Opublikowano
2017-09-07 19:45
Licencja
Wolna licencja

Geniusz, któremu ciało odmawiało posłuszeństwa. Stanisław Wyspiański jakiego nie znacie

Człowiek, za którym przez całe życie podążała śmierć. Mąż i ojciec, dla którego rodzina stanowiła świętość. W końcu artysta, który przez swoje dzieła chciał sięgnąć nieśmiertelności. O Stanisławie Wyspiańskim opowiada nam Monika Śliwińska, autorka książki „Wyspiański. Dopóki starczy życia”.


1 2 3

Zobacz też: Stanisław Ignacy Witkiewicz – nienasycenie w czystej formie

Paweł Czechowski: Pani książka zaczyna się nietypowo, bo od końca losów Wyspiańskiego, jego pogrzebu i żałoby po nim. Czy paradoksalnie nie było tak, że śmierć chodziła za Wyspiańskim przez całe życie? W dzieciństwie w krótkich odstępach czasu stracił dziadka, młodszego brata i w końcu matkę, co odmieniło jego dotychczasowe losy.

Monika Śliwińska Monika Śliwińska (ur. 1978) - dziennikarka, redaktorka i pisarka, związana z nowymi mediami od 2009 roku. Mieszka i pracuje Lublinie. Redaguje stronę o życiu i twórczości Tadeusza Boya-Żeleńskiego boy-zelenski.pl (fot. Natalia Wierzbicka) Monika Śliwińska: Śmierć jest drugim bohaterem tej książki. Towarzyszy Wyspiańskiemu od dziecka, przychodzi wcześniej niż sława i uznanie. Jest przeciwnikiem, wobec którego ten człowiek silny duchem czuje się bezradny.

P.Cz.: Jak ważne było pochodzenie Stanisława Wyspiańskiego, patrząc przez pryzmat jego późniejszej kariery artysty? Jego ojciec Franciszek był rzeźbiarzem, z kolei chyba bardziej na Stanisława wpłynęło to, że został oddany na wychowanie do wujostwa Stankiewiczów. A może jakiś inny krewny miał duży wpływ na młodego Wyspiańskiego?

M.Ś.: W wieku siedmiu lat Wyspiański został osierocony przez matkę. Ojciec nie radził sobie z samotnym rodzicielstwem. Można powiedzieć, że wychowywała Wyspiańskiego po trosze cała rodzina – krewni ze strony ojca i matki. Wiele, jeśli nie najwięcej, wyniósł z domu swojej opiekunki, chrzestnej matki Janiny Stankiewiczowej, a jednak po latach, jako dorosły człowiek, swoje dzieciństwo zidentyfikował z domem ojca, u stóp Wawelu. Pisze w wierszu: „tam chłopiec mały chodziłem co czułem, to później w kształty mej sztuki zakułem”.

P.Cz.: Jak w zasadzie odbierać start w życie Stanisława Wyspiańskiego? Z jednej strony to wiele wydarzeń smutnych, z drugiej od zawsze miał on okazję do obcowania z kulturą. Na pewno niebagatelne znaczenie miał fakt, że jego ojciec i wujostwo przyjaźnili się z Janem Matejką, który został jego mistrzem.

M.Ś.: Atmosfera tego domu, gdzie trafił, mając jedenaście lat i w którym wyrósł, ukształtowała jego postawy życiowe. W domu wuja Kazimierza Stankiewicza, więzionego za działalność konspiracyjną, stykał się z ludźmi, którzy nadawali ton życiu kulturalnemu Krakowa, między innymi z Janem Matejką, historykiem Józefem Szujskim i Władysławem Łuszczkiewiczem, dyrektorem Muzeum Narodowego. Pod okiem tego ostatniego Wyspiański, wówczas uczeń gimnazjum św. Anny, kopiował portrety historyczne ze zbiorów muzealnych. Z kolei Matejko – jak zaświadcza Stankiewiczowa – darzył Wyspiańskiego „szczególniejszą sympatią”.

P.Cz.: Jak ocenia Pani historię stosunków mistrza i ucznia – Matejki i Wyspiańskiego? Ostatecznie chyba Stanisław poszedł w sztuce w zupełnie innym kierunku.

Malarz aktów i końskich głów. Jan Matejko, jakiego nie znacie

Czytaj dalej...

M.Ś.: Pod okiem Jana Matejki Wyspiański dorastał i stawał się tym Wyspiańskim, o którym dzisiaj rozmawiamy. Jako chłopiec potrzebujący męskiego autorytetu – którego nie mógł dać mu ojciec – pozostawał pod silnym wpływem Matejki. Wspólnie pracowali nad polichromiami kościoła Mariackiego. Jako ulubieniec Matejki, Wyspiański cieszył się swobodami, na które nie mogli liczyć inni uczniowie krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Artystycznie zerwał z Matejką w Paryżu, skąd pisał: „matejkowskiej maniery się już wyzbyłem”. To okres w jego życiu, kiedy intensywnie poszukuje własnego stylu i własnej drogi wypowiedzenia się w sztuce. Powróci do Matejki w późniejszym okresie w inny sposób. W swoich utworach będzie nawiązywał do najgłośniejszych dzieł malarskich Mistrza. Poświęci mu piękne strofy rapsodu „Kazimierz Wielki”: „Był mały, jako ludzie ciałem drobni/ i przygarbiony nie wiekiem, lecz pracą,/ był z tych, którzy są Aniołom podobni,/ których żywoty wiele wykołacą”.

Stanisław Wyspiański autoportret Stanisław Wyspiański „Autoportret” (1902, domena publiczna)

P.Cz.: Kto jeszcze wpłynął najmocniej prywatnie na Wyspiańskiego? Feliks Jasieński, który objął go mecenatem, a może koledzy ze szkolnych ław, tacy jak Józef Mehoffer czy Lucjan Rydel, którego wesele stało się inspiracją dla słynnego dramatu?

M.Ś.: Nikt nie miał takiej mocy, aby wpływać na Wyspiańskiego w sferze prywatnej. Było raczej odwrotnie. Wyspiański każdego z kolegów widział w określonej roli i chciał mieć wpływ na ich rozwój intelektualny. Znamienne, że właśnie on, ten wielki indywidualista, nie miał zrozumienia dla samodzielności swoich kolegów oraz ich wyborów artystycznych i życiowych.

P.Cz.: Będąc już przy „Weselu”. To bez wątpienia najważniejsze dzieło literackie artysty, jeśli nie jego najważniejsze dzieło w ogóle. Czy za swoje opus magnum uważał ja sam Wyspiański? Co ciekawe, opisuje Pani w książce, że aktorzy przyjęli początkowo sztukę niechętnie...

M.Ś.: Myślę, że dla Wyspiańskiego mocniejszą wykładnią jego myśli było „Wyzwolenie”. Pisał je już po sukcesie „Wesela”, którym publiczność się zachłysnęła. Z napięciem wyczekiwano nowego utworu i kolejnego uderzenia. Recepcja tych dramatów oraz Wyspiańskiego jako dramaturga to już zupełnie inna rzecz...

Polecamy książkę Moniki Śliwińskiej pt. „Wyspiański. Dopóki starczy życia”

Wyspiański. Dopóki starczy życia Tytuł: „Wyspiański. Dopóki starczy życia”
Autor: Monika Śliwińska
Oprawa: twarda z obwolutą
Numer wydania: I
Wymiary: 165 × 235
Druk: Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca
Data wydania: 2017-09-13
EAN: 9788324404872
Ilość stron: 516
ISBN: 978-83-244-0487-2
ISBN e-publikacji: 978-83-244-0496-4
Cena: 49,90 zł
Kup ze zniżką w księgarni Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

1 2 3
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Paweł Czechowski

Student dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim, wielki fan „Kroniki XX wieku" Mariana B. Michalika i okresu, o którym ta książka opowiada. Poza tym interesuje się piłką nożną, muzyką rockową i zbieraniem prasy.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org