Opublikowano
2014-11-24 22:35
Licencja
Wolna licencja

Gaja i Jacek Kuroniowie – „Listy jak dotyk” – recenzja i ocena

Na dwadzieścia siedem lat wspólnego życia dziewięć z nich musieli spędzić w rozłące. Listy – to one pozwalały im czekać i żyć. Podczas lektury „Listów jak dotyk” w mojej głowie kołatało się pytanie: czy mamy prawo tak bezczelnie podpatrywać prywatną, intymną korespondencję tych dwojga, a nawet mieć ją na własność? Teraz nie mam już wątpliwości.


Autorzy: Gaja i Jacek Kuroniowie
Tytuł: Listy jak dotyk
Wstęp: prof. Andrzej Friszke
Wybór, redakcja i opracowanie: Maria Krawczyk
Wydawca: Ośrodek KARTA
Rok wydania: 2014
Stron: 328
Oprawa: twarda
Format: 17,5 × 25 cm
Cena: 44 zł

Ocena naszego recenzenta: 9/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

Przeczytaj fragment tej książki

Poznali się na obozie walterowskim w Wolinie w 1955 roku. Grażyna miała wtedy piętnaście lat, Jacek był starszy o sześć lat starczy. Pobrali się w roku 1959, rok później urodził się Maciek, ich jedyny syn. Później Gajka napisze: „Jaka byłabym gęś, gdyby nie Ty”. Jednak Jacek wielokrotnie podkreślał, że mądrzenie i wychowywanie to był proces obustronny. Choć nigdy nie przestał nazywać małżonki „swoją małą Dziewczynką”.

Listy. Prócz krótkich – jak zwykle zbyt krótkich, by przekazać sobie to, co najważniejsze – widzeń listy były jedyną formą kontaktu małżonków. Od samego początku w korespondencji nie sposób nie dostrzec ogromnej wzajemnej troski o siebie nawzajem. Widać wzajemne licytowanie się, kto ma ciężej. Jacek ironizuje, dowcipkuje, jak gdyby na potwierdzenie swojej dobrej kondycji psychicznej. Grażynie na początku trudno jest pisać – „to bardzo trudno pisać list, który nie jest tylko do Ciebie”. Ale wkrótce czas, liczony w kolejnych listach, oraz otwarta, szczera korespondencja męża ośmielają Gajkę. Uderza niezwykła determinacja i ciągłe podejmowanie prób samodoskonalenia, pełnego wykorzystywania czasu. Jacek w więzieniu podejmuje naukę niemieckiego, angielskiego, poświęca czas na skrupulatne studia teoretyczne i empiryczne, mające być podstawą pracy doktorskiej, ale też ciągle „wymyśla” na różne tematy. Grażyna dopilnowuje, aby wszystkie sprawy tam, na zewnątrz, były załatwione jak należy. Ale to jej nie wystarcza, ma ciągły niedosyt, chciałaby poczynić jakieś postępy w swojej pracy naukowej. A kiedy obojgu przychodzi pisać listy z miejsc internowania, żadne z nich nie chce tracić czasu, a raczej – jak to radzi Jacek – próbuje zabrać ten czas tym, którzy chcieli go im odebrać. Jacek intensywnie pracuje naukowo, Grażyna zawsze „jest” dla każdego, służy swym koleżankom pomocą i wsparciem (choć i Jacek niejednokrotnie w więzieniu „był” dla ludzi, a Gajka poświęcała czas na studia, lektury czy naukę języków). To dwoje ludzi niezwykle świadomych życia. Również z wielkim „poczuciem moralnej odpowiedzialności za siebie i swój świat”. Z listów, nawet w tych momentach, kiedy nie mówią sobie całej prawdy, bije autentyczność. Trudno napisać lepszą historię miłości niż spisana tutaj.

Przeczytaj:

W listach małżonków pragmatyzm codziennych spraw przeplata się z rozważaniami teoretycznymi z dziedziny socjologii, psychologii, filozofii, historii, a nawet liryzmem w sposób zupełnie naturalny. W końcu tak wyglądało ich normalne życie – normalne, to znaczy w czasach bycia razem na wolności. Dlaczego mieliby sobie tego odmawiać w trochę innych warunkach? Rzeczywiście można powiedzieć, że każdy list pisany jest tak, jakby był pierwszym. Jak to się dzieje? Jest chyba tylko jedna odpowiedź: miłość była i jest siłą tych listów, ich klamrą. I nie tylko miłość Grażyny i Jacka do siebie nawzajem, ale także ich miłość do świata i ludzi.

Jeśli więzienie, izolacja, rozłąka, tak dla Jacka, jak i dla Grażyny, mogły być czasem do pogłębionej refleksji nad własną historią, ale i historią społeczeństw, ludzi w ogóle, to my, wchodząc w przestrzeń tej książki, z pewnością też dostajemy taką szansę. Oczywiście jest to świadectwo historii PRL-u, ale przede wszystkim można tam znaleźć treści wykraczające poza jego ramy, treści ponadczasowe. Oni przeżywali w tych listach własną lekcję życia – i my możemy wielu rzeczy uczyć się od tych dwojga. Samodyscypliny, wyrozumiałości, wytrzymałości, pokory, determinacji, zaufania, porozumienia, a to wszystko chyba sprowadza się do jednego – do miłości, której poniekąd można się uczyć, bo miłość to nie tylko uczucie, które przychodzi, ale również, jak stwierdza Jacek, wspólna praca.

Na treść tych listów nie sposób spojrzeć krytycznym okiem recenzenta – zbyt są osobiste i poruszające. Można natomiast przyjrzeć się sposobowi ich wydania. A przygotowane zostały jak porządna edycja źródła – opatrzone są odpowiednimi przypisami, a każdy z rozdziałów (odpowiadających kolejnym okresów spędzonych w więzieniu) poprzedzony został krótkim wstępem wyjaśniającym przyczyny i okoliczności zatrzymania oraz zwolnienia Jacka Kuronia. Do samych listów dołączony jest wstęp Andrzeja Friszke z krótkim życiorysem Jacka Kuronia (raczej niewiele w nim Gai, dlaczego?), a na końcu znajdziemy notę od redaktora, Marii Krawczyk, w której z kolei możemy dowiedzieć się nieco o historii kolekcji należącej do Kuronia.

I pytanie z początku – czy mamy prawo do tych listów. Myślę, że tak. Po pierwsze – w notce od redaktora znajdujemy informację, że Jacek Kuroń po otrzymaniu od Urzędu Ochrony Państwa całej dokumentacji, oddał ją do Archiwum Ośrodka KARTA. Na dokładne ustalenie zasad publikacji powstałej kolekcji nie pozwoliła choroba. Wydaje mi się, że zgoda na jej wydanie, choć może nigdy nie sformalizowana, była. Po drugie, Grażyna i Jacek Kuroniowie pisali te listy ze świadomością, że nie tylko oni są ich adresatami, że mają swoich „kibiców rozmów”, że w pewnym sensie je publikują. Na pewno ta świadomość wpłynęła w pewien sposób na to, jak pisali, ale nie na to, w jakim stosunku do siebie pozostawali i co chcieli sobie przekazać. Po trzecie, czasem zadaje się pytanie, czy korzyści przewyższają koszty. I w tym wypadku, choć nie powinno się tak tego ujmować, korzyści dla czytelnika są nieocenione.

Nie, nie chciałam, żeby ta książka się skończyła. Ale musiała, tak jak skończyło się przedwcześnie życie Grażyny Kuroń. Pozwólmy więc na koniec wybrzmieć słowom Jacka Kuronia: „Miłość jest nieśmiertelna, to tylko życie trwa zbyt krótko”.

Redakcja i korekta: Agnieszka Leszkowicz


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Małgorzata Petlic

Studentka psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Do jej kręgów zainteresowań zaliczyć można zagadnienia psychologii społecznej oraz polską poezję współczesną. Po godzinach najchętniej spędza czas z dziećmi, w podróży, teatrze oraz na korcie do badmintona.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org