Igo Sym: gwiazda kina i szpicel Gestapo

Przedwojenny amant, popularny aktor, a ponoć także kochanek samej Marleny Dietrich. W latach trzydziestych podjął współpracę z III Rzeszą. Polskie podziemie wydało na niego wyrok śmierci.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5

„Elegancja, temperament, sex appeal, to Igo Sym we własnej osobie” – zachwycał się Boy-Żeleński, recenzując premierę rewii Frontem do radości wystawioną na scenie Cyrulika Warszawskiego w 1935 roku. A Irena Górska-Damięcka, znająca go z pracy w teatrze, pisała o nim tak: „Piękny mężczyzna, wytworny, elegancko ubrany, bez porównania bogaciej niż najlepiej prosperujący aktor przed wojną. Kręcił wiele filmów. […] Sympatyczny, koleżeński, uczynny, obyty, wykształcony, a więc powszechnie lubiany. Objechał wszystkie stolice świata, a osiadł właśnie w Warszawie! […] Odwiedzał najbardziej ekskluzywne lokale, zawsze otoczony rojem pięknych kobiet”.

Igo Sym

Wianuszek urodziwych dam otaczający aktora nie budził zdziwienia, wszak Sym cieszył się zasłużoną opinią jednego z najprzystojniejszych artystów międzywojnia: wysoki, postawny brunet o zniewalającym uśmiechu odsłaniającym garnitur równych, śnieżnobiałych zębów, doskonale prezentował się zarówno na wielkim ekranie, jak i na scenie, pod warunkiem, że nie była to scena teatru dramatycznego. Role teatralne obnażały smutną prawdę – ten amant o imponującej urodzie był kompletnym beztalenciem, dlatego nikt nigdy nie powierzyłby mu roli Hamleta czy Don Juana, chociaż miał ku temu warunki. Nawet do filmu czy rewii angażowano go głównie ze względu na urodę, dlatego z czasem nazywano go „pięknym statystą”. „We fraku Sym wygląda wspaniale, lecz na scenie porusza się jak drewniany lub stoi sztywny niczym manekin na sklepowej wystawie” – wspominał Tadeusz Wittlin, który miał okazję oglądać aktora w repertuarze rewiowym. A przecież Sym mógł się pochwalić doskonałym przygotowaniem zawodowym: był absolwentem prywatnej szkoły aktorstwa filmowego Wiktora Biegańskiego, którą ukończyła też chociażby Nora Ney, aktorka, której talentu nikt nie odmawiał. Najwidoczniej więc nawet najlepsza szkoła i przygotowanie warsztatowe nie zdadzą się na nic, jeżeli aktor pozbawiony jest owej iskry bożej, która sprawia, że widzowie wpadają w zachwyt.

Bohater naszej opowieści urodził się 3 lipca 1896 roku w Insbrucku, w rodzinie Polaka, Antoniego Syma, z zawodu leśniczego, i Austriaczki, Julii Sep, a na chrzcie otrzymał imiona Karol Juliusz Antoni. Był średnim z trzech synów państwa Symów, jego bracia to urodzony w 1893 roku Ernest Aleksander i Alfred, który przyszedł na świat w 1899 roku. Po śmierci Antoniego owdowiała Julia zdecydowała się na przeprowadzkę do Żywca, gdzie jej trzej synowie spędzili dzieciństwo i młodość. Dwaj młodsi bracia przejawiali pewne zdolności artystyczne, a Karol studiował nawet trzy lata w wiedeńskim konserwatorium muzycznym, ale ostatecznie porzucił muzykę dla aktorstwa. Alfred natomiast kontynuował kształcenie i został zawodowym muzykiem. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości był dyrygentem orkiestry Wojska Polskiego, a po drugiej wojnie światowej wyemigrował do Austrii, gdzie zdobył sławę jako kompozytor muzyki poważnej. Najstarszy brat wybrał zupełnie inną drogę – został naukowcem specjalizującym się w biochemii i enzymologii.

Artystyczną drogę Karola przerwała pierwsza wojna światowa. Sym wstąpił do armii austriackiej i dosłużył się stopnia porucznika, a po wojnie, mimo że marzył o scenie teatralnej, postanowił zdobyć konkretny zawód i zaczął uczyć się księgowości. Po ukończeniu kursu znalazł zatrudnienie w banku, ale praca urzędnika zupełnie go nie satysfakcjonowała. Po monotonnym dniu pracy znajdował wytchnienie, prowadząc wieczorami chór i kółko dramatyczne, wkrótce zrozumiał więc, że jego powołaniem jest aktorstwo. Porzucił zatem stabilną i dobrze płatną posadę w bankowości i wyjechał do Warszawy, gdzie wstąpił do prywatnej szkoły aktorstwa filmowego Wiktora Biegańskiego, funkcjonującej pod nazwą Instytut Filmowy.

Zanim jednak przyszły amant zdecydował się wyjechać do Warszawy, by poświęcić się sztuce aktorskiej, zakochał się w Helenie Fałat, córce znanego malarza i rektora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Juliana Fałata. Poznał ją w 1920 roku w Bystrej koło Bielska, gdzie malarz miał willę, w której wypoczywał wraz z córką. Uczucie spadło na nich jak grom z jasnego nieba i było na tyle silne, że para pobrała się zaledwie kilka miesięcy później, ku niezadowoleniu ojca Heleny. Bardzo szybko okazało się jednak, że była to wielka pomyłka, a małżonkowie zupełnie do siebie nie pasują i mają inne oczekiwania od życia. Helena była typową rozpieszczoną jedynaczką, którą arystokratyczna matka Maria Luiza Comello de Stuckenfeld przyzwyczaiła do zbytku i życia w luksusie. A tymczasem jej małżonek, początkujący aktor, nie mógł jej tego zapewnić, a pomoc finansową od swoich bogatych teściów przyjmował niechętnie. Skwapliwie za to korzystał z koneksji ojca swojej żony, bo nazwisko Fałat otwierało wówczas wszystkie drzwi, nawet te prowadzące na salony, gdzie wkrótce Karol zaczął brylować, na czym bardzo ucierpiało jego życie rodzinne.

Igo Sym (z prawej) i Jerzy Leszczyński w scenie filmu Szpieg w masce z 1933 roku

Rozczarowana Helena szybko znalazła pocieszenie w ramionach innego mężczyzny i odeszła od Syma. Zabrała ich wspólnego syna Juliana, podobno wyjątkowo utalentowanego muzycznie, ojca zastąpił mu znany warszawski lekarz Marian Niemczycki, który mógł zapewnić córce Fałata życie na odpowiednim poziomie. Fałatówna doczekała się ze swoim drugim mężem jeszcze dwójki dzieci. Nie było jej jednak dane zbyt długo cieszyć się miłością w tym związku, gdyż wkrótce spotkała ją wielka tragedia: jej dziewięcioletni synek zachorował na zapalenie opon mózgowy, chorobę wówczas nieuleczalną, i umarł. Julia, przygnieciona tym ciosem, wkrótce po jego śmierci popełniła samobójstwo. Niektórzy biografowie Syma widzą w tej bolesnej historii przyczynę późniejszego trwania aktora w stanie bezżennym.

W 1925 roku bohater naszej opowieści, zmieniwszy imię na Igo, co miało mu ułatwić karierę aktorską, zadebiutował w niemym filmie w reżyserii Wiktora Bagińskiego Wampiry z Warszawy. Wbrew pozorom nie był to jednak horror, ale film kryminalny opowiadający o parze przebiegłych oszustów, których ofiarą ma zostać bogaty przemysłowiec i jego córka. Sym wcielił się w postać adwokata Tadeusza Wyzewicza. Przez następne dwa lata grywał w filmach niewysokich lotów, w tym obsadził główną rolę we łzawym i kiczowatym dramacie Kochanka Szamoty. Musiało to być dzieło „wyjątkowej klasy”, skoro obraz zrobił spektakularną klapę, a przecież polskie produkcje cieszyły się powodzeniem u rodzimej widowni, niezależnie od ich walorów artystycznych.

Ponieważ Symowi trudno było utrzymać się z aktorstwa, dorabiał jako tłumacz z języka niemieckiego, znajdując zatrudnienie przy rozmowach prowadzonych przez polskich filmowców z filmowcami z Niemiec i Austrii. Przy tej okazji przystojny aktor wpadł w oko producentom z wiedeńskiego studia Sascha-Filmindustrie AG, którzy zaproponowali mu angaż. Sym wyjechał do Wiednia i rzeczywiście znalazł zatrudnienie w tej prestiżowej wytwórni, ale wbrew temu, co twierdził po powrocie do Polski, zawrotnej kariery tam nie zrobił – grywał tylko role drugoplanowe i to głównie w ckliwych melodramatach.

Na planie filmu Café Elektric poznał przyszłą gwiazdę międzynarodowego formatu, Marlenę Dietrich, która nie oparła się jego urokowi. Parę połączył gorący romans, tak przynajmniej plotkowano w Warszawie, a Sym tych pogłosek nigdy nie zdementował. Ponoć na zakończenie znajomości aktor podarował swojej kochance dość oryginalny prezent – piłę, na której grywał, a nawet nauczył aktorkę gry na tym osobliwym instrumencie. Ową piłę z wygrawerowanym na niej napisem „Igo Sym 1927” można do dziś oglądać w muzeum Marleny Dietrich w Berlinie. Przyszła gwiazda filmu Błękitny anioł odwdzięczyła się Symowi zdjęciem z dedykacją, które jej kochanek pokazywał wszystkim na dowód swojego romansu z boską Marleną, kiedy ta już podbiła Hollywood.

Ten tekst jest fragmentem książki Iwony Kienzler „Wojenne losy przedwojennych gwiazd”:

Iwona Kienzler
Wojenne losy przedwojennych gwiazd
90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Premiera: 25 kwietnia 2019
Format: 14.5x20.5 mm
EAN: 9788311156364

W 1929 roku zainteresowało się nim kino niemieckie i Sym wyjechał do Berlina. Niewątpliwie był to wielki sukces aktora, gdyż kinematografia niemiecka w owym czasie była u szczytu artystycznych dokonań, a filmy z tego okresu zapisały się w historii kina jako największe arcydzieła. Sym jednak nie był obsadzany w tych ambitnych produkcjach, zadowalając się graniem w beztroskich, banalnych komedyjkach lub łzawych melodramatach. Kariera w niemieckim kinie, o ile oczywiście można tu mówić o karierze, skończyła się dla niego wraz z wkroczeniem do kin filmów dźwiękowych – podobno aktor miał poważne problemy z wymawianiem twardego, niemieckiego „r”.

Marlene Dietrich w czasie występu dla żołnierzy amerykańskich w 1944 roku

Z początkiem lat trzydziestych Igo, opromieniony sławą gwiazdy europejskiego kina, wrócił do Warszawy, gdzie poświęcił się głównie lekkiej muzie, występując na scenach kabaretowych. Chociaż jako aktor nie radził sobie najlepiej, to okazał się świetnym wykonawcą piosenek do tekstów Juliana Tuwima i Mariana Hemara. Miał też wierną publiczność, składającą się w przeważającej części z przedstawicielek płci pięknej. Co więcej, w Warszawie mówiono, że kobiety na jego koncertach niemal biją się o miejsce w pierwszym rzędzie. Nie bez powodu, ich idol potrafił bowiem zapewnić im nie lada atrakcje. Jak pisał świadek występów aktora, Sym wybierał zawsze jakąś damę z pierwszego rzędu, a potem zapraszał ją na scenę. „Śpiewając, podchodzi do niej, podaje dłoń i skinieniem głowy zaprasza do wspólnego występu. Oszołomiona wielbicielka nie śmie spojrzeć na gwiazdę rewii. Ale Sym nie daje za wygraną, zbliża się do niej, prawie przytula, odwraca ją w stronę widowni. Sygnałem do końca numeru jest zamaszysty ruch wolnej ręki. Z kieszeni fraka aktor wyjmuje swoją fotografię z dedykacją. Wraz z ostatnimi słowami wręcza ją kobiecie, całuje jej dłoń, kłania się, odprowadza na miejsce. Publiczność nie żałuje braw, a opuszczona wielbicielka jest w siódmym niebie”.

To zapewne uwielbienie damskiej części publiczności sprawiło, że nazwisko, tego w gruncie rzeczy miernego aktora, było drukowane na afiszach taką samą czcionką jak nazwiska najprzedniejszych gwiazd ówczesnych scen: Adolfa Dymszy, Miry Zimińskiej czy Hanki Ordonówny. Jak się okazuje, Sym potrafił zjednywać sobie nie tylko kobiety. Jego niekłamany urok osobisty sprawiał, że nawet słynący z ostrego pióra Antoni Słonimski, który pisząc swoje recenzje na nieudolnych aktorach nie zostawiał suchej nitki, był ślepy na wady Igo i wyrażał się o aktorze w samych superlatywach.

Jak na gwiazdę i celebrytę przystało, aktor nie stronił od romansów, ale najsłynniejszą jego partnerką, oczywiście poza zjawiskową Marleną, była ulubienica Warszawy Hanka Ordonówna. Para poznała się w 1934 roku na planie filmu Szpieg w masce, w którym artystka, grająca rolę agentki obcego wywiadu, a jednocześnie piosenkarki kabaretowej, zaśpiewała swój słynny przebój Miłość ci wszystko wybaczy. A zabójczo przystojny Sym wcielił się w rolę szefa polskiego kontrwywiadu. Wówczas jednak nic między nimi nie zaiskrzyło, ale kiedy los zetknął ich ponownie, artystkę i przystojnego amanta połączył romans.

A wszystko za sprawą bardzo oryginalnego i dość ryzykownego przedsięwzięcia rozrywkowego, polegającego na połączeniu operetki z cyrkiem. Chodziło o zrealizowaną przez Andrzeja Własta inscenizację operetki László Bús-Feketego pt. Gwiazdy areny, która miała być wystawiona pod namiotem cyrku braci Staniewskich. Cyrk braci Staniewskich był dość nietypowy, zatrudnieni w nim artyści nie podróżowali bowiem po kraju z namiotem cyrkowym, ale występowali w jego stałej siedzibie, w budynku przy ulicy Ordynackiej, wybudowanym właśnie z myślą o tym rodzaju sztuki w 1883 roku. Bracia Mieczysław i Bronisław Staniewscy przejęli budynek już po odzyskaniu niepodległości, i to właśnie za ich sprawą Warszawa zyskała obiekt cyrkowy godny XX wieku: z wielką areną, nowoczesnymi reflektorami oświetlającymi występy artystów oraz widownią zdolną pomieścić aż 3 tysiące widzów. Staniewscy szczycili się posiadaniem areny, jednej z niewielu na świecie, którą można było napełnić wodą. Tak wspaniały obiekt wymagał przedstawień na wysokim poziomie, dlatego żonglerzy, akrobaci, woltyżerzy, treserzy czy iluzjoniści, zatrudniani przez braci, musieli być artystami najwyższej klasy. Nic więc dziwnego, że każdego dnia widownia zapełniała się do ostatniego miejsca.

Ordonówna i Bogusław Samborski w scenie filmu Szpieg w masce z 1933 roku

Cyrk Staniewskich był wręcz wymarzonym miejscem na wystawienie „operetki cyrkowej”, jak nazywano wówczas Gwiazdy areny. Libretto operetki opowiada o młodym arystokracie, który zakochał się w cyrkowej artystce i chce ją poślubić. Ale jego ojciec, bogaty baron, staje synowi na drodze do szczęścia. Wówczas zakochany młodzieniec decyduje się na porzucenie dostatniego życia, przyłącza do trupy, w której występuje jego ukochana, i wyrusza z nią w drogę. Tymczasem ojciec, zbulwersowany takim obrotem sprawy, postanawia wydziedziczyć niewdzięcznego potomka, o czym pragnie osobiście go powiadomić. Dlatego wyrusza w drogę w ślad za cyrkowcami, ale dotarłszy do celu, sam ulega magii cyrku. Historia kończy się happy endem: młodzi stają na ślubnym kobiercu, baron nie wyklucza syna z testamentu, a nawet porzuca wcześniejsze życie, by występować w cyrku. Włast rolę zakochanych w sobie głównych bohaterów powierzył właśnie Symowi i Ordonce, a obok nich oraz prawdziwych artystów cyrkowych widzowie cyrku Staniewskich mieli podziwiać inne gwiazdy – Eugeniusza Bodo, Tolę Mankiewiczównę czy Ludwika Sempolińskiego.

Pomimo niemałych funduszy wpompowanych w promocję tego przedsięwzięcia i stosunkowo dużego zainteresowania publiczności, spektakl szybko zszedł z afisza, ze względu na wysokie koszty, które sprawiały, że opłacało się go grać wyłącznie przy pełnej widowni. Recenzenci różnie oceniali to osobliwe widowisko: głosom zachwytów towarzyszyła też krytyka, jednak zarówno dziennikarze, jak i publiczność nie kryli uznania dla odtwórcy głównej roli, Igo Syma, który podczas występu najpierw wykonywał trudne akrobacje na wysoko zawieszonym trapezie, w dodatku bez ochronnej siatki, a następnie, po wylądowaniu na podniebnej platformie, zaśpiewał arię. Przystojny amant i partnerująca mu Ordonka w trakcie prób, a potem również podczas spektaklu, bardzo zbliżyli się do siebie i wkrótce cała stolica plotkowała o romansie swojej ukochanej artystki, która, jak się okazało, zupełnie straciła głowę dla przystojnego aktora.

Sym, który był wdowcem, mógł sobie bez przeszkód romansować, ale Ordonka nie była wolna. W 1931 roku w atmosferze skandalu poślubiła arystokratę, hrabiego Michała Tyszkiewicza. Małżonek artystki był nie tylko przedstawicielem znamienitego rodu, którego członkowie wywodzili się z bojarów rosyjskich i byli skoligaceni z wieloma możnymi rodami Polski i Europy, ale dysponował także znacznym majątkiem. Hrabia Tyszkiewicz miał kilka dworów oraz dobra ziemskie w powiecie wileńskim i święciańskim. (zgodnie z Listą największych właścicieli ziemskich w Polsce w 1922 r., sporządzoną przez Wojciecha Roszkowskiego i opublikowaną w 1983 roku przez „Przegląd Historyczny”, powierzchnia należących do niego majątków ziemskich przekraczała 15 tysięcy hektarów), jak również piastował bardzo dobrze płatne stanowisko w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Ten tekst jest fragmentem książki Iwony Kienzler „Wojenne losy przedwojennych gwiazd”:

Iwona Kienzler
Wojenne losy przedwojennych gwiazd
90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Premiera: 25 kwietnia 2019
Format: 14.5x20.5 mm
EAN: 9788311156364

Pierwszą niepokojącą wzmianką prasową, sugerującą, że Ordonkę i Syma może łączyć coś więcej niż tylko praca, był artykuł Boya, zamieszczony pod zdjęciem tych dwojga przygotowujących się do występu w cyrku Staniewskich. Dziennikarz napisał bowiem: „Ordonka i Sym w tej czy innej postaci tworzą jedną z najmilszych zakochanych par”. Jeżeli nawet Michał Tyszkiewicz przeczytał te słowa, można przypuszczać, że niezbyt się nimi przejął, wszak jego żona była aktorką i grała z wieloma przystojnymi mężczyznami. Tym razem jednak miał się czym martwić. Poza tym nie był to pierwszy skok w bok jego małżonki, wcześniej cała Warszawa i Kraków żyły jej romansem z Juliuszem Osterwą, aktorem wybitnym i przystojnym mężczyzną, ale znacznie starszym od Ordonówny.

Ulica Mazowiecka w Warszawie, przy której mieszkał i został zastrzelony Igo Sym

Związek Syma i Ordonki był krótki, ale namiętny i burzliwy. Ponoć zakończyła go Ordonówna, która skruszona wróciła do męża, a hrabia Tyszkiewicz nie po raz pierwszy i nie ostatni wybaczył swojej niewiernej żonie. Ale Igo Sym nie był mężczyzną, którego można było bezkarnie porzucać – zapamiętał sobie to upokorzenie i gdy tylko nadarzyła się okazja, zemścił się na swojej byłej kochance.

W drugiej połowie lat trzydziestych przystojny aktor dostał angaż od niemieckiej Ufy, gdyż jakimś cudem faszystowskim twórcom nie przeszkadzała jego wada wymowy. Ale często wracał do kraju, zresztą wszem i wobec opowiadał, że źle się czuje w Niemczech, a „niemieckiego jazgotu” ma już powyżej uszu. Mało tego, podczas rozmów z przyjaciółmi przy kielichu z oburzeniem relacjonował buńczuczne nastroje w najwyraźniej szykującym się do wojny państwie Hitlera, którego przy tej okazji również odsądzał od czci i wiary. Na uwagę jednego z kompanów, który porównał Führera do samego Napoleona, odpowiedział oburzony: „Napoleon burzył, ale również wiele zbudował, podczas gdy Hitler potrafi tylko niszczyć”. Czytając tę relację i biorąc pod uwagę przyszłe wypadki, należy przyznać, że bohater naszej opowieści, wbrew twierdzeniu krytyków, miał jednak talent aktorski.

Kiedy wybuchła druga wojna światowa, Sym, podobnie jak inni polscy aktorzy, z Eugeniuszem Bodo na czele, zaangażował się w przygotowania do obrony miasta. Prasa publikowała fotografie przedstawiające aktora kopiącego rowy przeciwlotnicze. Pozował na patriotę i nie wzbudzał swoim zachowaniem żadnych podejrzeń, zwłaszcza że, jak wspomina Irena Górska-Damięcka, „podczas oblężenia pracował w Straży Obywatelskiej, wydobywając rannych spod gruzów, a nawet został ranny. Następnie jako tłumacz w magistracie, potem w wojskowej komendanturze rejestracji samochodów. Wtedy dopiero zaczęto zastanawiać się, przeprowadzać wywiady, które nie potwierdzały jednak podejrzeń”. Ale mimo wszystko koledzy zaczęli podchodzić do Igo z pewną rezerwą, zwłaszcza, gdy okazało się, że podejrzanie często bywa w domu gubernatora dystryktu warszawskiego w okupowanej Polsce Ludwiga Fischera, co więcej, plotkowano nawet, że żona dygnitarza zakochała się w przystojnym amancie. Nie wiadomo, jak polskie podziemie zareagowało na wieść o tym, że Sym paraduje po Warszawie z nazistowską opaską na ramieniu.

Jeżeli wierzyć Lidii Wysockiej, partnerującej Symowi w filmie Złota maska, widywano go nawet w nazistowskim uniformie wojskowym. „Ja go widziałam w niemieckim mundurze! – Wspominała po latach aktorka. – To był początek okupacji i jeszcze nie rozpoznawałam niemieckich formacji po mundurach, więc nie wiem, co to był za uniform. Sym wyszedł tak ubrany z jakiegoś urzędu przy placu Piłsudskiego. Nie mogłam się mylić. To był on. Nim mnie zauważył, odwróciłam się i ruszyłam na drugą stronę ulicy”.

W pierwszych miesiącach 1940 roku złudzeń co do aktora pozbyli się nawet ci, co naiwnie wierzyli w jego manifestacyjny patriotyzm – Sym jako Reichsdeutsch (status ten zapewniało mu austriackie pochodzenie ze strony matki), a więc pełnoprawny obywatel III Rzeszy, zdobył posadę doradcy gubernatora ds. artystycznych. Na tym stanowisku odpowiedzialny był za prowadzenie polskiej i niemieckiej sceny w Theater der Stadt Warschau funkcjonującym w gmachu Teatru Polskiego. Poza tym otworzył Teatr Komedia na Kredytowej, mieszczący się w siedzibie przedwojennego kabaretu Cyrulik Warszawski, jak również kino Helgoland. Krótko mówiąc: stał się człowiekiem majętnym i wpływowym. Wkrótce okazało się, że przed wojną szpiegował na rzecz Niemiec,

Irena Górska i Dobiesław Damięcki w sztuce Bernarda Shawa
co pozwalało mu wieść życie na wysokiej stopie. Jego koledzy i koleżanki po fachu często zachodzili w głowę, skąd aktora, który nie ma stałego angażu w żadnym ze stołecznych teatrów, stać na drogie garnitury, samochody oraz kosztujące nieraz fortunę zabytkowe mapy i atlasy, które z zapałem zbierał. Zresztą nie zamierzał się kryć ze swoją działalnością na rzecz hitlerowskich Niemiec. Gdy spotkał na ulicy Genę Galewską, córka znanego przedwojennego scenografa, widząc jej zdziwiony wzrok utkwiony w opasce nazistowskiej naszytej na rękawie jego marynarki, rzucił beztrosko: „A pani sobie wyobrażała, że dawniej żyłem tylko z teatru? Nic podobnego”.

W tym miejscu warto nadmienić, że władze okupacyjne, mimo że w 1939 roku zamknęły wszystkie polskie teatry, zezwoliły na uruchomienie kilku scen, pod warunkiem, że ograniczą się do repertuaru rozrywkowego, i to niewysokich lotów. W Krakowie na tych zasadach działał Teatr Powszechny, a w Warszawie, obok wspomnianego Theater der Stadt Warschau i Teatru Komedia, funkcjonowało aż 14 teatrów rewiowych, bardzo chętnie odwiedzanych przez Niemców. Irena Górska-Damięcka wspomina, że pod protektoratem okupanta powstawały liczne teatrzyki rewiowe oraz kabarety „z programami o treściach pornograficznych, niewybrednych, często dwuznacznym dowcipie tytułowanymi Ząb, zupa, dąb, Szał ciał czy Pod kołderką. Miały spowodować upadek moralny aktorstwa, świadczyć o wątpliwym humorze publiczności polskiej, jak również o niezdolności aktorstwa polskiego do tworzenia sztuki przez wielkie S”.

Dla polskich aktorów udział w przedstawieniach na tych scenach był równoznaczny z kolaboracją, ponieważ obowiązywał ich zakaz występów w tego typu przedsięwzięciach, który wydały władze działającego w konspiracji Związku Artystów Scen Polskich. W efekcie większość aktorskiej braci ze zrozumiałych względów wzięła rozbrat ze sceną i pracowała poza teatrem. „Wiktor Biegański był motorniczym miejskich tramwajów – wspominała Irena Górska-Damięcka. – Mrożewski pracował w magistracie krakowskim; Juliusz Osterwa wykładał w seminarium duchownym, Juliusz Lubicz-Lisowski założył prywatną wytwórnię kosmetyków. […] Zelwerowicz został dozorcą obory, Warnecki sprzedawał z walizeczki tasiemki, guziki, agrafki, haczyki i igły, Szletyński był konduktorem kolejowym, Brydziński – szatniarzem w kawiarni »Znachor«, Cygier – szklarzem, Modrzewski rozlepiał afisze, Wybrański został szewcem, Dominiak i Łapiński trzymali budki z węglem, Szpakiewicz był aptekarzem, Dąbrowski – inkasentem gazowni, Ścibor-Rylski – woźnicą na skleconej prowizorycznie platformie z ławkami, inni wstawiali szyby, szyli lub reperowali stare łachy, łatali buty, aktorki brały pranie do domów”. Wiele artystek przedwojennych scen, także te, które błyszczały na wielkim ekranie, zostało kelnerkami. „Wszystkie byłyśmy kelnerkami, nawet pani Ćwiklińska – mówiła po latach w jednym z wywiadów Nina Andrycz. – To był w tym czasie jedyny uczciwy zawód dla aktorki. Nie miałyśmy z czego żyć, więc coś trzeba było robić. Ale i tak trochę głodowałam. Café Bar, który mieścił się tu, gdzie dziś jest palarnia Teatru Polskiego, nie przynosił w zasadzie żadnego dochodu, ale przynajmniej można było konspirować, przemycać wiadomości”.

Ten tekst jest fragmentem książki Iwony Kienzler „Wojenne losy przedwojennych gwiazd”:

Iwona Kienzler
Wojenne losy przedwojennych gwiazd
90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Premiera: 25 kwietnia 2019
Format: 14.5x20.5 mm
EAN: 9788311156364

Wspomniany przez Andrycz lokal jakoś prosperował, głównie dzięki „błogosławieństwu” udzielonemu przez samego Syma, który zresztą był w nim częstym gościem. Z reguły starano się nie wchodzić mu w drogę, ale byli i tacy, którzy odważnie mówili mu prosto w twarz, co myślą o jego postępowaniu. Należał do nich ówczesny partner, a późniejszy mąż przywoływanej niejednokrotnie w tym opracowaniu Ireny Górskiej-Damięckiej,

List gończy za małżeństwem Damięckich, wydany tydzień po zamachu na Syma
Dobiesław Damięcki, znany przedwojenny aktor teatralny, zresztą były legionista. Niewylewający za kołnierz artysta, pewnego dnia powiedział nawet Symowi: „Wypije człowiek bruderszaft z jakimś ścierwem, a potem się wstydzi do końca życia. […] Będziesz tu jeszcze, łajdaku, wisiał na latarni”. Wówczas Igo zignorował te pogróżki, kładąc je na karb upojenia alkoholowego, ale w przyszłości Damięcki miał drogo za nie zapłacić. Aktor dopiekł Symowi także w inny sposób: kiedy dowiedział się, że pogardzany przez niego artysta przystąpił do remontu znajdującego się pod jego kierownictwem Theather der Stadt Warschau, czym prędzej poszedł tam, by spotkać się z zatrudnionymi przez Syma polskimi robotnikami, i to wyłącznie po to, by rozpędzić ich na cztery wiatry. Przy okazji, nie przebierając w słowach, uświadomił ich, że pracują dla zdrajcy i kolaboranta.

Chociaż zdecydowana większość aktorów unikała występów na scenach teatrów działających pod egidą władz okupacyjnych, byli i tacy, którzy, nie bacząc na zakaz wydany przez ZASP, nie zerwali z zawodem. Środowisko z reguły ich potępiało, ale często też patrzono na to przez palce, ponieważ zdawano sobie sprawę, że część aktorów nie miała po prostu innego wyjścia. Nie brakowało i takich, którzy związali się z tymi scenami na wyraźne polecenie dowództwa AK, pełniąc funkcję tajnych informatorów.

Niestety, wśród polskiej publiczności zarówno koncesjonowane teatrzyki, jak i kina cieszyły się dużą popularnością, dlatego ogłoszony przez Państwo Podziemne bojkot tych instytucji był masowo łamany. Ludzie zmęczeni wojną i okupacyjną rzeczywistością chcieli chociaż na chwilę oderwać się od codziennych problemów, a mało ambitne komedyjki o zabarwieniu erotycznym dawały ku temu okazję. Na nic zdało się wypisywanie na murach haseł w rodzaju „Tylko świnie siedzą w kinie, co bogatsze to w teatrze” ani wpuszczanie śmierdzących gazów na widownię, wywoływanie pożarów, wlewanie widzom do kieszeni żrących płynów czy golenie głów najzagorzalszym bywalcom kin i teatrów. Co gorsza, częstymi gośćmi tych zakazanych przybytków byli nawet żołnierze podziemia, dla których wizyta w takim kabarecie, teatrzyku czy kinie stanowiła po prostu formę skutecznego odstresowania się po udanej akcji.

Niestety, aktorzy bywali często wręcz przymuszani do grania w niemieckich teatrzykach, czego doświadczyła chociażby Nina Andrycz, która kilka razy musiała stawić się na Gestapo i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie można jej oglądać na scenie. Wywinęła się z tego dość zgrabnie, odpowiadając, że jako aktorka dramatyczna, przyzwyczajona jest do ról w stylu lady Makbet i nie umie grać w lekkich farsach i komedyjkach. Takiego szczęścia nie miała Ordonka, było nie było artystka kabaretowa i rewiowa, inwigilowana przez swojego byłego kochanka. On, co prawda, nie złożył jej „propozycji nie do odrzucenia”, co nie znaczy, że aktorka ich nie otrzymywała. Za odmowę występów trafiła w końcu do więzienia. Jej mąż, hrabia Tyszkiewicz, dołożył wszelkich starań, by odzyskała wolność, odrzucając nawet dumę i zraniony męski honor, zwrócił się o pomoc do jej byłego kochanka. Igo Sym odmówił, chociaż ze względu na swoją ówczesną pozycję mógł z łatwością pociągnąć za odpowiednie sznurki, aby Ordonka wyszła z więzienia. Tym bardziej że udało mu się uwolnić swojego brata Freda osadzonego w obozie koncentracyjnym. Najwidoczniej uznał jednak, że kobieta, która poważyła się go porzucić, nie jest warta takich wysiłków.

Autorzy artykułów w „Biuletynie Informacyjnym”, konspiracyjnej gazetce wydawanej przez warszawski Związek Walki Zbrojnej, pisząc o Symie, zawsze poprzedzali jego nazwisko epitetem „kanalia”. Zresztą zasłużonym – aktor wsławił się przymuszaniem swoich kolegów nie tylko do pracy w prowadzonych przez siebie teatrach, ale i do udziału w antypolskim filmie pt. Heimkehr (Powrót do ojczyzny) zrealizowanym na zlecenie Josepha Goebbelsa, ministra propagandy Rzeszy. Pod groźbą wysłania do obozu wielu aktorów zgodziło się uczestniczyć w tym przedsięwzięciu propagandowym, bo filmem tego „dzieła” nie wypada nawet nazwać. Obraz miał wysoki budżet, zdjęcia kręcono w polskich plenerach, w głównej żeńskiej roli obsadzono ulubioną aktorkę Goebbelsa, gwiazdę austriackiego kina, Paulę Wessely, a w rolę niegodziwych Polaków wcielili się zwerbowani przez Syma polscy aktorzy. Zdecydowana większość uległa jego szantażowi, chociaż odtwórcy roli polskiego wójta, Bogusława Samborskiego, nikt do udziału w filmie specjalnie namawiać nie musiał – aktor zgodził się wystąpić w obawie o bezpieczeństwo swojej żony, z pochodzenia Żydówki.

Statyści i aktorzy na planie filmu Heimkehr (Bundesarchiv, Bild 101I-135-0806-05 / Cusian, Albert / CC-BY-SA 3.0)

Akcja Heimkehr toczy się od marca do września 1939 roku na polskim Wołyniu w niewielkim miasteczku koło Łucka, zamieszkałym zarówno przez Polaków, jak i niemiecką mniejszość. Szlachetni i dobrzy Niemcy są niemal bezustannie i z bliżej niesprecyzowanych powodów prześladowani przez prymitywnych, żądnych niemieckiej krwi polskich sąsiadów, którzy dopuszczają się linczu na miejscowym lekarzu narodowości niemieckiej za odmowę śpiewania polskiego hymnu, gwałcą i zabijają bezbronne niemieckie kobiety. Film kończy scena, rozgrywająca się 1 września 1939 roku, w której komendant polskiego więzienia wydaje rozkaz rozstrzelania Niemców przyłapanych na słuchaniu transmisji przemówienia Führera. Do tragedii jednak nie dochodzi, bo udręczonym więźniom ratuje życie odgłos nadlatujących samolotów Luftwaffe.

Premiera tego arcydzieła goebbelsowskiej propagandy odbyła się 31 sierpnia 1941 roku w Wenecji, gdzie obraz otrzymał nagrodę włoskiego Ministerstwa Kultury. Film był wyświetlany także w Austrii i cieszył się podobno wielkim uznaniem. Jak można się domyślać, bardzo przypadł do gustu również Goebbelsowi, który przyznał mu tytuł „Film Narodu”. Każdy Niemiec musiał go obowiązkowo obejrzeć, a cel ministra propagandy został osiągnięty: wielu widzów, wstrząśniętych, po projekcji płakało, a zdecydowana większość pałała żądzą zemsty na niegodziwych prześladowcach narodu niemieckiego – Polakach. Ale nie wszyscy dali się uwieść tej propagandzie – Austriaczka Elfride Jelinek, laureatka Nagrody Nobla, nie szczędziła filmowi słów krytyki, mówiąc: „Heimkehr z udziałem Wessely był jednym z najnikczemniejszych filmów propagandowych Trzeciej Rzeszy. Perfekcyjnie zrobiona rozrywka służąca podjudzaniu mas”. I słusznie, bowiem wydźwięk propagandowy owego obrazu był jeden: ludność niemiecka przed wojną doznała na ziemiach polskich masowych prześladowań, dlatego konieczna była interwencja zbrojna III Rzeszy.

Ten tekst jest fragmentem książki Iwony Kienzler „Wojenne losy przedwojennych gwiazd”:

Iwona Kienzler
Wojenne losy przedwojennych gwiazd
90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Premiera: 25 kwietnia 2019
Format: 14.5x20.5 mm
EAN: 9788311156364

Syma wprawdzie nie zagrał w filmie, ale jego udział w werbowaniu do niego aktorów był powszechnie znany, podobnie jak stosowane przez niego metody. Najprawdopodobniej, zgadzając się na pomoc w realizacji obrazu, aktor sam przesądził o swoim losie, gdyż jeszcze przed premierą filmu władze podziemnego państwa wydały na niego wyrok śmierci. Sym, cieszący się zaufaniem niemieckich władz, czuł się jednak bezkarny. „Otrzymałem już trzy wyroki śmierci i żyję, a jak będzie mi gorąco, to zwieję na stałe do Wiednia i niech mnie tam pocałują z ich wyrokami” – mawiał.

Proces polskich aktorów za występ w filmie Heimkehr, 1948 rok

Nie wiem, skąd aktor miał informacje o owych trzech wyrokach, współczesnym historykom udało się dowieść, że wobec Syma podjęto dwie próby zamachu. Plan pierwszej, autorstwa Romana Niewiarowicza, reżysera Teatru Komedia, uchodzącego za przyjaciela dyrektora Theather der Stadt Warschau, który działał w konspiracji i nawet był szefem brygady specjalnej Związku Walki Zbrojnej. Niewiarowicz chciał zlikwidować Syma, stosując truciznę, ale władze Podziemnego Państwa uznały ten sposób za mało spektakularny. Zgodnie z drugim planem Igo miał być zamordowany w miejscu publicznym, w biały dzień, a konkretnie – zostać zastrzelony przez członków ZWZ na ulicy Oboźnej między godziną dziesiątą a jedenastą przed południem. Plan zamachu, a właściwie egzekucji, został dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, ale zanim doszło do jego realizacji, aktor niespodziewanie wyjechał, a kiedy wrócił, wszystko trzeba było przygotowywać od początku. Trzecia próba zabójstwa Igo została zaplanowana w samym Theater der Stadt Warschau, a w zasadzie w teatralnej restauracji podczas kolacji wydawanej przez Niewiarowicza, która miała być oficjalnym pożegnaniem Syma przed jego wyjazdem. W ostatniej chwili akcję wstrzymano z powodu wcześniejszego aresztowania jednego z wykonawców zamachu. I być może aktor uniknąłby egzekucji, gdyby tak nie ociągał się z wyjazdem do Wiednia, w którym to mieście zamierzał osiąść na stałe. Po Warszawie chodziły słuchy, że planował ślub z jakąś austriacką pięknością, co potwierdził jego krawiec, u którego aktor obstalował ślubny garnitur. Zanim jednak wyjechał, musiał dopełnić formalności związanych z uwolnieniem z obozu swojego brata Freda. Alfred odzyskał wolność, ale Iwo, zostając dłużej w Warszawie, przypieczętował swój los.

Siódmego marca 1941 roku ktoś zapukał do drzwi mieszkania zajmowanego przez aktora w kamienicy przy ulicy Mazowieckiej. Sym nigdy nie otwierał nikomu, z kim nie był wcześniej umówiony, ale wówczas mieszkała z nim jego bratowa, która otworzyła drzwi. Ujrzała dwóch nieznanych mężczyzn, którzy grzecznie oznajmili, że chcieliby się zobaczyć z „panem Symem”. Kobieta, nie podejrzewając niczego, odwróciła się, żeby zawołać szwagra, a wówczas dwóch nieznajomych wtargnęło do mieszkania. Wtedy w przedpokoju stanął niespodziewanie gospodarz odziany w szlafrok. Jeden z mężczyzn wypalił z pistoletu prosto w serce aktora, mówiąc przy tym: „Masz łotrze za Polskę”, a Sym osunął się martwy na podłogę. Po latach ustalono, że wykonawcami wyroku było dwóch żołnierzy Państwa Podziemnego wprawionych w tego typu akcjach: Roman Rozmiłowski pseudonim Zawada oraz Wiktor Klimaszewski, ukrywający się pod pseudonimem Mały.

Roman Rozmiłowski, wykonawca wyroku na Symie

Powojenni historycy zajmujący się sprawą wydania wyroku śmierci na Igo Syma stwierdzili, że zachowany wyrok Wojskowego Sądu Specjalnego przy Komendzie Głównej ZWZ jest wyjątkowo lakoniczny, zawiera jedynie datę oraz nazwisko skazanego, bez uzasadnienia i podania składu orzekającego. Zdaniem Andrzeja Kunerta, historyka specjalizującego się w zagadnieniach związanych z Państwem Podziemnym, nawet tak skrótowo potraktowany dokument oznacza, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. „Procedura wymagała jeszcze, aby taki wyrok zatwierdził wojskowy zwierzchnik okręgu. W przypadku Syma jestem na 99 proc. pewien, że rozkaz wydał osobiście gen. Grot-Rowecki. On nie mógł o tym nie wiedzieć” – stwierdza badacz, dodając, że sprawa miała również wymiar propagandowy: „Sym był zbyt znany, a podziemie potrzebowało akcji, która przypomni całej okupowanej Polsce, że istnieje armia podziemna, że walka trwa. Więc po pierwsze, zrezygnowano z otrucia go, choć padła taka propozycja. A po drugie, gdy dotarła informacja, że zdrajca zamierza uciec, zdecydowano o przyśpieszeniu akcji. Spektakularne zabójstwo Syma było potrzebne podziemiu”.

Ale okupacyjne władze nie miały zamiaru przejść nad śmiercią swojego człowieka do porządku dziennego. Symowi urządzono wystawny pogrzeb, przekształcając ceremonię w przedsięwzięcie o znaczeniu propagandowym, a gubernator ogłosił żałobę w mieście, wydając zakaz funkcjonowania przez pewien okres wszystkim istniejącym wówczas w Warszawie teatrzykom i kinom. Później podobne działania towarzyszyły zamachowi na Kutscherę i klęsce niemieckiej armii pod Stalingradem. Winą za zamach obarczono wspomnianego wyżej Dobiesława Damięckiego i jego partnerkę, dlatego całe miasto było obwieszone listami gończymi za tą parą. Oczywiście ani ciężarna wówczas Irena, ani jej partner nie mieli z tym nic wspólnego, jedyną winą aktora było to, że jawnie złorzeczył Symowi, którego uważał za zdrajcę i kolaboranta, i groził mu szubienicą. W rezultacie do końca wojny musiał się ukrywać. Na szczęście mógł liczyć na pomoc wypróbowanych przyjaciół, ale los nie dla wszystkich był tak łaskawy.

Obwieszczenie SS-Gruppenführera Paula Modera z 11 marca 1941 informujące o straceniu „pewnej liczby aresztowanych” w odwecie za zamach na Igo Syma

Gestapo aresztowało ponad sto osób, a 11 marca w Palmirach rozstrzelano w odwecie dwudziestu zakładników. Zemsta okupanta dotknęła także niechętne Symowi środowisko aktorów, do więzienia trafili wówczas m.in. Leon Schiller, Stefan Jaracz, Elżbieta Barszczewska, Lidia Wysocka oraz Zbigniew Sawan. „Podobno brali nas według jakiejś listy znalezionej w mieszkaniu Syma” – twierdziła po latach Wysocka. Część aresztowanych trafiła nawet do Oświęcimia. Taki los spotkał chociażby Stefana Jaracza, który co prawda przeżył obozową gehennę, ale wyszedł z Oświęcimia bardzo schorowany. Już nigdy nie odzyskał zdrowia i w 1945 roku zmarł na gruźlicę.

Co ciekawe, starszy brat Igo, wybitny biochemik Ernest, czuł się Polakiem i nie miał zamiaru starać się o status Reichdeutscha ani tym bardziej kolaborować z Niemcami. W czasie wojny pracował w fabryce farmaceutycznej Nasierowskiego, kierując jednocześnie Wydziałem Chemii Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie. Obie posady okazały się znakomitą przykrywką dla prowadzonej przez niego działalności konspiracyjnej: brat Igo produkował bowiem materiały wybuchowe na potrzeby Państwa Podziemnego. Młodszy brat Igo po wojnie osiadł w Austrii, ale Ernest nigdy z Polski nie wyjechał, prowadził działalność naukową jako pracownik Politechniki Gdańskiej i Akademii Medycznej w Warszawie. Zginął tragicznie w wypadku samochodowym 25 sierpnia 1950 roku i spoczywa na Cmentarzu Powązkowskim.

Wciąż żyjący krewni Igo Syma nie przyznają się do pokrewieństwa z niesławnym stryjem, a indagującym ich dziennikarzom odpowiadają, że ze zdrajcą Polski łączy ich tylko zbieżność nazwisk.

Ten tekst jest fragmentem książki Iwony Kienzler „Wojenne losy przedwojennych gwiazd”:

Iwona Kienzler
Wojenne losy przedwojennych gwiazd
90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Premiera: 25 kwietnia 2019
Format: 14.5x20.5 mm
EAN: 9788311156364

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Iwona Kienzler
Autorka ponad osiemdziesięciu książek – publikacji non-fiction z zakresu historii, jak również leksykonów i słowników. Pisze także reportaże z podróży oraz artykuły dotyczące spraw gospodarczych i historii Polski, a także odwiedzanych przez nią krajów i regionów.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy