Opublikowano
2015-05-29 01:15
Licencja
Wolna licencja

Frakcja Czerwonej Armii, czyli walka klas w praktyce

Z zasady ze słowem „terroryści” kojarzą się islamscy fundamentaliści. Tymczasem w Niemczech Zachodnich na początku lat 70. skojarzenie brzmiało raczej „studenci”. I to nie bez przyczyny.


Strony:
1 2 3 4

Dom towarowy L'Innovation w Brukseli, fotografia z początku XX wieku (domena publiczna). 22 maja 1967 roku, Bruksela, wczesne godziny popołudniowe. Nad tym pięknym, średniowiecznym miastem wzbija się kolumna dymu. Wozy strażackie pędzą w stronę Nieuwstraat. Na tej drugiej, po antwerpskiej Meir, najpopularniejszej handlowej promenadzie w Belgii płonie właśnie dom towarowy L'Innovation – perła secesyjnej architektury i dzieło Victora Horta. Jest to najtragiczniejszy w skutkach pożar w historii Belgii: z ponad tysiąca znajdujących się w budynku osób śmierć w płomieniach poniosło 323 ludzi, 150 zaś zostaje rannych. Choć trudno to sobie wyobrazić, brukselski pożar da jednak początek jeszcze gorszym wydarzeniom.

Lewicowa gorączka

W Indochinach trwa w tym czasie wojna wietnamska. Wspierająca Wietnam Południowy US Army ma wśród intelektualistów fatalną prasę – przedstawiana jest jako banda zbrodniarzy i morderców. Mnożą się protesty, odczyty i demonstracje, potępiające politykę Stanów Zjednoczonych. USA oskarżane są o zbrodnie wojenne wszelkiej maści, klimat niechęci zaś jest coraz gęstszy. Dotyczy to, między innymi, Niemiec Zachodnich, gdzie radykalne grupy studenckie mają za złe rządowi w Bonn nie tylko to, że nie potępił Waszyngtonu, ale i myśli nad wsparciem swego sojusznika. Dla protestujących studentów był to kamień obrazy, a byli to studenci czasu przemian i radykalizacji ruchów młodzieżowych, mający lada dzień obrócić świat do góry nogami podczas rewolucji roku 1968. W tym burzliwy okresie rodziły się czasem idee, delikatnie mówiąc, radykalne. Jak na przykład ta, wyrażona przez zainspirowanego brukselskim pożarem Dietera Kunzelmanna w treści rozdawanej w Berlinie Zachodnim ulotki: „Płonący dom towarowy z palącymi się ludźmi pozwolił po raz pierwszy w wielkim mieście europejskim przeżyć Wietnam (uczestniczyć w nim i współpłonąć)”.

Europa terroru

Czytaj dalej...

Szokująca treść ulotki, której powyższy cytat był tylko elementem, okazała się przemawiać do wielu ludzi. Między innymi do Andreasa Baadera, Thorwalda Prolla, Gudrun Ensslin i Horsta Sőhnleina. Czwórka ta, zainspirowana tragedią L'Innovation i dążąca za wszelką cenę do otworzenia Niemcom oczu na zbrodnie Amerykanów w Wietnamie, postanowili powtórzyć wydarzenia z Brukseli. 2 kwietnia 1968 roku grupa podpaliła dom towarowy Shneidera oraz Kaufhof, oba znajdujące się we Frankfurcie nad Menem.

Grupa została złapana już po dwóch dniach. Przeciw całej czwórce policja szybko zebrała dość dowodów, by IV Izba Karna Krajowego Sądu pod przewodnictwem sędziego Gerharda Zoebe wydała wyrok skazujący. Nie dość jednak, by przekonać go do wydania adekwatnej kary, skończyło się więc na śmiesznie niskich wyrokach 3 lat więzienia, które potem zmniejszono do 9 miesięcy. Podczas rozpraw jednak Baader i Ensslin poznali dwie ważne dla ich dalszych losów osoby: broniącego ich adwokata Horsta Mahlera oraz relacjonującą rozprawę (i żarliwie usprawiedliwiającą oskarżonych) dziennikarkę hamburskiej gazety „Kontakt” Ulrike Meinhof.

Rudi Dutschke (domena publiczna). Ledwo za podpalaczami zamknęły się bramy więzienia, gdy sytuacja w Niemczech Zachodnich radykalnie się pogorszyła. Impuls do tego miał miejsce 11 kwietnia 1968 roku, a więc tydzień po złapaniu grupy Baadera. Tego dnia postrzelony został Rudi Dutschke, szef Socjalistycznego Niemieckiego Związku Studentów (Sozialistischer Deutscher Studentenbund). Strzał padł z ręki Josefa Bachmanna, nie to jednak było ważne. Ważne było to, co Bachmann czytał, a był to po dziś dzień istniejący tabloid „Bild”. Ten okręt flagowy koncernu Axela Springera znany był z niechęci wobec ruchów studenckich w ogóle a socjalistycznych w szczególności, te zaś odwzajemniały mu się równą, jak nie gorętszą, antypatią. Gdy więc padły feralne strzały, organizacje studenckie z SDS na czele winą obarczyły nie tylko Bachmanna, ale i cały koncern Springera, stanowiący w ich oczach niemal symbol tego, z czym lewicowy student powinien walczyć: reakcyjnego, wielkiego kapitału. Niemcy Zachodnie zamieniły się w strefę wojny – dochodziło do zamieszek i podpaleń, na siedzibę koncernu Springera przepuszczono zaś regularny szturm, próbując podpalić budynek. Starającej się opanować sytuację policji przypięto łatkę sił reakcyjnego ucisku, co było kolejnym bodźcem, by skierować się nie tylko przeciw kapitalistom zachodnioniemieckim, ale i całemu rządowi federalnemu.

W tym momencie lewicujący ruch bazującej na studentach Opozycji Pozaparlamentarnej (Außerparlamentarische Opposition, APO) uległ daleko posuniętej radykalizacji. Zatarł się dotychczas istniejący podział na „linię czerwoną”, nawołującą do dyplomatycznego rozwiązywania sporów i „linię czarną”, chcącą jak najszybszego wszczęcia walki zbrojnej. Według słów jednej z ważnych postaci ruchu APO, Fritza Teufela, ta erupcja agresji był dla nich samych trochę zaskoczeniem, bowiem dotychczas wprawdzie nawoływali do przemocy, nie wierzyli jednak, że ktokolwiek faktycznie zacznie ją zadawać. Kiedy zaczęły płonąć samochody, kioski i domy towarowe, sprawa była już przesądzona i lewacy z APO wypowiedzieli wojnę rządowi Brandta, burżuazji i kapitałowi. I w tą właśnie wojnę wyszli zwolnieni przed czasem podpalacze z Frankfurtu.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Dziękujemy, że z nami jesteś! Chcesz, aby Histmag rozwijał się, wyglądał lepiej i dostarczał więcej ciekawych treści? Możesz nam w tym pomóc! Kliknij tu i dowiedz się, jak to zrobić!

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Carlos |

Dobry artykuł, ale niestety sporo literowek...potrzebujecie kogos, kto bedzie sprawdzal teksty przed ich publikacja.



Odpowiedz

Gość: ławr |

proszę o poprawienie następujących błędów: - na siedzibę przYpuszczono szturm, a nie "przepuszczono" - "w tę właśnie wojnę", a nie "w tą właśnie wojnę" - "część członków (...) uczestniczyło" należy zmienić na "uczestniczyła" - Schleyer to w zasadzie prezes, a nie "prezydent", to zwykła kalka językowa. z góry dziękuję! :)



Odpowiedz
Przemysław Mrówka

Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org