Autor: Karolina Ptak
Tagi: Artykuły, Historia społeczna, Historia kultury i sztuki, XIX wiek, Polska
Opublikowany: 2020-05-19 07:45
Licencja: wolna licencja

Duch wielkiego króla w katedrze na Wawelu. Historia witrażu Stanisława Wyspiańskiego

Oblicze Kazimierza Wielkiego, który powstał ze snu śmiertelnego z twarzą trupią i koroną na głowie, budzi uzasadniony niepokój – tym bardziej, że nie jest to wyłącznie fantazja artysty. Stanisław Wyspiański zaprojektował ten nietypowy witraż nawiązując do szczególnego wydarzenia, które miało miejsce w 1869 roku w wawelskiej katedrze…
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Stanisław Wyspiański, Kazimierz Wielki, [1899-1900] – fragment projektu witraża do katedry wawelskiej, źródło: polona.pl, sygn. II 69.274 A, domena publiczna.

Zamek Królewski i katedra na wzgórzu wawelskim w dobie zaborów była dla wielu mieszkańców dawnych ziem polskich ważnym symbolem narodowym. W te stare mury wpatrywali się coraz bardziej świadomi swojej tożsamości Polacy, z nadzieją na odzyskanie wolności i oswobodzenie się spod jarzma obcych mocarstw. Wawel jednak coraz mniej przypominał o dawnej świetności Królestwa Polskiego. Zawilgocone i zszarzałe ściany zdawały się podzielać los „swoich poddanych”. Na pogarszającą się kondycję zamku, oprócz upływającego czasu, wpłynęła także decyzja władz austriackich o umieszczeniu tam koszar wojskowych. Co kilka lat powracała kwestia renowacji dawnej siedziby władców polskich, jednak z braku wystarczających środków finansowych nie było to możliwe. Dopiero pod koniec XIX wieku pojawiła się szansa na przejęcie zamku z rąk władz wojskowych. W międzyczasie z zebranych składek publicznych rozpoczęto prace nad odbudową samej katedry. Priorytetem było wzmocnienie zewnętrznych murów kościoła i przywrócenie mu gotyckiego wyglądu. W drugim etapie planowano restaurację wnętrza świątyni oraz znajdujących się w niej zabytków. Nowego blasku katedrze miały dodać współcześnie wykonane polichromie i witraże. Wszystkim tym działaniom zapewne z wielkim zainteresowaniem przyglądał się Stanisław Wyspiański.

Wawel – polskie Akropolis

Wzgórze wawelskie zajmowało szczególne miejsce w sercu krakowskiego artysty i od pierwszych lat życia pobudzało jego wyobraźnię. Tuż u podnóża zabytkowego gmachu znajdowała się pracownia rzeźbiarska jego ojca, Franciszka. W jednym z wierszy artysta wspomni potem tę białą izbę – „żyjącą figur zmarłych wielkich tłumem”. Wawel, z którym Wyspiański wiązał swoje młodzieńcze uczucia, towarzyszył mu nieustannie i niejednokrotnie pojawiał się w jego późniejszych pracach. Interesujący zwłaszcza wydaje się pomysł przebudowy Wawelu, którego ideą było stworzenie „polskiego Akropolis”. Według założeń projektu na wzgórzu miały się znaleźć najważniejsze dla państwa i społeczeństwa obiekty – łącznie z siedzibą sejmu, muzeum narodowym, szkołą, teatrem greckim z siedzeniami wykutymi w skale, a nawet stadionem „na którem młodzieńce po laury sięgną”. Do mapy wzajemnych powiązań między artystą a wawelskim zamkiem należałoby dodać żarliwy patriotyzm, który dojrzewał w nim pod wpływem otoczenia i atmosfery Krakowa. Świeże były jeszcze wspomnienia powstania styczniowego. W działalność konspiracyjną zaangażowany był jego ojciec, ale również w gronie późniejszych pedagogów i znajomych nie brakowało osób szczególnie oddanych sprawom ojczyzny. Nie dziwi więc to, że Wyspiańskiemu bardzo zależało na tym, aby mieć udział w odbudowie niezwykłego monumentu polskiej historii jakim jest Wawel. Z tych marzeń jednak nic nie wyszło. Nowatorskie i czasem rewolucyjne wizje zwyczajnie nie przypadły do gustu wielbicielom tradycyjnej sztuki. Wydaje się, że na przeszkodzie stał także trudny charakter przedstawiciela nowego trendu. Adam Grzymała-Siedlecki z dozą humoru wspomniał po latach Wyspiańskiego jako człowieka, który nie znosił sprzeciwu:

Tak jednak nauczył się poskramiać swoją krewkość, że chwile jego irytacji i obrazy poznawaliśmy jedynie po nerwowym ruchu zapinania surduta na guziki. Byłaby w tym geście jakaś mimowolna symbolika przesunięcia sytuacji na grunt zimnego konwenansu, gdyby nie zwykła w takich wypadkach humorystyka, polegająca na tym, że nigdy nie potrafił tak się zapiąć, by odpowiedni guzik przypadał na odpowiednią dziurkę klapy (Z. Kępiński, Stanisław Wyspiański, Warszawa 1984, s. 186).

Stanisław Wyspiański należał do tych artystów, którzy nie godzą się na kompromisy. Każde swoje dzieło dopracowywał w najmniejszym szczególe i bardzo niechętnie wprowadzał zmiany sugerowane przez zleceniodawców. Mawiano z przekąsem, że już w pierwszym dniu stworzenia świata krzyknąłby „Nie tak, Panie Boże!”. Niechęć do prowadzenia dialogu na temat własnych pomysłów, które uważał za jedyne i słuszne, doprowadziły do sporu z architektem Sławomirem Odrzywolskim przy renowacji kościoła w Bieczu. Wyspiański skarżył się w liście do Lucjana Rydla, że kwestionuje on każdy szczegół jego rysunków. Cała sprawa nie miałby takiego znaczenia gdyby nie fakt, że to właśnie Sławomirowi Odrzywolskiemu powierzono prace nad odbudową katedry. Trudna współpraca prawdopodobnie była powodem, dla którego Wyspiański nawet nie przedstawił projektów witraży odpowiedniej komisji.

Stanisław Wyspiański – fotografia wykonana w 1897 r., fot. Szymon Balicer, Muzeum Narodowe w Warszawie , domena publiczna.

W niewielkiej pracowni przy placu Mariackim przygotowywał szkice do dwunastu okien. Cztery z nich przeniósł na większe kartony. Każdy obraz w zamyśle miał być dopełniony poprzez słowo, rapsod sławiący uwiecznionych na kolorowym szkle bohaterów. Artysta poświęcił temu dziełu co najmniej pół roku, chociaż szanse na to, że witraże wypełnią podłużne okna wawelskiej katedry były znikome. Na jednym z kartonów przedstawił dosyć nietypowy portret króla Kazimierza Wielkiego. Inspirację do niego Stanisław Wyspiański czerpał z wydarzeń, które miały miejsce dokładnie w tym samym roku, w którym artysta przyszedł na świat. Zamierzano wówczas odnowić popadający w coraz większą ruinę sarkofag ostatniego z Piastów. Stanisław Estreicher zanotował w pamięci silne wrażenie, jakie wywarł na Wyspiańskim czytany przez niego artykuł Józefa Szujskiego, historyka i świadka owych wydarzeń z 1869 roku. O głębokim zainteresowaniu artysty tym tematem świadczą także wspomnienia profesora historii sztuki, Juliana Pagaczewskiego, spisane po latach przez jego ucznia. Pagaczewski opowiadał, jak pewnego razu porządkując dokumentację po zmarłym profesorze archeologii Józefie Łepkowskim, natknął się na protokoły otwarcia grobowca Kazimierza Wielkiego. Traf chciał, że akurat w drzwiach gabinetu pojawił się Wyspiański. Artysta ponoć do późnej nocy wczytywał się w te stare akta. Co tak bardzo przykuwało jego uwagę? Jedynym sposobem aby się tego dowiedzieć jest pójście śladami artysty i poznanie okoliczności renowacji krakowskiej tumby, przeprowadzonej w czerwcu 1869 roku.

Tajemnica sarkofagu Kazimierza Wielkiego

Prace restauratorskie rozpoczęto od zdemontowania marmurowych płyt, aby w dalszej kolejności poddać je szczegółowej renowacji i uzupełnić ubytki. Po tych zabiegach miały one zostać ponownie przymocowane do ceglanych ścian grobowca. 14 czerwca konserwator Paweł Popiel wraz z dwoma majstrami kamieniarstwa udali się do katedry, aby sprawdzić stan cegieł. Nie przypuszczano, aby ciało króla zostało umieszczone w środku tumby. Zazwyczaj władców chowano pod posadzką kościoła. Konserwator tknięty przeczuciem, a być może kierując się zwyczajną ciekawością, wyjął dwie cegły od zachodniej strony. Światło kaganka nie pozwalało zbyt wiele dojrzeć, ale z pewnością mógł stwierdzić, że grobowiec nie był pusty. Postanowił zamurować otwór i zwołać następnego dnia grono odpowiednich osób. W pamiętniku zanotował, że tej nocy nie mógł zasnąć. 15 czerwca ponownie otwarto grobowiec, a protokół z dokonanych czynności sporządził Józef Łepkowski. Szczątki króla znaleziono w nieładzie. Po głębszych analizach okazało się, że drewniana trumna z ciałem musiała być pierwotnie położona ok. 60 centymetrów ponad poziomem posadzki, na metalowej kracie podtrzymywanej przez cztery poprzeczne szyny. Krata i spróchniała trumna rozsypały się i wraz ze szczątkami króla spadły na dno grobowca. Przy oględzinach obecny był między innymi Jan Matejko, późniejszy nauczyciel Wyspiańskiego, który odrysował królewskie insygnia – nadal pozostające w grobie. Na miejscu był również dziennikarz „Czasu”, który w swojej relacji zaproponował, aby malarz sporządził rysunek całego wnętrza – „od godziny bowiem 10ej rano do 6ej wieczorem (…), z niezmordowaną pilnością, ciągle patrzył w tę posępną głębię”. O godzinie 6-stej po południu ponownie zamurowano ściany grobowca. Kolejnego otwarcia dokonano tydzień później, 21 czerwca. Tym razem akt ten miał charakter bardziej uroczysty, śpiewano psalmy i religijne pieśni. Protokół, jak za poprzednim razem, spisywał Józef Łepkowski.

Fotografia sarkofagu Kazimierza Wielkiego wykonana przez Walerego Rzewuskiego w 1861 r. (przed renowacją), źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie, sygn. MNK XX-f-2196 , domena publiczna.

Przy zapełnionym kościele najpierw wykonano dwa otwory, od strony wschodniej i zachodniej, a nienaruszone wnętrze grobu odrysował Jan Matejko. Następnie przystąpiono do czynności związanych z przeniesieniem szczątków królewskich do tymczasowej trumny z drewna świerkowego. Do wnętrza sarkofagu wszedł profesor anatomii i po kolei wyjmował każdą kość, która przechodziła między innymi przez ręce Józefa Szujskiego i Jana Matejki. W swoim artykule historyk zanotował, że czaszka o regularnym kształcie z pełnym uzębieniem wydała mu się godnym mieszkaniem dla „Wielkiego ducha”. Z tumby Kazimierza Wielkiego wydobyto ponadto: miedzianą koronę pokrytą grubą warstwą złota, górną część berła (drewniany trzonek nie zachował się), jabłko świata z krzyżem, złoty pierścień z ametystem, ostrogi, dziesięć guzików od sukni, szczątki włosów, pozostałości starej trumny i ciężki jedwabny materiał o spłowiałym kolorze, z zachowanym ozdobnym wzorem. Nowa trumna została przeniesiona do kaplicy Wazów, gdzie razem z insygniami można ją było oglądać przez odgradzającą kratę. Dla zebranych w katedrze była to wyjątkowa chwila, a we wspomnieniach świadków pozostał ślad głębokiego wzruszenia i załzawionych oczu spoglądających na szczątki wielkiego władcy – króla Polski. Po zakończeniu uroczystości członkowie komisji podpisali protokół. Postanowiono o zachowaniu kilku przedmiotów z grobu – dwóch guzików i pierścienia. Spróchniała trumna miała zostać przekazana muzeum archeologicznemu, skąd następnie jej pozostałości w formie relikwii miały być rozesłane po Polsce.

Polecamy e-book Sebastiana Adamkiewicza „Zrozumieć Polskę szlachecką”

Sebastian Adamkiewicz
„Zrozumieć Polskę szlachecką”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 82
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-4-6

Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!

Insygnia grobowe Kazimierza Wielkiego, fotografia wykonana przez Walerego Rzewuskiego, źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie, sygn. MNK XX-k-2970, domena publiczna.

Józef Szujski na początku swojego artykułu napisał, że tak jak dzień 21 czerwca napełnił go serdecznymi uczuciami i nadzieją, dzień 23 czerwca – głębokim smutkiem. Znany historyk nie miał jednak na myśli żalu wywołanego nastrojem chwili. Dokładnie 23 czerwca, a więc dwa dni po uroczystości, krakowski dziennik „Kraj” opublikował artykuł, w którym w mocnych słowach skrytykowano jej uczestników. Oskarżono komisję o nienależyte poszanowanie dla królewskich szczątków, a wręcz o profanację grobu i rozkradanie narodowych pamiątek. Na kolejnych stronach gazety padły zarzuty o to, że wśród przypadkowo zebranej garstki osób nie było reprezentacji całego narodu, a informację o tak doniosłym wydarzeniu trzymano w ukryciu. Tych, którzy brali udział w wyjmowaniu szczątków króla Kazimierza określono mianem „niepowołanych groboburców” i „amatorów grabarzy”. Tego samego dnia wystosowano protest, pod którym mogli podpisywać się mieszkańcy Krakowa. Żądano, aby wszystkie pamiątki, łącznie z kawałkami metalowej kraty i spróchniałej trumny, zostały z powrotem złożone do grobu. Pod społeczną presją niektórzy członkowie komisji pisali listy wyjaśniające ich stanowisko wobec powziętej 21 czerwca decyzji. Na łamach „Czasu” zamieszczono list Józefa Łepkowskiego, w którym archeolog podał do publicznej wiadomości, że opowiedział się za pozostawieniem wszystkich przedmiotów w grobie. List do redakcji „Czasu” wysłał również Jan Matejko. Malarz prosił o zachowanie królewskiego pierścienia jako symbolu łączącego przeszłość z przyszłością, a także próchna starej trumny – „i w nim miłość iskrę wskrzesić może”. Obie konkurujące ze sobą redakcje – „Kraju” i „Czasu”, ogłosiły zbiórkę składek na nową trumnę dla króla, jedna preferowała szklaną (tak, aby każdy mógł zobaczyć szczątki Kazimierza Wielkiego), druga – trumnę metalową. Przebieg publicznej dyskusji oburzył Józefa Szujskiego, który z wyraźną aluzją do kąśliwego materiału prasowego określił siebie mianem „przypadkowego świadka”. Uznał polskie społeczeństwo za trawione chorobą, którą następnie zdiagnozował jako „demonstracyomanię”. Historyk był przeciwny rozpalaniu w narodzie ducha poprzez patriotyczne demonstracje i karmienia go złudnymi marzeniami, które mogłyby doprowadzić do powtórki powstania styczniowego. Uwagi dotyczące składu osób obecnych przy wydobyciu szczątków uznał za przejaw niezdrowej zazdrości. Naród, zamiast w jedności stanąć przed królem, reprezentował sobą nieskładną, wzajemnie się zwalczającą gromadę:

(…)wszyscy drżeć jednako powinniśmy przed wielką postacią wyłaniającą się na światło dzienne, która opuściła grobowe cienie potężnej Polski piastowskiej aby pustemi orbitami spojrzeć w oczy nerwowemu pokoleniu epigonów upadku, goniących za wrażeniami poetycznemi otwierania grobów a tak mało zdających się pojmować wielką prawdę w nich zawartą! (J. Szujski, Wydobycie zwłok Kazimierza Wielkiego i przyszły jego pogrzeb, „Przegląd Polski” lipiec 1869, z. 1, s. 104).

W dzień powtórnego pogrzebu piastowskiego władcy na moment ucichły spory. W żałobnym kondukcie szli delegaci z różnych stron dawnego Królestwa Polskiego (na udział w krakowskich uroczystościach nie otrzymali zgody jedynie przedstawiciele zaboru rosyjskiego). Wielkopolski publicysta, Ignacy Danielewski ze wzruszeniem opisywał to wydarzenie: „ I jam płakał także, bo mi było, jakobym istotnie widział pogrzeb Kazimierza Wielkiego jaki był w 1370 r.” Wyobrażał sobie, że królewskie kości – na moment ożywione, dźwigają się z grobu, aby przemówić do niego i całego narodu. „Czas” relacjonował, że ceremonia przebiegała spokojnie i z powagą, jakby duch wielkiego króla czuwał nad wawelskim wzgórzem. Żałobny pochód zmierzał do katedry wawelskiej, gdzie w odnowionym sarkofagu i miedzianej trumnie spoczęły kości Kazimierza Wielkiego. Do osobnego naczynia włożono kawałki starej kraty i pozostałości drewnianej trumny, dołączono również pamiątkowy dokument zawierający sprawozdanie z otwarcia grobu oraz podpisy świadków.

Jan Matejko, Wnętrze grobu Kazimierza Wielkiego, olej na desce, 1869 r., Muzeum Narodowe w Krakowie, sygn: MNK IX-9, domena publiczna.

Wizja Stanisława Wyspiańskiego

Krakowski artysta śledząc przebieg wydarzeń zwracał uwagę na każdy, nawet najmniejszy szczegół. Postać Kazimierza Wielkiego przedstawiona na witrażu została wyposażona w te same insygnia, które odnaleziono w grobie. Królewski szkielet okrywa spłowiały materiał, strzępy zbutwiałej szaty, na której zachowały się jeszcze ślady bogatego zdobienia. Klamry płaszcza mają kształt tarczy herbowych – jedna swoim zarysem przypomina pieczęć Władysława Łokietka (półorzeł-półlew), druga nawiązuje do pieczęci Kazimierza Wielkiego (orzeł w koronie). Artysta nie zapomniał również o ozdobnym pasie wyrzeźbionym na XIV-wiecznym sarkofagu, który oplata biodra króla-ducha. Dynamika całego przedstawienia sprawia wrażenie, jakby postać piastowskiego władcy unosiła się z otchłani grobowej ciemności i zmierzała ku światłu. Ogień świecy widoczny w górnej części projektu witraża powoli przepełnia żarem spróchniałą pierś królewskiego ducha, mając przywrócić go do życia. Integralną częścią tego wyobrażenia był napisany przez artystę równolegle rapsod, który w wierny sposób oddaje atmosferę wydarzeń z 1869 roku.

Stanisław Wyspiański postanowił przedstawić całą sytuację z perspektywy ducha Kazimierza Wielkiego – gdy przypomnimy sobie wyżej opisane relacje świadków dojdziemy do wniosku, że nie była to wcale wizja odbiegająca od rzeczywistości, ponieważ wówczas w odczuciach wielu ludzi król w istocie powrócił ze świata umarłych. Artysta w swoim poemacie z malarską pamięcią odtworzył niemal najmniejszy szczegół odnotowany ze studiowanych przez niego wcześniej materiałów. Duch króla Kazimierza zagląda w dusze tych, przez których ręce przekazywane są jego kości, czuje zapach świeżo ściętego świerku do nowej trumny, widzi ciemny marmur ze ścian w kaplicy Wazów i ludzi chcących zobaczyć jego trupie oblicze, którzy ściskają rękami zimną, metalową kratę odgradzającą ich od jego tymczasowego miejsca spoczynku. Wyspiański w swojej wizji wiele miejsca poświęcił dwóm ważnym dla niego postaciom. Pierwszą z nich jest malarz Jan Matejko. To jemu przyznał pierwszeństwo spotkania z królem-duchem i sportretował go w sposób nie pozostawiający wątpliwości, że był to człowiek najbardziej godny swojej roli. Matejko przemawia do Kazimierza Wielkiego z ogromnym uczuciem. Jego słowa przejmują królewskie kości dreszczem, malarz wyznaje zamiar wskrzeszania dawnej chwały narodu, wspomina coś o ofierze miłości – „do pocałunku głowę chylił w długich lokach, z oczu mu gorzał żar – taki w prorokach”. Drugą postacią wyróżnioną w poemacie jest historyk Józef Szujski. Ten sam, który w wyżej przytoczonym artykule potępiał tych, co zazdrościli mu możliwości zobaczenia na własne oczy prochów króla. Wyspiański jednak celowo w tym miejscu zmienia bieg wydarzeń. Szujski nie zdążył na otwarcie grobu, trumna jest już dla niego zamknięta. Drżący, z nerwowym spojrzeniem pragnie widzieć króla, w końcu zawstydzony szlocha. W przedstawionej przez Wyspiańskiego ekspiacji znanego badacza dziejów Polski można dopatrywać się także elementu refleksji nad rolą historii. Józef Szujski, który poddawał ocenie panowanie Kazimierza Wielkiego – na jednej szali kładł wielkość a na drugiej wady moralne, teraz leżąc krzyżem przed widziadłem króla, błaga o przebaczenie. Artysta sposobem, w jaki opisuje tę scenę, wydaje się jednak oczyszczać z winy pokutnika: „groby wokoło widziały, że kochał” – a więc Józef Szujski dostaje rozgrzeszenie dlatego, że przemawia przez niego szczere uczucie. Stanisław Wyspiański, bardzo precyzyjny w oddaniu szczegółów, nie traci w swoim przekazie tego, co było najważniejsze w momencie otwarcia średniowiecznego sarkofagu – konfrontacji przeszłości z rzeczywistością podzielonej na zabory Polski. Król w chwili przebudzenia nie pojmuje dochodzących go szeptów, żali, smutków. Dopiero kiedy zdejmują mu z głowy koronę, dochodzi do niego powoli świadomość zmian, jakie zaszły w ciągu pięciuset lat jego nieobecności. Woła pomsty, w jego kościach wzbiera gniew i potężna siła. Duch króla Kazimierza widzi błędy narodu, który rozmiłowany w przeszłości nie żyje naprawdę lecz śpi, popadając w coraz większe odrętwienie i smutek:

Naród mój tak się we swą przeszłość weśnił;

schodził we wszystkie grobowe piwnice,

z trupami się, umarłymi rówieśnił,

badał im w trzewach skonu tajemnicę;

że sam w tych ciągłych łzach i płaczach pleśnił,

bruzdami czoło poorał i lice

i starzał się – w coraz dalsze patrząc groby;

wzrok tężył w mroczne podcienia żałoby.

Stanisław Wyspiański, Kazimierz Wielki, pastel, [1899-1900]. Karton witraża do katedry wawelskiej znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie. Na jego podstawie w 2007 roku Piotr Ostrowski wykonał witraż, prezentowany obecnie w Pawilonie Wyspiańskiego., źródło: pinakoteka.zascianek.pl, domena publiczna.

Wyspiański nawiązał także do diagnozy Józefa Szujskiego, potwierdzając ją spostrzeżeniami królewskiego ducha. „Demonstracyomania” przejawia się w mamieniu narodu przez samozwańczych przywódców, którzy zwalczają się wzajemnie. Żaden z nich nie jest wystarczająco wielki duchem, ale zyskując jedynie pozory siły, prowadzi kraj ku rozpaczy. Ocena Kazimierza Wielkiego jest wymownym komentarzem wobec ówczesnych nastrojów społecznych i nieudanych narodowych powstań. Na zakończenie rapsodu król uwalnia naród spod wpływu fałszywego demagoga, który wkradł się na mównicę i rzuca w niego młotem. Dyptyk Stanisława Wyspiańskiego składający się z witrażowego wyobrażenia i słowa pisanego, stanowi o niepowtarzalności tego artysty. Zestawienie jego „interpretacji” z autentycznymi wydarzeniami pozwala dostrzec z jaką przenikliwością i zaangażowaniem artysta podchodził do interesującego go tematu. Na koniec pozostaje wyrazić żal, że witraże Wyspiańskiego nie zostały wówczas zrealizowane i nie można ich dzisiaj podziwiać, zwiedzając wnętrza wawelskiej katedry.

Bibliografia:

  • „Czas” VI-VII 1869.
  • Danielewski Ignacy, Kazimierz Wielki, król Polski po pięciu wiekach z grobu do nas przemawiający, [Chełmno 1869]
  • Ekielski Władysław, Akropolis. Pomysł zabudowania Wawelu. Obmyśleli Stanisław Wyspiański i Władysław Ekielski w latach 1904-1907 , Kraków 1908.
  • Jakóbczyk-Gola Aleksandra, Żywioły polskości. Symbolika rapsodu Kazimierz Wielki oraz kartonu witraża wawelskiego Stanisława Wyspiańskiego, „Tekstualia” 2/9 (2007).
  • Kępiński Zdzisław, Stanisław Wyspiański, wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1984.
  • „Kraj” (Kraków) VI-VII 1869.
  • Popiel Paweł, Pamiętniki (1807-1892), wyd. Krakowska Spółka Wydawnicza, Kraków 1927.
  • Ristujczina Luba, Stanisław Wyspiański. Artysta i wizjoner, wyd. SBM, 2019.
  • Szujski Józef, Wydobycie zwłok Kazimierza Wielkiego i przyszły jego pogrzeb, „Przegląd Polski” lipiec 1869, z. 1.
  • Wóycicki Kazimierz, Wyspiański i Szujski, wyd. Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Warszawa 1917.
  • Wyspiański Stanisław, Kazimierz Wielki, Kraków 1900.
  • Ziejka Franciszek, Pomsty wszystko woła…O budzeniu ducha narodu przez Stanisława Wyspiańskiego słów kilka, [w:] Stanisław Wyspiański: w labiryncie świata, myśli i sztuki, red. Anna Czabanowska-Wróbel, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009.

redakcja: Mateusz Balcerkiewicz

Polecamy e-book Marka Telera pt. „Kochanki, bastardzi, oszuści. Nieprawe łoża królów Polski: XVI–XVIII wiek”

Marek Teler
„Kochanki, bastardzi, oszuści. Nieprawe łoża królów Polski: XVI–XVIII wiek”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 79
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-12-9

Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Karolina Ptak
Absolwentka Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, obecnie również studentka filologii klasycznej na tej samej uczelni. Zainteresowania autorki związane są z historią średniowiecza oraz sylwetkami osób, które zapisały się na kartach dziejów.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy