Opublikowano
2013-11-07 18:56
Licencja
Wolna licencja

Druga wojna w Zatoce Perskiej – sukces i gorycz „stabilizacji” (cz. 1)

Ktokolwiek wierzył, że XXI wiek przyniesie koniec wojnom, ten 20 marca 2003 roku przekonał się, jak bardzo jest w błędzie.


Strony:
1 2 3

Zobacz też: Bliski Wschód - miejsce starcia cywilizacji? [historia, artykuły, publicystyka]

Kiedy 11 września 2001 roku padały wieżowce Centrum Handlu Światowego, jeszcze zanim obie wieże skończyły swój upadek, wiadomo było, że ktoś za to odpowie. Na pokojowe rozwiązanie szans nie było – nie w momencie, gdy od razy przypomniał się ludziom atak na Pearl Harbor, stanowiący po dziś dzień bolesną kartę historii Amerykanów. Polaków może to dziwić, Amerykanie jednak tylko dwa razy w historii swego kraju zostali niespodziewanie zaatakowani, nie są więc do tego przyzwyczajeni. Skoro więc atak na Hawaje wyzwolił tak gwałtowną reakcję, można było oczekiwać, że i atak na Nowy Jork pchnie USA do wojny. I to rychło.

Nobody expects the American invasion!

Saddam Hussein w czasie wojny iracko-irańskiej w latach 80. (fot. AFP, domena publiczna). Dlaczego połączone siły amerykańsko-brytyjsko-australijsko-polskie zaatakowały właśnie Irak? Zasadniczo z trzech powodów. Chronologicznie pierwszy sięga aż do pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, od tego bowiem czasu stosunki między Irakiem i państwami dawnej koalicji były bardzo napięte. W roku 1998 Bill Clinton podpisał Iraq Liberation Act, wpisując usunięcie dyktatury Husajna w politykę USA. Wiadomo więc było, że przy pierwszej nadarzającej się sposobności Stany zakończą to, co zaczęły na początku lat 90.

Po drugie, 20 września 2001 roku podczas wystąpienia George'a W. Busha w Kongresie upubliczniono materiały dotyczące powiązań między Al-Kaidą i Al-Muchabaratem, czyli iracką służbą wywiadowczą. Były one wystarczające by przyjąć, iż skłócony z USA Irak wspiera działania wymierzone w jego zaciętego wroga.

Po trzecie, obywateli amerykańskich atak na World Trade Center rozsierdził. Dokładnie tak, jak w 1941 roku, tak i teraz zaczęli domagać się odpłaty. Nastroje prowojenne zaczęły galopująco wzrastać – w lutym 2003 roku 64% obywateli domagało się rozpoczęcia działań wojennych. Była to wystarczająca legitymacja, by Bush mógł przystąpić do pieczenia obydwu pieczeni: ukarania winnych ataku na WTC i pozbycia się reżimu Husajna.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy powodach wojny. Często słyszy się argumenty, że tak naprawdę USA wypowiedziały Irakowi wojnę z powodu ropy oraz potrzeby naprężenia muskułów i pokazania, że wciąż są w stanie rozdawać karty. Po pierwsze: oczywiście, że chodziło o ropę, gdyż jest to jeden z najcenniejszych zasobów strategicznych globu. Cywilizacja początku XXI wieku stoi na silniku spalinowym, bez którego nie dało by się utrzymać niczego w ruchu – obojętne, czy chodzi o handel, służbę zdrowia, rolnictwa czy rozrywki. Zaś jedne z największych zasobów tego surowca znajdują się w regionie z największą liczbą punktów zapalnych na całym świecie. Powiedzmy to bez ogródek: tylko skończony głupiec nie będzie dążył do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego swojego państwa. Podobnie z drugim argumentem: nie jest niczym specjalnie niespotykanym dążenie państw do pokazania się jako silnych i znaczących, z którymi należy się liczyć i których nie należy atakować.

Nie sądzę też, by przedstawianie Busha jako krwiożerczego watażki było uzasadnione. Każdym demokratycznie wybranym politykiem kieruje głównie jedna motywacja: utrzymanie się na stołku. W świecie, który ma za sobą całkiem sporo wojen i nie chce następnej, prowadzenie jakiejkolwiek jest niemal politycznym samobójstwem. Prawie każdy przywódca, który prowadził po 1989 roku jakąś wojnę, już tym przywódcą nie jest. Niszczą one poparcie społeczne bardziej, niż odcięcie Internetu lub problemy z zaopatrzeniem w żywność.

George W. Bush w Gabinecie Owalnym informuje Amerykanów o rozpoczęciu operacji „Iracka Wolność”, 19 marca 2003 r. (fot. domena publiczna).

Czy dowody na powiązanie między Irakiem i Al-Kaidą zostały sfabrykowane, by usprawiedliwić wojnę? Trudno to jednoznacznie określić z powodu braku dowodów. Z jednej strony może dziwić, że w dziewięć dni po zamachu poznano połączenia, których nie odkryto przez wiele wcześniejszych lat. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że wszystkie amerykańskie służby zostały zagonione do pracy nad tylko jedną kwestią: znalezieniem winnych. Byli wściekli i dobrze zmotywowani, zaś dziewięć dni to jednak sporo czasu.

Wiele kwestii związanych z wybuchem wojny pozostaje niejasnych. Wciąż nie ma pewności co do motywów, pobudek i powiązań. Dysponujemy wieloma poszlakami, brak nam jednak dowodów – na nie musimy jeszcze poczekać. Możemy się jednak skupić na tym, co wiemy, czyli przebiegu działań wojennych.

Wojna puka do drzwi

2500 lat wojny cywilizacji. Konflikt na Bliskim Wschodzie nigdy się nie skończy!

Czytaj dalej...
20 marca 2003 roku o 2:30 rano rozpoczęto bombardowanie Bagdadu. Nastąpiło to półtorej godziny po wygaśnięciu 48-godzinnego ultimatum, w którym wezwano Husajna i dwóch jego synów do poddania się. Bombardowanie miało na celu zabicie dyktatora oraz 55 wysokich oficerów jego reżimu. Naloty zaplanowano jako chirurgiczne. Nad al-Dora, rolniczy teren pod Bagdadem gdzie spodziewano się zastać Husajna wraz z synami, wysłano dwa niewidzialne dla radaru bombowce F-117 Nighthawk, które zrzuciły 4 naprowadzane laserowo bomby GBU-27 Paveway III. Podczas Pierwszej wojny w Zatoce z powodu potężnej mocy piloci nazywali je pieszczotliwie „Młotami”, broń ta bowiem przeznaczona była do niszczenia bunkrów. Cztery prawie tonowe bomby mogły zakończyć konflikt przed jego rozpoczęciem, gdyby Husajn tam był. Tymczasem nie było go tam, a po fakcie okazało się, że nie było go tam w ogóle od 1995 roku, nie wiadomo więc, skąd pomysł, że akurat tam go zastaną.

Irakijczycy założyli, że mają do czynienia z powtórką z roku 1991: najpierw nastąpi długa uwertura precyzyjnych nalotów i bombardowań, niszcząca punkty oporu i infrastrukturę obronną. Tak jednak nie było – dowództwo wojsk Koalicji postanowiło przeprowadzić błyskawiczne uderzenie wojsk lądowych. Wspierane przez siły lotnicze jednostki zmotoryzowane i pancerne miały przeć z dużą prędkością w głąb terytorium Iraku, omijając po drodze punkty oporu i starając się nie atakować, jeśli nie było to strategicznie konieczne. Celem tej taktyki było podkopanie morale obrońców, a może nawet doprowadzenie do wybuchu rebelii skierowanej przecie Husajnowi. Nazwano to doktryną „Shock and Awe” chyba jedynie dlatego, że Blitzkrieg źle się kojarzył.

F-117 Nighthawk w czasie bombardowania (fot. domena publiczna).

Na początku wydawało się, że oficerowie Koalicji chyba zapomnieli, jaką taktykę przyjęli. Wojna wybuchła, bombardowania trwały, czołgi jednak nie ruszyły. Wydawało się, że siły amerykańskie, brytyjskie i australijskie stoją i czekają. Spowodowane to było dwoma czynnikami: ekologią i ekonomią.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Tomasza Kruka pt. „Dramat Afganistanu: XX wiek” :

Tomasz Kruk Dramat Afganistanu XX wiek okładka Autor: Tomasz Kruk
Tytuł: „Dramat Afganistanu: XX wiek”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-65156-20-4

Stron: 83

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)
Zobacz też nasze pozostałe e-booki!

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Przemysław Mrówka

Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org