor: Brigitte Hamann
Tagi: Artykuły, Sylwetki i biografie, XIX wiek, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne, II wojna światowa, Niemcy, Austria, Szwajcaria, Europa
Opublikowany: 2013-07-01 12:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Czy Adolf Hitler miał żydowskich przodków?

Niewiele wiemy o życiu prywatnym kanclerza III Rzeszy i o jego rodzinie. Badacze do dziś nie są zgodni czy ten wielki zbrodniarz i antysemita nie miał przypadkiem żydowskich przodków...
REKLAMA

Korzenie rodziny Hitlera, ze strony ojca i matki, sięgają położonego na północ od Linzu dolnoaustriackiego Waldviertel, skąd pochodzili wszyscy przodkowie, których udało się odszukać. Klara Hitler utrzymywała ścisły kontakt z domem rodzinnym w małej miejscowości Spital koło Weitry i spędzała tam z dziećmi każde lato.

Adolf Hitler jako dziecko (Bundesarchiv Bild 183-1989-0322-506; domena publiczna)

Waldviertel, położony na granicy czeskiej, o surowym klimacie, nieurodzajnej ziemi, monotonnym krajobrazie z owym jodłowym lasem, który Adalbert Stifter uwiecznił w poezji, do dziś uchodzi za austriacki przytułek dla ubogich. Średniowieczne zamki szlacheckie, na przykład Rosenburg, Rastenberg, Rapottenstein, Heidenreichstein, oraz bogate klasztory, jak Zwettl, Altenburg, Geras, odciskają swe piętno w surowym, szczególnie romantycznym krajobrazie.

Granica z Czechami otwarta była od stuleci, a ludność narodowościowo wymieszana. Liczne nazwy miejscowości i nazwiska są pochodzenia słowiańskiego. Jest całkiem możliwe, że nazwisko Hitler, posiadające kilka wariantów pisowni (Hiedler, Hittler, Hüttler), także pochodzi z czeskiego, lecz wielbiciele Führera zawsze temu gorliwie zaprzeczali. Najprawdopodobniej nazwisko, pochodzące od słowa „Hütte”, czyli chałupa lub huta, oznacza chałupnika lub górnika. Wśród odnalezionych przodków nie ma żadnych rozpoznawalnych z nazwiska Czechów.

Chłopi małorolni, robotnicy rolni i leśni, rzemieślnicy i wyrobnicy z biednych wiosek zależni byli ekonomicznie od kleru i arystokracji i pędzili nędzny żywot. Rodzina Hitlerów, z której pochodziła również babka ze strony matki, od pokoleń żyła na terenie znajdującym się pod panowaniem landgrafów Fürstenberg, rezydujących w średniowiecznym zamku Weitra i zarządzających rozległymi lasami.

Rodzice Hitlera dorastali we wsi Spital koło Weitry, a mówiąc dokładniej, w stojących obok siebie domach.

Ojciec Alois, urodzony w 1837 r. przez niezamężną czterdziestojednoletnią Marię Annę Schicklgruber w Strones koło Döllersheim, zamieszkał jako pięcioletnie dziecko w domu chłopa Johanna Nepomuka Hiedlera po tym, jak jego starszy brat Johann Georg Hiedler ożenił się z matką chłopca. Johann Georg Hiedler był bezrobotnym czeladnikiem młynarskim. Nie uznał on przedmałżeńskiego dziecka żony.

Maria Anna Schicklgruber zmarła w 1847 r. w wieku pięćdziesięciu lat z „wycieńczenia na skutek piersiowej puchliny wodnej”, w maleńkiej miejscowości Klein-Motten koło Döllersheim. Alois miał wówczas dziesięć lat. Jej mąż, o którym niewiele wiadomo, zmarł dziesięć lat później w wieku sześćdziesięciu pięciu lat na apopleksję. Był komornikiem w swej rodzinnej wsi Spital, lecz nie u brata.

Adolf Hitler jako żołnierz podczas I wojny światowej (domena publiczna)

Alois Schicklgruber dorastał razem z trzema prawie równoletnimi córkami Johanna Nepomuka Hiedlera. Mając trzynaście lat, opuścił Waldviertel, by jak wielu młodych ludzi szukać szczęścia w stolicy. Wiedniu uczył się najpierw rzemiosła szewskiego, dążył jednak do czegoś wyższego i osiągnął, mimo niedostatecznego wykształcenia, godny uwagi sukces. W 1855 r. wstąpił do Straży Skarbowej, został najpierw strażnikiem granicznym i – zwolniony dzięki pracy ze służby wojskowej – zrobił karierę. W 1864 r. został urzędnikiem, w 1875 r., po przejściu różnych stopni pośrednich, awansował na urzędnika (oficjała) Urzędu Celnego w Braunau nad Innem, a w 1892 r. na tymczasowego wyższego urzędnika Urzędu Celnego w Passau. W końcu w 1894 r. został wyższym urzędnikiem Urzędu Celnego w Linzu. W roku 1895, po przepisowych czterdziestu latach służby, przeszedł na emeryturę.

Dopiero w 1876 r. trzydziestodziewięcioletni Alois Schicklgruber przyjął nazwisko Hitler. Zmiana nazwiska została wpisana do księgi metrykalnej chrztów parafii Döllersheim jako przypisek do świadectwa chrztu z 1837 r. Jako ojca wpisano zmarłego dziewiętnaście lat wcześniej Georga Hiedlera i w ten sposób z nieślubnego Aloisa Schicklgrubera uczyniono ślubnego Aloisa Hitlera – dwadzieścia dziewięć lat po śmierci matki. Ta niezwykła procedura została starannie przygotowana i zorganizowana przez sześćdziesięciodziewięcioletniego wówczas wdowca i przybranego ojca, Johanna Nepomuka Hiedlera.

Proboszczowi Zahnschirmowi w Döllersheim zapewniono bezpieczeństwo od strony prawnej. Przedłożono mu uwierzytelniony protokół zeznań trzech świadków, wystawiony 6 czerwca 1876 r. przez notariusza miasta Weitry. Świadkowie, pochodzący ze Spitalu, przysięgali w nim uroczyście, „że […] zmarły […] 5/6 stycznia 1857 r. […] Georg Hitler w ich obecności i wielokrotnie przed śmiercią oświadczał, że jego ostatnią i niezmienną wolą jest swego […] spłodzonego przez niego z jego późniejszą żoną, wówczas stanu wolnego córką chłopską M.A. Schicklgruber, syna Aloysa […] uznać prawnie z zachowaniem wszelkich form za syna i dziedzica zarówno nazwiska, jak i całego mienia”. Owych trzech świadków zjawiło się potem z Johannem Nepomukiem Hiedlerem w Döllersheim i potwierdziło osobiście przed proboszczem swe zeznanie. Wskutek tego zmienił on wpis do księgi chrztów – a dokładniej mówiąc – pisownię nazwiska na Hitler.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Brigitte Hamann pt. „Wiedeń Hitlera”:

Brigitte Hamann
Wiedeń Hitlera
90 zł
Tłumaczenie: Jolanta Dworczak
Okładka: całopapierowa z obwolutą
Liczba stron: 584
Seria: Historia
Data i miejsce wydania: 1 (2013)
Format: 150x225
ISBN: 978-83-7510-808-8
REKLAMA

Urzędowy przebieg zmiany nazwiska został na koniec sprawdzony przez dolnoaustriackie namiestnictwo i uznany za poprawny, był więc całkowicie zgodny z prawem. Według późniejszych orzeczeń prawnych uznanie dziecka mogło zostać podane w wątpliwość, gdyby ktoś udowodnił, „że Aloys Hitler nie został spłodzony przez Georga Hitlera”, co byłoby trudne, a poza tym nie było to konieczne ze względów finansowych. Ojciec dziecka i tak nie pozostawił nic w spadku.

Urodzony trzynaście lat później Adolf był, według Kubizka, bardzo zadowolony ze zmiany nazwiska. „Żadne przedsięwzięcie jego «starego» nie zadowoliło go tak bardzo jak to; nazwisko Schicklgruber wydawało mu się ordynarne, zbyt chłopskie, a poza tym zbyt rozwlekłe, niepraktyczne. Hiedler znów za bardzo nudne, zbyt miękkie. Za to Hitler przyjemne w brzmieniu i łatwe do zapamiętania”.

Adolf Hitler w początku lat dwudziestych

Powody tej skomplikowanej manipulacji pozostają niejasne. W każdym razie Alois Hitler kupił w marcu 1889 r., sześć miesięcy po śmierci przybranego ojca, za sumę 4 do 5 tys. guldenów, a więc 8 do 10 tys. koron, dom z gospodarstwem rolnym w leżącej w Waldviertel gminie Wörnharts (pod numerem 9) w pobliżu rodzinnej miejscowości Spital. Jeżeli pieniądze na zakup pochodziły rzeczywiście, jak się przypuszcza, ze spadku po Johannie Nepomuku, to niekoniecznie musiały one przypaść tylko Aloisowi, gdyż w międzyczasie ożenił się on po raz trzeci i to z wnuczką Johanna, dwudziestoośmioletnią wówczas Klarą Pölzl. W czasie zakupu domu była w zaawansowanej ciąży, na krótko przed urodzeniem Adolfa.

Nie wiadomo, czy Hitler był poinformowany o wszystkich historiach rodzinnych. Dziadkowie i babcie z obu stron zmarli przed jego urodzeniem, Alois Hitler zaś, gdy Adolf miał trzynaście lat. Dlatego należy wierzyć jego siostrze, Pauli, gdy wspomina: „O rodzinie ojca nie dowiedziałam się niczego. Nie było w zwyczaju opowiadanie historii rodzinnej […]. Tylko krewni ze strony matki byli dla nas właściwymi krewnymi […]. Nie znałam nikogo z rodziny ojca. Obie, moja siostra Angela i ja, często mówiłyśmy: Nic nie wiemy, ojciec musiał przecież też mieć jakichś krewnych”.

Prawdopodobnie dopiero gdy Hitler został politykiem, zmuszony był zainteresować się zawikłanymi stosunkami rodzinnymi w Waldviertel, a mianowicie gdy w 1932 r. zostały one użyte przeciwko niemu jako niebezpieczna broń w walce wyborczej. Przy tym jego przeciwnicy posługiwali się oczywistym argumentem, że polityk, który takie znaczenie przykłada do pochodzenia innych, musi pogodzić się z tym, że bada się jego własne.

Wkrótce po pierwszych, jeszcze niejasnych, wzmiankach prasowych o kompromitujących faktach z drzewa genealogicznego Hitlera swe usługi zaproponował mu listownie (8 lutego 1932 r.) renomowany i obrotny wiedeński genealog Karl Friedrich von Frank. Przygotował już kompletną tablicę genealogiczną rodziny Hitlerów do czwartego pokolenia wstecz, a więc ósmego stopnia, i zaproponował, że za 300 marek sporządzi jeszcze bardziej szczegółową. W postscriptum dodał: „Może byłoby dla Pana interesujące dowiedzieć się, że w ostatnim czasie w trakcie moich poszukiwań dowiedziałem się, że austriackie władze polityczne też prowadzoną dochodzenie dotyczące Pańskiego pochodzenia”.

29 lutego Hitler zlecił mu wykonanie pracy. Frank przysłał ją już 8 kwietnia 1932 r., tego samego dnia, gdy w Wiedniu ogromne nagłówki dodatków nadzwyczajnych krzyczały: „Hitler nazywa się Schücklgruber!”. Młody reporter Hans Bekessi, który później przyjął nazwisko Hans Habe, wyjawiał nieznaną do tej pory historię późnej zmiany nazwiska przez ojca Hitlera – i osiągnął sensacyjny sukces. Na terenie Niemiec puszczono w obieg dziesiątki tysięcy dodatków nadzwyczajnych, by wywrzeć wpływ na toczącą się jeszcze walkę wyborczą.

Frank przedstawił rzetelnie tablicę genealogiczną Schicklgruberów i nie rozumiał wzburzenia, gdyż nieślubne dzieci w wiejskich okolicach nie były niczym niezwykłym ani dyskryminującym. Jego zdaniem ojciec Hitlera i tak został uznany za dziecko ślubne przez późniejsze małżeństwo Marii Anny Schicklgruber z Georgiem Hiedlerem. Już w maju praca Franka ukazała się drukiem. Hitler podziękował badaczowi w liście z 25 czerwca 1932 r.

Latem 1932 r. prasa przypuściła o wiele poważniejszy atak. Najpierw „Neue Zürcher Zeitung” opublikowała 16 czerwca list czytelnika na temat przodków Hitlera. Autor podawał w wątpliwość opinię Franka, że drzewo genealogiczne zawiera „z wyjątkiem nazwiska Wallj wyłącznie niemieckie nazwiska”, i uważał, że „pojawiającego się kilkakrotnie nazwiska Salomon” nie można przecież „bez wątpienia uznać za niemieckie […]. Przynajmniej nie leży w zwyczaju Adolfa Hitlera i jego zwolenników, by nazwisko to, nie zważając na nic, uznawać za niemieckie”. W opublikowanym przez Franka drzewie genealogicznym pod numerem 45 pojawiła się jako prapraprababka katoliczka Katharina Salomon z Nieder-Plöttbach, w parafii Döllersheim, córka katolickiego chłopa Johanna Salomona z Nieder-Plöttbach. Wraz z pojawieniem się tego żydowsko brzmiącego nazwiska rozpoczęły się spekulacje na temat rzekomego żydowskiego pochodzenia Hitlera.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Brigitte Hamann pt. „Wiedeń Hitlera”:

Brigitte Hamann
Wiedeń Hitlera
90 zł
Tłumaczenie: Jolanta Dworczak
Okładka: całopapierowa z obwolutą
Liczba stron: 584
Seria: Historia
Data i miejsce wydania: 1 (2013)
Format: 150x225
ISBN: 978-83-7510-808-8
REKLAMA
Adolf Hitler z członkami NSDAP, początek lat trzydziestych (Bundesarchiv, Bild 119-0289 / nieznany / CC-BY-SA 3.0)

Akurat jednak w tym punkcie genealog popełnił wyraźny błąd. W rzeczywistości pod numerem 45 w drzewie genealogicznym chodzi nie o Katharinę Salomon, lecz o Marię Hamberger z Nieder-Plöttbach (1709–1761) i jej ojca Paula Hambergera z Nieder-Plöttbach. Frank skorygował ten błąd już 30 sierpnia 1932 r., lecz zawierającą błąd nadbitkę już rozprowadzono.

Tłumy reporterów udały się na poszukiwanie rzekomych żydowskich krewnych Hitlera. Znaleziono rodziny żydowskie o nazwisku Hitler w morawskim miasteczku Polna, w Polsce i kupca żydowskiego w Leopoldstadt, który twierdził, że jest spokrewniony z Hitlerem via Polna. W Warszawie niektóre rodziny żydowskie o nazwisku Hitler wniosły prośbę o urzędową zmianę nazwiska, powołując się na antysemityzm niemieckiego polityka.

Lato 1933 r. przyniosło nowe nagłówki. Praskie „Lidove Noviný” z 6 lipca: „W Polnej mówi się o Abrahamie Hitlerze z XVIII w. jako o przodku Hitlera”. „Deutsche Freiheit” z Saarbrücken 6 lipca: „Żydowska rodzina Hitlerów – z dokumentami”, „Österreichisches Morgenblatt” 13 lipca: „Brunatny Hitler z żółtą plamą”. „Vorarlberger Wacht”: „A jednak miał żydowską babkę – ten pan Hitler”.

Bekessi został w międzyczasie redaktorem „Österreichisches Abendblatt” i od 12 lipca publikował wciąż nowe odkrycia, jak choćby 14 lipca 1933 r.: „Sensacyjne ślady Żydów Hitlerów w Wiedniu” ze zdjęciami grobów Hitlerów w żydowskiej części wiedeńskiego Cmentarza Centralnego i napisanej po hebrajsku książki kucharskiej niejakiej Rosalie Hitler. 19 lipca gazeta Bekessiego opublikowała nagłówek: „Żydostwo Hitlera potwierdzone notarialnie!”. Tym razem wydrukowano drzewo genealogiczne niejakiej rodziny Hiedler z Polnej z Klarą Hitler, urodzoną w 1821 r., po mężu Pölzl z Braunau w Austrii. Załączono rzekomo „urzędową” wypowiedź: „Rzadko się zdarza Żyd, który miałby tak piękne żydowskie drzewo genealogiczne jak Adolf Hitler”.

Jednakże ta żydowska Klara Hitler miałaby, rodząc Adolfa, 78 lat, a do babki nie pasowały inne dane. Drobnym drukiem pismo wycofywało się ze swych stwierdzeń, że żydowska Klara jest matką czy też babką Hitlera, pisząc, że jest jedynie blisko spokrewniona z jego babką, co też nie było prawdą.

Tym razem konkurencyjne antysemickie wiedeńskie pismo „Neue Abendzeitung” łatwo sobie z tym poradziło i 20 lipca 1933 r grzmiało: „Kaczka dziennikarska prosto z Polnej”. Pismo obiecywało „Prawdę o pochodzeniu Hitlera” i obalenie „Urojeń szamesa z Polnej”: „To dopiero byłaby radość i okrzyki Hosanna wśród Hebrajczyków na całym świecie, gdyby udało się załatwić człowieka, którego przykład i nauka stały się największym zagrożeniem dla ich marzenia o panowaniu nad światem”. Chodziło tu o „najpotworniejsze talmudyczno-krętackie wypaczenie stulecia”.

Adolf Hitler, 1937 (Bundesarchiv, Bild 183-S33882 / CC-BY-SA)

Kiedy wreszcie w 1933 r. ukazała się skorygowana i poszerzona przez Franka tablica genealogiczna – bez nazwiska Salomon – wzmogło to tylko przypuszczenia, że umyślnie coś zatuszowano. Krótko potem pisarz Konrad Heiden włączył do wydanej w 1936 r. w Zurychu biografii Hitlera historię o jego rzekomo żydowskiej babce z Polnej. Legenda weszła do literatury naukowej. Ale chociaż zarówno reporterzy, jak i genealodzy ruszyli na poszukiwania, ich dochodzenia nie wykazały nic oprócz zbieżności nazwisk z rodzinami żydowskimi.

Hitler zmienił genealoga. W 1937 r. w Lipsku, przy gniewnych protestach Franka, ukazała się wielka ilustrowana tablica genealogiczna, opracowana przez Rudolfa Koppensteinera. Badacz ten pochodził z Waldviertel, był spowinowacony z Hitlerami, dlatego też łatwiej znalazł dojście do drażliwych dokumentów. On także pominął nazwisko Salomon. Uznał za pewnik, że ojcem nieślubnego Aloisa Schicklgrubera był późniejszy mąż matki, a więc czeladnik młynarski Georg Hiedler. Istniał zatem nieskazitelny „aryjski” rodowód20. Zdumiewające, że ani genealodzy, ani dziennikarze nie zajęli się zdecydowanie najsłabszym ogniwem na liście przodków – Aloisem Schicklgruberem, spłodzonym przed ślubem z nieznanego właściwie ojca.

Po Anschlussie Waldviertel awansował do roli „krainy przodków Führera”. Złożył hołd słynnemu potomkowi rodziny Schicklgruberów, nadając mu honorowe obywatelstwo i sadząc dęby Hitlera. Uhonorowano również jego przodków – plac Kościelny w Döllersheim przemianowano na „plac Aloisa Hitlera”. Rzekome, wówczas już nie do zidentyfikowania, domy rodzinne ojca Hitlera i jego babki stały się celem pielgrzymek. Ponieważ na cmentarzu w Döllersheim nie znaleziono grobów żadnych przodków, babka Führera, Maria Anna Schicklgruber, otrzymała grób honorowy.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Brigitte Hamann pt. „Wiedeń Hitlera”:

Brigitte Hamann
Wiedeń Hitlera
90 zł
Tłumaczenie: Jolanta Dworczak
Okładka: całopapierowa z obwolutą
Liczba stron: 584
Seria: Historia
Data i miejsce wydania: 1 (2013)
Format: 150x225
ISBN: 978-83-7510-808-8
REKLAMA

Tłumy dziennikarzy ruszyły na poszukiwania wzruszających historii o przodkach Führera. Gdy w końcu mieszkańcy Waldviertel zaczęli współzawodniczyć o pokrewieństwo z Führerem i kanclerzem Rzeszy, a we wszystkich możliwych miejscach, przede wszystkim w gospodach, umieszczać mniej lub bardziej fantastyczne tablice genealogiczne, Hitler zareagował w listopadzie 1938 r. „Führer nie życzy sobie żadnych tablic genealogicznych związanych z jego osobą. Dlatego wywieszone już tablice mają zostać natychmiast usunięte. Przezornie informuję Pana ponadto – powiadamiało namiestnika prowincji szefostwo okręgu – że zgodnie z decyzją Führera umieszczanie tablic pamiątkowych, które miałyby służyć przypominaniu przodków lub miejsc pobytu samego Führera, jest zabronione”.

W przeciwieństwie do ukochanego Linzu Hitler nie nadał Waldviertel żadnych przywilejów, a nawet we wrześniu 1938 r. zabronił miastu Döllersheim wypuścić stempel pocztowy z dopiskiem „Miasto rodzinne Führera”.

Już w sierpniu 1938 r., właśnie w okolicach Döllersheim, Zwettl i Allensteig, utworzono poligon dla wojska o powierzchni 162,5 km2 (największy tego typu w zachodniej Europie). Okoliczną ludność wysiedlono, wioski zniszczono – łącznie z miejscowością Strones, gdzie urodzili się ojciec i babka Hitlera (39 domów) i Klein-Motten (10 domów), gdzie zmarła Maria Anna Hiedler, z domu Schicklgruber. W 1942 r. ten sam los spotkał Döllersheim (120 domów). Nie świadczyło to bynajmniej o szacunku Führera dla „krainy przodków” i stało się pożywką dla pogłosek, że wstydząc się swoich antenatów, chce zatrzeć ich ślady.

Charlie Chaplin parodiujący Hitlera w filmie Dyktator (domena publiczna)

Księgi metrykalne chrztu z Döllersheim, jedyne źródło historii rodziny Schicklgruberów, nieuszkodzone, przechowywane są po dziś dzień w pobliskiej parafii Rastenfeld.

Hitler nie chciał więcej słyszeć o krewnych: „Ja nie mam bladego pojęcia o genealogii. W tych sprawach jestem ciemniak. Mam takich krewnych, o których istnieniu się dowiedziałem, dopiero gdy zostałem kanclerzem. Jestem absolutnie nierodzinnym człowiekiem, bez żadnego poczucia klanowości. To nie dla mnie. Moją rodziną jest mój naród”.

Dopiero po 1945 r. osobisty adwokat Hitlera doktor Hans Frank, były gubernator generalny okupowanych ziem polskich, przedstawił opinii publicznej prawdziwie zapalny materiał. Krótko przed egzekucją w swoich wspomnieniach Im Angesicht des Galgens („W obliczu szubienicy”) napomknął o zupełnie nowej historii: pod koniec 1930 r. Führer przedłożył mu list z uwagą, że chodzi tu o „wstrętną próbę szantażu podjętą przez jednego z jego obrzydliwych krewnych, która ma związek z jego, Hitlera, pochodzeniem”. Krewny robił aluzje do tego, że „w związku z pewnymi wypowiedziami prasy leży w interesie Hitlera, aby nie rozgłaszać niektórych konkretnych szczegółów naszej historii rodzinnej”. Chodziło o to, że „Hitler ma krew żydowską w swych żyłach i dlatego niewielkie podstawy, by być antysemitą”.

Zlecił mu więc poufne zajęcie się sprawą i Frank „ze wszystkich możliwych źródeł”, których nie wyjawił, dowiedział się, co następuje: babka Hitlera, Schicklgruber, przed urodzeniem dziecka miała być w Grazu kucharką u Żyda nazwiskiem Frankenberger, zajść w ciążę z jego synem i z tego powodu przez czternaście lat otrzymywać alimenty na małego Aloisa. Istniała wieloletnia wymiana listów między tymi Frankenbergerami a babką Hitlera, której ogólny ton wskazuje na pomijaną milczeniem wspólną wiedzę korespondujących, że nieślubne dziecko Schicklgruber zostało poczęte w okolicznościach zobowiązujących Frankenbergera do płacenia alimentów. W ten sposób Hitler byłby, według własnych ustaw rasistowskich, w jednej czwartej Żydem i nie mógłby przedstawić dowodu aryjskości – przepisowej karty wstępu do Trzeciej Rzeszy.

Frank, z rzucającą się w oczy dwulicowością, zasugerował, że tezy tej nie uważa za niedorzeczną. Według niego dementi Hitlera, co widocznie było zamierzone, wypadło nader blado. Hitler wiedział z opowiadań ojca i babki, „że jego ojciec nie urodził się w następstwie stosunku płciowego Schicklgruber z Żydem z Grazu”. W rzeczywistości jednak babka zmarła 42 lata przed narodzinami Hitlera.

Ale, i tu Frank dochodzi do zagmatwanego wyjaśnienia, pochodzącego rzekomo z ust Hitlera: „Oboje byli biedni. Żyd płacił alimenty stanowiące bardzo pożądany, wieloletni dodatek w nędznym gospodarstwie domowym. Podano go jako ojca, bo był w stanie płacić, a jako Żyd płacił bez procesowania się, gdyż prawdopodobnie obawiał się sprawy sądowej i związanego z tym rozgłosu”. Tak więc Maria Anna Schicklgruber tylko wmówiła ojcostwo tajemniczemu pracodawcy i kazała mu płacić – to ulubiona wymówka w czasach nazistowskich, gdy przeszkodą w otrzymaniu „dowodu aryjskości” mógł się stać nieślubny żydowski ojciec. Za pomocą tych historii Frank próbował wyjaśnić nienawiść Hitlera do Żydów, która według niego była „psychozą pokrewieństwa wyrosłą z kipiącego oburzenia”.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Brigitte Hamann pt. „Wiedeń Hitlera”:

Brigitte Hamann
Wiedeń Hitlera
90 zł
Tłumaczenie: Jolanta Dworczak
Okładka: całopapierowa z obwolutą
Liczba stron: 584
Seria: Historia
Data i miejsce wydania: 1 (2013)
Format: 150x225
ISBN: 978-83-7510-808-8
REKLAMA

Jednak w Grazu około 1830 r. nie było żadnych osiadłych Żydów. Od czasu wypędzenia gminy żydowskiej za panowania Maksymiliana I około 1500 r. stany styryjskie skutecznie broniły się przed ich ponownym napływem. Za panowania Józefa II, a więc pod koniec XVIII wieku, zezwolono Żydom na odwiedzanie Grazu, ale tylko podczas targów i to najwyżej na 24 godziny. Dopiero ustawa zasadnicza z 1849 r. zezwoliła Żydom na osiedlanie się w Styrii. W 1856 r. gmina żydowska w Grazu rozpoczęła prowadzenie rejestru.

Poza tym w latach 1836–1837 nie było w Grazu rodziny o nazwisku Frankenberger, nawet nieżydowskiej. Były wprawdzie rodziny o nazwisku Schicklgruber, ale żadnej Marii Anny ani Anny Marii. Rzekomej wyżej wspomnianej kompromitującej korespondencji nigdy nie odnaleziono i nikt nigdy o niej nie wspomniał. Brak też śladów jakichkolwiek alimentów płaconych matce dziecka, która przecież po ślubie oddała syna szwagrowi, a sama żyła i umarła w nędzy, gdy Alois miał 10 lat. Przede wszystkim zaś nie ma najmniejszej wzmianki o tym, że Maria Anna Schicklgruber kiedykolwiek opuściła Waldviertel. Praca w odległym Grazu byłaby czymś tak szczególnym, że nie mogłaby pozostać niezauważona przez krewnych z Waldviertel. Zwykle celem robotników z Waldviertel, szukających pracy poza domem, był odległy o 100 km Wiedeń lub jeszcze bliższy Linz. Rzadko zaś był nim leżący tak daleko, po drugiej stronie przełęczy Semmering, Graz, zwłaszcza dla służących w tamtych czasach, koło roku 1830, którzy musieli pokonywać tę drogę pieszo.

Adolf Hitler wypowiada wojnę Stanom Zjednoczonym (Bundesarchiv, Bild 183-1987-0703-507 / unbekannt / CC-BY-SA 3.0)

Niezwykle biedna Maria Anna Schicklgruber miała w czasie narodzin syna czterdzieści jeden lat, była zatem, jak na XIX wiek, dość stara. Nie była więc jedną z owych młodych i (ze względu na niebezpieczeństwo zarażenia chorobą) możliwie niewinnych służących ze wsi, które tak chętnie zatrudniano w bogatych domach, by wprowadzały synów w tajniki „miłości”, a zarazem pozostawały bezbronne wobec innych członków rodziny. To po pierwsze. Po drugie zaś, Frank okazuje się tak dalece nieświadomy stosunków rodzinnych Hitlera, że trudno uwierzyć, by informacje pochodziły rzeczywiście od Führera.

Wróćmy jednak do tego szantażu krewnego, który rzekomo rozbudził w Hitlerze żądzę wiedzy na temat jego stosunków rodzinnych. Bez wątpienia chodzi tu o urodzonego w 1911 r. Williama Patricka Hitlera, syna Aloisa juniora (przyrodniego brata Adolfa) i jego irlandzkiej żony. Alois zniknął wkrótce po narodzinach syna, pozostawiając żonę w przekonaniu, że nie żyje. W Niemczech ożenił się po raz drugi. W 1924 r. skazano go za bigamię.

Gdy Adolf stał się sławny, jego nieznana irlandzka rodzina zwietrzyła szansę zdobycia pieniędzy i zaczęła udzielać w Anglii wywiadów, powołując się na pokrewieństwo z Hitlerem. W efekcie w 1930 r. Führer wezwał do Monachium nieznanego mu dotychczas dziewiętnastoletniego Patricka oraz Aloisa i zrobił im scenę. Wypraszał sobie tego rodzaju poczynania. Powiedział ponoć, że rodzina ma przestać sobie wyobrażać, iż po jego plecach wdrapie się na szczyty sławy. Krzyczał: „Idioci!! Wykończycie mnie! […]. Z taką skrupulatnością ukrywałem zawsze przed prasą moją osobę i moje sprawy prywatne! Ludzie nie powinni wiedzieć, kim jestem. Nie powinni wiedzieć, skąd pochodzę i z jakiej rodziny. Nawet w mojej książce nie pozwoliłem sobie na ani jedno słowo o tych sprawach, ani jedno słowo! I nagle odnaleziono bratanka! Bratanka! Rozpocznie się dochodzenie. Wyślą szpicli tropami naszej przeszłości”. Nawet szlochał i płakał ze złości – opowiadał Patrick Hitler w wywiadzie prasowym w 1939 r.

Potem Hitler próbował zaprzeczyć, że jest spokrewniony z wielokrotnie karanym Aloisem. Twierdził, że nie jest on synem jego ojca, lecz sierotą wychowywaną przez rodzinę. Lecz Alois dostarczył świadectwo chrztu, z którego wynikało, że jest nieślubnym, ale uznanym przez Aloisa Hitlera seniora dzieckiem jego drugiej żony.

Patricka nie można się było pozbyć. Po 1933 r. przyjechał jako bezrobotny do Berlina i poprosił wuja Adolfa o wsparcie. Jak później opowiadał, wystarczyła wzmianka o metrykach chrztu ojca, by skłonić go do płacenia – widocznie Hitler uznał to za szantaż. Załatwił mu pracę i od czasu do czasu dawał pieniądze, nie pozostawiając jednak cienia wątpliwości, że nie przywiązuje żadnej wagi do związków wynikających z pokrewieństwa.

Tak mógł według Amerykanów wyglądać Hitler ukrywający się po przegranej wojnie, 1944 (domena publiczna)

Po prawie sześciu latach spędzonych w Berlinie Patrick Hitler wrócił w styczniu 1939 r. do Anglii i przestał się czymkolwiek krępować. Wywiady z nim, mimo skąpej treści, wywołały sensację: „Mój stryj Adolf ”, „Dlaczego nienawidzę mojego stryja” itp. W 1939 r. wyemigrował z matką do Stanów Zjednoczonych i zarabiał tam na utrzymanie odczytami o swoim „stryju Adolfie”. Także matka Patricka, Bridget Hitler, prowadziła w gazetach swą „prywatną wojnę z rodziną Hitlerów”, która nasiliła się wraz z wybuchem prawdziwej wojny.

W żadnym z tych wywiadów nigdy nie było mowy o żydowskim dziadku Hitlera. Ileż pieniędzy mogliby Patrick i Bridget Hitlerowie zarobić za taką story ! Także wobec Secret Service w Nowym Jorku w 1943 r. bratanek odrzucił kategorycznie twierdzenie, jakoby Johann i Johanna Prinzowie, rodzice chrzestni Hitlera, byli Żydami, jak krótko przedtem napisano w pewnej książce. Wydane pośmiertnie wspomnienia Bridget Hitler także nie zawierały najmniejszej wzmianki o jakimkolwiek żydowskim pokrewieństwie.

Jak bardzo tym tematem manipulowano, wskazuje przykład pisarza Franza Jetzingera. Popierał on tezę Franka o Frankenbergerze, wskazując na wywiad Patricka Hitlera w trudno dostępnej gazecie „Paris Soir”, tyle że bratanek miał użyć w nim nazwiska Frankenreiter zamiast Frankenberger. Jest to jednak czysty wymysł, gdyż w wywiadzie nie ma mowy ani o Frankenreiterze, ani o Frankenbergerze, ani o innych rzekomych żydowskich dziadkach Hitlera. Nawiasem mówiąc, poszukiwania potwierdziły, że był w Grazu zubożały katolicki rzeźnik o tym nazwisku, tyle że podejrzany o ojcostwo syn Franz miał w owym czasie 10 lat.

Jedno jest pewne: historia Frankenbergera ma tylko jedno źródło, mianowicie Hansa Franka. Poszukując powodów jego dwuznacznych aluzji, nabiera się podejrzeń, że wściekły antysemita Frank chciał zrzucić na znienawidzonych Żydów jeszcze dodatkową odpowiedzialność za rzekomo żydowskiego Hitlera, a w każdym razie pogłoskami zasiać wśród nich niepewność.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Brigitte Hamann pt. „Wiedeń Hitlera”:

Brigitte Hamann
Wiedeń Hitlera
90 zł
Tłumaczenie: Jolanta Dworczak
Okładka: całopapierowa z obwolutą
Liczba stron: 584
Seria: Historia
Data i miejsce wydania: 1 (2013)
Format: 150x225
ISBN: 978-83-7510-808-8
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Brigitte Hamann
Austriacka historyk, badaczka i znawczyni dziejów XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem biografistyki krajów niemieckich. Opublikowała m.in. Rudolf, Kronprinz und Rebell, Die Familie Wagner, a także Hitlers Wien. Lehrjahre eines Diktators, opublikowaną w Polsce w 2013 przez wydawnictwo Rebis.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy