Opublikowano
2014-12-27 21:35
Licencja
Wolna licencja

Emil Draitser – „Szpieg Stalina” – recenzja i ocena

Brnącemu przez dziesiątki tytułów molowi książkowemu nieopisaną radość sprawia, gdy trafia na twór, który nie wyszedł spod rąk rzemieślnika, będąc owocem czystej kalkulacji, lecz jest dziełem artysty, zrodzonym z poczucia odpowiedzialności. Nigdy nie przypuszczałbym jednak, że taką książką będzie Szpieg Stalina.


Strony:
1 2
Autor: Emil Draitser
Tytuł: Szpieg Stalina
Przekład: Jan Kabat
Wydawca: Andrzej Findeisen – A.M.F. Plus Group
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-60532-32-4
Oprawa: twarda
Stron: 400 stron
Cena: 49,99 zł

Ocena naszego recenzenta: 10/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

Z wielką szkodą dla mnie byłoby zatem, gdybym po książkę Emila Draitsera nie sięgnął i nie rozsmakował się w jej literackim kunszcie. Będąc zupełnie szczerym, muszę przyznać, że moje wyobrażenie na jej temat – począwszy od przedmowy, aż po posłowie – uległo kilkukrotnej zmianie, jednak przez cały ten czas moja fascynacja historią Dmitrija Bystrolotowa już tylko rosła. Niech o tym, do jakiego stopnia pochłonęła mnie lektura, świadczy fakt, że czytając kilkadziesiąt pierwszych stron, zupełnie zapomniałem o sporządzaniu na bieżąco notatek, co na ogół, przygotowując się do recenzji, mam w zwyczaju robić.

Tytułowego szpiega poznajemy, gdy szpiegostwem się jeszcze nie parał – mianowicie gdy przychodzi na świat, jako owoc kontestacji społeczeństwa i obyczajów przełomu wieków. Bystrolotow wychowywał się w przybranej rodzinie, a z matką spotykał się z rzadka, w odróżnieniu od ojca, którego nie widywał w ogóle. Jednak, jak dowodzi autor, doświadczenia dzieciństwa, a w szczególności relacje z rodzicem, odcisnęły na nim trwałe piętno i niejednokrotnie leżały u podstaw jego zachowań w dorosłym już życiu.

W tym miejscu wypada mi wyrazić uznanie dla niezwykłej przenikliwości Emila Draistera w kwestii psychiki i analizy zachowań Bystrolotowa. Jak sam autor przyznaje, biografia oparta została w przeważającej mierze na notatkach i dziełach literackich samego Dmitrija, dokumentacji (oczywiście tej odtajnionej) w archiwach w Rosji, Pradze i kilku innych europejskich krajach oraz rozmów z przybranym bratankiem bohatera biografii. Natomiast osobiście, po raz pierwszy i ostatni, do spotkania i rozmowy Dmitrija Bystrolotowa z Emilem Drasiterem doszło przed czterdziestoma laty. Czy jeden wieczór przy herbacie to wystarczający czas, aby przeniknąć duszę człowieka, który sporą część swojego życia spędził na wprowadzaniu w błąd innych, na grze pozorów? Problem wydaje się być nierozstrzygalny, a jedyne, co możemy zrobić, to – posługując się własną logiką – zdecydować, czy interpretacja zachowań Bystrolotowa przedstawiona przez autora do nas przemawia czy nie. Mnie osobiście wydaje się ona rzeczowa i wiarygodna, niepozbawiona krytyki i uwag w miejscach, gdzie relacje szpiega są niespójne bądź noszą znamiona ingerencji w fakty czy próby wybielenia własnej osoby. Tutaj właśnie ujawnia się niemały talent autora, który, analizując zapiski Bystrolotowa, potrafi wskazać miejsca, gdzie subtelna, aczkolwiek wyraźna zmiana narracji wskazuje na możliwość manipulacji faktami.

Jak na historyczną, dziwna to książka, w której wszystkie potwierdzone fakty zawrzeć by można w jednej trzeciej jej objętości. Reszta natomiast jest prawdopodobna, mniej lub bardziej pewna, a w sporej części nieweryfikowalna, przynajmniej przy obecnym stanie wiedzy. Pewnym możemy być tego, co znajduje potwierdzenie w kilku źródłach. Jednak, jak powszechnie wiadomo, archiwa ministerstw i służb całego świata nie są nazbyt szczodre w dzieleniu się swoimi zasobami. Czemu się jednak dziwić, skoro brytyjskie MI5 jeszcze w 1974 roku próbowało (po raz wtóry) ustalić, kim w rzeczywistości był Joe Pirelli, mający niejasne powiązania z byłym pracownikiem Foreign Office, wyrzuconym z pracy w latach trzydziestych, będącym później podejrzewanym o zdradę tajemnic służbowych. Joe Pirelli zmarł rok później i pochowany został jako Dmitrij Bystrolotow, ale również wiarygodność nazwiska, którym oficjalnie się posługiwał, nie jest stuprocentowa. Nie chcąc odbierać czytelnikom przyjemności z odkrywania kolejnych tajemnic książki, nie zdradzę nic więcej.

Zastanawiając się nad przyczyną, dla której Draitserowi udało się napisać tak porywając książkę, dochodzę do wniosku, że stało się tak za sprawą obsesji autora na punkcie życia Bystrolotowa, do której sam się przyznaje. Oprócz obsesji daje się też wyczuć niejaką fascynację, chociaż raczej pozbawioną podziwu. Co wydaje mi się jednak najważniejsze, to fakt, że biografią Bystrolotowa zajął się ktoś urodzony i przez długi czas mieszkający w Związku Sowieckim. Wydaje mi się, że właśnie w rosyjskiej duszy autora, notabene z wykształcenia znawcy literatury rosyjskiej, tkwią przyczyny wyjątkowości tej książki. Do zafascynowania czytelników losami drugiego człowieka autorowi potrzebny jest pewien stopień zrozumienia dla bohatera swojej książki – a któż lepiej zrozumie człowieka, który doświadczył życia w ZSRR, niż ten, który również go zakosztował?

Jak zatem należy traktować tę biografię? Po pierwsze jako porywającą i doprawdy niewiarygodną historię, którą można by obdzielić wszystkie dotychczasowe filmy z Jamesem Bondem i tuzin kolejnych. Opowieść ta dla kogoś wygodnie rozpartego w fotelu wydaje się nieprawdopodobna. Czytając fragmenty opisujące aresztowanie, przesłuchania i wreszcie pobyt w więzieniach i Gułagu, poczułem się, jakbym znowu był w szkole średniej i czytał Inny świat Herlinga-Grudzińskiego. Nie znalazłem u Draitsera nic nowego na temat radzieckich łagrów, jednak sposób, w jaki poprowadzona została narracja, sprawia, że niezmiennie, tak jak i u Grudzińskiego, czułem się, jakby wraz z kolejnymi stronami nad głową rósł mi potężny głaz, gotów w każdej chwili runąć. Czułem niepokój, czułem się źle, słowem tak, jak powinienem się czuć, czytając o takiej rzeczywistości.


Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Piotr |

Książka raczej dobra nie jest, skoro teraz leży za dychę i nikt jej nie kupuje, ale recenzja mnie rozbawiła. Dawno nie widziałem tak pretensjonalnego stylu.



Odpowiedz

Gość: Adrian S |

Ten tytuł to teraz jeden z moich pilniejszych kolejnych zakupów :)



Odpowiedz
Szymon Koziatek

Student Mechaniki i Budowy Maszyn na Politechnice Śląskiej, a wcześniej - archeologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Interesuje się historią powstania i działalności wojskowych oraz policyjnych sił specjalnych, a także okresem walki Polaków o niepodległość w XX wieku. Miłośnik zabytkowych samochodów i powieści Johna le Carré.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org