Autor: William Stafford
Tagi: Artykuły, Historia kultury i sztuki, Sylwetki i biografie, Niemcy, Austria, Szwajcaria, XVIII wiek
Opublikowany: 2019-10-10 17:30
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Czy Mozart został zamordowany?

Wolfgang Amadeusz Mozart zmarł w wieku zaledwie 35 lat. Co było przyczyną śmierci genialnego kompozytora? A może Mozart zginął z rąk masonów?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

Mozart nie żyje. […] Ponieważ ciało po zgonie napuchło, uważano nawet, że go otruto. […] Dopiero teraz, gdy nie żyje, wiedeńczycy być może pojmą, co z nim utracili. Przez całe życie często stykał się z intrygami, które niekiedy być może sam wywoływał swoją niefrasobliwością.

Ta najwcześniejsza ze znanych nam odnotowanych wzmianek o morderstwie pojawiła się w doniesieniu praskiego korespondenta opublikowanym w berlińskim tygodniku niecały miesiąc po śmierci Mozarta. Pisarz Georg Sievers nadmieniał w swoich wspomnieniach o pogłosce, że Mozarta zabili Włosi. Opowieść Sieversa została jednak spisana dopiero w 1819 roku, nie ma też innych dowodów,

Constanze Mozart, siostra Wolfganga Amadeusza Mozarta
że tę pogłoskę często powtarzano lub powszechnie przyjmowano w pierwszych kilku latach po śmierci Mozarta. Jeżeli ocalałe zapisy można uważać za miarodajne świadectwa, należy wnioskować, że nieprzerwana historia tajemnicy morderstwa zaczyna się w 1798 roku, w którym ukazała się biografia autorstwa Němečka. To w tej książce znajduje się informacja o wyjściu jesienią 1791 roku do Prateru, gdzie Mozart powiedział żonie o swoim przekonaniu, że requiem komponuje dla siebie i że go otruto. Pewien szczegół tej opowieści (słowa „siedzieli tam sami”) oraz stwierdzenie Němečka o życzliwej pomocy otrzymanej od wdowy, gdy pracował nad biografią, skłaniają do wniosku, że przypuszczalnie uzyskał tę opowieść od samej Constanze.

Nie można jednoznacznie rozstrzygnąć, jak to zdanie kompozytora przyjęła jego żona. Němeček pisał dalej: „Ledwo zdołała go pocieszyć i wykazać mu bezpodstawność jego ponurych myśli”, a w biografii, którą z pomocą Constanze napisał Nissen, jej drugi mąż, wiele miejsca poświęcono wykazaniu bezzasadności tezy o morderstwie. Należy jednak przede wszystkim spytać, dlaczego tę opowieść zamieściła, jeżeli nie wątpiła o jej bezpodstawności. Trzydzieści lat później opowiedziała podobną, ale znacząco odmienną wersję Novellom:

Jakieś sześć miesięcy przed śmiercią owładnęła nim myśl, że został otruty. „Wiem, że umrę — zawołał. — Ktoś mi podał aqua tofana i dokładnie obliczył czas mojej śmierci, na który zamówił requiem. Dla siebie je piszę”.

Także wtedy Constanze uznała to za „niedorzeczną myśl”, ale w liście z 1837 roku zapisała zdanie swego młodszego syna, Wolfganga Xavera, przekonanego, że on sam „nie ma zawistników, jakich miał jego ojciec, których musiałby się obawiać, czyhających na jego życie”. Dysponujemy licznymi informacjami świadczącymi o tym, że w przekonaniu Constanze spiskowano przeciwko Mozartowi. W notatce, której nie opublikował, jej starszy syn, Karl Thomas, zapisał swoje mocne podejrzenie, że kompozytora otruto: „Kolejną świadczącą o tym okolicznością jest to, że zwłoki nie zesztywniały i nie ostygły, lecz wszystkie części ciała pozostały miękkie i giętkie, podobnie jak w przypadku papieża Ganganellego i innych zmarłych od trucizn pochodzenia roślinnego”. Czy Karl Thomas wyrażał wyłącznie własne przeświadczenie, czy powtarzał pogłoskę opowiadaną w rodzinie Mozarta?

Opowieść zapoczątkowaną przez Němečka powtarza się do dziś. Długie omówienie trucizn działających szybko i wolno, aqua tofana i trującego pyłu w listach pojawiło się już w 1803 roku, w Mozarts Geist Arnolda. Zdaniem Arnolda Mozarta nie otruto, a jego omówienie tej sprawy w całości przytoczył Nissen.

W 1819 roku w materiale zamieszczonym w „Allgemeine musikalische Zeitung” wskazano palcem przebywających w Wiedniu włoskich muzyków; nazwisko konkretnego podejrzanego wymienia się po raz pierwszy w materiałach z 1823 roku. Jesienią tamtego roku Salieri postradał zmysły i próbował podciąć sobie gardło. Od tamtego czasu do jego śmierci w maju 1825 roku krążyły pogłoski, że przyznał się do morderstwa. Wśród kilku ówczesnych źródeł, w których się pojawiają, znajdują się zapisy rozmów Beethovena:

Karl van Beethoven: „Salieri twierdzi, że otruł Mozarta”.

Anton Schindler: „Z Salierim znów jest bardzo źle. Całkiem oszalał. W swoich rojeniach utrzymuje z mocą, że jest winien śmierci Mozarta i że pozbył się go za pomocą trucizny. — To prawda, bo chce wyznać, że tak właśnie było, znów się więc potwierdziło, że wszystko ma swoją zapłatę”.

Nieukończony portret Wolfganga Amadeusza Mozarta autorstwa Josepha Langego

Pewien poważny problem przeszkadza w przyjęciu tej teorii. Dlaczego Salieri miałby otruć Mozarta? Miał posadę cesarskiego kapelmistrza, którą bez wątpienia chciałby otrzymać Mozart. Salieri pobierał wyższe wynagrodzenie, miał także więcej możliwości tworzenia i wystawiania oper; jako kompozytora oper poważano go przynajmniej tak samo jak Mozarta, który wobec tego miałby więcej powodów, aby go zabić. Pewne rozwiązanie problemu przedstawił Puszkin w jednoaktówce z 1830 roku zatytułowanej Mozart i Salieri. Poważnego i oddanego sztuce Salieriego przepełniały zawiść i uraza, zrodzone w nim, kiedy oglądał widowisko z tym natchnionym przez Boga geniuszem, który ewidentnie nie był poważny.

Gdzież jest sprawiedliwość, gdy święty dar,

Gdy nieśmiertelny geniusz nie w nagrodę

Za miłość gorącą i samozaparcie,

Wysiłek, gorliwość modlitw jest dany,

Ale opromienia głowę szaleńca

Próżniaka i hulaki?…

Na podstawie dramoletu Puszkina Nikołaj Rimski-Korsakow skomponował operę, którą wystawiono po raz pierwszy w 1898 roku. Ta jednoaktówka posłużyła również Peterowi Shafferowi za podstawę sztuki zatytułowanej Amadeusz. Miloš Forman później wyreżyserował ekranizację dramatu Shaffera. W opublikowanej w 1953 roku książce Igor Bełza, rosyjski muzykolog i badacz Puszkina, twierdził, że w pewnym wiedeńskim archiwum znaleziono zapis spowiedzi Salieriego sporządzony przez księdza, który jej wysłuchał.

Przyjrzymy się teraz najmroczniejszym i najdziwniejszym opowieściom o śmierci Mozarta. Georg Friedrich Daumer redagował czasopismo „Aus der Mansarde” (Z mansardy) publikujące artykuły polemiczne, krytykę, eseje i poezję; pisał też do niego wiele tekstów. Wydany w roku 1861 czwarty numer poświęcił okultyzmowi i tajemnicom. Oto jego opowieść.

Ten tekst jest fragmentem książki Williama Stafforda „Mozart. Mity a fakty”:

William Stafford
„Mozart. Mity a fakty”
44,00 zł
Wydawca: AXIS
Tłumaczenie: Jacek Lang
Rok wydania: 2019
Okładka: miękka
Liczba stron: 374
ISBN: 978-83-933613-0-4

Od tysięcy lat działa na świecie spiskująca organizacja; szczególnie aktywna stała się w XVIII wieku. „W ludzkiej społeczności zagnieździł się i ją opanował upiorny i przeraźliwy robak — przeniknęła ją i wypełniła tajna organizacja sprawiająca, że ziemia, po której chodzimy, staje się wulkanem nieustannie grożącym wybuchami i kataklizmami”. Ta siatka spiskowców pojawiała się w licznych formach — na przykład w organizacjach masonów, iluminatów, jakobinów i karbonariuszy — ale jej istota pozostaje w najgłębszym mroku, ukryta nawet przed masami „wtajemniczonych”.

Plakat zapowiadający prapremierę Czarodziejskiego fletu z muzyką Wolfganga Amadeusza Mozarta
Organizacja ta dąży do przejęcia władzy nad światem oraz ustanowienia wolnej miłości i kultu przyrody. Aby się maskować, propaguje ideały wolności i równości, ale w gruncie rzeczy dąży do nowego porządku społecznego, w którym uzyska dominację i władzę. Gardzi najniższymi stanami i kobietami, ich miejsce widząc na poziomie zwierząt. Aby osiągnąć obrane cele, nie zawaha się używać przemocy. Obawia się tylko jednego wroga, chrześcijaństwa. Należeli do tego spisku wszyscy najważniejsi członkowie ugrupowania antychrześcijańskiego, na przykład Hume, Voltaire, Condorcet i Proudhon. Rządzi tą organizacją tajny triumwirat składający się z Boga-człowieka albo Człowieka-boga oraz podlegających mu ogólnoświatowego biskupa i cesarza całego świata. Cesarzem jest przypuszczalnie przebywający w Londynie Karol Marks.

Mozarta wciągnięto w prace tej organizacji, kiedy w swej nieświadomości wstąpił do loży masońskiej. Czarodziejski flet to opera wyraźnie masońska, symbolizująca walkę z chrześcijaństwem oraz Kościołem katolickim. Widoczna w tym dziele masońska propaganda została jednak zakwestionowana i podkopana przez wątpliwości kompozytora. Mozart bowiem, z natury głęboko religijny, przemycił chrześcijańskie preludium chorałowe jako duet zbrojnych mężów. Sarastra nie opiewa się zupełnie jednoznacznie, lecz ukazuje także jako porywacza. Mozart poróżnił się z masonami, czego najlepiej dowodzi jego zamiar ustanowienia konkurencyjnego zakonu, Die Grotte; Constanze pisała o tym w 1799 roku w liście do wydawnictwa Breitkopf i Härtel. Popełnił tragiczny w skutkach błąd, obdarzając zaufaniem klarnecistę Stadlera, który go zdradził. Dlatego Mozarta otruto, podobnie jak Leopolda II i Lessinga. Większość masońskich braci nie brała w tym udziału, wszystko przygotowali ludzie ukryci w wewnętrznych kryjówkach zakonu, być może wykorzystując Stadlera do podania trucizny. O alienacji Mozarta świadczy to, że zakon nie pomógł Constanze pokryć kosztów pochówku, pozwalając, aby kompozytora pogrzebano jak psa.

Przedstawiony przez Daumera motyw powtórzył Hermann Ahlwardt w opublikowanej w 1910 roku książce Mehr Licht, w roli zakulisowej potęgi obsadzając Żydów. Ten wątek stał się zasadniczym tematem opowieści, którą głosiła neuropsychiatra Mathilde Ludendorff, żona generała Ericha Ludendorffa. Sam Ludendorff wywodził w 1926 roku, że Mozarta otruli masoni i Żydzi. Jego żona, autorka książek noszących takie tytuły jak Triumph des Unsterblichkeitwillens (Triumf woli nieśmiertelności) czy Die Volksseele und ihre Machtgestalter (Dusza narodowa i formy jej potęgi), wydała w 1928 roku publikację zatytułowaną Der ungesühnte Frevel an Luther, Lessing, Mozart, Schiller im Dienste des allmächtigen Baumeisters aller Welten (Nieodkupiona zbrodnia na Lutrze, Lessingu, Mozarcie i Schillerze w służbie wszechmocnego architekta wszechświata). Rozdział poświęcony Mozartowi autorka później rozszerzyła i wydała w 1936 roku pod tytułem Mozarts Leben und gewaltsamer Tod (Życie i nienaturalna śmierć Mozarta). Ludendorff wprawdzie powoływała się na artykuł Daumera, podając go jako dowód, że masoni zamordowali Mozarta, ale jej weltanschauung znacznie się różnił od jego przekonań. Daumer bowiem pisał o pradawnym sprzysiężeniu walczącym z religią i w ogóle przy tym nie wspominał o Żydach, natomiast Ludendorff — o żydowsko-chrześcijańskim, czy raczej żydowsko-katolickim spisku pod kierownictwem organizacji jezuitów, masonów (ci dążyli do zbudowania świątyni Salomona, czyli do żydowskiej dominacji) oraz jakobinów (prawdziwych synów Jakuba). Ta tajna organizacja zamierza ustanowić obejmujące cały świat kosmopolityczne państwo żydowskie i dlatego chce zniszczyć wszystko, co zostało z narodowej dumy. Ludendorff snuła następującą opowieść.

Wolfgang Amadeusz Mozart z rodziną. Na portrecie widnieje wizerunek matki Mozarta

Młodego Mozarta woził po Europie ojciec skupiony wyłącznie na wykorzystywaniu go w celach zarobkowych. Przed stwarzanym przez te podróże ogromnym zagrożeniem moralnym i fizycznym Mozarta chroniły jedynie geniusz i dobre serce. Kochał ojczyznę i za nią tęsknił. Gdy był młodym mężczyzną, należący już do iluminatów i masonów ojciec nakłonił go do wstąpienia do salzburskiej loży Zur Fürsicht. Arcybiskup Colloredo, chlebodawca Mozarta, również członek tej loży, prześladował go za to, że pragnął być kompozytorem niemieckim i nie chciał pisać muzyki w kosmopolitycznym włoskim stylu. Na początku okresu wiedeńskiego Mozart zaznał szczęścia, pracował bowiem dla cesarza Józefa, który chciał, aby opera niemiecka zastąpiła włoską. Patriotyzm muzyka zagrażał jednak celom obranym przez jego masońskich braci. „Naród niemiecki już zawsze mógłby czerpać siłę z jego nieśmiertelnych dzieł, toteż Mozart zasługiwał na nienawiść w przekonaniu tych wszystkich, którzy chcą »oderwać ludzi od ich korzeni, narodu i mowy«, aby móc ich włączyć do żydowskiego albo żydowsko-chrześcijańskiego mocarstwa obejmującego cały świat”. Wykorzystali więc wszystkie wpływy, aby doprowadzić do tego, że zostanie zlekceważony i zubożeje.

Ten tekst jest fragmentem książki Williama Stafforda „Mozart. Mity a fakty”:

William Stafford
„Mozart. Mity a fakty”
44,00 zł
Wydawca: AXIS
Tłumaczenie: Jacek Lang
Rok wydania: 2019
Okładka: miękka
Liczba stron: 374
ISBN: 978-83-933613-0-4

Wtedy Mozart nie zdawał sobie jeszcze sprawy ze zbrodniczości masonerii. Podobnie jak wielu szlachetnym masonom, którzy wcześniej niczego nie podejrzewali, oczy otworzyła mu rewolucja francuska, gdyż „rzeź jasnowłosych arystokratów paryskich” uświadomiła mu „krwiożerczą nienawiść żywioną przez Żydów z powodów rasowych”. Szczególnie wstrząsnęła nim powtarzana w lożach masońskich pogłoska, że Maria Antonina zostanie skazana na śmierć za zbrodnię popełnioną przez jej matkę, cesarzową Marię Teresę, która zdelegalizowała masonerię w Austrii. Mozart poznał bowiem Marię Antoninę na dworze wiedeńskim i z dziecięcym zachwytem obiecał, że się z nią ożeni, bo miło się wobec niego zachowała.

Mozart na grafice Josepha Langego z 1840 roku

Wiedeńscy Żydzi bali się, że społeczeństwo się rozjuszy, toteż Emanuelowi Schikanederowi, Carlowi Ludwigowi Gieseckemu (również masonowi i aktorowi z trupy Schikanedera) oraz Mozartowi kazano gloryfikować masonerię w operze. Mozart jednak wplótł do niej własny antymasoński przekaz. Tamino (czyli sam Mozart) zamierza użyć czarodziejskiego fletu, który jego ojciec (niemiecki volk) wystrugał z tysiącletniego niemieckiego dębu, by poruszyć serca złych braci i skłonić ich do uwolnienia Paminy (Marii Antoniny), córki Królowej Nocy (Marii Teresy).

Giesecke uciekł do Dublina. Mozart zaś, aby się chronić, postanowił założyć konkurencyjną organizację Die Grotte, stawiającą sobie za cel wyłącznie najszlachetniejsze dążenia. Zdradził go jednak Stadler. Gdy przyszedł nieznany posłaniec, pocałował go w czoło i zamówił mszę żałobną, Mozart zdał sobie sprawę, że wyrok zapadł i requiem napisze dla siebie.

Masoni zlecili mu skomponowanie kantaty, aby nie wzbudzać podejrzeń, a później podali mu aqua tofana, mieszaninę arszeniku, antymonu i ołowiu; być może do tego zabójstwa wykorzystali van Swietena. Po śmierci Mozarta pojawił się nieznajomy, zażądał niedokończonej partytury requiem i ją zabrał. Później masoni kazali mszę dokończyć i przygotowali wykonanie. Nie wszczęto dochodzenia w sprawie podejrzanej śmierci, ponieważ wielu masonów zajmowało wysokie stanowiska w administracji cesarskiej i sądownictwie, a ponadto do masonerii należał sam cesarz.

Van Swieten dopilnował, aby Mozarta pogrzebano zgodnie z żydowskimi zasadami chowania przestępców. Nie włożono zwłok do trumny, lecz owinięto je w czarną tkaninę. Nie odprowadzono ich na cmentarz i wrzucono do masowego grobu. W jakimś momencie zabrano głowę albo czaszkę. Van Swieten nie dopuścił do tego, aby Constanze postawiła nagrobek. Masoni pozbyli się grabarzy i zniszczyli zapisy, nie wiedziano więc, w którym grobie spoczęły szczątki Mozarta. Później w przypuszczalnym miejscu pochówku postawiono pomnik, został jednak uszkodzony. Zburzono dom, w którym znajdowało się ostatnie wiedeńskie mieszkanie Mozarta. Pieczołowicie rozpuszczano pogłoski, że winę za nędzny pochówek ponosi Constanze, ale nie przez nią tak się stało. Nissena, prawdopodobnie niewinnego członka zewnętrznego kręgu masońskiego, omotano i nakłoniono, aby w swojej książce odrzucił tezę o otruciu Mozarta.

Można wybaczyć łaskawemu czytelnikowi, jeżeli przypuszcza, że w 1945 roku nagle skończyły się teorie spiskowe. Nie. Tezy, że Mozarta zamordowali masoni, bronili w książkach opublikowanych w latach 1966 i 1971 Johannes Dalchow, Günther Duda i Dieter Kerner, trzej niemieccy lekarze. Kerner był wcześniej „fanatykiem z kręgu Ludendorffów”, a książki zostały opublikowane przez wydawnictwo Ludendorff i oficynę kontynuującą działalność tej firmy. Czytelnik wprawdzie przyjmie z zadowoleniem, że nie pojawiają się już posługujący się marionetkami Żydzi, ale opowiedziana poniżej historia na swój sposób nie odbiega od wersji Ludendorff pod względem dziwaczności i w wielu istotnych aspektach zgadza się z jej teoriami.

Mozart nie zmarł śmiercią naturalną. Do tego wniosku skłania nas najwyraźniej dobry stan zdrowia kompozytora, o którym świadczy jego niezwykła zdolność do intensywnej pracy do ostatnich dni. Mrok zaczął jednak ogarniać jego życie w 1786 roku, roku Wesela Figara, opery, która społecznym radykalizmem ogromnie bulwersowała patronów twórcy, czyli szlachetnie urodzonych wiedeńczyków. Towarzystwo coraz bardziej się od niego odsuwało i został wyobcowany. Należał do ludzi ciężkich w obyciu, stosunki z Colloredem zostały zerwane w dramatycznych okolicznościach, arystokraci odwrócili się od niego, możemy też zakładać, że zniechęcił do siebie również braci masońskich. Rozzłościł ich zapewne, gdy ujawnił ich tajemnice w Czarodziejskim flecie.

Wolfgang Amadeusz Mozart (mal. Barbara Krafft, 1819 rok)
Pomyliłby się jednak ten, kto sądziłby, że Mozarta zniszczono wyłącznie — czy przede wszystkim — za zdradę. Złożono go w ofierze, a ta ofiara należała do rozbudowanej ceremonii towarzyszącej dedykacji nowej świątyni masońskiej. Dlatego wybrano rtęć, ma ona bowiem wielkie symboliczne znaczenie w doktrynie alchemicznej, niezmiernie istotnej w ideologii i rytuałach masonów.

Zasadniczym masońskim mitem jest historia Hirama, głównego budowniczego świątyni Salomona. Zamordowano go, gdyż nie chciał wydać tajemnic sztuki budowlanej. Zabójcy ukryli ciało, ale nad szczątkami wyrosła palma, co zwróciło uwagę późniejszych mścicieli. Można dostrzegać w tym micie podobieństwo do historii Chrystusa — bohater zostaje złożony w ofierze dla dobra wyznawców, a palma symbolizuje jego ponowne narodziny. Masoni upamiętniali śmierć Hirama, składając ofiarę ludzką po ukończeniu ważnej budowli. Ciała umieszczali w fundamentach.

Czarodziejski flet istotnie jest operą masońską, ale nieco niejednoznaczną. Wykpiono w niej pompatyczność Sarastra i jego kapłanów, ukazanych jako porywacze, właściciele niewolników i hipokryci w jednej chwili mówiący o pojednaniu, w innej zaś grożący zemstą. Nie chodzi tu o konflikt masonerii i katolicyzmu; walka Sarastra z Królową Nocy to starcie między wyższymi a niższymi stopniami w samej organizacji masońskiej. Ukazane w tej operze symbolizm i obrzędy w szczególności dotyczą osiemnastego stopnia w hierarchii różokrzyżowej. W tajemnej dokumentacji wiedeńskiej masonerii odnotowano, że Mozart uzyskał stopień dziewiętnasty. W sekrety Bractwa Różokrzyżowego wtajemniczył go przypuszczalnie hrabia Franz-Joseph Thun, masoński mistyk.

Ten tekst jest fragmentem książki Williama Stafforda „Mozart. Mity a fakty”:

William Stafford
„Mozart. Mity a fakty”
44,00 zł
Wydawca: AXIS
Tłumaczenie: Jacek Lang
Rok wydania: 2019
Okładka: miękka
Liczba stron: 374
ISBN: 978-83-933613-0-4

Osiemnaście to nie tylko numer stopnia w różokrzyżowej hierarchii, ta liczba także symbolizuje Hirama i ofiarę. Słowo opfer (»ofiara«) występuje w tej operze trzykrotnie, a trójka jest istotną liczbą w masonerii. Komentatorzy chętnie przyznawali, że liczba trzy pojawia się wielokrotnie, ale Jahn, Abert i Deutsch starali się ukryć zasadniczy temat Czarodziejskiego fletu, gloryfikację osiemnastego stopnia. Sarastrowi towarzyszy osiemnastu kapłanów, jego imię wypowiada się osiemnaście razy i osiemnaście razy wyśpiewuje. Sarastro wypowiada osiemnaście zdań i śpiewa sto osiemdziesiąt taktów.

Wolfgang Amadeusz Mozart na rysunku Dory Stock z 1789 roku
Gdy pojawia się po raz pierwszy, chór śpiewa przez osiemnaście taktów. Jego aria O Isis und Osiris ma numer osiemnasty w opracowaniu opery na fortepian napisanym przez samego Mozarta. Papagena ma osiemnaście lat, a wykonanie opery trwa sto osiemdziesiąt minut! Pewne znaczenie symboliczne ma również ósemka, gdyż to numer rtęci w alchemii. Sarastro ma ośmioliterowe imię i osiem razy pojawia się na scenie. Fletowe solo Tamina w finale pierwszego aktu ma osiem taktów, a wyrazy „Feuer, Wasser, Luft und Erden”, kluczowe słowa prób wtajemniczenia, tworzą ośmiodźwiękową frazę.

Ostatnim ukończonym dziełem Mozarta, a nawet ostatnią rzeczą, nad którą pracował, jest mała kantata masońska — skomponowana dla uświetnienia uroczystości dedykowania świątyni! Rękopis partytury liczy osiemnaście stron, pierwsze wykonanie odbyło się 18 listopada, a Mozart zmarł osiemnaście dni później, pod koniec roku 1791, którego cyfry dają w sumie osiemnaście, w trzydziestym szóstym roku życia (36 = 2 × 18)! Wiedział, że go skazano na śmierć. Ujawniają to jego list do Lorenza da Pontego oraz zdanie wypowiedziane do Constanze, powtórzone później przez nią Novellom: „Któremuś z jego wrogów udało się podać mu trującą mieszaninę, która spowoduje zgon. […] Mogli już dokładnie obliczyć, kiedy to niezawodnie nastąpi”. Mozart wiedział bowiem, że requiem zamówili masoni, a to oznaczało, iż wybrano go na ofiarę mającą być częścią uroczystego rytuału. Zapłaciwszy za utwór, niedokończoną partyturę zabrał baron Jacobi, dworzanin należącego do różokrzyżowców króla pruskiego. Van Swieten zadbał, by utwór dokończono i wykonano. Constanze Mozart nie miała z tym nic wspólnego i trzymano ją w nieświadomości. Później sfabrykowano powszechnie teraz przyjmowaną wersję wydarzeń, w której requiem zamówił Walsegg. Brat Rochlitz pierwszy zaczął rozpowszechniać tę opowieść, nie wymieniając jednak Walsegga. Sam Walsegg pojawił się w 1800 roku (i tu osiemnaście!).

Tego, że Mozarta otruto, niezbicie dowodzą dwa fakty, mianowicie występujące przy zatruciu rtęcią drżenie palców, o którym świadczą trzy ostatnie takty rękopisu partytury małej masońskiej kantaty, oraz obrzęk w ostatnich dniach życia. Co do obrzęku, dowodzą go przytoczony na początku tego rozdziału komunikat prasowy i notatka Karla Thomasa Mozarta:

Moim zdaniem szczególnie należy zwrócić uwagę na te okoliczności, że kilka dni przed śmiercią nastąpił ogólny obrzęk, tak silny, że chory nie mógł zrobić najdrobniejszego ruchu, do czego doszedł świadczący o wewnętrznym rozkładzie smród, który wzmógł się po zgonie, uniemożliwiając sekcję zwłok.

Ani śmierć, ani pogrzeb nie były normalne. Wszystkie opowieści o pochówku to kłamstwa, drobiazgowo sfabrykowane, aby nie wyszło na jaw, co naprawdę stało się ze zwłokami. Wszystkim starannie pokierował van Swieten. Zadbał, aby Constanze nie przeszkadzała i nikt nie odprowadzał zmarłego w ostatniej drodze. Rzekomy powód, czyli burza śnieżna, to najzwyklejszy wymysł. Nie ulega wątpliwości, że następnego dnia albo później przyjaciele i rodzina — być może sama Constanze — udali się do grobu na cmentarzu św. Marka. Nie znaleźli go jednak, bo Mozarta tam nie pochowano. Wymyślono jakieś kłamstwo mające wytłumaczyć zniknięcie grobu. Niesłusznie obwiniono Constanze o zaniedbanie. Później rozpowiadano, że w tamtych czasach pochówek w zbiorowym grobie był rzeczą normalną i nie pozwalano stawiać nagrobków upamiętniających zmarłych. Naprawdę jednak najzwyklejszych ludzi chowano w indywidualnych grobach z kamiennymi płytami.

W 1855 roku, gdy przygotowywano się do obchodów setnej rocznicy urodzin Mozarta, próbowano odnaleźć miejsce jego ostatniego spoczynku. Pojawili się świadkowie i osiągnięto pewne porozumienie co do konkretnego miejsca na cmentarzu św. Marka. Te świadectwa nie mają jednak żadnej wartości, być może należą do masońskiej mistyfikacji. Pojawiła się rzekoma czaszka Mozarta (obecnie znajduje się w Mozarteum w Salzburgu), lecz to tylko starannie sfabrykowany symbol dla wtajemniczonych; oznacza mianowicie, że prawdziwą czaszkę kompozytora przechowuje się w innym miejscu i wykorzystuje podczas masońskich obrzędów.

Salzburg na ilustracji z 1791 roku

Tajemna organizacja nadal działa, a spiskowcy przeniknęli do salzburskiego Mozarteum: „Szybko jednak natknęliśmy się na anonimową fakcję, która postanowiła za wszelką cenę uniemożliwiać nam pracę. Działała potajemnie i zasadniczo w ogóle nie zależało jej na prawdzie”. Naukowe periodyki odmówiły im prawa do odpowiedzi; inne pisma, których redakcje popierały ich badania, nagle zamknięto, ponieważ straciły prenumeratorów albo firmy branży chemicznej przestały w nich zamieszczać reklamy. Najzacieklej walczył z nimi „arcykapłan badań nad Mozartem, brat masoński O.E. Deutsch”. Ostatecznie Mozarteum sięgnęło po Carla Bära, aby wykazał, że Mozart zmarł na gorączkę reumatyczną. Jego argumentację jednak całkowicie obalił Aloys Greither. Dalchow, Duda oraz Kerner twierdzili wobec tego: „Mozartowi hierarchowie znajdują się dziś w żałosnym położeniu. Nie można już odrzucać »legendy o otruciu« Mozarta. […] W pełni zasadnie można już mówić o tym, co wiedeńskim i salzburskim strażnikom wydaje się postrachem, równie straszliwym jak götterdämmerung — o zmierzchu mozartowych hierarchów!”.

Ten tekst jest fragmentem książki Williama Stafforda „Mozart. Mity a fakty”:

William Stafford
„Mozart. Mity a fakty”
44,00 zł
Wydawca: AXIS
Tłumaczenie: Jacek Lang
Rok wydania: 2019
Okładka: miękka
Liczba stron: 374
ISBN: 978-83-933613-0-4

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
William Stafford
Professor emeritus Uniwersytetu Huddersfield, gdzie wykładał filozofię i historię idei.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy