Autor: Juliusz Iwanicki
Tagi: Recenzje, Historia kultury i sztuki, Historia filozofii i idei, Metodologia i historia historiografii, Książki, XIX wiek, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne
Opublikowany: 2013-08-27 20:48
Licencja: wolna licencja

„Historia ma konsekwencje. Mickiewicz, Mochnacki, Norwid, Witkacy o dziejach Polski” – red. Arkady Rzegocki – recenzja i ocena

Jaki może być sposób na „odbudowanie nadwątlonej ciągłości polskiej kultury i tradycji” i pobudzenie refleksji nad kondycją współczesnej kultury polskiej? Zdaniem Arkadego Rzegockiego, redaktora tomu – nowe odczytania i interpretacje dzieł klasyków.
REKLAMA
Arkady Rzegocki (red.)
Historia ma konsekwencje.
Ocena: 7
25,00 zł
Wydawca: Ośrodek Myśli Politycznej, Muzeum Historii Polski
Rok wydania: 2012
Okładka: miękka
Liczba stron: 175
Format: 190 x 125 mm
ISBN: 9788362628254

Książka nie jest zwartą monografią, lecz pracą zbiorową. Składa się z czterech rozdziałów, poświęconych osobno Mickiewiczowi, Norwidowi, Mochnackiemu i Witkacemu. Autorem każdej części jest inny badacz akademicki. Pewne zdziwienie może budzić tutaj obecność Stanisława Witkiewicza w gronie romantyków. Czy artysta z Zakopanego może mieć coś wspólnego z klasykami dziewiętnastowiecznego romantyzmu? Postanowiłem przed zakończeniem lektury nie wyciągać pochopnych wniosków.

Pierwszy rozdział autorstwa Andrzeja Waśki poświęcony jest Adamowi Mickiewiczowi. Dzieła wieszcza, chociaż objęte powszechnym szacunkiem w polskiej edukacji i przestrzeni kulturowej, wydaje się, że nie podlegają obecnie szczególnie żywej recepcji. Po Gombrowiczowsku patrząc, Mickiewicz ma nadaną gębę „proroka kultury polskiej”, co niektórym może odebrać chęć poważniejszych studiów nad jego dorobkiem. Tymczasem Mickiewicz był przecież gruntownie wykształcony pod względem historycznym, studiując w latach dwudziestych ówczesne nauki historyczne w Wilnie u Joachima Lelewela, jednego z ojców polskiej historii akademickiej. Zdaniem Waśki, Mickiewicz nauczył się w sposób uniwersalistyczny i historiozoficzny traktować polskie dzieje właśnie dzięki wpływowi swego nauczyciela (czego był świadom poeta, pisząc wiersz „Do Joachima Lelewela”).

Mickiewicz nie pozostał jednak długo przy paradygmacie historii uprawianej, na sposób oświeceniowy, zmierzając wyraźnie ku dowartościowaniu romantycznego spojrzenia na „dzieje gminne” (ludowe) w opozycji do dziejów uczonego („Popas w Upicie”). Znany jest fakt zamiłowania Mickiewicza do religijnej metafizyki i odczytywania losów Polski w kategoriach koniecznej Ofiary. Jak zauważa Waśko Mickiewicz, był jednak również wziętym publicystą (w dodatku z wyrzutem sumienia za niezaangażowanie się w powstanie listopadowe), który pisał do „Pielgrzyma Polskiego”, znaczącego czasopisma z czasów Wielkiej Emigracji po 1831 roku. Interesujące są też niektóre oceny historyczne Mickiewicza – na przykład, jak spostrzega Waśko, w „Pierwszych wiekach historii polskiej” wieszcz bardziej docenia władców nieheroicznych takich jak Kazimierz Odnowiciel czy Władysław Herman, którzy potrafili zapewnić względny ład i spokój ówczesnym poddanym.

Drugi rozdział, napisany przez Bogusława Doparta, bada aspekt twórczości historycznej u Cypriana Norwida. Norwid, w odróżnieniu od Mickiewicza, nie odniósł za życia widocznego sukcesu i umarł w zapomnieniu i braku zrozumienia ze strony ówczesnych. Fascynacje Norwidem pojawiają się znacznie później – i to ze strony tak różnych osób jak Stanisław Brzozowski czy Karol Wojtyła. Smakowitą ciekawostką jest, że wielbicielem Norwida był jeden z głównych aparatczyków w PRL, Zenon Kliszko, który szczególnie aprobował Norwidowską krytykę inteligencji polskiej.

Dopart, rekonstruując myśl historyczną Norwida, zwraca uwagę na to, że ten niezależny twórca z jednej strony akceptował przemiany modernizacyjne w społeczeństwie polskim, z drugiej – nie widział w nich zagrożenia dla polskiej tożsamości. Jeśli dodać do tego Norwidowską niechęć do Mickiewiczowskich skłonności millenarystycznych (sprawa tworzenia Legionu Polskiego w 1848 roku), widać nie do końca mieszczący się w obrębie romantyzmu rys światopoglądu tego autora. Norwid antycypował pewne wątki pozytywistyczne w polskiej kulturze, nie zrywając jednocześnie z przekonaniami metafizycznymi.

Trzecia postać w książce – przedwcześnie zmarłego Maurycego Mochnackiego, została opisana przez redaktora Arkadego Rzegockiego. Jedną z ważniejszych myśli Mochnackiego wobec polskiej historii było „uznanie się człowieka i narodu w jestestwie swoim” – co miało oznaczać przede wszystkim osiągnięcie pewnego poziomu samowiedzy jednostki i społeczeństwa, szczególnie poprzez twórczą literaturę i wyobraźnię. W tym ujęciu naród bez pamięci i bez zdolności twórczych przepada bowiem w otchłani dziejów.

Co ciekawe, refleksje Mochnackiego nie zamykają się na narodowym etapie. Niektóre jego myśli historiozoficzne zaskakująco przypominają kosmopolityczną filozofię starożytnych stoików, m.in. tezy o jedności ludzkości cesarza Marka Aureliusza z „Rozmyślań”.

Naród polski po wszystkie czasy swego związku społecznego zachodził w historyją Europy; przeto powinien znać swoje zewnętrzne stosunki i rozumieć siebie w wspólnem jestestwie z ościennemi, postronnemi, dalekimi ludami (…) najpierwej człowiek jest w domu; jest patryarchą swej rodziny. Potem jest w cechu, bractwie, w stronnictwie (…) Coraz rozszerza się jego zakres. Dalej jest w stanie, w klasie, osobne mającej prerogatywy, przywileje; dalej jest jeszcze synem ojczyzny, a w końcu stać się musi całego świata obywatelem.

W ostatnim rozdziale, autorstwa Kamila Sokołowskiego, otrzymujemy obszerny szkic o Witkacym. Autor nie wyjaśnia, jakie są związki Witkacego z romantyzmem. Domyślam się, że można tego artystę łączyć w pewien sposób z dziewiętnastowiecznymi romantykami poprzez inklinacje metafizyczne, a w szczególności upodobania do poszukiwania Tajemnicy, zarówno w religii, jak i w filozofii i sztuce (wszystkie te trzy obszary stanowiły bardzo istotną przestrzeń poszukiwań dla Witkacego).

Podobnie jak wcześniejszy Norwid, Witkacy zauważa symptomy nadchodzącego kryzysu w ówczesnym społeczeństwie. Według tego drugiego, kryzys miałby polegać na zmierzającemu ku wyjałowieniu z indywidualności wielkiemu, anonimowemu mrowisku społecznemu. Jak odczytuje Sokołowski – uspołecznienie, czyli wzrost demokracji i dobrobytu materialnego, według Witkacego, owocuje wzrostem szczęścia i bezpieczeństwa społeczeństwa, ale za cenę jałowienia sił kultury, i co za tym idzie utraty utraty możliwości szukania Tajemnicy. Czyż ta diagnoza Witkacego nie jest nad wyraz aktualna we współczesnych społeczeństwach zachodnich, które pogrążone we względnym dobrobycie, zapominają o horyzoncie Tajemnicy?

Witkacego zdecydowanie odróżnia od romantyków, a w szczególności od Mickiewicza i Norwida, krytyka względem chrześcijaństwa łacińskiego. Uważa, że przeznaczenie Polski wiązało się ze Wschodem, co pokazały czasy Jagiellonów, tymczasem Polska związała się z Zachodem poprzez przyjęcie zachodniej odmiany chrześcijaństwa. Według Witkacego lepsze dla Polski byłoby chrześcijaństwo bizantyjskie, silniej afirmujące rządy silnej jednostki i będące główną religią na Wschodzie Europy. Trzeba przyznać, że to dość oryginalna, choć kontrowersyjna teza.

Drugim wielkim błędem rozwojowym Polski, zdaniem Witkacego, było przyjęcie modelu demokracji szlacheckiej. Według artysty z Zakopanego ten ustrój był nieporozumieniem i wymieszaniem różnych, zdeterminowanych etapów rozwoju cywilizacji (wzrastania siły jednostki i wzrastania siły grupy). Zdaniem Witkacego Polska nie przeszła przez konieczną fazę rozwoju despotyczną (czyli jakiś wariant monarchii absolutnej) i za wcześnie rozpoczęła zgubny eksperyment z demokratycznym „uspołecznieniem”. Zaowocowało to, jego zdaniem, brakiem dyscypliny w polskim społeczeństwie i skłonnością Polaków do życia w pozorach. Interesujące jest, że w swoim quasi-Nietzscheańskim upodobaniu do silnych jednostek Witkacy żywił duży szacunek dla marszałka Piłsudskiego, którego nazywał jedynym wielkim człowiekiem w kraju od XVI wieku. Krytyka Witkacego względem polskiej historii jest zatem obszerna i dość pesymistyczna, korespondująca z katastroficznymi skłonnościami zakopiańczyka.

Słabością omawianej książki jest brak głębszego zintegrowania treści w tomie. O ile można, z pewnymi wątpliwościami, łączyć Mickiewicza z Norwidem i Mochnackim w ramach szeroko rozumianego romantyzmu (chociaż dyskusyjnego szczególnie w przypadku Norwida), to obecność w tym gronie Witkacego wydaje się co najmniej zastanawiająca i trudna do wytłumaczenia. Witkacy bowiem, chociaż był metafizykiem, nie był raczej romantykiem w rozumieniu dziewiętnastowiecznym. Trudno też bliżej wiązać koncepcje historyczne Witkacego z pozostałymi trzema twórcami. Z kolei w omawianym tomie brakuje obecności Juliusza Słowackiego czy Zygmunta Krasińskiego, których rozważania historiozoficzne aż się proszą o nowe interpretacje. Witkacy powinien znaleźć się w odrębnym opracowaniu, poświęconym na przykład historii według polskich katastrofistów (tutaj można by porównać myśl historyczną Witkacego z twórczością Mariana Zdziechowskiego oraz młodego Miłosza).

Recenzowana pozycja nie zainteresuje raczej osób nastawionych pozytywistyczne do treści historycznych. Wszystkie bowiem omawiane koncepcje historyczne bliższe są rozumieniu historii w jej bliskich związkach z literaturą i sztuką, a także metafizyczną historiozofią. Czy oznacza to jednak, że pozycja nie jest godna polecenia? Przeciwnie – sądzę, że jest to całkiem ciekawe przedsięwzięcie. Co więcej, w dobie zainteresowania narratywistycznym paradygmatem w historii (prace Haydena White'a) tego typu badania z pewnością się bronią.

Zgadzam się z tezą Rzegockiego, że warto odczytywać myśl polskich klasyków na nowo. Obecny system edukacji bowiem nie sprzyja szczególnie twórczemu przyswajaniu wiedzy, szczególnie w obszarze humanistyki. W dobie „kluczy maturalnych”, a także zredukowanych treści programowych na studiach (na Uniwersytecie Poznańskim, który mieni się patronatem Adama Mickiewicza, „filozofia polska” znika jako przedmiot, na Uniwersytecie Warszawskim jest tylko przedmiotem fakultatywnym), warto spróbować spojrzeć na romantyków inaczej – przytaczając Mochnackiego – w poszukiwaniu „uznania się w jestestwie swoim”.

Redakcja i korekta: Agnieszka Kowalska

REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Juliusz Iwanicki
Doktor nauk humanistycznych. Absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i Akademii Artes Liberales na Uniwersytecie Warszawskim. Studiował MISH, filozofię i historię. Autor książek i artykułów z obszaru religioznawstwa, historii filozofii (głównie nowożytnej), myśli społecznej (głównie w PRL) i kulturoznawstwa. Adiunkt na UAM w Poznaniu. W wolnych chwilach czytelnik literatury faktu i współczesnej beletrystyki. Jeszcze rzadziej hobbysta gier planszowych i karcianych. Lubi podróżować do krajów południowej Europy.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy