Gdyby rewolucja bolszewicka nie zwyciężyła?
Ten tekst jest fragmentem książki Andrzeja Pilipiuka i Andrzeja Dolniaka „Historia Alternatywna”.
18 maja 1931 roku przybyły z Francji Włodzimierz Kiryłowicz Romanow, syn księcia regenta Kiryła, tytularny następca tronu imperium rosyjskiego, po całonocnej naradzie z kierownictwem Instytutu Strategii Wschodniej i wodzem naczelnym podjął się misji utworzenia białego rządu rosyjskiego. Wielki książę Włodzimierz zaakceptował przy tym warunki postawione przez Józefa Piłsudskiego – w tym uznanie za polską strefę wpływów całego terytorium dawnej Rzeczypospolitej w granicach sprzed pierwszego rozbioru. O przyszłej przynależności ziemi pskowskiej i smoleńskiej zdecydować miały referenda. Wielki książę wydał też oświadczenie, w którym potępił rozbiory i krwawe tłumienie polskich powstań narodowych.
22 maja przystąpiono do drugiej fazy operacji. Polskie wojsko przekroczyło granice ZSRS. Uderzenie w kierunku południowo-wschodnim pozwoliło w ciągu tygodnia utworzyć i utrzymać korytarz komunikacyjno-zaopatrzeniowy pomiędzy przedwojenną granicą a terenami opanowanymi przez SOD. Dzięki zabezpieczeniu i utrzymaniu linii kolejowych tą drogą na teren Ukrainy przerzucono przeszło 100 tysięcy żołnierzy, lekką i ciężką artylerię, tysiące ochotników do pracy w administracji i służbie zdrowia oraz dziesiątki ton rozmaitych surowców – głównie żywności, którą rozdzielano pomiędzy głodujących.
Uderzenie na wschód umożliwiło przełamanie Linii Stalina i zajęcie Mińska Białoruskiego. Uderzenie na północny wschód pozwoliło zdobyć przyczółek na ziemiach etnicznie rosyjskich.
Ponieważ – z braku sterowców – nie było możliwe przerzucenie odpowiedniej liczby plutonów SOD w okolice Nowogrodu i Smoleńska, na tym kierunku działań główny ciężar walk musiały przyjąć na siebie regularne wojska. Na szczęście Armia Czerwona, zdezorientowana sytuacją, nie była zdolna stawić poważniejszego oporu. W wielu miejscowościach obywatele jeszcze przed wkroczeniem Polaków dokonywali samosądów na komunistach i milicjantach. Uderzenie w kierunku północno-wschodnim pozwoliło szybko i przy niewielkich stratach zająć Nowogród. 7 czerwca 1931 roku w Soborze św. Zofii Włodzimierz Kiryłowicz Romanow został koronowany i przyjął tytuł cara Wszechrusi. Koronacji dokonał patriarcha Moskwy i całej Rusi Sergiusz – wcześniej rezydujący w Moskwie, który już w maju 1931 roku, zmyliwszy pilnujących go agentów OGPU, przedostał się na Ruś, skąd udał się do Polski.
W okresie do pierwszych dni sierpnia na zajęty teren przybyło około pół miliona ochotników – Rosjan żyjących dotąd na wygnaniu. Pod sztandary cara zaciągnęło się też ćwierć miliona ochotników miejscowych.
Na początku lipca carska armia, wsparta przez niewielkie już siły polskie, uderzyła na północ i po dwóch tygodniach nieustannego natarcia zbliżyła się do Leningradu. W przededniu ostatecznego ataku w mieście wybuchło inspirowane przez agentów SOD powstanie. Sowieckie jednostki broniące miasta skapitulowały lub po wymordowa niu kadry oficerskiej i politruków przeszły na stronę cara. W ręce białych wpadły zakłady zbrojeniowe i magazyny floty bałtyckiej oraz dwanaście pociągów pancernych. 17 października w Twerze Ochotnicza Armia Imperium Rosyjskiego starła się z sowiecką ekspedycją karną, rozbijając w pył cztery dywizje piechoty, dywizję kawalerii i biorąc do niewoli niemal trzydzieści tysięcy jeńców. Jednak szczupłość sił wiernych carowi oraz katastrofalne braki w zaopatrzeniu sprawiły, że nie zdołano wykorzystać tego zwycięstwa. Plany dalszego natarcia w kierunku Moskwy pokrzyżowała zima 1931/1932. Obfite śniegi spadły już w pierwszych dniach listopada.
Wojna domowa na terenach ZSRS wymagała ogromnego wysiłku militarnego ze strony sił rojalistycznych, ale także wsparcia technicznego i surowcowego, którego główny ciężar ponosiła Polska, a w mniejszym stopniu także Rumunia, Węgry i Finlandia – jako żywo zainteresowane szybką zagładą Sowietów. Car ze swojej strony starał się zrefundować Polsce wydatki, przekazując 11 ton złota zabezpieczonych w leningradzkim oddziale Goschranu. Niestety, próby zakupu broni, amunicji, środków transportu podejmowane przez agentów handlowych cara w Niemczech, Anglii i Francji napotkały mur niechęci. Kraje te czyniły też rozmaite przeszkody swoim obywatelom pochodzenia rosyjskiego udającym się na tereny opanowane przez białych. Zlewicowana prasa Europy Zachodniej relacjonowała przebieg działań wojennych, nie szczędząc kąśliwych uwag oraz posuwając się do kłamstw i przeinaczeń. Protesty polskiej, ukraińskiej i rosyjskiej dyplomacji pomijano milczeniem.
Droga Mamo! Posuwamy się naprzód i naprzód. Oddziały bolszewickie próbują wypadów, zasadzek, ale w polu ra czej wolą schodzić nam z drogi. Za to każde najmniejsze nawet miasteczko usiłują przekształcić w punkt oporu. Domy są puste, OGPU wypędza ludność na wschód. Znaleźliśmy w opuszczonych wsiach ulotki drukowane w Moskwie – propaganda robi z nas jakichś Sinobrodych. Rosjanie chyba w to wierzą – mogliby ukryć się w lasach, uniknąć wywózki, ale zazwyczaj nikt na nas nie czeka. Sowieci stosują taktykę spalonej ziemi, niszczą wszystko, co mogłoby nam posłużyć, przeważnie palą drewniane zabudowania, by pozbawić nas potencjalnych kwater. Woda w studniach czasem jest zatruta chemikaliami, częściej po prostu zasypana obornikiem. Dowódcy twierdzą, że paradoksalnie to dobry znak – czerwoni spisują teren na straty, nie liczą już, że kiedykolwiek go odbiją. […] Walki, które prowadzimy, są naprawdę ciężkie. Z drugiej strony demoralizacja ich armii jest straszna. Przed atakiem wszystkim swoim żołnierzom Sowieci wydają wódkę lub spirytus, po sto, czasem po dwieście gramów na twarz – ma tłumić ich lęk. Wszyscy, których bierzemy do niewoli, są mniej lub bardziej pijani. Bywają i tacy, którzy dostali od alkoholu białej gorączki… Bez przerwy mamy problem ze świerzbem oraz z wszami wszelakich odmian i rodzajów – łapiemy to od jeńców. Na kwaterach dokuczają nam pluskwy. Pojawiły się pchły, jakaś lokalna odmiana, normalnie pchła niechętnie żeruje na człowieku, te atakują nas bez wahania. Do wszechobecnych karaluchów już przywykliśmy. […] Nasz przeciwnik to armia niewolników, żyją byle jak, walczą byle jak. Sprzęt – czołgi, tankietki, działa – brudny, zardzewiały. We wnętrzach zdobytych pojazdów walają się śmieci. Mundury bolszewików – podobnie – brudne, poprzecierane. Buty noszą kierzowe, znoszone strasznie, czasem podarte. Oficerowie mają buty skórzane, ale także o obuwie nie dbają. Nieliczni tylko smarują je dziegciem, towotem i podobnymi mazidłami. Jak wytłumaczyć sobie ten bałagan, niedbalstwo, rozluźnioną dyscyplinę? Im się nie chce. Brak w nich woli walki, ale brak też woli życia. Wzięci w niewolę zachowują się biernie, apatycznie. Tylko niektórzy – rozumniejsi – niepokoją się o los rodzin. Podobno Stalin zagroził zsyłką najbliższych każdego, kto się podda.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Andrzeja Pilipiuka i Andrzeja Dolniaka „Historia Alternatywna” bezpośrednio pod tym linkiem!
Carskie reformy i wojna propagandowa
Na zajętym terenie przywracano podział administracyjny z czasów przedrewolucyjnych. Wracano także do dawnych nazw ulic i miejscowości. Polityka wewnętrzna cara Włodzimierza była powrotem do stanu po reformach premiera Piotra Stołypina. Rozwiązano wszystkie kołchozy. Grunta, co do których istniała możliwość restytucji, przekazano dawnym właścicielom lub ich potomkom. Mienie rządowe i bezspadkowe przejęte przez Sowietów trafiło pod tymczasowy zarząd państwowy, następnie było przydzielane zainteresowanym celem tworzenia indywidualnych gospodarstw rolnych na wzór farm amerykańskich. Reforma zakładała pięcioletni okres użytkowania bezpłatnego – pod warunkiem odprowadzania dziesięciny plonów do carskiego funduszu żywnościowego. Po upływie tego okresu można się było starać o nadanie ziemi na własność – ze spłatą rozłożoną na pięćdziesiąt lat. Zakładano powstanie gospodarstw rodzinnych o areale 20–30 hektarów. Maszyny i sprzęt po likwidowanych kołchozach i sowchozach trafiły pod opiekę rad gminnych.
Rolnictwo na wyzwolonym terenie znajdowało się w stanie tragicznym. Gleby zostały poważnie wyjałowione. Brakowało inwentarza i ziarna siewnego. Sowieci, wycofując się, wybili lub uprowadzili stada. Szczególnie dawał się we znaki brak koni pociągowych. Rząd Rzeczypospolitej, by wspomóc sąsiadów, zainicjował wykup od chłopów byczków rzeźnych, które po wy kastrowaniu mogły być użytkowane jako woły robocze w Rosji. Lata 1932–1937 w Polsce przeszły do historii pod złoślwym określeniem „pięciolatka bez cielęciny”. Wraz z przywracaniem normalnych stosunków własnościowych zainicjowano również odbudowę obiektów sakralnych – cerkwi oraz kaplic prawosławnych.
Około tysiąca ośmiuset znikło z powierzchni ziemi. Wiele tysięcy leżało w ruinie. W stosunkowo najlepszym stanie zachowały się przekształcone w sale kinowe, magazyny czy tzw. muzea ateizmu. Rozpaczliwie brakowało duchownych. Car, chcąc temu zaradzić, szukał pomocy w skupiskach wyznawców Kościoła prawosławnego w Bułgarii, Grecji oraz Kanadzie. 17 lipca – w piętnastą rocznicę mordu popełnionego na Mikołaju II i jego rodzinie – odsłonięto pierwszych pięćdziesiąt pomników cara męczennika. Powstały one w hucie w Petersburgu, a do ich wykonania posłużyły zdobyczne posągi Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina.
Oddziały wierne carowi w trakcie posuwania się w głąb Rosji natrafiały wielokrotnie na dowody przerażających zbrodni sowieckich – w tym opuszczone łagry i zbiorowe mogiły. Tylko w nielicznych przypadkach udawało się odbić więźniów żywych. Sowieci, wycofując się przed natarciem, z reguły mordowali wszystkich łagierników, palili dokumentację, niszczyli baraki i urządzenia obozowe. Jeśli dysponowali czasem, próbowali zacierać ślady. Z rozkazu cara wszystkie znaleziska były na bieżąco dokumentowane. Zdjęcia i filmy regularnie przekazywano zachodnim rządom i prasie. Były jednak wykorzystywane sporadycznie. Intelektualiści niemieccy, angielscy i francuscy, niejednokrotnie znajdujący się od lat na sowieckim żołdzie, uważali prezentowane im materiały za fałszerstwa. Tylko nieliczni udawali się na wyzwolone tereny, by zapoznać się na miejscu z dowodami sowieckiego bestialstwa…
Stalin ze swojej strony prowadził nieustanną wojnę propagandową. Na terenach kontrolowanych przez Sowietów dyskredytowano nadciągające oddziały białych. OGPU na masową skalę fałszowało rozmaite materiały i doniesienia, chcąc wywołać wrażenie, że wkroczenie sił rojalistycznych oznacza masowe egzekucje wszystkich podejrzewanych o komunistyczne sympatie.
Z rozkazu Stalina, gdy tylko pozwalał na to czas, stosowano taktykę spalonej ziemi. Ofiarą tej polityki padała głównie ludność cywilna. Ogółem swoje domy opuścić musiało około półtora miliona Rosjan. Wedle tajnego rozkazu Stalina w pierwszej kolejności OGPU próbowało dokonywać ewakuacji pracowników zakładów i fabryk – mężczyzn w wieku poborowym, pozostawiając ich rodziny na terenie oddawanym białym. Na głębokim zapleczu frontu wcielano mężczyzn do oddziałów Armii Czerwonej, informowano o braku możliwości ewakuacji i pozostaniu ich rodzin po drugiej stronie linii frontu oraz zmuszano do walki o odbicie utraconego terenu. Wykorzystując naturalny niepokój o los najbliższych, podsycany przez wrogą monarchistom propagandę, pozyskiwano w ten sposób bitnego i zdyscyplinowanego rekruta…
