Opublikowano
2019-10-07 16:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Harry Haft: „Żydowska Bestia z Jaworzna”

Harry Haft trafił do obozu koncentracyjnego w wieku 16 lat. Uczestniczył w wielu walkach bokserskich organizowanych dla rozrywki przez SS-manów. Jeden z nich otoczył go swoją protekcją…


Strony:
1 2

Harry cieszył się wyjątkową nietykalnością, jeśli chodzi o przejawy obozowego okrucieństwa, posiadanie anioła stróża nie zwalniało go jednak z niebezpiecznych prac w kopalni. Pewnej nocy stał za blisko wysadzanej ściany, kiedy zdetonowano ładunek, i choć dobrze wiedział, jak osłaniać ciało przed eksplozją, odłamki wyszczerbionej skały trafiły go w stopę. Już w chwili uderzenia wiedział, że ma połamane kości.
Kiedy wynoszono go z kopalni, prócz fizycznego bólu doskwierała mu ponura świadomość, że w wyniku tych obrażeń może trafić z powrotem do Auschwitz. Ilekroć żydowski robotnik zostawał ranny przy pracy, umieszczano go w szpitalu, jednak nie w oczekiwaniu na pomoc lekarzy, lecz transport do obozu śmierci. Harry Haft po wojnie (domena publiczna)
Współwięźniowie ułożyli Harry’ego w wagonie. Gdy przywieziono go do szpitala, właśnie wschodziło słońce. Mężczyźni położyli go na podłodze sali pełnej chorych, jęczących w gorączce na swoich posłaniach. Mijały godziny, a on zdawał sobie sprawę, że jeśli nie wstanie i nie wróci do obozu, razem z pozostałymi pacjentami trafi do komory gazowej.
Około południa na salę wszedł Schneider w towarzystwie głównego lekarza.
 – Ten w kącie – powiedział, wskazując na Harry’ego. – To mój osobisty robotnik. Żeby mi nie trafił do transportu, bo będziecie mieli ze mną do czynienia.
Przesłanie było jasne. Lekarz dał znak pomocnikom, żeby umieścili chłopaka na łóżku.
 – Oczywiście – odparł. – Jak pan sobie życzy. Obejrzę go.
Podeszli do Harry’ego. Kiedy lekarz pochylał się nad jego nogą, Schneider wyjął z kieszeni butelkę whisky, nalał trochę do kubka stojącego przy łóżku i podał Harry’emu.
 – Noga jest złamana. Leczenie wymaga sześciu tygodni w gipsie – powiedział lekarz. – Co niby miałbym z nim robić przez sześć tygodni?
 – Proszę go przydzielić do pracy w szpitalu.
 – Do jakiej pracy?
 – Niech sprząta.
 – Dobrze – odparł lekarz.
Dotrzymał słowa i założył Harry’emu gips. Na czas powrotu do zdrowia chłopak miał pozostać w szpitalu w charakterze pomocnika. Jak się okazało, potrwało to o kilka tygodni dłużej, niż lekarz szacował tamtego pierwszego dnia.
Chłopak z ulgą wrócił do baraku. Wiedział, że chorzy i ranni są skazani na śmierć. W szpitalu nie mógł znieść błagań ludzi, którym nie był w stanie pomóc, więc starał się ich nie słyszeć. Przez cały dzień do nikogo się nie odzywał. Dopiero nocą, gdy zimno stawało się nie do zniesienia, potajemnie przynosił pojedynczym chorym dodatkowe koce czy szmaty.

Josef Mengele – Anioł Śmierci z Auschwitz

Josef Mengele często stał na rampie i dokonywał selekcji nowo przybyłych więźniów. Wraz z innymi SS-manami wyszukiwał ofiary do swoich eksperymentów. Szczególnie interesowały go bliźnięta i karły. Nieświadome matki zwykle szybko oddawały mu swoje dzieci, sądząc, że czeka je z nim lepszy los.



Czytaj dalej...
Kiedy wrócił do pracy, Schneider codziennie o północy przychodził się z nim zobaczyć. Przynosił chleb, czekoladę, mięso i oczywiście whisky. Tak jak przedtem, Harry wykorzystywał część otrzymanych racji, żeby przekupić polskich brygadzistów. Jednak większość żywności zjadał sam, na wypadek gdyby kolejny dzień miał przynieść głód. Szybko przybrał na wadze i zasłynął jako jedyny dobrze odżywiony Żyd w Jaworznie.
Pewnego ranka, wracając ze zmiany, spotkał przyjaciela z innej brygady robotników, który nie spał całą noc, żeby przekazać mu wiadomości.
 – Hercka, przywieźli z Łodzi twojego brata Pereca.
 – Gdzie jest?
 – W bloku piątym.
 – Dzięki, Jankielu – odparł Harry i stanął w szeregu, bo właśnie liczono więźniów.
Zaraz potem ruszył do bloku piątego. Żydowscy dozorcy wiedzieli, że jest pod ochroną, i pozwalali mu przemieszczać się swobodnie po obozie. Gdy dotarł do bloku piątego, szedł wzdłuż rzędu baraków, wołając co chwilę:
 – Perec Haft!

Geneza i rozbudowa KL Auschwitz

Czytaj dalej...
Następnie rozglądał się i czekał. W pewnym momencie brat wyszedł do niego.
 – Tak jest! – powiedział, salutując.
Harry był tak dobrze odżywiony, że Perec go nie poznał.
 – Perec, to ja, Hercka!
Padli sobie w objęcia. Perec był przynajmniej piętnaście centymetrów niższy od Harry’ego i ważył nie więcej niż czterdzieści pięć kilogramów. Nie wyglądał dobrze. Transport pociągiem z Łodzi dał mu się we znaki i Hercka wiedział, że teraz życie brata zależy od niego.
Przyniósł w kieszeni kawałek chleba i patrzył, jak Perec żuje wolno, delektując się każdym kęsem.
O północy, kiedy jak zwykle przyszedł Schneider, Harry poprosił go, żeby załatwił Perecowi pracę w pobliżu niego. Niemiec dopilnował, żeby osłabiony chłopak otrzymywał lżejsze zadania i powierzono mu podpinanie do pociągu wagonów z węglem.
Harry dzielił się z bratem otrzymywanym od Schneidera jedzeniem i wkrótce Perec zaczął nabierać sił.
Po jakimś czasie wydarzyło się kolejne nieszczęście. Kiedy Perec spinał wagony, jeden z nich się zsunął i zmiażdżył mu stopę. Rannego zawieziono do obozowego szpitala, gdzie miał czekać na najbliższy transport do ­Auschwitz.

Brama główna Auschwitz II (Birkenau), widok z rampy wewnątrz obozu, rok 1945 (Bundesarchiv, B 285 Bild-04413 / Stanislaw Mucha / CC-BY-SA 3.0)

Kiedy Harry się o tym dowiedział, zdał sobie sprawę, że musi dotrzeć do szpitala przed czwartą po południu, przed odejściem transportu. Około drugiej, kiedy jego towarzysze spali, wymknął się z baraku.
Nie wiedział, gdzie szukać Schneidera, więc poszedł prosto do dyżurującego lekarza. Szczęśliwie był to ten sam mężczyzna, z którym miał do czynienia poprzednio.
 – Doktorze, wczoraj przywieziono tu mojego brata. To ten ze zmiażdżoną stopą.
 – To znowu ty?
 – Jest tutaj mój brat, musi pan go wyleczyć tak samo jak mnie. Proszę go przydzielić do sprzątania w szpitalu, dopóki nie będzie mógł wrócić do kopalni.
Lekarz nie odezwał się ani słowem, ale na jego twarzy malowało się zdumienie stanowczym tonem Harry’ego.
 – Proszę zapytać Schneidera, zaraz po niego pójdę – dodał chłopak.
W odpowiedzi na arogancję więźnia Niemiec tylko pokręcił głową i parsknął.
 – Pokaż mi tego twojego brata – powiedział wreszcie. – Zajmę się nim. Ale na przyszłość uważaj, jak się do mnie odzywasz. Nie zapominaj, że jesteś Żydem.

Ten tekst jest fragmentem książki Alana Scotta Hafta „Harry Haft.Historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano”:

Alan Scott Haft - „Harry Haft.Historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano” - okładka Tytuł: „Harry Haft. Historia boksera z Bełchatowa.
Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano”
Autor: Alan Scott Haft
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Typ oprawy: twarda
Data premiery: 2 październik 2019
Język wydania: polski
ISBN: 978-83-8135-015-0
Liczba stron: 240
Wymiary: 212 × 148 × 30
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: dude |

To w końcu z Jaworzna czy z Bełchatowa? Tytuł książki brzmi "Harry Haft. Historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano"



Odpowiedz

Piotr Abryszeński Redaktor Histmaga |

@ Gość: dude Szanowny Panie! Różnica bierze się stąd, że Harry (Hercka) Haft urodził się w Bełchatowie - i to chciał zaakcentować autor/wydawca książki, natomiast "Bestią z Jaworzna" nazywali go Niemcy. Haft był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego w Jaworznie (właściwie podobozu KL Auschwitz) utworzonego w czerwcu 1943 roku.



Odpowiedz

Gość: onri |

Nazywasz to walką



Odpowiedz
Alan Scott Haft

Pisarz. Autor książki Harry Haft. Historia boksera z Bełchatowa. Od piekła Auschwitz do walki z Rockym Marciano, która opowiada o losach jego ojca.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org