Druga wojna w Zatoce Perskiej – sukces i gorycz „stabilizacji” (cz. 1)

Ktokolwiek wierzył, że XXI wiek przyniesie koniec wojnom, ten 20 marca 2003 roku przekonał się, jak bardzo jest w błędzie.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Zobacz też: Bliski Wschód - miejsce starcia cywilizacji? [historia, artykuły, publicystyka]

Kiedy 11 września 2001 roku padały wieżowce Centrum Handlu Światowego, jeszcze zanim obie wieże skończyły swój upadek, wiadomo było, że ktoś za to odpowie. Na pokojowe rozwiązanie szans nie było – nie w momencie, gdy od razy przypomniał się ludziom atak na Pearl Harbor, stanowiący po dziś dzień bolesną kartę historii Amerykanów. Polaków może to dziwić, Amerykanie jednak tylko dwa razy w historii swego kraju zostali niespodziewanie zaatakowani, nie są więc do tego przyzwyczajeni. Skoro więc atak na Hawaje wyzwolił tak gwałtowną reakcję, można było oczekiwać, że i atak na Nowy Jork pchnie USA do wojny. I to rychło.

Nobody expects the American invasion!

Saddam Hussein w czasie wojny iracko-irańskiej w latach 80. (fot. AFP, domena publiczna).
Dlaczego połączone siły amerykańsko-brytyjsko-australijsko-polskie zaatakowały właśnie Irak? Zasadniczo z trzech powodów. Chronologicznie pierwszy sięga aż do pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, od tego bowiem czasu stosunki między Irakiem i państwami dawnej koalicji były bardzo napięte. W roku 1998 Bill Clinton podpisał Iraq Liberation Act, wpisując usunięcie dyktatury Husajna w politykę USA. Wiadomo więc było, że przy pierwszej nadarzającej się sposobności Stany zakończą to, co zaczęły na początku lat 90.

Po drugie, 20 września 2001 roku podczas wystąpienia George'a W. Busha w Kongresie upubliczniono materiały dotyczące powiązań między Al-Kaidą i Al-Muchabaratem, czyli iracką służbą wywiadowczą. Były one wystarczające by przyjąć, iż skłócony z USA Irak wspiera działania wymierzone w jego zaciętego wroga.

Po trzecie, obywateli amerykańskich atak na World Trade Center rozsierdził. Dokładnie tak, jak w 1941 roku, tak i teraz zaczęli domagać się odpłaty. Nastroje prowojenne zaczęły galopująco wzrastać – w lutym 2003 roku 64% obywateli domagało się rozpoczęcia działań wojennych. Była to wystarczająca legitymacja, by Bush mógł przystąpić do pieczenia obydwu pieczeni: ukarania winnych ataku na WTC i pozbycia się reżimu Husajna.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy powodach wojny. Często słyszy się argumenty, że tak naprawdę USA wypowiedziały Irakowi wojnę z powodu ropy oraz potrzeby naprężenia muskułów i pokazania, że wciąż są w stanie rozdawać karty. Po pierwsze: oczywiście, że chodziło o ropę, gdyż jest to jeden z najcenniejszych zasobów strategicznych globu. Cywilizacja początku XXI wieku stoi na silniku spalinowym, bez którego nie dało by się utrzymać niczego w ruchu – obojętne, czy chodzi o handel, służbę zdrowia, rolnictwa czy rozrywki. Zaś jedne z największych zasobów tego surowca znajdują się w regionie z największą liczbą punktów zapalnych na całym świecie. Powiedzmy to bez ogródek: tylko skończony głupiec nie będzie dążył do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego swojego państwa. Podobnie z drugim argumentem: nie jest niczym specjalnie niespotykanym dążenie państw do pokazania się jako silnych i znaczących, z którymi należy się liczyć i których nie należy atakować.

Nie sądzę też, by przedstawianie Busha jako krwiożerczego watażki było uzasadnione. Każdym demokratycznie wybranym politykiem kieruje głównie jedna motywacja: utrzymanie się na stołku. W świecie, który ma za sobą całkiem sporo wojen i nie chce następnej, prowadzenie jakiejkolwiek jest niemal politycznym samobójstwem. Prawie każdy przywódca, który prowadził po 1989 roku jakąś wojnę, już tym przywódcą nie jest. Niszczą one poparcie społeczne bardziej, niż odcięcie Internetu lub problemy z zaopatrzeniem w żywność.

George W. Bush w Gabinecie Owalnym informuje Amerykanów o rozpoczęciu operacji „Iracka Wolność”, 19 marca 2003 r. (fot. domena publiczna).

Czy dowody na powiązanie między Irakiem i Al-Kaidą zostały sfabrykowane, by usprawiedliwić wojnę? Trudno to jednoznacznie określić z powodu braku dowodów. Z jednej strony może dziwić, że w dziewięć dni po zamachu poznano połączenia, których nie odkryto przez wiele wcześniejszych lat. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że wszystkie amerykańskie służby zostały zagonione do pracy nad tylko jedną kwestią: znalezieniem winnych. Byli wściekli i dobrze zmotywowani, zaś dziewięć dni to jednak sporo czasu.

Wiele kwestii związanych z wybuchem wojny pozostaje niejasnych. Wciąż nie ma pewności co do motywów, pobudek i powiązań. Dysponujemy wieloma poszlakami, brak nam jednak dowodów – na nie musimy jeszcze poczekać. Możemy się jednak skupić na tym, co wiemy, czyli przebiegu działań wojennych.

Wojna puka do drzwi

20 marca 2003 roku o 2:30 rano rozpoczęto bombardowanie Bagdadu. Nastąpiło to półtorej godziny po wygaśnięciu 48-godzinnego ultimatum, w którym wezwano Husajna i dwóch jego synów do poddania się. Bombardowanie miało na celu zabicie dyktatora oraz 55 wysokich oficerów jego reżimu. Naloty zaplanowano jako chirurgiczne. Nad al-Dora, rolniczy teren pod Bagdadem gdzie spodziewano się zastać Husajna wraz z synami, wysłano dwa niewidzialne dla radaru bombowce F-117 Nighthawk, które zrzuciły 4 naprowadzane laserowo bomby GBU-27 Paveway III. Podczas Pierwszej wojny w Zatoce z powodu potężnej mocy piloci nazywali je pieszczotliwie „Młotami”, broń ta bowiem przeznaczona była do niszczenia bunkrów. Cztery prawie tonowe bomby mogły zakończyć konflikt przed jego rozpoczęciem, gdyby Husajn tam był. Tymczasem nie było go tam, a po fakcie okazało się, że nie było go tam w ogóle od 1995 roku, nie wiadomo więc, skąd pomysł, że akurat tam go zastaną.

Irakijczycy założyli, że mają do czynienia z powtórką z roku 1991: najpierw nastąpi długa uwertura precyzyjnych nalotów i bombardowań, niszcząca punkty oporu i infrastrukturę obronną. Tak jednak nie było – dowództwo wojsk Koalicji postanowiło przeprowadzić błyskawiczne uderzenie wojsk lądowych. Wspierane przez siły lotnicze jednostki zmotoryzowane i pancerne miały przeć z dużą prędkością w głąb terytorium Iraku, omijając po drodze punkty oporu i starając się nie atakować, jeśli nie było to strategicznie konieczne. Celem tej taktyki było podkopanie morale obrońców, a może nawet doprowadzenie do wybuchu rebelii skierowanej przecie Husajnowi. Nazwano to doktryną „Shock and Awe” chyba jedynie dlatego, że Blitzkrieg źle się kojarzył.

F-117 Nighthawk w czasie bombardowania (fot. domena publiczna).

Na początku wydawało się, że oficerowie Koalicji chyba zapomnieli, jaką taktykę przyjęli. Wojna wybuchła, bombardowania trwały, czołgi jednak nie ruszyły. Wydawało się, że siły amerykańskie, brytyjskie i australijskie stoją i czekają. Spowodowane to było dwoma czynnikami: ekologią i ekonomią.

Polecamy e-book Tomasza Kruka pt. „Dramat Afganistanu: XX wiek” :

Tomasz Kruk
„Dramat Afganistanu: XX wiek”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 83
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-20-4

W 1991 roku podczas bombardowań Saddam Husajn podpalił szyby naftowe. Spowodowało to wstrzymanie produkcji ropy, co jednak, po ugaszeniu szybów, dało się szybko naprawić. Wywołało to jednak katastrofę ekologiczną: ciemny, gęsty dym z płonącej ropy zasnuwał horyzont, do atmosfery zaś dostawało się tyle zanieczyszczeń, że tereny wokół najbardziej nawet trujących fabryk i elektrowni przypominają uzdrowisko. By tym razem tego uniknąć, wysłano oddziały specjalne: brytyjską 3 Brygadę Komandosów Królewskiej Piechoty Morskiej, amerykańską 1. Jednostką Ekspedycyjną Piechoty Morskiej oraz polską Jednostkę Wojskową GROM. Tej samej nocy, kiedy na Bagdad spadły pierwsze bomby, do akcji ruszyli komandosi. Zajęto pola naftowe i port w Umm Kasr, zaś Jednostka Wojskowa Formoza wraz z Navy SEAL’s zajęły terminale naftowe oraz platformy wiertnicze.

Dopiero wtedy ruszyła ofensywa. Dowodzący połączonymi siłami generał McKiernan chciał przeprowadzić połączony atak z dwóch stron, od północy i południa, Turcja jednak nie wyraziła zgody na przepuszczenie wojsk koalicji. Przeprowadzono więc atak wyłącznie z terytorium Kuwejtu oraz stojących w Zatoce Perskiej okrętów. Przyjrzyjmy się więc wojskom, które ten rozkaz wykonały

Ordre de bataille

Siły Koalicji podlegały amerykańskiemu United States Central Command, jednemu z dziewięciu dowództw regionalnych podległych pod Departament Obrony i zarazem najbardziej zapracowanemu, bowiem w obszarze jego kompetencji zawierają się Bliski Wschód, Egipt, Sudan, Somalia i kilka jeszcze krajów, na szczęście dla jego oficerów bez Izraela, Syrii i Libanu. Dopiero 6 lutego 2007 roku zmieniono organizację dowództw i USCENTCOM pozbył się na rzecz United States Africa Command odpowiedzialności za wszystkie państwa afrykańskie oprócz Egiptu.

Siły Koalicji składały się z czterech członów: amerykańskiego, brytyjskiego, australijskiego i polskiego. Przyjrzyjmy się im po kolei.

Najliczniejsze wojska amerykańskie składały się zasadniczo z elementów Trzeciej Armii czyli właśnie USCENTCOM, dowodzonej przez generała Davida McKiernana. Można natrafić także na określenie United States Army Central i skrót ARCENT, jest to jednak ta sama jednostka. Oddziały wydzielone do wzięcia udziału w inwazji połączono w Piąty Korpus dowodzony przez generała Williama Wallace’a. W jego skład wchodziły: 1 Batalion 41 Pułku Piechoty 1 Dywizji Pancernej, tak zwanych „Old Ironsides”, dowodzonej przez generała porucznika Ricardo Sancheza, 3 Dywizja Piechoty „Rock of Marne” generała Buforda Blounta, 101 Dywizja Powietrznodesantowa „Screaming Eagles” generała Davida Petraeusa, jednostki wydzielone z 1 Dywizji Kawalerii generała Joego Petersona (kilka niewielkich jednostek przydzielonych do większych zgrupowań celem przeprowadzenia desantów helikopterowych lub zabezpieczenia niebezpiecznych substancji), 1 Batalion 26 Pułku Piechoty 1 Dywizji Piechoty „Big Red One” generała majora Johna Batiste, 13 Korpus Zabezpieczenia Logistycznego, 642 Kompania Inżynieryjna oraz 725 Kompania Artylerii 10 Dywizji Piechoty Górskiej.

Drugim elementem sił amerykańskich były oddziały piechoty morskiej połączone w 1 Jednostkę Ekspedycyjną Piechoty Morskiej pod dowództwem generała Jamesa Conwaya. W jej skład wchodziła 1 Dywizja Piechoty Morskiej generała Jamesa Mattisa oraz brytyjska 1 Dywizja Pancerna dowodzona przez generała porucznika Robina Vaughana Brimsa. W skład grupy Conwaya włączono także siły polskie i australijskie, czyli odpowiednio: GROM oraz część 4 Brodnickiego Pułku Chemicznego i wydzielone elementy australijskich sił specjalnych, głównie z 4 Królewskiego Australijskiego Pułku Komandosów. Zarówno w przypadku Australijczyków jak i Polaków były to siły symboliczne. Wyjątkiem była Jednostka Wojskowa GROM, która wzięła faktyczny udział w działaniach wojennych pełniąc w nich ważną rolę. W sumie wojska lądowe liczyły około 120 000 żołnierzy.

Lotniskowiec USS Harry S. Truman (fot. domena publiczna).

Ważnym elementem była także flota. Z niej desantowała się duża część jednostek, zapewniała ona również wsparcie logistyczne oraz artyleryjskie. Było to potężne zgrupowanie, podzielone na następujące grupy:

  • Grupa Bojowa Constellation: lotniskowiec klasy Kitty Hawk, USS Constellation, dwa krążowniki klasy Ticonderoga, USS Valley Forge i USS Bunker Hill, dwa niszczyciele rakietowe klasy Arleigh Burke, USS Milius i USS Higgis, niszczyciel klasy Spruance, USS Fletcher, fregata klasy Oliver Hazard Perry USS Thach, szybki transportowiec klasy Supply, USNS Rainier oraz okręt podwodny klasy Los Angeles, USS Columbia.
  • Grupa Bojowa Harry S Truman: lotniskowiec klasy Nimitz, USS Harry S. Truman, krążownik klasy Ticonderoga, USS San Jacinto, trzy niszczyciele rakietowe klasy Arleigh Burke, USS Mitscher, USS Donald Cook i USS Oscar Austin, dwa niszczyciele klasy Spruance, USS Briscoe i USS Deyo oraz fregata klasy Oliver Hazard Perry, USS Hawes. Dodatkowo płynęły dwa okręty zaopatrzeniowe, tankowiec USNS Henry J. Kaiser i okręt amunicyjny USNS Kilauea.
  • Grupa Bojowa Abraham Lincoln: lotniskowiec klasy Nimitz, USS _Abraham Lincoln, dwa krążowniki klasy Ticonderoga, USS Mobile Bay i USS Shiloh, niszczyciel rakietowy klasy Arleigh Burke, USS Paul Hamilton i dwie fregaty klasy Oliver Hazard Perry, USS Crommelin i USS Reuben James, okręt podwodny klasy Los Angeles USS Honolulu i szybki okręt zaopatrzeniowy klasy Sacramento, USS Camden.
  • Grupa Bojowa Theodore Roosevelt: lotniskowiec klasy Nimitz, USS Theodore Roosevelt, dwa krążowniki klasy Ticonderoga, USS Anzio i USS Cape St. George, trzy niszczyciele klasy Arleigh Burke, USS Arleigh Burke, USS Porter i USS Winston S. Churchill, fregata klasy Oliver Hazard Perry, USS Carr i szybki okręt zaopatrzeniowy klasy Supply, USNS Arctic.
  • Grupa Bojowa Kitty Hawk: lotniskowiec USS Kitty Hawk, dwa krążowniki klasy Ticonderoga, USS Chancellorsville i USS Cowpens, niszczyciel klasy Arleigh Burke, USS John S. McCain, dwa niszczyciele klasy Spruance, USS O’Brien i USS Cushing, dwie fregaty klasy Oliver Hazard Perry, USS Vandergrift i USS Gary oraz okręt podwodny klasy Los Angeles, USS Bremerton.
  • Grupa Wodnodesantowa Nassau: okręt desantowy klasy Tarawa, USS Nassau i dwa okręty desantowe-doki: jeden klasy Whidbey Island, USS Tortuga i USS Austin, pierwszy okręt tej klasy.
  • Grupa Wodnodesantowa Tarawa: okręt desantowy USS Tarawa i dwa okręty desantowe-doki: jeden klasy Whidbey Island, USS Rushmore i jeden klasy Austin, USS Duluth. Dodatkowo przydzielono jej też mający pilnować terminali naftowych kuter Straży Wybrzeża, USCGC Boutwell.
  • Wodnodesantowy Komponent Wydzielony – Wschód: dwa okręty desantowe klasy Wasp, USS Kearsarge i USS Bataan, okręt desantowy klasy Tarawa, USS Saipan, okręt desantowy klasy Austin, USS Ponce i trzy okręty desantowe klasy Whidbey Island, USS Portland, USS Gunston Hill i USS Ashland.
  • Wodnodesantowy Komponent Wydzielony – Zachód: dwa okręty desantowe klasy Wasp, USS Boxer i USS Bonhomme Richard, dwa okręty desantowe klasy Austin, USS Cleveland i USS Dubuque oraz trzy okręty desantowe klasy Whidbey Island, USS Anchorage, USS Comstock i USS Pearl Harbour.
  • Zgrupowanie Połączonych Sił Uderzeniowych, Róg Afryki: okręt dowodzenia klasy Blue Ridge, USS Mount Whitney.
  • 31 Eskadra Poławiaczy Min: dwa poławiacze min klasy Avenger, USS Ardent i USS Dextrous oraz dwa przybrzeżne poławiacze min klasy Osprey, USS Cardinal i USS Raven.

Polecamy e-book: „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”

„Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”
Liczba stron: 480
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-62329-99-1

Zespół brytyjski, noszący nazwę Grupy Operacyjnej Marynarki 2003, składał się z lotniskowca klasy Invincible, HMS Ark Royal, okrętu desantowego HMS Ocean, pierwszego tej klasy, trzech niszczycieli Type 42, HMS Liverpool, HMS Edinburgh i HMS York, fregaty Type 23 HMS Marlborough, dwóch poławiaczy min HMS Grimsby (klasy Sandown) oraz HMS Ledbury (klasy Hunt). Dodatkowo towarzyszyła jej eskadra okrętów pomocniczych: tankowiec RFA Fort Victoria, okręty zaopatrzeniowe RFA Fort Rosalie i RFA Fort Austin, statek szpitalny RFA Argus, tankowiec pomocniczy RFA Orangeleaf oraz trzy logistyczne okręty desantowe klasy Round Table, HMS Sir Perceval, HMS Sir Galahad i HMS Sir Tristram.

Jak widać, zgrupowanie floty było potężne, to nią bowiem planowano głównie operować. Co do sił lądowych, prezentują się zdecydowanie mniej okazale, zwłaszcza w porównaniu do sił zgromadzonych do ataku w 1991 roku, kiedy same Stany Zjednoczone wystawiły ponad 600 000 żołnierzy. Pamiętajmy jednak, że wysłane w 2003 roku siły uzbrojone były w sprzęt nieporównanie nowocześniejszy niż przed 12 laty i dający siłę ognia, o której piechurzy z początku lat 90. mogli tylko marzyć. Inny był także przeciwnik: Irak Husajna w 1991 roku posiadał potężną, choć nieco przestarzałą armię, z którą armia iracka anno domini 2003, po 12 latach embarga i sankcji gospodarczych, nie mogła się równać.

Bibliografia:

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Przemysław Mrówka
Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wszystkie teksty autora

Polecane artykuły
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy