Franciszek Lachowski: zapomniany działacz Polonii w Brazylii

Mieszkającego w Kurytybie przedsiębiorcę Franciszka Lachowskiego nazywano „wielkim, co z małych wyrósł”. Pochodził z biednej rodziny, lecz dzięki swojej ciężkiej pracy stał się dumą polskiej społeczności w Kurytybie.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Portret Franciszka Lachowskiego autorstwa jego zięcia Janusza Ficińskiego, 1969, ze zbiorów Ivonki Filizoli, prawa zastrzeżone.

Położony na południu Brazylii stan Paraná od lat 70. XIX wieku zaczął wypełniać się przybyszami z Polski szukającymi w Ameryce Południowej nowego, lepszego życia. Obecnie mieszka na tym terenie ponad milion osób polskiego pochodzenia, a stolicę Parany - Kurytybę nazywa się niekiedy „Chicago Ameryki Południowej”. Chociaż wielu przedstawicieli Polonii brazylijskiej nie posługuje się już językiem swoich przodków, cały czas kultywują ich tradycje i są dumni ze swoich korzeni. Jednym z działaczy polonijnych, o którym cały czas pamiętają mieszkańcy Kurytyby, był Franciszek Lachowski, który z ubogiego wiejskiego chłopca stał się jednym z najprężniej działających w Kurytybie przedsiębiorców. Nie tylko przez wiele lat zaopatrywał miasto w wyroby cukiernicze, ale przede wszystkim aktywnie działał na rzecz kultywowania polskiej kultury i tradycji na terenie Parany. Po śmierci Lachowskiego nazwano jego imieniem wieżowiec w centrum Kurytyby oraz jedną z ulic miasta. W Polsce jest postacią zupełnie nieznaną, więc warto przypomnieć jego niezwykły i skomplikowany życiorys.

Franciszek Lachowski: walka o lepsze życie

Franciszek Lachowski urodził się 13 sierpnia 1885 roku jako syn Józefa i Anny Lachowskich. Nie ma pewności, gdzie dokładnie przyszedł na świat. Jako miejsce urodzenia podawał po latach Lubinkę w powiecie Rawa Ruska, lecz nie ma żadnych informacji na temat miejscowości o tej nazwie. Zapewne chodziło o wieś Hubinek koło Rzeczycy, bowiem mieszkało tam pod koniec XIX wieku wiele osób o nazwisku Lachowski. Rodzice Franciszka byli małorolnymi chłopami, którzy w sezonie letnim uprawiali ziemię, zaś zimą zajmowali się tkaniem płótna. „Był to przemysł rękodzielniczy, ale wyroby polskich tkaczów szły daleko w świat” – pisał w 1965 roku Marian Śliwiany w artykule o polonijnym działaczu.

Większość mieszkańców Rzeczycy i okolic stanowili wyznający grekokatolicyzm Rusini, zaś Lachowscy byli rzymskokatolicką polską rodziną. Wśród mniejszości narodowych i wyznaniowych zamieszkujących ten obszar znajdowali się również Niemcy i Żydzi, lecz nigdy nie dochodziło tam do większych konfliktów między poszczególnymi społecznościami. Kiedy Franciszek był kilkuletnim chłopcem, zmarł jego ojciec Józef, a matka wyszła ponownie za mąż za Joachima Prima. Lachowski miał rodzoną siostrę Katarzynę i młodszą przyrodnią Marię. Życie rodziny pod zaborem austriackim nie należało jednak do najłatwiejszych, więc Joachim i Anna Primowie zaczęli szukać szansy na poprawę swojego losu.

Zjawisko „brazylijskiej gorączki”, czyli trwającej w latach 1890–1914 fali emigracji Polaków do Brazylii, w dużym stopniu objęło teren zaboru austriackiego. Wielu mieszkańców Galicji zdecydowało się wówczas na opuszczenie domu rodzinnego w poszukiwaniu lepszego życia. W 1895 roku we Lwowie ukazał się nawet informator na temat brazylijskiego stanu Paraná ze wskazówkami dla osób planujących emigrację. Przetłumaczona z języka angielskiego publikacja zawierała m.in. dwanaście przykazań dla włościan emigrujących do Brazylii, dotyczących między innymi rzeczy i dokumentów potrzebnych na drogę oraz tego, jak zachować się po przyjeździe do Ameryki Południowej. Lista zaczynała się jednak przestrogą:

Nie opuszczaj lekkomyślnie ziemi twych ojców. Nie wiesz bowiem, jaka dola cię czeka za morzem. Zastanów się dobrze czy nie możesz tu w kraju pracą i wytrwałością dojść do znośnego bytu. Jeśli jednak powziąłeś niezłomną wolę szukania chleba za morzem – jeśli wola ta nie opiera się na karygodnej namowie złych ludzi chcących cię wyzyskać – lub na ułudnych nadziejach, lecz na głębokim zastanowieniu się, wtedy wyjeżdżając w te dalekie strony trzymaj się następujących przykazań, które życzliwie ci podajemy, pragnąc tylko zaoszczędzić tobie zbytecznych cierpień i zawodów.

Rodzina Franciszka Lachowskiego nie miała jednak do tego poradnika dostępu i opierała się wyłącznie na krążących po sąsiednich wsiach opowieściach i pogłoskach.

Fotografia ślubna Róży Lachowskiej i Janusza Ficińskiego (w środku), pierwszy od prawej Franciszek Lachowski, kobieta w czarnej chuście to jego matka Anna Lachowska-Prim, ze zbiorów Ivonki Filizoli, prawa zastrzeżone.

Po zaborze austriackim zaczęła wówczas krążyć sensacyjna plotka, jakoby arcyksiężna Stefania, synowa cesarza Franciszka Józefa I, zakupiła Brazylię, którą zaczęto nawet nazywać „Nową Austrią”. Według innej wersji władcą Brazylii miał zostać sam arcyksiążę Rudolf, który rzekomo wcale nie zginął śmiercią samobójczą 30 stycznia 1889 roku w Mayerling. W powiecie Rawa Ruska pojawił się nawet agitator Romuald Okuniewski, podający się za cudownie ocalałego arcyksięcia i namawiający ludność wiejską do wyjazdu. Chłopi z Galicji byli kuszeni przez manipulatorów między innymi obietnicami, że w Brazylii otrzymają za darmo dużą ilość ziemi. Wśród osób, które zdecydowały się na emigrację, znalazła się też rodzina Franciszka Lachowskiego. „Ciągnęły tam wielkie rzesze ludu, zwabione obietnicami sprytnych agentów, przedstawiających Brazylię jako raj ziemski. Ojczym Franusia dał się namówić” – tłumaczył Marian Śliwiany w oparciu o wspomnienia Franciszka. Wiosną 1895 roku Franciszek i jego rodzina udali się w niebezpieczną podróż na nieznany ląd.

Franciszka Lachowskiego trudy i znoje życia w Brazylii

Rodzina Franciszka Lachowskiego przedostała się z Galicji do Hamburga, gdzie Joachim, Anna i dzieci wsiedli na statek płynący do Brazylii. Podróż trwała kilka miesięcy, w czasie których statek zatrzymywał się w kilku różnych portach. W końcu emigranci znaleźli się w nowo utworzonej kolonii w Santos Andrade w São José dos Pinhais w stanie Paraná, w której zamieszkało ponad pięć tysięcy polskich osadników. Położone w pobliżu morskiego grzbietu centrum polskiego osadnictwa od początku musiało mierzyć się z wieloma problemami. „Subtropikalny klimat (ciepły i wilgotny), dzikie bestie, jadowite węże i roznoszące malarię insekty stanowiły kontrast dla przyjemnych równin i dobrze znanego polskiego klimatu” – czytamy w zawartym w publikacji Związek Polski. Fastos de Sociadade União Juventus wspomnieniu na temat Franciszka Lachowskiego. Marian Śliwiany tak opisywał po latach feralne miejsce:

Leżała ona [kolonia Santos Andrade – przyp. aut.] w górach nadmorskich tam, gdzie obecnie wznosi się wielka zapora wodna zaopatrująca Kurytybę w energię elektryczną. Z dzisiejszej Kurytyby, liczącej ponad pół miliona mieszkańców, idzie dobry gościniec do zapory wodnej Castelhanos. Ale w tamtych latach, o których mowa, z Kurytyby, liczącej zaledwie 30 tys. głów, jechało się 20 km wozem, 50 na grzbiecie muła, leśną pikadą (ścieżką).

Ostatecznie kolonia w Santos Andrade okazała się całkowitym niepowodzeniem, a nieliczni pozostali przy życiu emigranci musieli znaleźć dla siebie inne miejsce zamieszkania.

Pięciosobowa rodzina złożona z Joachima, Anny, Franciszka, Katarzyny i Marii przeniosła się zatem do Campo Largo da Roseira, gdzie Franciszek Lachowski spędził swoje nastoletnie lata. Zajmował się przede wszystkim pracą w lesie, pomagając między innymi przy wycince drzew. Ambicje sprytnego Franciszka były jednak znacznie większe. Nie mając w Campo Largo da Roseira możliwości kształcenia się i rozwoju, w 1901 roku postanowił wyprowadzić się z rodzinnego domu i zawalczyć o lepszą przyszłość. Rodzina Franciszka jeszcze przez pewien czas mieszkała w Campo Largo da Roseira, po czym przeprowadziła się do miejscowości Contenda, w której mieszkało wielu Polaków. Z sióstr Franciszka Maria Prim zmarła w młodym wieku, zaś Katarzyna Lachowska dożyła później starości. Dzieci i wnuki Franciszka Lachowskiego nazywały ją „Tia Caterina”. Matka Franciszka Lachowskiego Anna Lachowska-Prim również dożyła sędziwego wieku i zmarła w 1948 lub 1949 roku w Contendzie.

Rodzina Lachowskich na otwarciu ulicy Franciszka Lachowskiego (Rua Francisco Lachowski) w Kurytybie, 1971, ze zbiorów Ireny Skraby, prawa zastrzeżone.

Po wyprowadzce z rodzinnego domu Franciszek Lachowski przez dwa lata pracował na plantacji (fazandzie), gdzie pomagał przy hodowli bydła. W 1903 roku wyjechał zaś do Kurytyby, gdzie w niedługim czasie zatrudnił się w prowadzonej przez Paula Groetznera firmie cukierniczej Lucinda, zajmującej się wyrobem ciastek, biszkoptów i karmelków. Lachowski pracował tam przez ponad dziesięć lat, zgłębiając tajniki cukierniczego fachu. Stopniowo powierzano mu coraz bardziej odpowiedzialne zadania, ponieważ cechowały go „zaangażowanie w pracę, wytrwałość, wydajność, talent i absolutna uczciwość”. Groetzner pomógł również Franciszkowi w zdobyciu odpowiedniej edukacji. Według relacji wnuczki Franciszka Mileny Morozowicz dopiero w Brazylii nauczył się on pisać i czytać, chociaż Marian Śliwiany w artykule na temat Lachowskiego twierdzi, że „nauczył się jako tako pisać, czytać i rachować” już w wiejskiej szkółce w Rzeczycy.

Najlepsze karmelki w mieście

W 1914 roku działająca w Kurytybie przy Rua Cabral fabryka cukierków Benedykta Giampaoli została wystawiona na sprzedaż. Franciszek, który w czasie pracy u Groetznera zaoszczędził sporą sumę pieniędzy, zakupił ją na korzystnych warunkach i otworzył własną firmę „A Vencedora” („Zwycięzca”), która rychło zdobyła popularność w całej Paranie. Zapewniła również Franciszkowi środki na utrzymanie powiększającej się rodziny. 2 maja 1908 roku w Kurytybie poślubił bowiem pochodzącą z Irati Paulinę Smołkę, której rodzina wyemigrowała do Brazylii ze Śląska na początku XIX wieku. Przez wiele lat tworzyli oni szczęśliwe małżeństwo i doczekali się siedmiorga dzieci. „Była przede wszystkim panią domu i praktycznie nie wychodziła z domu” – wspomina ją wnuczka Franciszka Milena Morozowicz. Więcej na temat Pauliny napisał w artykule o Lachowskim jej zięć Tadeusz Morozowicz:

Towarzyszka życia, Paulina okazała się nadzwyczajną kobietą, mądrą i inteligentną żoną, później wzorową matką, która wiele dopomagała mężowi do jego sukcesów życiowych i to nie tylko w zdobywaniu dobrobytu, ale i przede wszystkim w wychowaniu dzieci. Gorliwa katoliczka, w wierze i miłości wychowywała swe potomstwo.

Kup książkę: „Polacy na krańcach świata: XIX wiek”

Mateusz Będkowski
„Polacy na krańcach świata: XIX wiek”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org] i Wydawnictwo CM
Okładka: miękka
Liczba stron: 422 Wymiary: 145 x 210
Format: 145 x 210
ISBN: 978-83-66022-39-3 Oprawa: miękka

Książka dostępna również jako e-book, w trzech częściach: Część 1 Część 2 Część 3

Franciszek i Paulina Lachowscy (w środku) w otoczeniu dzieci i wnuków, ze zbiorów Ireny Skraby, prawa zastrzeżone.

Franciszek był bardzo dobrym ojcem, dbającym o to, aby jego dzieci otrzymały odpowiednie wykształcenie i rozwijały swoje pasje. „Był wspaniałym ojcem. Kiedyś zakupił dla swojej córki Wandy, która fascynowała się muzyką, fortepian Bechsteina sprowadzany z Europy” – opowiada wnuczka Franciszka Lachowskiego.

Przez ponad pół wieku swojej działalności „A Vencedora” zatrudniała setki mężczyzn i kobiet, a jej słynne z wysokiej jakości wyroby były eksportowane na teren całej Parany i Santa Catarina. „Przez długie 50 lat zaopatrywała setki sklepów w Kurytybie i innych miastach w polskie cukierki” – pisano o fabryce na łamach polonijnego „Ludu” w pośmiertnym wspomnieniu o Franciszku Lachowskim. W dzienniku regularnie pojawiały się reklamy „A Vencedory”, w których można było przeczytać:

Cukierki malinowe, kokosowe, miętowe, cytrynowe, ananasowe, truskawkowe, bananowe, mleczne i gumowe. Prócz tych są jeszcze inne gatunki specjalne, nowego formatu, które w każdej chwili można nabyć po cenach bardzo przystępnych. Uprasza się Szanownych Rodaków o łaskawe przekonanie się, że są najtańsze i najlepsze w Kurytybie.

Wnuczka Lachowskiego Milena Morozowicz tak zapamiętała fabrykę swojego dziadka:

Sprowadzał wysokiej jakości materiały z Europy i Afryki do produkcji swoich cukierków. Były one pakowane w specjalne piękne puszki.

W późniejszych latach w prowadzeniu interesu pomagał Franciszkowi jego zięć, choreograf Tadeusz Morozowicz:

Mój ojciec-artysta, który ożenił się z córką Franciszka, kierował fabryką, ale nie miał w tym większego talentu. Pod koniec dnia każda robotnica, która owijała cukierki, musiała je ważyć. Franciszek był bardzo dokładny i trzymał się zasad. Mój ojciec zaś zawsze zapisywał trochę większą wagę, aby te kobiety mogły dostać większe wynagrodzenie od każdego zważonego kilograma.

  • opowiada dalej Milena Morozowicz.

Mieszkańcy Brazylii uwielbiali cukierki z firmy „A Vencedora”, które nazywali „doces polacos” lub „doces de Chico doce”, bowiem Franciszka nazywano zdrobniale „Chico”. Kiedy synowie Franciszka Lachowskiego dorośli, również zaangażowali się w pomoc ojcu, lecz nie widzieli dla siebie przyszłości w cukierniczym fachu. Fabryka była dziełem życia Franciszka Lachowskiego, który przez lata z wielką starannością dbał o powodzenie interesu. Tadeusz Morozowicz wspomniał swojego teścia w pośmiertnym artykule z 1971 roku:

Niski, kępy, jak dębczak, o srogim, krytycznym spojrzeniu, w białym fartuchu przepasanym po wierzchu marynarki, w czapce „jockejce” na głowie przekręconej na bok, z daszkiem nad prawym uchem… Idzie, aby sprawdzić, czy wszystko w fabryce jest w porządku...

Fabryka przestała funkcjonować na początku lat 60., kiedy Franciszek Lachowski nie miał już wystarczająco siły, aby dalej prowadzić interes, a jego synowie znaleźli spełnienie w zupełnie innych zawodach.

Grób rodziny Lachowskich na Cemitério Municipal São Francisco de Paula w Kurytybie, ze zbiorów Ireny Skraby, prawa zastrzeżone.

W trosce o Polonię

Przede wszystkim jednak Franciszek Lachowski znany był w Brazylii ze swojej działalności w rozmaitych organizacjach polonijnych. „Miał silny charakter i był urodzonym przywódcą. Chociaż nie miał formalnej edukacji, był niezwykle inteligentny i zawsze chciał być bardzo dobrze o wszystkim poinformowany” – wspominają jego wnuczki. W styczniu 1907 roku zaangażował się w działalność powstałego sześć lat wcześniej Koła Młodzieży Polskiej (Circulo de Mocidade Polaca), mającego na celu utrzymywanie i podnoszenie ducha narodowego wśród polskiej młodzieży w Brazylii. 5 stycznia 1908 roku powołano go na stanowisko poborcy koła, które sprawował z roczną przerwą do 13 lutego 1916 roku, zaś w 1917 roku dzięki swojemu zaangażowaniu został obrany jego wiceprezesem.

W maju 1911 roku Lachowski wniósł na zebraniu projekt budowy nowej siedziby Koła Młodzieży Polskiej, a rok później znalazł się w komisji odpowiedzialnej za jego zrealizowanie. Uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę lokalu stowarzyszenia odbyło się 6 listopada 1912 roku. Budynek ten do dziś służy w celach społecznych mieszkańcom Kurytyby. W tym samym roku niestrudzony działacz polonijny znalazł się również w komisji robót przy budowie siedziby Towarzystwa św. Stanisława, działającego przy polskim kościele św. Stanisława przy ulicy Emiliano Perneta w Kurytybie. Organizacja utrzymywała finansowo „Gazetę Polską w Brazylii” i prowadzoną przez księdza Teodora Drapiewskiego szkołę parafialną oraz zajmowała się działalnością charytatywną na rzecz ubogich i potrzebujących.

2 marca 1920 roku organizacje Sokół, Kółko Młodzieży Polskiej i Towarzystwo św. Stanisława połączyły się w jedną organizację Związek Polskich Towarzystw w Kurytybie (Sociedade União Polonesa), nazywaną w skrócie Związkiem Polskim. Połączenie tych trzech organizacji miało związek z niedawnym odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Franciszek znalazł się wówczas w pierwszym zarządzie związku, który liczył czterystu członków. Do realizacji swoich celów kulturalnych i oświatowych Związek Polski dysponował nie tylko sporym majątkiem, ale też wytworną salą teatralną i balową:

Mamy już sekcję gimnastyczną Sokół, gdzie będą się hartować duch i ciało, formując kadry przyszłych bojowników wolności. Mamy sekcję dramatyczną: zawiązał się ostatnio chór pod dyrekcją Skibińskiego. Olbrzymia biblioteka Związku otwarta jest dla czytelników, a w niedalekiej przyszłości utworzymy własną orkiestrę; mamy zamiar otworzyć szkołę. Rodacy! Budujmy gmach przyszłości dla naszego potomstwa.

– głosił apel związku do rodaków, który 9 kwietnia 1920 roku ukazał się na łamach „Polaka w Brazylii”.

W 1938 roku Związek Polski został znacjonalizowany i przekształcony w Sociedade Beneficiente e Recreativa União, zaś w 1958 roku zmienił się w wielką organizację o nazwie Sociedade União Juventus, lecz cały czas Franciszek Lachowski odgrywał w nim ważną rolę. W 1965 roku Marian Śliwiany tak opisywał jego zaangażowanie w działalność União Juventus:

Świecił tam swą obecnością w każdą niedzielę. Bez niego nie odbyło się żadne spotkanie. Należał do najczynniejszych członków na równi z Janem Fauczem, Janem Brzezińskim, Romanem Skorupskim, Bolesławem Mizerkowskim i tylu innymi, którzy już odeszli, a których nie sposób wyliczyć.

Wieżowiec „Francisco Lachowski" przy Alameda Cabral w Kurytybie, fot. Irene Skraba, prawa zastrzeżone.

Tadeusz Morozowicz wspominał zaś po śmierci teścia o tym, jak dwukrotnie uratował on organizację przed upadkiem:

Nie wolno pominąć faktu jako żywego przykładu, że gdy Towarzystwo Związek Polski pod kierunkiem innego prezesa chyliło się do upadku, zagrożone licytacją publiczną – dwukrotnie – zostało uratowane przez Lachowskiego wspólnie ze znanymi działaczami pp. Dr Janem Grabskim i Dr Edwinem Tempskim.

Franciszek Lachowski był również prezesem Towarzystwa Polskiego Tadeusza Kościuszki i Dobroczynno-Robotniczego Towarzystwa Polskiego Władysława Jagiełły w Abranches pod Kurytybą oraz wiceprezesem Związku Towarzystw Katolickich „Oświata” w Kurytybie. Zaangażował się też w pracę komitetu na rzecz budowy Pomnika Siewcy, który usytuowany jest na skwerze Eufrásio Corrêa w Kurytybie. Na cokole pomnika, przedstawiającego polskiego chłopa siejącego zboże, umieszczono napis w języku polskim: „Brazylii ku upamiętnieniu pierwszego stulecia niepodległości – Kolonia Polska”. Dzieło brazylijskiego rzeźbiarza polskiego pochodzenia Jana Żaka zostało odsłonięte 15 lutego 1925 roku podczas uroczystej gali z udziałem lokalnych władz, delegata prezydenta stanu Paraná, prefekta Kurytyby i przedstawicieli konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Brazylii. Franciszek był również między innymi fundatorem dzwonu dla kościoła św. Wincentego à Paulo (São Vicente de Paula) w Kurytybie oraz skarbnikiem w Komitecie Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce (Comité de Socorro as Vitimas do Guerra na Polonia), który w czasie II wojny światowej działał pod patronatem Brazylijskiego Czerwonego Krzyża.

Działalność Franciszka Lachowskiego na rzecz Polonii w Brazylii została doceniona przez polskie władze, które dwukrotnie uhonorowały aktywistę Złotym Krzyżem Zasługi. W maju 1929 roku Lachowski przybył z córką Różą do Polski jako prezes Związku Polskiego w Kurytybie. Towarzyszyła mu grupa ponad czterdziestu osób ze sfer przemysłowych, handlowych i rolniczych z Kurytyby, Santa Catarina i Rio Grande do Sul. Grupa z Brazylii zwiedziła wówczas między innymi Powszechną Wystawę Krajową w Poznaniu. „Wystawa wywarła na rodakach naszych zza Oceanu bardzo dobre wrażenie” – pisał 21 maja 1929 roku „Kurier Poznański”. Członkowie Związku Polskiego zaszczycili też swoją obecnością I Zjazd Polaków z Zagranicy w Warszawie. 13 sierpnia 1931 roku polski dziennik „Czas” donosił o obchodach trzydziestolecia Związku Polskiego w Kurytybie (liczono od powstania w 1901 roku Koła Młodzieży Polskiej):

Zasłużony prezes, Franciszek Lachowski, odebrał z tego powodu wiele życzeń, a m.in. i z konsulatu polskiego. Wieczorem w gmachu Związku w Kurytybie, jednym z najpiękniejszych i największych budynków tego rodzaju w Południowej Ameryce, odbyło się uroczyste przedstawienie i bal.

Polecamy e-book: Paweł Rzewuski – „Wielcy zapomniani dwudziestolecia”

Paweł Rzewuski
„Wielcy zapomniani dwudziestolecia cz.1”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 58
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-0-8

W kwietniu 1934 roku Lachowski otrzymał od prymasa Polski Augusta Hlonda „portrety Jego Eminencji wraz z dedykacją i podziękowaniem za wzorową pracę dla ducha religijnego i polskiego wśród wychodźtwa”. Pamiętając, że sam zbudował swój sukces od podstaw, Franciszek Lachowski starał się pomagać polskim dzieciom, których z powodu ubóstwa nie było stać na opłacenie nauki i zakup podręczników. Dzięki finansowemu wsparciu przedsiębiorcy z Kurytyby otrzymały one stosowną edukację i „wyrosły na ludzi”. Wnuczki Lachowskiego pamiętają, że jego dom zawsze był miejscem spotkań przyjeżdżających z Polski księży, biskupów i konsulów, z którymi działacz omawiał sprawy związane z kulturą, religią i polityką.

Reklama fabryki „A Vencedora" na łamach dziennika „Lud", wycinek prasowy z „Ludu"

Ostatnie lata życia Franciszka Lachowskiego

Pod koniec 1953 roku Franciszek Lachowski przystąpił do Komitetu Stulecia Emancypacji Parany, który został powołany w celu organizacji obchodów stulecia osadnictwa na tym terenie. Był również jednym z inicjatorów budowy Placu Polskiego w Kurytybie, gdzie w późniejszych latach stanął podarowany miastu przez Toruń pomnik Mikołaja Kopernika. Plac został poświęcony w 1966 roku z okazji obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego. Lachowski do ostatnich lat życia prowadził aktywną działalność na rzecz kultywowania w Brazylii tradycji swej ojczyzny:

Majątkiem społecznym gospodarował tak sumiennie i roztropnie, że jego osoba stała się probierzem i gwarancją wszystkich przedsięwzięć i czynów społecznych. Powszechnym stało się powiedzenie wśród rodaków: „wszelkie dzieło, którym kierował p. Lachowski musiało być zrealizowane i godne było ogólnego poparcia.

– pisano o nim w pośmiertnym wspomnieniu na łamach „Ludu”.

31 października 1956 roku zmarła w wieku 69 lat ukochana żona Franciszka, Paulina Lachowska. Ostatnie lata życia spędził on w otoczeniu swojej licznej rodziny. Potomkowie przedsiębiorcy z Kurytyby zapamiętali go jako osobę wyjątkowo przyjazną i rodzinną. Milena Morozowicz wspomina, że kiedy jeszcze pracował w fabryce „A Vencedora”, codziennie dawał swoim wnukom w prezencie jakieś słodkości. Ich ulubioną zabawą było zaś poszukiwanie ukrytych na terenie fabryki cukierków i ciasteczek:

Mieszkałam z moim dziadkiem przez krótki czas, ponieważ zmarł, kiedy byłam mała. Moje jedynie wspomnienie to jego niedzielne lunche ze wszystkimi dziećmi i wnukami. Mieszkał w dużym domu w pobliżu fabryki, na którego miejscu zbudowano wieżowiec „Francisco Lachowski”. Zawsze czekaliśmy z niecierpliwością na te niedzielne spotkania. Był człowiekiem, który lubił gromadzić przy sobie całą rodzinę.

– wspomina jego wnuczka Irene Skraba.

„Wielki, co z małych wyrósł”

Franciszek Lachowski zmarł 12 kwietnia 1970 roku w Kurytybie w wieku 85 lat, a pochowany został następnego dnia na Cemitério Municipal São Francisco de Paula. W pogrzebie polonijnego działacza i przedsiębiorcy licznie uczestniczyli mieszkańcy Kurytyby, dla których przez lata był on wielkim autorytetem. 24 czerwca 1970 roku na łamach „Ludu” ukazał się wiersz Wielkiemu co z małych wyrósł niejakiego Neila z Kurytyby, w którym w następujących słowach sławił on wielkiego społecznika:

Imię Pana Franciszka,

Bohatera i wojownika,

Apoteoza polskiej pracy,

W której nie wszyscy byli mu jednacy,

Gdzie rękę przyłożył,

Gdzie stanął do pracy,

Wnet wicher otuchy powiewał.

Z siekierą czy piórem,

Równi Mu byli wszyscy Rodacy.

A gdy chodziło o grosz społeczny,

Walczył do upadłego.

W rozmowie zwięzły – w opinii stateczny,

Rozróżniał dobro od złego.

W ciągu lat wielu

Swej Prezesury,

Zbierał tak kolce – jak róże

I dzięki Niemu

Te Związkowe mury

Przeżyły największe burze.

Odżyły Teatry,

Owe Muzy narodzin,

Znalazły powszechne uznanie

I „baca” był godzien

I godny, gdy stawał

Do walki o polskości „kawał”

Na froncie przy Związkowej bramie.

Ulica Franciszka Lachowskiego w Kurytybie, fot. Irene Skraba, prawa zastrzeżone.

W 1971 roku Rada Miejska w Kurytybie podjęła jednogłośną decyzję o upamiętnieniu działalności Franciszka Lachowskiego poprzez nadanie jego imienia jednej z ulic miasta. Nazwę „Francisco Lachowski” nosi również wieżowiec w centrum Kurytyby przy Alameda Cabral (dawniej Rua Cabral). Wybudowano go w miejscu, w którym przez lata znajdowała się fabryka cukierków i ciastek „A Vencedora”. W stulecie urodzin Lachowskiego na łamach „Ludu” ukazało się obszerne wspomnienie na temat jego działalności, zakończone słowami:

W ciągu 85 lat zawsze stawiał na pierwszym miejscu interesy i wymagania społeczne nad potrzeby rodziny. Wiele dzieł i organizacji rozpoczętych dzięki dynamizmowi p. Franciszka owocuje do dziś. Dlatego wszyscy z wielką czcią chylą czoło przed tą niezwykłą postacią. Niech jego przykład będzie wzorem i zachętą dla przyszłych pokoleń.

Potomkowie Franciszka Lachowskiego również zapisali się na kartach historii brazylijskiej Polonii. Władysław był cenionym inżynierem, deputowanym stanowym i sekretarzem rządu w Paranie, Tadeusz inżynierem-chemikiem, Jan Kazimierz buchalterem, a Lucjan farmaceutą. Córki Franciszka i Pauliny wyszły za mąż za przedstawicieli brazylijskiej Polonii. Róża poślubiła inżyniera Janusza Ficińskiego, Wanda choreografa i aktora Tadeusza Morozowicza, uznawanego za ojca baletu w Paranie, a Karolina buchaltera Józefa (José) Skrabę. Wnukami Franciszka Lachowskiego byli między innymi: architekt i urbanista Lubomir Ficiński, słynny w całej Brazylii kompozytor Zbigniew Henrique Morozowicz, znany pod pseudonimem Henrique de Curitiba, choreografka i nauczycielka tańca klasycznego Milena Morozowicz oraz flecista i dyrygent Norton Morozowicz.

Zupełnie inną drogę kariery wybrał prawnuk i imiennik Franciszka Lachowskiego, Francisco Lachowski, który jest światowej sławy modelem, współpracującym z takimi markami jak Dolce & Gabbana, Armani, Big Star i Gucci. Chociaż nie mówi po polsku, podobnie jak wielu członków rodziny Lachowskich nadal stara się kultywować polskie tradycje:

Jestem bardzo dumny z moich polskich korzeni. Kiedy dorastałem, zawsze na święta Bożego Narodzenia jedliśmy barszcz. Pamiętam, że mój tata zawsze mówił mi i moim siostrom po polsku „Dobranoc”, kiedy szliśmy spać. Umiem też zaśpiewać po polsku „Sto lat”!

– opowiada.

Potomkowie Franciszka Lachowskiego cały czas poszukują informacji na temat swoich polskich przodków, a przede wszystkim starają się odnaleźć akt urodzenia pradziadka, lecz ten najprawdopodobniej został zniszczony w czasie II wojny światowej. Nie można jednak wykluczyć, że w przyszłości uda się odnaleźć więcej informacji o korzeniach tego cenionego polonijnego działacza.

Bibliografia:

  • Emigracja polska w Brazylii. 100 lat osadnictwa, pod red. A. Kaczmarek, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1971.
  • Encyklopedia polskiej emigracji i Polonii, t. 3: K–O, pod red. Kazimierza Dopierały, Oficyna Wydawnicza Kucharski, Toruń 2003.
  • Miły gość, „Kurier Poznański” 1929, nr 230.
  • Polacy na obczyźnie. 30-lecie stowarzyszenia polskiego w Brazylii, „Czas” 1931, nr 184.
  • Śp. Franciszek Lachowski, „Lud” 1970, nr 15.
  • W stulecie urodzin. Franciszek Lachowski, „Lud” 1985, nr 30.
  • Wspomnienie o śp. Franciszku Lachowskim, „Lud” 1970, nr 17.
  • Zaszczytne wyróżnienie zasłużonych Rodaków Brazylii, „Krzyż. Niedzielny dodatek Pielgrzyma” 1934, nr 18.
  • Brzozowski Jan, Historia i przemiany organizacji União Juventus, https://www.academia.edu/8154155/Historia_i_przemiany_organizacji_Uni%C3%A3o_Juventus .
  • Ferreira Correia Manoel Francisco, Stan Parana w Brazylii wraz z informacyami dla wychodźców i mapą Stanu i kolonij polskich, t. 1, Przegląd Wszechpolski, Lwów 1895.
  • Filipiak Paulo, Krawczyk João, Związek Polski. Fastos da Sociadade União Juventus, Gráfica Vicentina Ltda., Kurytyba 1978, z języka portugalskiego na angielski przetłumaczył Bruno Dal Piccolo.
  • Groniowski Krzysztof, Polska emigracja zarobkowa w Brazylii 1871–1914, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1972.
  • Krzyżanowski Piotr, Porat Tomasz, Kurecki Dominik, W odpowiedzi, „Lud” 1929, nr 10.
  • Lachowski Franciszek, W odpowiedzi, „Lud” 1929, nr 10.
  • Malczewski Zdzisław, Ślady polskie w Brazylii. Marcas da presença polonesa no Brasil, Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW – Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Warszawa 2008.
  • Malczewski Zdzisław, Słownik biograficzny Polonii brazylijskiej, Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytet Warszawski, Warszawa 2000.
  • Morozowicz Tadeusz [T. M.], W pierwszą rocznicę zgonu Franciszka Lachowskiego (wspomnienia), „Lud” 1971, nr 14.
  • Neil, Wielkiemu co z małych wyrósł, „Lud” 1970, nr 25.
  • Śliwiany Marian, Franciszek Lachowski w 80-tą rocznicę urodzin, „Lud” 1965, nr 47.
  • Tempski Edwin, Francisco Lachowski – 1885–1985, „Lud” 1985, nr 30.
  • Tempski Edwin, Francisco Lachowski – 1885–1985, „Lud” 1985, nr 31.

Za cenne informacje i materiały dotyczące Franciszka Lachowskiego dziękuję Marceli i Francisco Lachowskim oraz paniom Irenie Skrabie, Ivonce Filizoli i Milenie Morozowicz.

Polecamy e-book Michała Przeperskiego „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”:

Michał Przeperski
„Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 86
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-3-9

Redakcja: Mateusz Balcerkiewicz

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Marek Teler
Student V roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, absolwent VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Władysława IV w Warszawie. Autor książki „Kobiety króla Kazimierza III Wielkiego”. Interesuje się mediewistyką i genealogią dynastyczną.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy