Autor: Martina Winkelhofer
Tagi: Artykuły, Sylwetki i biografie, Niemcy, Austria, Szwajcaria, XIX wiek
Opublikowany: 2022-09-30 15:59
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Czy dzieciństwo cesarzowej Sisi było szczęśliwe?

Elżbieta Amalia Bawarska, zwana Sisi, przyszła cesarzowa Austrii, wywodziła się z wpływowej rodziny Wittelsbachów. Jej dorosłe życie naznaczone było wieloma tragediami. Czy jej dzieciństwo zwiastowało nieszczęścia, które miały nadejść?
REKLAMA

Ten tekst jest fragmentem książki Martiny Winkelhofer „Cesarzowa. Pierwsze lata Sisi na wiedeńskim dworze”.

Chociaż wiadomo, że matce Elżbiety dokuczały ciężkie napady migreny, które znacznie utrudniały jej codzienne funkcjonowanie, wymiar jej, jak to mawiała, „cierpień” zaskakuje. Wyraźnie rzucają się w oczy liczne usprawiedliwienia zawarte w jej listach, kiedy na przykład z powodu „swojej głowy” i innych okoliczności nie była w stanie dojechać na tę czy inną uroczystość, nie mogła uczestniczyć w przyjęciu itd. I nawet jeśli wziąć pod uwagę skłonność Ludwiki do migreny, takie fragmenty jak ten wprawiają w konsternację: „Ponieważ stwierdzam, że się czuję lepiej, kiedy nie wstaję, cierpliwie zostanę w domu i ograniczę pobyt do mojego pokoju, który urządziłam sobie jeszcze wygodniej”. Z takich cytatów wyraźnie przemawia pragnienie wewnętrznego wycofania się. Stany fizyczne były dla Ludwiki dobrym – a dla jej otoczenia zrozumiałym – pretekstem do ucieczki w osobistą strefę komfortu. Elżbieta dorastała w całkowitej bliskości matki. Doświadczała rozczarowań Ludwiki, a zapewne także wielu zniewag ze strony Maksa. Musiała wiedzieć, kiedy i w jakich sytuacjach matka zamykała się w sobie. Również później w jej życiu miało dochodzić do „ucieczek w chorobę”.

Elżbieta w wieku 11 lat obok brata, Karola Teodora (mal. Carl Haag)

We wszystkich biografiach jednak, jakie pojawiły się od jej śmierci w 1898 roku, dzieciństwo Elżbiety opisywane jest jako nadzwyczaj szczęśliwe. Główna narracja jest taka, że Elżbieta dorastała ze sporą dozą wolności. Miała szczęście – w dużej mierze chroniono ją przed królewskim ceremoniałem, ponieważ jej ojciec należał do niekoronowanej gałęzi Wittelsbachów. Także życie w książęcej rodzinie miało być zaskakująco proste i naturalne, w związku z czym później Elżbieta jako cesarzowa z trudem odnajdywała się na surowym dworze wiedeńskim.\

Po wielokroć romantycznie upiększona historia dziewczynki dorastającej z dala od dworskiego protokołu, w dużej bliskości natury i przyzwyczajonej do zwykłego życia bez wątpienia jest częścią „mitu Sisi”. Ale czy Elżbieta naprawdę dorastała w tak swobodny sposób? Czy jej wychowanie rzeczywiście tak bardzo różniło się od wychowania innych dziewczynek jej stanu? A także na czym właściwie opierają się przekazywane opowieści o dzieciństwie cesarzowej Elżbiety?

Kto się uda na poszukiwania podstaw tych opowieści, trafi koniec końców do austriackiego archiwum państwowego, nad karton oznaczony numerem trzynaście. W pudle tym, jednym z wielu, przechowywana jest spuścizna naukowa zmarłego w 1953 roku byłego oficera i historyka Egona Caesara Conte Cortiego. W latach trzydziestych ubiegłego wieku Conte Corti przygotował pierwszą opartą na źródłach historycznych biografię Elżbiety. Prawie wszystkie dzieła, które pojawiły się później, bazują na jego badaniach, a ponieważ Conte Corti miał możliwość przeanalizowania wielu oryginalnych, dziś już niedostępnych źródeł, jego spuścizna należy wciąż do najważniejszych pomocy dla wszystkich, którzy naukowo zajmują się austriacką cesarzową.

W kartonie numer trzynaście znajdują się dwa karteluszki, na których napisano poblakłym atramentem wszystko na temat dzieciństwa Elżbiety, co możemy wiedzieć z dostępnych źródeł (i co wciąż powtarza się w jej rozlicznych biografiach). Mowa tutaj o skróconych odpisach dwóch listów, które Conte Corti skopiował pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku. Napisały je w roku 1900 dawne guwernantki Elżbiety, baronowa Amalie Tänzl von Tratzberg i hrabina Luise von Hundt-Wulffen. Dwie starsze panie utrwaliły w nich – na życzenie najmłodszej córki Elżbiety, Marii Walerii – swoje wspomnienia o dzieciństwie Elżbiety. Maria Waleria zamierzała wówczas opracować biografię zamordowanej w 1898 roku matki i w związku z tym zrobiła to, czego dzisiaj nie mogą pomijać również poważni badacze: zaczęła gromadzić wszelkie informacje o życiu cesarzowej. A ostatnimi świadkami czasów wczesnego dzieciństwa jej matki, oprócz jej wciąż żyjącego rodzeństwa, były te dwie dawne guwernantki.

REKLAMA

Hrabina Hundt i baronowa Tänzl nakreśliły w swoich listach obraz szczęśliwego dzieciństwa. Opowiadały między innymi o „uroku małej Elizy, któremu nie można było się oprzeć”, miała ona bowiem być „ulubienicą całej rodziny”. Pisały również o wspaniałych relacjach pomiędzy rodzeństwem, o tym, że Elżbieta jako dziewczynka była „pomocna dla innych” i łaskawa wobec biednych – często zanosiła im jajka perliczek, którymi się opiekowała.

Księżniczka Ludwika i książę Maksymilian Józef, rodzice Sisi (mal. Karl Joseph Stieler, 1828)

Do zapisków dawnych guwernantek trzeba jednak podchodzić z dużą ostrożnością, a także należy uwzględnić, w jakich warunkach zostały one sporządzone: obie w podeszłym już wieku panie zostały poproszone przez córkę zamordowanej austriackiej cesarzowej o spisanie wspomnień o rodzinie jej matki. Co więcej, mąż ich dawnej wychowanki wciąż żył i był jednym z najpotężniejszych ludzi Europy. Trudno sobie wyobrazić, aby w tych okolicznościach hrabina czy baronowa nakreśliły krytyczny portret młodej Elżbiety. Równie trudno zakładać, że obie kobiety przedstawiły niefiltrowany obraz stosunków rodzinnych panujących w domu. Wiedziały, co mogą napisać – a czego nie. W swoich listach przedstawiają Elżbietę tak, jak w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku guwernantka prawdopodobnie opisałaby wzór dziewczynki: pełna uroku, gotowa do pomocy, łaskawie nastawiona do biednych, dorastająca w prawdziwej harmonii. Jest to opis ówczesnego ideału kobiety. Na dodatek kubek w kubek podobny do portretów innych wysoko postawionych dziewcząt tamtych czasów – można wręcz je ze sobą pomylić. Obie wykształcone damy sprawnie ominęły wszelkie trudne tematy. Stan faktyczny, sprzeczny z opowieścią o beztroskim dzieciństwie wzorowej dziewczynki, został przez nie tylko delikatnie zasugerowany. Tak więc Elżbieta miała „znacznie bardziej pogodne i beztroskie życie, niż się to mogło wydawać, obserwując stosunki na dworze książęcym”.

Pytanie, czy dzieciństwo cesarzowej Elżbiety rzeczywiście było o wiele bardziej beztroskie, niż można przypuszczać w obliczu relacji jej rodziców, pozostaje więc otwarte – i takie musi pozostać. Dzisiaj istnieje już bardzo niewiele wiarygodnych źródeł, które zdradzają nam cokolwiek na temat życia młodej Elżbiety. Jako przekonujące, ale przede wszystkim mniej problematyczne, bo relacjonujące przebieg codziennych spraw, lecz bez jakichkolwiek aluzji, okazują się zachowane listy matki Elżbiety do sióstr i innych zaufanych osób. Można się z nich dowiedzieć, że „Eliza” nie była wychowywana w zbyt swobodny sposób, a jej wychowanie nie różniło się od wychowania innych dziewcząt jej stanu. Wychowanie i wykształcenie Elżbiety później często porównywano z wychowaniem i wykształceniem jej późniejszego małżonka, aby na podstawie różnic skonstruować model wyjaśniający trudności Elżbiety w dopasowaniu się do życia na dworze wiedeńskim. Często przy tym jednak pomijano fakt, że dzieciństwa obojga właściwie nie da się porównać.

Wychowanie Franciszka Józefa było całkowicie podporządkowane jego przyszłej roli cesarza Austrii i władcy wielkiego mocarstwa. W ten sposób zarówno oczekiwania wobec niego samego, jak i zakres jego nauki znacznie wykraczały poza przeciętny ówczesny kanon wychowawczy stosowany wobec jego rówieśników. Żaden arcyksiążę nie został tak starannie wykształcony ani tak wcześnie wprowadzony w obowiązki reprezentacyjne, jak właśnie on. Ponadto należy uwzględnić wspomniane już ogromne różnice w wychowaniu chłopców i dziewcząt. Książęta byli przygotowywani do roli w życiu publicznym, podczas gdy młode dziewiętnastowieczne księżniczki wychowywano wyłącznie pod kątem życia w rodzinie i dynastii.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Martiny Winkelhofer „Cesarzowa. Pierwsze lata Sisi na wiedeńskim dworze” bezpośrednio pod tym linkiem!

Martina Winkelhofer
„Cesarzowa. Pierwsze lata Sisi na wiedeńskim dworze”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: Sisis Weg
Wydawca: Marginesy
Tłumaczenie: Magdalena Kaczmarek
Rok wydania: 2022
Okładka: miękka, projekt Dawid Grzelak
Liczba stron: 400
Premiera: 28 września 2022
Format: 145x220 [mm]
Język oryginalny: niemiecki
ISBN: 978-83-67406-47-5
EAN: 9788367406475
REKLAMA

Ten tekst jest fragmentem książki Martiny Winkelhofer „Cesarzowa. Pierwsze lata Sisi na wiedeńskim dworze”.

Wychowanie Elżbiety całkowicie odpowiadało duchowi tamtych czasów, jej pochodzeniu i oczekiwaniom, które później miały ją czekać jako kobietę. W żadnym aspekcie nie odwoływało się ono do wolności, a mała „Eliza” z całą pewnością nie prowadziła swobodnego życia. W jej wychowaniu kierowano się typowymi wytycznymi: ścisły plan dnia ze stałymi porami aktywności, wczesna nauka manier i etykiety oraz absolutne posłuszeństwo wobec rodziców, a także guwernantek i nauczycielek. Kształcenie Elżbiety przebiegło bez większych komplikacji czy trudności. Chętnie współpracowała z wychowawczyniami i nie sprawiała im kłopotów – zupełnie tak, jak tego wówczas oczekiwano od dziewczynki.

Rodzeństwo Elżbiety, od lewej: Zofia, Maksymilian Emanuel, Karol Teodor, Helena, Ludwik Wilhelm, Matylda i Maria (mal. Karl Joseph Stieler, 1854)

Z nielicznych źródeł da się przynajmniej wydobyć jedno: Elżbieta miała być spokojną, introwertyczną, łagodną i empatyczną dziewczynką, która ponadto – opisywana jako nadzwyczaj wrażliwa – była pełna skrupułów i miała skłonności do popadania w zadumę. Ludwika w każdym razie zachwycała się swoją posłuszną drugą córką, taktowną i sympatyczną, i tak inną od starszej siostry Heleny, która z racji niestrudzonego ducha przekory uchodziła w rodzinie za niezwykle niesforną. Również wygląd Elżbiety od najmłodszych lat stanowił dla matki powód do pełnego zadowolenia: „Eliza pięknieje i jest do tego takim dobrym dzieckiem”.

O ile wychowanie młodej Elżbiety było takie samo jak innych dziewcząt królewskiego pochodzenia, o tyle jej dzieciństwo różniło się od dzieciństwa innych królewskich dzieci z jednego powodu: osobowości matki. Księżna Ludwika jak na ówczesne stosunki bardzo dużo zajmowała się swoimi dziećmi. Elżbieta i jej rodzeństwo spędzali z matką więcej czasu, niż było to wówczas przyjęte. Księżna wprawdzie trzymała się konwencji i bywały, jak również u innych matek jej stanu, stałe godziny, w których przyprowadzano do niej dzieci. Te spotkania z dziećmi odbywały się jednak nietypowo często i regularnie. Bo w tamtych czasach kobiety królewskiego pochodzenia – takie jak Ludwika – widywały swoje potomstwo tylko raz dziennie podczas wspólnych posiłków, i to dopiero wtedy, gdy dzieci były już w stanie spokojnie wysiedzieć przy stole. Poza tym najmłodszych przyprowadzano codziennie na krótki czas do rodziców, zazwyczaj popołudniami, gdy ci spotykali się w salonie.

Świeżo umyte maluchy, porządnie uczesane i w czystych ubrankach były prezentowane przez dziecięcą służbę wysoko postawionym rodzicom – po czym natychmiast zabierane z ich pola widzenia, gdy tylko pojawiały się oznaki pewnych potrzeb fizycznych. Damy nie były zaangażowane w codzienną opiekę nad niemowlętami i dziećmi, w końcu od tego był odpowiedni personel.

REKLAMA

Ludwika natomiast nie tylko chciała, by dzieci były jej prezentowane, ale również poświęcała im czas i uwagę. Z zachowanej korespondencji jej dzieci wiemy, że ze starszymi bawiła się codziennie przez co najmniej godzinę. Godzina zabaw odbywała się po obiedzie, kiedy dla młodszego potomstwa była pora na drzemkę. W niedzielę wszystkim dzieciom wolno było gotować w wielkiej kuchni dla lalek, którą ustawiono w jednym z salonów pałacu – wyłącznie w niedzielę, ponieważ stały dostęp do zabawek w tamtych czasach postrzegano jako błąd wychowawczy. Dzieciom wolno było również wieczorami odwiedzać apartament matki. Podczas gdy ona odpowiadała na korespondencję, główna ochmistrzyni jej dworu im czytała.

Zamek Possenhofen (mal. Franz Xaver Nachtmann, 1860)

[…]

Zamek Possenhofen znajdował się w malowniczej okolicy, co umożliwiało życie blisko natury i z naturą za pan brat. Ogromny park ze starymi drzewami sięgał aż do brzegu jeziora. Kiedy książę kupił pałac, wokół nie było żadnych zabudowań, jedynie nietknięta ludzką ręką przyroda. Idylliczne otoczenie zachęcało do długich spacerów i musiała tam panować – pomijając głosy zwierząt – cisza nie do opisania. Lato w Possenhofen należało do najbardziej wyrazistych wspomnień cesarzowej Elżbiety z okresu dzieciństwa. Piękno natury i ogromne przestrzenie dla dzieci, których codzienność w innym miejscu była surowo ograniczana, sprawiały, że Possenhofen stanowił dla nich raj. W towarzystwie służby i guwernantek książęce pociechy wiosłowały po jeziorze Starnberger. Dzieciom wolno było również hodować zwierzęta – „Mama podarowała mi dwa bardzo miłe jagniątka, które mnie ogromnie ucieszyły; są oswojone i wszędzie za mną chodzą”, opowiadała Elżbieta – oraz szaleć w ogromnym parku.

„Byłoby naprawdę miło, gdybyście nam czasami mogli towarzyszyć” – napisała jedenastoletnia Eliza do swojego wiedeńskiego kuzyna arcyksięcia Karola Ludwika, po czym zakończyła zaproszenie szarmanckim: „Wszystkiego dobrego dla Ciebie, kochany Karolu, rychło odpisz Twojej kochającej Elizie”.

Na terenie parku Possenhofen Elżbieta miała nawet swoją kryjówkę, w której mogła się schronić: maleńką zniszczoną wieżyczkę na brzegu jeziora, część resztek starego, zakończonego wieżyczkami muru, który kiedyś otaczał pałac i park. To tutaj Elżbieta pisała wiersze i pogrążała się w marzeniach. Dla dziewczynki w tamtych czasach, stale obserwowanej przez innych, taka własna tajemnicza kryjówka musiała stanowić urzeczywistnienie wolności. Possenhofen dla rodziny książęcej oznaczał odrobinę niezależności pod względem czasu, relaksu, wycofania z życia publicznego i odpoczynku – oczywiście tylko dla Ludwiki i dzieci. Księcia Maksa tutaj nie widywano. Letnią porę nadal spędzał on albo w podróży, albo we własnym azylu – zamku Unterwittelsbach.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Martiny Winkelhofer „Cesarzowa. Pierwsze lata Sisi na wiedeńskim dworze” bezpośrednio pod tym linkiem!

Martina Winkelhofer
„Cesarzowa. Pierwsze lata Sisi na wiedeńskim dworze”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: Sisis Weg
Wydawca: Marginesy
Tłumaczenie: Magdalena Kaczmarek
Rok wydania: 2022
Okładka: miękka, projekt Dawid Grzelak
Liczba stron: 400
Premiera: 28 września 2022
Format: 145x220 [mm]
Język oryginalny: niemiecki
ISBN: 978-83-67406-47-5
EAN: 9788367406475
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Martina Winkelhofer
Historyczka i pisarka. Jak przystało na mieszkankę Wiednia, szczególnie interesuje się historią dynastii Habsburgów. Prowadzi cotygodniową rubrykę historyczną w najpopularniejszej austriackiej gazecie codziennej, a także tworzy cieszące się ogromnym powodzeniem magazyny historyczne.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy