Gdzie jest moja przyjaciółka, Anne Frank?

opublikowano: 2026-02-27, 11:00 — aktualizowano: 2026-02-27, 11:00
wszelkie prawa zastrzeżone
Wśród Holenderek po drugiej stronie ogrodzenia była Anne Frank.. – Anne tu jest? – spytałam, powtarzając jej słowa, których znaczenie jeszcze nie w pełni do mnie dotarło. – Anne jest tylko kilka metrów stąd? Tutaj? W Bergen-Belsen?
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Hannah Pick-Goslar „Moja przyjaciółka Anne Frank”.

Anne Frank w grudniu 1941 roku

Pewnego dnia zauważyłam, że ogrodzenie oddzielające nas od terenu z namiotami zostało wypchane słomą. Zdziwiło mnie to, ale ktoś mi powiedział, że to dlatego, byśmy nie mogli się widzieć. Wszyscy byli jednak spragnieni nowych wieści, więc wiele osób, powodowanych ciekawością i poczuciem solidarności, ryzykowało i podchodziło do płotu mimo zakazu porozumiewania się z więźniami z innych części obozu. Cały czas przyjeżdżały nowe transporty, a wraz z nimi – najnowsze informacje.

– W jednym z nowych transportów są kobiety z Holandii – oznajmiła w naszym baraku jakaś pani pewnego lutowego dnia. – Słyszałam rozmowy po holendersku.

Ta wiadomość wywołała wielkie poruszenie. Wszyscy chcieliśmy się dowiedzieć, czy po drugiej stronie ogrodzenia znajdują się nasi krewni albo znajomi – ludzie, z którymi ostatni raz widzieliśmy się w Westerbork albo w rodzinnych miastach. Kobiety z naszego obozu zaczęły chodzić pod wypchany słomą płot i wołać w języku holenderskim, by potem szybko wymieniać informacje. Wkrótce przyszła do mnie pani, która znała moją rodzinę jeszcze z Amsterdamu. Nigdy, ale to przenigdy nie śmiałabym nawet marzyć o tym, co mi powiedziała. Wśród Holenderek po drugiej stronie ogrodzenia była Anne Frank.

– Anne tu jest? – spytałam, powtarzając jej słowa, których znaczenie jeszcze nie w pełni do mnie dotarło. – Anne jest tylko kilka metrów stąd? Tutaj? W Bergen-Belsen?

Mój umysł usiłował przyswoić tę informację, chociaż wydawało się to niemożliwe. Przecież Anne była w Szwajcarii, bezpieczna, cała i zdrowa, mieszkała w ogrzewanym domu, chodziła do szkoły, niewątpliwie łamała chłopięce serca i cieszyła się życiem razem ze swoją rodziną, z babcią i kuzynami. Cierpienie zostało jej oszczędzone. Wierzyłam w to święcie od dnia, gdy przyszłam do jej domu, który okazał się pusty – nie licząc ukochanego Moortjego i zirytowanego sublokatora – tamtego niemożliwie odległego, ciepłego czerwcowego dnia w roku 1942. Teraz był luty 1945. Jak to w ogóle możliwe, że Anne tu się znalazła? A jeśli dostała się tu razem z najnowszymi transportami, to by oznaczało, że była w obozie koncentracyjnym w Polsce. Nic z tego nie miało dla mnie sensu.

Jeśli jednak Anne naprawdę znajdowała się kilka metrów ode mnie, jakżebym mogła nie spróbować jej odnaleźć, nawet gdybym miała zostać za to ukarana? Było tyle rzeczy, o które chciałam ją spytać, tyle rzeczy chciałam jej opowiedzieć. Byłam tak podekscytowana, że może uda mi się z nią zobaczyć, że serce mocniej mi zabiło. Zaskoczenie po chwili jednak przekształciło się w zgoła inne uczucie – w głęboki, dojmujący smutek. Moja przyjaciółka, moja żywiołowa, bystra Anne. Jeśli trafiła tutaj, to znaczy, że nie jest wolna. Przekonanie, że żyje w Szwajcarii, było dla mnie jak balsam. Oprócz Jacque, która została w Amsterdamie, Anne była moją jedyną przyjaciółką, o którą nie musiałam się martwić. Myślałam o wszystkich innych Żydach, których znałam – o przyjaciołach, krewnych, nauczycielach, sąsiadach – i martwiłam się o nich.

reklama

Musiałam spróbować się z nią zobaczyć. Do tej pory nigdy nie ryzykowałam. Bezpieczeństwo moje i Gabi było dla mnie najważniejsze. Ale jakżebym miała nie spróbować? Postanowiłam więc, że jeszcze tego samego wieczora, przed godziną policyjną, która zaczynała się o dwudziestej pierwszej, wyślizgnę się z baraku. Pani Abrahams i inne koleżanki były przerażone.

– To zbyt niebezpieczne – ostrzegła pani Abrahams.

– Mogą cię zastrzelić – dodał ktoś inny.

– A co z Gabi? – powiedziała kolejna osoba. – Co, jeśli coś ci się stanie?

Opowiedziałam im o Anne, o jej inteligencji i ciekawości, o jej radosnym charakterze, o tym, jak razem dorastałyśmy w Amsterdamie i jak życie naszych rodzin się przeplatało. Wyjaśniłam, że byłam przekonana, że Frankowie uciekli do Szwajcarii i że pozostaje dla mnie tajemnicą, w jaki sposób Anne znalazła się w transporcie do tego obozu.

– Będę ostrożna, nie martwcie się – zapewniłam, chociaż dobrze wiedziałam, że nikogo nie przekonam. – Anne jest dla mnie jak siostra. Muszę do niej iść.

Przed wyjściem przykryłam Gabi kocem na wąskiej pryczy, którą dzieliłyśmy, i na ucho zaśpiewałam jej tę samą co każdego wieczora modlitwę – Szemę. Tamtego wieczora modliłam się nie tylko o jej bezpieczeństwo, ale też o swoje własne. Opowiedziałam jej o Anne i przypomniałam jej, jak Anne i jej siostra Margot kochały ją i że jak była malutka, zachwycały się nią jak laleczką.

Główna droga w obozie Westerbork, nazywana Boulevard des Misères

[…]

Doskonale zdawałam sobie sprawę z obecności uzbrojonych SS-manów na wieżach strażniczych i patrolujących obie strony ogrodzenia z wilczurami na smyczy. To ogrodzenie otaczało nas, ale też dzieliło. Nie zapominałam o tym, że karą za rozmawianie z więźniami z drugiej strony mogła być śmierć. Drżałam z zimna i ze strachu. Wciąż myślałam jednak o Anne i stopy same prowadziły mnie naprzód przez całą drogę, której pokonanie trwało pięć minut.

Czułam zapach świeżej słomy poupychanej w ogrodzeniu i doszedłszy na miejsce, przesuwałam po niej dłonie, by się uspokoić. Napomniałam się, że nie ma czasu do stracenia.– Halo? Halo? – zawołałam półgłosem. – Jest tam kto?

Odpowiedział mi czyjś głos, też po holendersku.

– Tak? – brzmiał znajomo. – Nazywam się Auguste van Pels – powiedziała kobieta.

Pani van Pels! Razem z mężem i synkiem Peterem przychodziła czasem do Franków w odwiedziny. Mieszkała przy naszej ulicy i wiedziałam, że jej mąż pracował z tatą Anne.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Hannah Pick-Goslar „Moja przyjaciółka Anne Frank” bezpośrednio pod tym linkiem!

Hannah Pick-Goslar
„Moja przyjaciółka Anne Frank”
cena:
69,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Agora
Tłumaczenie:
Olga Mysłowska
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Liczba stron:
424
Premiera:
11.02.2026
EAN:
9788383804705
reklama

– Tu Hannah. Hannah Goslar – przedstawiłam się. Odpowiedziała mi natychmiast.

– Na pewno chcesz porozmawiać z Anne. Pójdę po nią. Margot też tu jest, ale jest zbyt chora, żeby przyjść.

Nie posiadałam się z radości, że znalazłam kogoś, kto od razu mógł przyprowadzić Anne. Ale Margot… Margot też tu jest? I choruje? Rozejrzałam się nerwowo, kucając, gdy światła z wież strażniczych omiatały obóz. Serce waliło mi tak mocno, że byłam prawie zaskoczona, że nie zagłuszyło cichutkiego głosu, który się do mnie odezwał.

– Hanneli? Hanneli, to naprawdę ty?

– Tak, tak, Anne, to ja! – odpowiedziałam.

Natychmiast rozpłakałyśmy się, a zimny deszcz padał na nas tak samo po dwóch stronach przeklętego ogrodzenia. Nie miałyśmy dużo czasu, więc wzięłam się w garść i przez łzy spytałam, jak Anne się tu znalazła i dlaczego nie jest u babci w Szwajcarii.

Powiedziała, że nigdy nie wyjechali, a ta historia miała tylko zmylić ślady. Zauważyłam, że jej głos był cichszy, słabszy. Nie przypominał tego hałaśliwego, zdecydowanego szczebiotu, który znałam. Anne szybko wyjaśniła, gdzie byli.

– Ukrywaliśmy się w biurze mojego ojca w pokojach na górze, za zamaskowanymi drzwiami. Mieszkaliśmy tam przez dwa lata. Przez dwa lata nie wychodziłam na zewnątrz – powiedziała, a jej słowa teraz płynęły bardzo szybko. Wróciłam pamięcią do wspólnie spędzanych niedzielnych popołudni na Prinsengracht 263, gdy bawiłyśmy się telefonami i pryskałyśmy wodą z okna na przechodniów. Dopóki się ukrywali, nie groziło im niebezpieczeństwo ze strony nazistów ani deportacja do obozu. W sierpniu jednak ktoś ich zdradził. Był to dla nich wielki wstrząs. Zostali aresztowani i wysłani najpierw do Westerbork, a potem do Auschwitz.

– Ścięli mi włosy – poskarżyła się, a w jej głosie wciąż pobrzmiewało niedowierzanie. Poczułam ukłucie oburzenia. Jej jedwabiste, ciemne włosy. Cały czas je czesała i eksperymentowała z lokówkami. Włosy były jej atutem. Wyznała, że bardzo marznie, bo jest ubrana w same szmaty. Zadrżałam na myśl o tym, że Anne jest wystawiona na mroźny wiatr i zacinający deszcz. Margot zachorowała na tyfus i była zbyt słaba, by podnieść się z łóżka. Anne przekazała mi też straszną wiadomość: jej rodzice zginęli. Powiedziała, że najprawdopodobniej zostali zagazowani na śmierć.

Kolejne słowa, których nie potrafiłam przyjąć do wiadomości. Zagazowani? Co to znaczy? W Bergen-Belsen widziałam, jak ludzie umierali z głodu albo na różne choroby, wiedzieliśmy też, że ucieczka albo nawet taka rozmowa jak nasza mogły zostać ukarane śmiercią od kuli, ale – zagazowani? Od współwięźniów słyszałam pogłoski, że w innych obozach ludzie byli zabijani, ale żeby organizować egzekucje przy użyciu gazu?

reklama

To było dla mnie zbyt wiele. Głos Anne należał do odległego świata, do naszych popołudni przy Placu Merwedeplein, które spędzałyśmy na zabawach zatopione w krainie wyobraźni; do świata, w którym nigdy nie chodziłyśmy głodne i spałyśmy w ciepłych łóżkach otulone kołdrą przez kochających rodziców. A jednak tym samym głosem, który tak dobrze znałam, Anne mówiła mi teraz, że ludzie w Auschwitz byli zagazowywani na śmierć i że taki los spotkał jej rodziców. Jak to w ogóle możliwe?

Anne Frank w maju 1942 roku (fot. Photo collection Anne Frank House, Amsterdam)

Zapewniała mnie, że tak było naprawdę. Zwłaszcza jeśli ktoś miał więcej niż pięćdziesiąt lat, jak jej ojciec. Widziała kłęby dymu nad krematorium. Ludzie w ten sposób tracili swoich bliskich. Byłam wstrząśnięta, mimo że sama też widziałam sceny, których dawniej, w Amsterdamie, nie byłabym w stanie sobie wyobrazić. Widziałam ludzi bitych i kopanych, okładanych pejczem i uderzanych kolbami karabinów. Widziałam przejawy wielkiego okrucieństwa. A ostatnio – coraz więcej śmierci. Piętrzące się stosy zwłok. Gdy po raz pierwszy ujrzałam stertę ciał, musiałam odwrócić wzrok i od tamtej pory już nigdy tam nie patrzyłam.

Było jeszcze tyle rzeczy, o które chciałam spytać, ale wiedziałam, że zostając tam dłużej, narażamy się na niebezpieczeństwo. W każdej chwili mógł nas zobaczyć strażnik. Mimo to pośpiesznie wyszeptałyśmy sobie jeszcze kilka słów o naszych bliskich, żywych i martwych. Głos mi się łamał, gdy powiedziałam, że moja mama zmarła po porodzie. Anne wiedziała tylko o śmierci mojego braciszka, ale nikt jej nie mówił o mamie. Przekazałam jej, że tata jest ciężko chory, ale nie zdążyłam dodać, jak bardzo się o niego boję. Powiedziałam, że dziadek zmarł na atak serca jeszcze w Westerbork.

– Ale Gabi jest zdrowa. I moja babcia też jest z nami – dodałam.

– Ja nie mam nikogo – odparła Anne. Te słowa były dla mnie jak cios nożem.

Teraz już obie szlochałyśmy. Dwie dziewczyny pod deszczowym niebem, rozdzielone drutem kolczastym i słomą. Jak my tu trafiłyśmy?

– Umieram z głodu. Macie tu jedzenie? Możesz mi coś przynieść? – spytała Anne.

– Tak, spróbuję – powiedziałam, zastanawiając się jednocześnie, czy to w ogóle możliwe. – Wrócę pojutrze. Czekaj tu na mnie – poinstruowałam.

Anne zapewniła, że wróci, i szybko się pożegnałyśmy. Rozejrzałam się wokół siebie, uważnie lustrując okolice ogrodzenia, po czym ruszyłam w stronę baraków. Ponowne spotkanie z przyjaciółką było tak emocjonujące, że czułam mrowienie w całym ciele, ale też pękało mi serce. To doświadczenie ją złamało. Stała się cieniem dawnej Anne.

– Hanneli, dzięki Bogu, wróciłaś – zawołała pani Abrahams, biegnąc mi na spotkanie, gdy wślizgnęłam się z powrotem do baraku.

– To Anne, to naprawdę Anne – oznajmiłam jej i kilku kobietom, które zebrały się, by wysłuchać wieści. – Ale potwornie marznie, bo za całe ubranie ma podarty pasiak więzienny i jest bardziej zagłodzona niż ktokolwiek z nas w Obozie Gwiazdy.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Hannah Pick-Goslar „Moja przyjaciółka Anne Frank” bezpośrednio pod tym linkiem!

Hannah Pick-Goslar
„Moja przyjaciółka Anne Frank”
cena:
69,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Agora
Tłumaczenie:
Olga Mysłowska
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Liczba stron:
424
Premiera:
11.02.2026
EAN:
9788383804705
reklama

Opowiadałam im dalej o Anne, że była najbardziej pewną siebie i dynamiczną osobą, jaką znałam. Koleżanki z baraków chichotały, gdy wspomniałam, jak moja mama żartowała, że „Bóg wie wszystko, ale Anne wie lepiej”. Dodałam, że teraz jest wycieńczona i zmieniła się nie do poznania. Zwróciłam uwagę na to, jak na mnie patrzyły – z wielką empatią, ale też z wielkim smutkiem. Wyobraziłam sobie, że myślą o swoich najlepszych przyjaciółkach, z którymi straciły kontakt podczas wojennej zawieruchy, i zastanawiają się, jaki spotkał je los.

Wyjaśniłam, że muszę wrócić pod ogrodzenie, do Anne, z jedzeniem. Tylko skąd je zdobyć?

– Nie przejmuj się, już my się postaramy, żebyś mogła jej coś zanieść – zapewniła jedna z kobiet. Zaraz inne też zgłosiły się do pomocy, a przecież same miały tak mało i nawet nie znały Anne. Byłam onieśmielona ich życzliwością. W ciągu następnych paru dni przychodziły do mojej pryczy z darami, przynosząc to, co im zostało z paczek z Czerwonego Krzyża. Tutaj jeden bochenek chleba dzieliło się na czterocentymetrowe kawałki, które kilka rodzin jadło przez dwa dni. A mimo to moje towarzyszki oddawały tyle, ile mogły – nawet jeśli była to pojedyncza skarpetka albo rękawiczka.

Nazajutrz poszłam odwiedzić tatę w baraku szpitalnym. Musiałam mu natychmiast powiedzieć, że odnalazłam Anne. Wiedziałam, jaki będzie zaskoczony na wieść, że ona i Margot tu są. Poza tym chciałam go spytać, czy słyszał cokolwiek o komorach gazowych, które według Anne były w Auschwitz. Powtarzał mi i Gabi, żebyśmy nie traciły nadziei i że kiedyś na pewno dojdzie do wymiany, że musimy być cierpliwe, musimy się trzymać i to przeczekać – ale czy wiedział, że Niemcy nie tylko biernie pozwalają, by Żydzi umierali, tak jak tu, w Bergen-Belsen, ale też nas aktywnie mordują? Pomyślałam o jego wrodzonym pesymizmie. Tymczasem to pan Frank, niepoprawny optymista, obawiał się najgorszego i dlatego zorganizował kryjówkę.

Idąc w stronę szpitala, poczułam w powietrzu zapach gotującego się kleju. Dochodził znad budynku znajdującego się poza terenem obozu. Podobno było to krematorium, do którego zabierano ciała osób zmarłych z głodu, chorób albo wycieńczenia, albo ze wszystkich tych przyczyn jednocześnie. Spotkanie z Anne przypomniało mi o tym, że byłam szesnastoletnią dziewczyną, która powinna chodzić do szkoły, uczyć się swoich ulubionych przedmiotów, takich jak historia i geografia, i chichotać z głupich żartów razem z Anne i innymi koleżankami. Zamiast tego szłam teraz przez obóz koncentracyjny, żeby zobaczyć się z chorym ojcem i spytać go, czy Żydów naprawdę zagazowuje się na śmierć.

reklama
Wyzwolenie niemieckiego obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen, kwiecień 1945 roku (No 5 Army Film & Photographic Unit, Oakes, H.)

Gdy dotarłam na miejsce, tata leżał skulony w łóżku, a jego skóra miała barwę szarego nieba. Miałam wrażenie, że słabł coraz bardziej; co się budził, to od razu znów zasypiał. Jego szaroniebieskie oczy były jednak przeważnie otwarte i czułam, że patrzył na mnie i naprawdę mnie widział i rozumiał. Czasem jednak wydawał się nieobecny i bezwładny. Dzisiaj, ku mojemu rozczarowaniu, miał zamknięte oczy. Mimo wszystko zaciągnęłam kotarę wokół łóżka i usiadłam obok niego. Jednym tchem wyrzuciłam z siebie wszystko – że spotkałam się z Anne, że Frankowie jednak nie wyjechali do Szwajcarii, że ukrywali się razem z rodziną van Pelsów i znajomym dentystą na strychu za biurem pana Franka, ale potem ktoś ich zdradził i zostali wysłani do obozu Auschwitz. Powiedziałam też, jak złamana wydawała się Anne, jaka była inna od dziewczyny, którą pamiętałam. Wzięłam głęboki oddech i ścisnęłam rękę taty.

– Czy to prawda? – spytałam. – Czy Żydów wysyła się tam do pomieszczeń z prysznicami, żeby ich zagazować?

Ojciec w międzyczasie otworzył oczy i zdawało się, że mnie słyszy, jednak nie odpowiedział. Nie chciał nic mówić czy nie mógł? Oddychał z trudem. Przeklinałam wycieńczającą, bezsensowną pracę w komandzie obuwniczym, która odebrała mu zdrowie.

– Tato, musisz być silny. – Teraz to ja wypowiedziałam słowa, które zawsze nam powtarzał. – Ty, ja, Gabi i babcia już niedługo pójdziemy na wymianę. Musimy tylko być cierpliwi. Prawda?

Powiedziałam koleżankom z baraku, że według Anne w Auschwitz zabija się ludzi gazem. Niektóre z nich też gdzieś o tym słyszały. Żadna z nas nie chciała jednak w to wierzyć. Podejrzewałyśmy, że ci, którzy przenieśli się tu z Auschwitz, postradali zmysły w trakcie morderczych marszów i podróży pociągiem. Nie dostawali prawie nic do jedzenia, a jeśli nie poruszali się wystarczająco szybko, strzelano do nich albo zostawiano ich w tyle na pewną śmierć z głodu albo zimna. Musieli być zupełnie oderwani od rzeczywistości, jeśli wierzyli w takie historie i jeszcze je powtarzali. Przecież nawet Niemcy, którzy czerpali psychopatyczną przyjemność z zadawania nam cierpienia, nie posunęliby się tak daleko.

Następnego dnia zamierzałam znów zobaczyć się z Anne, więc po południu zapakowałam suszone owoce, suchary i kawałki krakersów zebrane od różnych osób z cennych, choć ubogich paczek z Czerwonego Krzyża.

Całą tę kolekcję włożyłam do skarpetki razem z rękawiczką – pakunek był wielkości małej piłki.

Powtórzyłam rytuał: okryłam Gabi kocem na pryczy, a sama opatuliłam się płaszczem. Naciągnęłam czapkę jak najniżej na uszy – noc znów była mroźna, ale przynajmniej nie padało. Znów posuwałam się powoli i ostrożnie, wypatrując strażników. Gdy znalazłam się pod ogrodzeniem, zawołałam Anne po imieniu i zagwizdałam nasz stary sygnał, czyli pierwsze takty holenderskiego hymnu. Usłyszałam kroki.

– Jestem, Hanneli – odpowiedziała.

Tym razem nie ryzykowałyśmy długiej rozmowy.

– Mam dla ciebie jedzenie. Uważaj, zaraz ci je przerzucę.

– OK, jestem gotowa.

Rzuciłam paczkę wysoko w powietrze i patrzyłam za nią, aż zniknęła za drutem kolczastym. Poczułam przypływ adrenaliny.

Zaraz jednak rozległ się rozdzierający krzyk – to Anne wołała po drugiej stronie. Usłyszałam krótką sprzeczkę, a potem czyjeś szybko oddalające się kroki.

– Co się stało, Anne?

– Jakaś kobieta je złapała i nie chce oddać – wrzasnęła Anne, zanosząc się płaczem.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Hannah Pick-Goslar „Moja przyjaciółka Anne Frank” bezpośrednio pod tym linkiem!

Hannah Pick-Goslar
„Moja przyjaciółka Anne Frank”
cena:
69,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Agora
Tłumaczenie:
Olga Mysłowska
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Liczba stron:
424
Premiera:
11.02.2026
EAN:
9788383804705
reklama
Komentarze
o autorze
Hannah Pick-Goslar
(1928–2022) Była urodzoną w Niemczech izraelską pielęgniarką i ocalałą z Holokaustu, a także bliską przyjaciółką pisarki Anny Frank. Dziewczyny uczęszczały do ​​VI Szkoły Montessori w Amsterdamie, a następnie do Liceum Żydowskiego.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone