Autor: Marek Gałęzowski
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Sylwetki i biografie, XIX wiek, Polska
Opublikowany: 2021-05-06 17:25
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Dał nam przykład Joselewicz...

„Oto pierwszy Żyd polski, który pokazał swym współwyznawcom – drogę honoru i dał przykład bohaterskiego oddania w służbie dla Ojczyzny” – pisano w warszawskim „Monitorze” po śmierci pułkownika Berka Joselewicza w bitwie pod Kockiem.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Ten tekst jest fragmentem książki Marka Gałęzowskiego „Żydzi walczący o Polskę”.

Słuchajcie dzieci plemienia Izraelitów! Kto Wiecznego i Wszechmocnego na sercu swojem wyrył i chce pomódz walczyć za ojczyznę, co my wszyscy ludzie powinni, to teraz przyszedł czas, siły nasze na to łożyć. […] Powstańcież! […] pomóżcie odzyskać uciemiężoną dotąd Polskę. Wierni bracia! Walczymy za ojczyznę, póki w sobie mieć będziemy kroplę krwi.

„Oto pierwszy Żyd polski, który pokazał swym współwyznawcom – drogę honoru i dał przykład bohaterskiego oddania w służbie dla Ojczyzny” – pisano w warszawskim „Monitorze” po śmierci pułkownika Berka Joselewicza w bitwie pod Kockiem. Tak zapamiętale ścigał on węgierskich huzarów w służbie Austrii, która zaatakowała Księstwo Warszawskie w 1809 r., że nie spostrzegł, kiedy go otoczyli; chwilę później padł w nierównym pojedynku pod ciosami ich szabel. „Monitor” nakreślił tymi słowy testament pułkownika – pierwszego polskiego oficera pochodzenia żydowskiego i pierwszego Żyda, który został kawalerem najwyższego polskiego odznaczenia wojskowego.

Śmierć Berka Joselewicza (obraz Henryka Pillatiego)

Służba Berka Joselewicza pod polskim sztandarem trwała już kilkanaście lat. Kiedy w czasie insurekcji kościuszkowskiej zainicjował akcję sformowania pułku żydowskiego, miał trzydzieści lat i doświadczenie zaradnego przedsiębiorcy. Zaczynał jako faktor biskupa Ignacego Massalskiego, właściciela jego rodzinnego miasteczka pod litewską Połągą. Prowadził interesy duchownego najpierw w kraju, później we Francji i w Belgii. W końcu lat osiemdziesiątych XVIII w. usamodzielnił się finansowo i osiadł na warszawskiej Pradze. Ożenił się z Ryfką, która urodziła mu syna Józefa i córkę Leję. Po wybuchu insurekcji w Warszawie w kwietniu 1794 r. był jedynym Żydem, który podpisał akt przystąpienia do walki, i już tydzień po rozbiciu rosyjskiego garnizonu wraz z Józefem Aronowiczem, o którym poza tym, że był kupcem, nic nie wiadomo, zaczął zabiegać o utworzenie ochotniczego oddziału żydowskiego. Okazało się to możliwe dopiero po zakończeniu oblężenia Warszawy przez Rosjan i Prusaków. 17 września 1794 r. Naczelnik Tadeusz Kościuszko wydał odezwę o utworzeniu Pułku Lekkokonnego Starozakonnego.

Pułkownik Kościuszki

Dwa tygodnie później z inicjatywy Joselewicza ukazała się odezwa, w której apelował do współwyznawców o przystąpienie do pułku. Do jego szeregów zamierzano przyjmować ochotników, ale i poborowych, w związku z rozciągnięciem przez władze powstańcze obowiązku służby wojskowej na Żydów.

Słuchajcie dzieci plemienia Izraelitów! Kto Wiecznego i Wszechmocnego na sercu swojem wyrył i chce pomódz walczyć za ojczyznę, co my wszyscy ludzie powinni, to teraz przyszedł czas, siły nasze na to łożyć. […] Powstańcież! Otwórzcież zamknięte oczy! Czemuż to nie mamy pracować, zyskać wolności, tak pewno i szczerze nam obiecanej, jak i inszym ludziom na świecie? Ale wprzód trzeba na nią zasłużyć. Czyż rozumiecie że myślę własny mój naród wystawiać na zgubę? Albo moich współbraci dusze z tego świata wyprawiać? Nie! Bóg Wszechmocny z wami, a ja wam przewodniczę! Gdzie będzie najniebezpieczniej, tam ja pójdę, a wy dopiero za mną. Więc kochani bracia, ja miałem szczęście za rozkazem naczelnika najwyższego pułkownikiem zostać, obudźcie się, pomóżcie odzyskać uciemiężoną dotąd Polskę. Wierni bracia! Walczymy za ojczyznę, póki w sobie mieć będziemy kroplę krwi. Gdyby i my się nie doczekali tego, to dziatki nasze przecież mieszkać będą bezpiecznie i swobodnie i nie będą się tułały jak dzikie zwierzęta. Kochani Bracia! Obudźcie się jak lwy i lamparty, ze pomocą Boga, połkniemy tych nadęto-wielkich! Nie czekajcież, póki was gwałtem brać wypadnie, dobrowolni awanso­wani będą przy popisie. Berek Joselewicz pułkownik

Na utworzenie pełnowartościowej, regularnej jednostki było już jednak za późno. Nawet jeśli pierwsi ochotnicy wstąpili do niej zaraz po ogłoszeniu drukiem odezwy Joselewicza, to dziesięć dni później na powstanie spadł grom maciejowickiej klęski, po trzech tygodniach zaś do szańców Pragi podeszły wojska feldmarszałka Aleksandra Suworowa. Niezależnie od tego, ilu ludzi zdecydowało się przystąpić do formacji, na wyszkolenie ochotników niemających pojęcia o wojaczce nie było już czasu. I choć znane nazwiska oficerów pułku – Jakuba Epsztajna, Majera Herszkowicza, Chaima Judkiewicza czy Józefa Izraela – świadczą, że jednostkę zaczęto formować, to tylko z nazwy była ona oddziałem regularnej armii i może dziwić fakt, że w ogóle została na Pragę skierowana. Ale w desperacji posłano tam i wyczerpane odwrotem wojsko z Litwy, i żołnierzy, którzy ledwie uszli spod Maciejowic, z morale, jak nietrudno przypuszczać, cokolwiek nadszarpniętym klęską. Po dostaniu się Tadeusza Kościuszki do niewoli rosyjskiej w plany dalszej walki, którą trzeba już było prowadzić o Warszawę, wkradło się zamieszanie. Zwiastowało ono klęskę insurekcji. W istocie, nastąpiła ona błyskawicznie, w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Poprzedziła ją zaś straszliwa rzeź Pragi, dokonana przez wojska rosyjskie 4 listopada 1794 r., podczas której został wybity również niemal cały oddział Joselewicza. Lecz „relacje świadków rzezi praskiej nic nie mówią o formacji wojskowej żydowskiej, tylko o żydach w ogóle jako uczestnikach i ofiarach okrutnej i krwawej rzezi. Wszak są to czasy nie tak odległe, a jednak nie posiadamy ani jednego munduru, ani jednego dokumentu, stwierdzającego istnienia takiej formacji” – pisał żydowski historyk i żołnierz I Brygady Jakub Szacki. Jednak sama idea ochotniczego udziału Żydów w walce o niepodległość Polski nie była legendą, a Berek Joselewicz stał się wzorem dla tych, którzy później pragnęli wziąć w niej udział.

Berek Joselewicz

Sam pułkownik ocalał z praskiej rzezi, a po klęsce powstania uszedł przed Rosjanami do zaboru austriackiego. Stanął przed podobnymi rozterkami co wielu innych patriotów. Był gotowy wstąpić do armii austriackiej, przedstawił nawet projekt sformowania w niej pułku starozakonnych z myślą o użyciu go przeciw rewolucyjnej Francji, lecz na wieść o tworzeniu we Włoszech Legionów Polskich przez generała Jana Henryka Dąbrowskiego, jak on weterana insurekcji, pospieszył za Alpy i oddał się pod jego komendę:

Równie iak wszyscy dobrzy Polacy Odezwą twoią do Narodu Jenerale wezwany, łączyć się z Tobą i z Legiami Narodowemi kiedy mi czas, okoliczności, i nakłady dozwoliły, właśnie iak z pod rąk katowskich des­potów uchodząc, ostatnich dni Praireal do Mediolanu z Galicyi przybyłem. Melduie się i prezentuie siebie iakbym siebie osobiście przed Tobą stawił temi moiemi wyrazy – Prosząc abyś mię w liczbę przyiął współbraci, z któremi mię ieden cel miłości Oyczyzny, od czasu porwania broni wspólnie przeciw wspólnemu nieprzyjacielowi aż dotąd łączy, przyprowadza tu, i ich towarzystwa godnym czyni.

Dąbrowski przyjął go entuzjastycznie – spodziewał się, że Berek, który w czasie powstania kościuszkowskiego zachęcał Żydów do obrony Rzeczypospolitej, będzie dalej służył Ojczyźnie w Legionach. „Dziękuję ci najmocniej za grzeczność, którą mi w swym wyrażasz liście i proszę, abyś nie wątpił, że uprzejmem sercem od wszystkich przyjętym będziesz” – odpowiedział na jego list twórca Legionów i powierzył wkrótce Joselewiczowi zadanie sformowania oddziału kawalerii. Berek był oficerem sumiennie spełniającym swoje obowiązki, w obyczajach nieróżniącym się od innych legionistów, „nie odżegnywał się od gorącego napoju i jak utrzymywano był »wcale tęgim i odważnym żołnierzem, szczególnie, gdy dodawał sobie animuszu z manierki«”.

Po reorganizacji Legionów służył pod rozkazami generała Karola Kniaziewicza w Legii Naddunajskiej i wziął udział w słynnym zwycięstwie Francuzów nad Austriakami pod Hohenlinden w 1800 r. W tej formacji spotkał się ze złym traktowaniem z powodu pochodzenia, bardziej chyba społecznego niż narodowego. Pisał Kniaziewicz do Józefa Wybickiego:

Zazdrość rang, przesądy stanu i urodzenia, wszystko się tu widzieć daje. Berek Joselowicz, co w Polsce był pułkownikiem, co dwie kampanje we Włoszech odprawił, tu przybywszy; tym dobrowolnie starszeństwa odstąpił, którzy tu żadnej kampanji nie odprawili, dlatego jednak prześladować nie przestają, któremu jednak niczego więcej zarzucić nie można, jak to że się nieszlachcicem urodził.

Jednak nie doznane krzywdy, na które Berek osobiście skarżył się Tadeuszowi Kościuszce, lecz zmierzch Legionów przyczynił się do powzięcia decyzji o zgłoszeniu do armii francuskiej. Zanim jednak zdążył to zrobić, cesarz Francuzów wkroczył na ziemie zaboru pruskiego, co dla patriotów stało się wezwaniem do obalenia władzy czarnego orła. Gdy wieść o tym i o tworzeniu polskiego wojska dotarła do Berka, rzucił wszystko i przybył do kraju – w samą porę, by wziąć udział w walkach 1807 r. z Prusakami i Rosjanami, za co odznaczono go Orderem Virtuti Militari. Następnie walczył z Austrią w 1809 r., aż do potyczki pod Kockiem.

Z bezprzykładną szybkością najechał Berek na jeźdźców Horwatha, rozbił ich, poczem starł na miazgę drugich na rynku i gnał resztki ku mostowi. […] Wśród wiru bojowego wpadł Berek do otwartej ujeżdżalni z kilku oficerami i garścią żołnierzy. Jakiś huzar zasunął drąg u wejścia, skutkiem czego znaleźli się Polacy w pułapce. Berek, osaczony ze wszystkich stron, postanowił drogo sprzedać życie; rąbał na prawo i lewo, nie usłuchał wezwania, aby skoczył na ziemię i poddał się. Kres beznadziejnemu szarpaniu położył huzar, Stefan Toth, ugodziwszy Joselewicza tak potężnie pałaszem w głowę, że spadł z siodła i wyzionął ducha pod kopytami końskimi.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Marka Gałęzowskiego „Żydzi walczący o Polskę” ” bezpośrednio pod tym linkiem!

Marek Gałęzowski
„Żydzi walczący o Polskę”
49,99 zł
Wydawca: Znak Horyzont
Rok wydania: 2021
Okładka: twarda
Liczba stron: 400
Premiera: 14.04.2021 r.
Format: 38 x 167 x 234 mm
ISBN: 978-83-240-5718-4
EAN: 9788324057184

Ten tekst jest fragmentem książki Marka Gałęzowskiego „Żydzi walczący o Polskę”.

Józef, syn Berka

Joselewicz tak mężnie ginął w boju z jednym z zaborców Polski jako szef szwadronu 1. Pułku Strzelców Konnych, pułkownik Wojska Polskiego i niejedyny już Żyd w armii polskiej. Jej wódz, książę Józef Poniatowski, wspomniał w raporcie złożonym cesarzowi Napoleonowi o mężnej śmierci Berka Joselewicza, książę warszawski Fryderyk August zaś ustanowił rentę dla wdowy i syna – Józefa Berkowicza.

Ten nie był już dzieckiem. Jako dwudziestolatek walczył w pułku huzarów w tej samej wojnie z Austriakami, a trzy lata później ruszył z Wielką Armią na drugą wojnę polską Napoleona – wyprawę na Rosję. Rany w niej odniesione spowodowały u niego trwałe kalectwo i konieczność wzięcia dymisji z wojska. Zatrudnił się w służbie leśnej w Rogożynie w Bydgoskiem, lecz po przyłączeniu tej miejscowości do Prus odebrano mu posadę. Po kilku latach został nadleśniczym w Kierzu, później zaś w powiecie ostrołęckim.

Józef Berkowicz

Kiedy wybuchło powstanie listopadowe, inwalidztwo nie powstrzymało Berkowicza przed natychmiastowym przyłączeniem się do walczących. Zgłosił się ze swoim starszym, siedemnastoletnim synem Leonem. W grudniu 1830 r. Józef, wzorem ojca, wezwał Żydów do tworzenia oddziałów ochotniczych. Pomysłu nie poparły władze powstańcze. Co więcej, doprowadził on do konfliktu z żydowskim Nadzorem Bożniczym w Warszawie, którego przedstawiciele uważali, że obywatele Królestwa Polskiego wiary mojżeszowej nie powinni służyć w armii jako odrębna jednostka, lecz w polskich pułkach jako ochotnicy. Przyczyną niepowodzenia było zapewne i to, że sam Berkowicz nie miał ani szczególnych talentów organizacyjnych, ani wystarczającego autorytetu wśród współwyznawców – przez wiele lat mieszkał bowiem poza stolicą i nie był w niej w ogóle znany. Mimo tych trudności zgłosiło się jednak blisko stu ochotników.

W lipcu 1831 r. Józef Berkowicz na czele swojego żydowskiego szwadronu uczestniczył w wyprawie na Litwę w oddziale generała Samuela Różyckiego. Po walkach z Rosjanami dotarł on do Puszczy Białowieskiej, lecz w obliczu przewagi carskich wojsk musiał zawrócić do Warszawy. Józef dalej służył pod Różyckim, który jeszcze we wrześniu, po zajęciu Warszawy przez Rosjan, bił się zwycięsko pod Chotczą Górną i Lipskiem, po czym przekroczył granicę Rzeczypospolitej Krakowskiej, gdzie został rozbrojony.

Ochotnicy zwerbowani przez Berkowicza nie byli jedynymi Żydami uczestniczącymi w wojnie z Rosją. Wśród wyższych oficerów armii Królestwa Polskiego znajdowali się i ci pochodzący z rodzin frankistowskich, które przyjęły katolicyzm. Jednym z najwyższych stopniem był weteran wojen napoleońskich generał Jakub Lewiński z rodziny Lewi. W każdym pułku liniowym służyło ochotniczo od kilku do kilkunastu obywateli Królestwa wyznania mojżeszowego. Wyróżnili się wśród nich między innymi Mojżesz Orłowski, Jakow Menachim z 5. pułku piechoty, Henryk Lange, ojciec znanego młodopolskiego literata i tłumacza Antoniego Langego, Leon Stauman z 5. pułku strzelców, porucznik Samuel Czyż czy Rubin Goldberg. Kilku odznaczono Orderami Virtuti Militari V klasy, między innymi Michała Landaua, wielu krzyżami za waleczność. Lecz Żydzi popierali sprawę niepodległości Polski również w innych formach. Zachowało się wiele rycin z tamtych czasów, na których przedstawiono członków tworzonych przez Żydów miejskich gwardii pomocniczych. I to Żyd Jankiel był jednym z czterech powierników księcia Romana Sanguszki, kiedy ten zdecydował się opuścić daleki kresowy majątek i iść do powstania. Informując księcia o rozpoczęciu walki, „Żyd Jankiel z trudem panował nad podnieceniem, bo ten karczmarz i dzierżawca wszystkich młynów w majątku był polskim patriotą”.

Po klęsce powstania Józef Berkowicz wraz z synem udał się do Francji. W zakładzie dla emigrantów w Besançon „pędził nędzne życie, szczuty i obrzucany zewsząd obelgami za niekoleżeńskie postępowanie względem towarzyszy. Zarzucano mu, że pożycza pieniądze na procent, choć znane nam fakty przeczą temu oczywiście. Był bowiem biedakiem, żyjącym z łaski nielicznych miejscowych Żydów, do których trafił za pośrednictwem rabina w Besançon Jozuego Rubinsteina, pochodzącego z Litwy”. Traktowani nieprzyjaźnie, bez środków do życia, wyjechali wkrótce do Wielkiej Brytanii. Józef osiadł w Liverpoolu. O jego dalszych losach wiadomo jedynie to, że opublikował nowelę w języku angielskim Stanisław, ułan polski, w świcie Napoleona na wyspie Elbie. Zmarł w 1846 r. Jego synowie – Leon i Józef junior – wyjechali do Stanów Zjednoczonych. Tu urywa się ślad potomków Berka Joselewicza, pierwszego Żyda – oficera polskiego, odznaczonego Orderem Virtuti Militari.

Prawdziwy Polak starozakonny

Synowi i wnukom Berka nie było dane odegrać w dziejach Wielkiej Emigracji roli, jaka przypadła innemu żydowskiemu weteranowi powstania:

Gdym do mieszkania Lelewela drzwi otworzył i próg przekroczył, oczom moim takie przedstawiło się widowisko: przed stojącym pod oknem stołem siedział pochylony, grzbietem do mnie zwrócony, siwy staruszek; obok niego stał człowiek w sile wieku z arkuszem zapisanego papieru w ręku.

Ludwik Ozjasz Lubliner

Człowiekiem w sile wieku, którego w mieszkaniu Lelewela zobaczył Zygmunt Miłkowski, był Ludwik Ozeasz Lubliner, wywodzący się z orto­doksyjnej rodziny warszawskich Żydów.

W chwili wybuchu powstania listopadowego jako dwudziestodwuletni student szkoły politechnicznej wstąpił do wojska. Służył w 9. pułku piechoty, za męstwo okazane 15 sierpnia 1831 r. pod Paprotnią został mianowany podchorążym, potem bił się w obronie Warszawy w oddziale podpułkownika Karola Szlegla, był dwukrotnie ranny, a za odwagę odznaczono go srebrnym krzyżem wojskowym. Zadenuncjowany po powstaniu, został uwięziony przez władze rosyjskie, lecz zdołał zbiec do Krakowa. Zapisał się na Uniwersytet Jagielloński, ale na żądanie rosyjskie został wydalony z granic ponoć suwerennej Rzeczypospolitej Krakowskiej. Wyjechał do Belgii, a stamtąd, z powodu biedy, do Francji. Trafił do zakładu dla emigrantów w Dijon, gdzie podobnie jak Berkowicz nie spotkał się z życzliwością, a szydercze podważanie jego udziału w powstaniu i tym samym kwestionowanie praw przysługujących uchodźcy politycznemu zmusiły go do powrotu do Brukseli. Tam osiadł na stałe, dokończył studia i został adwokatem w sądzie apelacyjnym.

Bardziej niż praktyka adwokacka zajmowała go jednak działalność poli­tyczna. Nie zraziły go upokorzenia, jakich doświadczył w Dijon. „Pochłonęła go całkowicie działalność polityczna na rzecz sprawy polskiej i uregulowania problemu żydowskiego w kraju”. Ściśle współdziałał z Joachimem Lelewelem i organizacjami powstałymi z inspiracji tego poli­tyka i historyka. W licznych pisanych po francusku broszurach i arty­kułach bronił prawa Polski do niepodległości. „Do patriotyzmu polskiego przyznawał się i – istnie, jak Żyd w tańcu, zapalał: w piersi się dłonią bił, podskakiwał i krzyczał: – Polskę kocham!… Czy ja się za nią bił i krwi nie przelał?… Ranili mnie… Ja dekorowany!…”. W czasie powstania krakowskiego 1846 r. poparł Rząd Narodowy, później protestował przeciw pominięciu sprawy polskiej na kongresie pokojowym w Paryżu, zwołanym po zakończeniu wojny krymskiej, a w końcu lat pięćdziesiątych piętnował nieliczne antysemickie wystąpienia publicystyczne w kraju, słusznie dostrzegając w nich inspirację moskiewską i dążenie do skłócenia Polaków i Żydów przez zaborcę.

W trzydziestą drugą rocznicę nocy listopadowej ogłosił odezwę Do Polaków-Izraelitów w Polsce, w której z wielkim entuzjazmem chwalił udział Żydów w demonstracjach patriotycznych i wzywał, by przyłączyli się do przyszłej walki o niepodległość:

Wasz czynny udział w manifestacjach narodowych roku 1861, wspólne wasze wystawienie piersi przeciw bagnetom i kulom moskiewskim na bruku warszawskim, wspólne uwięzienie Żydów w cytadeli, wspólne wywiezienie Żydów na Sybir, te wszystkie wypadki, zupełnie nieprzewidziane, prawie cudowne, skojarzyły nierozłącznym węzłem Polaków-chrześcijan z Polakami-Izraelitami. Przez współudział Żydów na bruku Warszawy w miesiącach lutym i kwietniu roku 1861 nie tylko nabyli, ale zdobyli oni prawo do tytułu obywatelstwa polskiego. Prawo to Polacy-chrześcijanie z całą serdecznością im przyznali. […] Jest to zaiste chlubne dla Żydów, że po raz pierwszy zrozumieli, uczuli potrzebę nabycia prawa do tytułu obywatelstwa polskiego, nie wskutek jakiejś uchwały sejmowej, jakiegoś dekretu rządowego, ale przez wystawienie się na prześladowanie, na męczarnie ze strony rządu zaborczego Polski, tego kraju, w którym się rodzą i umierają od wieków […]. Izraelici, współrodacy i współwyznawcy moi! Wytrwajcie w zaczętej spójni z Polakami chrześcijanami i łączcie ogniwa wspólnych kajdan, aby je razem rozbić o głowę wspólnego ciemięzcy.

Kiedy zaś ta walka się rozpoczęła, dołączył do komitetu belgijsko-polskiego wspierającego insurgentów i został poborcą podatku narodowego na terenie Belgii. Nie należał jednak do tych, którzy realizowali się wyłącznie w aktywności politycznej. Lublinera „zaznaczała brzydota co się zowie […] mimo to osobliwe mu u kobiet szczęście służyło. Związki małżeńskie z powodu, że go żon parę odumarło, z innymi się rozwiódł, ponawiał kilkakrotnie do przekonania, pozostawanie zaś w stanie matry­monialnym bynajmniej mu nie przeszkadzało w garnięciu się romansowym do przedstawicielek płci nadobnej” – pisał Miłkowski, kończąc pełną powagi konkluzją, iż „dowodziłoby to, że płeć nadobną wysoko po swojemu cenił”. Znakomity pisarz przesadził zresztą z liczbą żon Lublinera, gdyż ten zawarł związek małżeński tylko dwukrotnie.

Grób Berka Joselewicza

Kiedy zmarł cztery lata po stłumieniu przez Moskali powstania 1863 r., na jego pogrzebie przemówił miejscowy rabin, a po nim Leopold Leon Sawaszkiewicz, powstaniec listopadowy i działacz demokratyczny polskiego uchodźstwa. Wspominał Lublinera jako szczerego i gorącego patriotę, który „był rzeczywiście zasługującym w zupełności na nazwę »Polaka starozakonnego«. O Polskę walczył, dla Polski pracował”.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Marka Gałęzowskiego „Żydzi walczący o Polskę” ” bezpośrednio pod tym linkiem!

Marek Gałęzowski
„Żydzi walczący o Polskę”
49,99 zł
Wydawca: Znak Horyzont
Rok wydania: 2021
Okładka: twarda
Liczba stron: 400
Premiera: 14.04.2021 r.
Format: 38 x 167 x 234 mm
ISBN: 978-83-240-5718-4
EAN: 9788324057184

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Marek Gałęzowski
Dr. hab., absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, pracownik Biura Edukacji Narodowej IPN, profesor Uczelni Łazarskiego. Autor książek, m.in. Na wzór Berka Joselewicza. Żołnierze i oficerowie pochodzenia żydowskiego w Legionach Polskich, Przeciw dwóm zaborcom. Polityczna konspiracja piłsudczykowska w kraju w latach 1939–1947 (nominowane m.in. Do Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego oraz do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza) oraz „My idziemy w zórz świtanie”… o poległych oficerach Legionów Polskich. Współautor albumu Twórca niepodległej. Józef Piłsudski 1867–1935. Stały autor artykułów w miesięczniku „Historia Do Rzeczy”, od chwili jego powstania.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy