Opublikowano
2019-01-26 10:00
Licencja
Wolna licencja

Jacek Bartosiak – „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju” – recenzja i ocena

Warto dyskutować na temat położenia Polski oraz szans i zagrożeń z tego wynikających. Co na ten temat ma do powiedzenia Jacek Bartosiak?


Strony:
1 2

Jacek Bartosiak – „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju” – recenzja i ocena

Jacek Bartosiak – „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju” - recenzja i ocena - okładka Autor: Jacek Bartosiak
Tytuł: „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”
Wydawca: Jacek Bartosiak
Rok wydania: 2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 840
ISBN: 9788395019364
Cena: 99 zł

Ocena naszego recenzenta: 4/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

„Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju” to druga książka autorstwa Jacka Bartosiaka, znanego z promowania geopolityki jako koncepcji najwłaściwiej opisującej współczesne stosunki międzynarodowe. Ma w zamierzeniu opisywać miejsce Polski w Europie i świecie, jej relacje z Rosją i Stanami Zjednoczonymi przez intelektualne okulary geopolityki i geostrategii. Ze względu na długość samej publikacji oraz moją krytyczną jej ocenę recenzja jest dość długa, zatem otwiera ją paragraf podsumowujący.

Carl Schmitt – „Dyktatura” – recenzja i ocena

Czytaj dalej...

TL;DR

Druga książka autorstwa Bartosiaka to bardziej luźno ustrukturyzowany esej na temat dzisiejszej globalnej polityki międzynarodowej o objętości prawie 850 stron, aniżeli budowana krok po kroku naukowa argumentacja, w której centrum znajduje się Polska. Z jednej strony wybija się pozytywnie swoim dość stonowanym analitycznym językiem, ale brak jej właściwego aparatu naukowego i cechuje ją chaos. Autor sygnalizuje wiele wątków, związanych co prawda z tematyką główną, ale rzadko który analizuje do końca. Zbyt często przechodzi od jednego tematu do innego, co utrudnia śledzenie głównego wywodu. Historii jest w niej dużo, moim zdaniem za dużo. Ponadto, historia jest przez autora często upraszczana, brakuje też odwołania do źródeł. Im bliżej teraźniejszości, tym argumentacja staje się mocniejsza, klarowniejsza i lepiej uźródłowiona.

Opis książki

Pozycja składa się z sześciu części. Pierwsza, „Geopolityka i geostrategia. Realność i konieczność”, ma stanowić tło teoretyczne, czyli argument za powrotem geopolityki na salony intelektualne (do czego wrócę dalej). Kolejna – „Europa – nasz pępek świata” to z grubsza rzecz biorąc historia Europy. Trzecia część zatytułowana „Lądowe imperium od Wschodu” poświęcona jest Rosji, a kolejna pt. „Zewnętrzny hegemon” przedstawia USA. Do Polski docieramy w części piątej „W strefie zgniotu”, gdzie autor zapoznaje nas szczegółowo z geografią współczesnej, jak i historycznej Rzeczypospolitej (kreśląc interesujące koncepcje rozwoju), po to by w ostatniej, szóstej części pt. „Polski teatr wojny” przejść do tworzenia scenariusza konfliktu zbrojnego na pomoście bałtycko-czarnomorskim (czyli regionie Europy Środkowo-Wschodniej).

Każdy ma własną pamięć – wywiad z prof. Andrzejem Paczkowskim

Czytaj dalej...

Zalety książki

W kilku miejscach autor dokonuje błyskotliwych obserwacji bieżącej polityki międzynarodowej, z którymi warto się zapoznać. Na przykład w 9 punktach opisuje otaczającą nas rzeczywistość globalną geostrategiczną (s. 195-199). Autor wskazuje 3 drogi dla Polski: współpraca z USA, projekt europejski oraz „najbardziej teoretyczna” droga balansu między Pekinem, Waszyngtonem, Berlinem i Moskwą (s. 101-102). Interesująca, choć krótka, jest analiza relacji chińsko-rosyjskich (s.345-346). Część IV pt. „Zewnętrzny hegemon” (s. 353-513) dot. USA jest bogata w szczegóły i refleksje dotyczące zmian w polityce Waszyngtonu oraz podpierające je źródła i dane. W szczególności interesująca i dobrze opracowana jest analiza sił zbrojnych USA oraz sposobów ich globalnego zastosowania. Część V, dotycząca Polski, w części, która dotyczy spraw współczesnych, również jest godna polecenia. Na przykład znajdujemy w niej ciekawe pomysły rozwijania transgranicznej współpracy gospodarczej Polska – Ukraina – Rumunia (s. 581-583) oraz silną argumentację za budową Centralnego Portu Komunikacyjnego. Osoby zainteresowane przebiegiem konfliktów zbrojnych na terytorium RP z pewnością docenią ostatnią część, która zawiera ciekawe i rzadko omawiane informacje z zakresu geografii wojskowej.

O naturze geopolityki

Jeden z zasadniczych zarzutów, jaki można podnieść wobec tej pozycji, to jej teoretyczna prostota, nieodzwierciedlająca złożoności dzisiejszego świata. Przede wszystkim autor dzieli świat teorii stosunków międzynarodowych na tzw. podejście konstruktywistyczne i geopolitykę. Już to jest ekstremalnie daleko idącym uproszczeniem, bowiem sama tradycja realistyczna, gdzie zwykle plasowana jest geopolityka, ma co najmniej kilka alternatywnych nurtów. Nie wspominając o tym, że w przyjmowanym przez autora dychotomicznym podziale wszystkie inne teorie (od liberalizmu po marksizm) to jedna grupa podpadająca pod „konstruktywizm”.

II RP: mocarstwo z przymusu

Wiele złego mówi się o megalomanii rządów II Rzeczpospolitej – o tym jak machały szabelką i groziły wszystkim dookoła. Mało kto zadaje sobie pytanie dlaczego obrano taką właśnie strategię.



Czytaj dalej...

Autor zapowiada we wstępie polemikę z krytykami geopolityki (s.16). Tymczasem w rozdziale, w którym rzeczona polemika ma się odbyć znajdujemy nikłą liczbę odwołań do rzeczywistej krytyki geopolityki. W zamian otrzymujemy trochę historii i teorii geopolityki wymieszanej z ogólnym opisem stanu współczesnego systemu międzynarodowego. Autor w znikomym stopniu odnosi się do zarzutów przedstawianych wobec geopolityki. Najważniejszy z nich to bodaj ten o determinizm geograficzny, i szerzej ujmując, determinizm, jako taki. Z jednej strony autor twierdzi, że „geopolityka (…) nie ustala absolutnych praw, a raczej pewne prawidłowości (…) (s. 46). Z drugiej geopolityka „jest obiektywna” (s. 39), „geografia determinuje dystrybucję władzy” (s. 34) oraz „rozkład i pracę sił w przestrzeni” (s. 33). Rozważania H. Mackinder’a (uznawanego za ojca geopolityki) „zyskały status niemal profetycznych” (s. 182) i są ponadczasowe (s. 333). Wreszcie autor informuje nas, że „co do odwiecznych praw związanych z dominacją kapitałowo-organizacyjną nie należy mieć złudzeń” (s. 198). Innymi słowy, autor jest propagatorem historycyzmu, który jest min. elementem myśli… marksistowskiej.

Tymczasem, krytykę o determinizm geograficzny geopolityki autor zbywa informacją, że pierwszy raz argument ten podniesiono w marksistowskim czasopiśmie, a później był on stosowany przez propagandę sowiecką i PRL (s. 51). I wszystko jasne - skoro ktoś krytykuje geopolitykę - to musi być komuch. Nie przeszkadza to jednak kilkaset stron dalej rozwijać autorowi myśli odnoszących się przepływów kapitałowych w oparciu o koncepcje I. Wallersteina i G. Arrighiego, że nie wspomnę o często cytowanym krakowskim socjologu J. Sowie – czytelników recenzji zachęcam do sprawdzenia afiliacji teoretycznych tych panów (s. 601 – 622). To zresztą nie jedyna sprzeczność, jaką znajdujemy w książce, o innych wspomnę później.

Francis Fukuyama – „Historia ładu politycznego. Od czasów przedludzkich do rewolucji francuskiej” – recenzja i ocena

Czytaj dalej...

Polski imperializm?

Chociaż niewątpliwie mieści się to w intelektualnej formule geopolityki, to imperializm, tym razem w polskim wydaniu, w XXI wieku budzi pewien niesmak. Z książki dowiadujemy się, że Polska powinna być „samodzielnym gospodarzem wszelkich procesów politycznych” (s. 412, 415) na obszarze Trójmorza oraz go „monopolizować” (s. 414). Po szlakach komunikacyjnych na wschód „szła misja historyczna polskiego obszaru rdzeniowego i rozrastało się imperium lądowe Polski na pomoście bałtycko-czarnomorskim” (s. 554). Układ sieci rzecznej Wisły oraz niska przepustowość połączenia z Czechami „przyczyniły się do tego, że historia dominującej nad Litwą i Rusią Korony została napiętnowana ekspansją ku wschodowi na całym pomoście bałtycko-czarnomorskim” (s. 561). Zatem „unia Polski z Litwa umożliwiła skonsolidowanie przewagi politycznej polskiego obszaru rdzeniowego nad ziemiami ruskimi państwa, ratując przy tym Litwę przed moskiewskim zagrożeniem czającym się niezmiennie zza Bramy Smoleńskiej” (s. 527). „W rezultacie dziejów [sic! – MH] Polska zapanowała nad wszystkimi drogami historycznej Litwy i Rusi, jako swoisty i niezastępowalny łącznik od strony europejskiego Rimlandu (…)” (s. 562). Nie dziwi zatem, że na załączonych do książki mapach zaznaczone są naturalne granice strategiczne dawnej Rzeczypospolitej, a nie współczesnej. Pozostaje jedynie zapytać, jak zapatrują się na tę wizję w Wilnie, Mińsku czy Kijowie.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Marek Baran |

Nie czytałem i prawdopodobnie nie sięgnę. Dla porządku przejrzałem jednak dwa wywiady autora książki i lekko się zdumiałem.
Po pierwsze cytatem umieszczonym w recenzji: "ratując przy tym Litwę przed moskiewskim zagrożeniem czającym się niezmiennie zza Bramy Smoleńskiej”. Moskwa od Giedymina do czasów Władysława IV widziała to dokładnie odwrotnie. To Litwa a później Rzeczypospolita zagrażała samemu jej istnieniu jako państwa. Później koło historii się odwróciło, ale to w większej części wina naszego państwa a nie ich zasługa.
Po drugie recenzja wspomina o "pomoście bałtycko-czarnomorskim" a w wywiadach K. Bartosika czytam o jakimś wielkim handlu tamże możliwym. Oczywiście możliwy i niech kwitnie, lecz brutalne liczby mówią o tym, iż nominalny łączny PKB Ukrainy i Rumunii, jest równy połowie PKB Polski. Z kolei cały nasz eksport do USA nie jest wart eksportu na Słowację.
Po trzecie: K. Bartosik pisze "coś" o niskiej przepustowości połączenia z Czechami. W świetle obecnych danych jest to zwyczajna bzdura. Jeszcze chwila, a nasi południowi pobratymcy będą drugim partnerem handlowym - teraz trzecim po Niemczech i UK - Polski.
To tylko ciekawostki wyłowione z recenzji.




Odpowiedz

Gość: Zima |

Bardzo dobra recenzja, zgadzam się. Książka Bartosiaka to "50 twarzy Greya" literatury geopolitycznej. Zdecydowanie nie jest warta swojej ceny.



Odpowiedz

Gość: Jakub |

"...autor opisując działania wojenne 1939-45 cały czas używa pojęcia Niemcy. Oczywiście, przytłaczającą większość tych sił stanowili rodowici Niemcy, ale poprawność metodologiczna nakazywałaby użycie choćby przymiotnika „nazistowscy”. Zwłaszcza, że, dla odmiany, siły Moskwy są już określane jako „sowieckie”, a nie „rosyjskie”.

Autor książki zastosował właściwe nazewnictwo. Oficjalna nazwa obywateli III Rzeszy to Niemcy, a nie "nazistowscy Niemcy". Dlatego nie mówimy, że w 1939 r. walczyli "sanacyjni Polacy" z "nazistowskimi Niemcami". Nie każdy Niemiec, który wkroczył wtedy do Polski był nazistą i każdy Polak, której jej bronił zwolennikiem sanacji. Wszyscy natomiast w koncepcji narodu politycznego (obywatelskości) byli odpowiednio Niemcami i Polakami. Z drugiej strony obywatelami ZSRR byli Sowieci (obywatele sowieccy), a nie Rosjanie. To jakiego pochodzenia etnicznego był dany obywatel sowiecki w mundurze Armii Czerwonej to inna sprawa. Podobnie bowiem w Wojsku Polskim walczyło ileś innych narodowości, ale i tak określa się tych żołnierzy mianem "Polacy", gdyż byli obywatelami polskimi. Nazewnictwo "nazistowscy Niemcy" zamiast po prostu Niemcy i Rosjanie zamiast Sowieci jest w tym kontekście niczym innym jak rażącym błędem.



Odpowiedz

@ Gość: Jakub
I tak, i nie!
My tak naprawdę nie mamy jeszcze odpowiedzi, czy polskie władze w czasie komuny, które przyszły na bagnetach, a potem same siebie wybierały, czy ich decyzje i czyny mogą być nazwane polskimi.
Z drugiej strony nie wolno zbytnio grymasić, gdyż cały naród powinien wyrazić sprzeciw wobec decyzji i czynów nasłanych i nieakceptowanych władz. Jeżeli więc tego sprzeciwu nie było i nie ma, choć mógł zaistnieć bez wielkiej szkody, to niech sobie naród cierpi za zbrodnie swoich mniejszościowych władz.
Ale kto takie dylematy ma rozstrzygać? I jak?



Odpowiedz
Maciej Hacaga

Absolwent Wydziału Historii Gospodarczej London School of Economics, Wydziału Historii Uniwersytetu Wiedeńskiego oraz Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Jego zainteresowania koncentrują się wokół znaczenia czynników gospodarczych i surowcowych dla potęgi państw, zagadnień bezpieczeństwa międzynarodowego, energetycznego i ekonomicznego, oraz historii gospodarczej z perspektywy globalnej (global history).

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org