Jackie Wullschläger – „Monet” – recenzja i ocena
Jackie Wullschläger – „Monet” – recenzja i ocena

Istnieje w nas naiwna tęsknota za tym, by twórcy rzeczy pięknych sami byli ludźmi szlachetnymi. Wullschläger szybko pozbawia nas tych złudzeń. Maluje portret Moneta jako człowieka owładniętego skrajną próżnością i potężnym egoizmem. Artysta głęboko wierzył, że jego geniusz legitymizuje roszczeniowy styl życia, a zapewnienie mu dobrobytu jest wręcz obowiązkiem otoczenia. Autorka dokumentuje jego nużące, nieustanne prośby o pożyczki oraz skłonność do drobnych, często kuriozalnych kłamstw, jak choćby zmyślona opowieść o dezercji z wojska w Algierze i kradzieży muła, podczas gdy w rzeczywistości z opresji wykupiła go zamożna ciotka.
Monet bywał domowym tyranem, a jego życie osobiste obfitowało w obyczajowe anomalie. Gdy jego mecenas Ernest Hoschedé zbankrutował, Monet, zakochany już w jego żonie, Alice zamieszkał z nimi wszystkimi pod jednym dachem, tworząc specyficzną komunę w Vétheuil, podczas gdy jego pierwsza żona i modelka, Camille, umierała w nędzy. Czy jednak potępiamy go za te przywary? Zgodnie z maksymą tout comprendre, c’est tout pardonner (zrozumieć wszystko to wszystko wybaczyć), hipnotyzująca siła jego malarstwa sprawia, że ostatecznie rozgrzeszamy artystę z jego ludzkiej małości.
Wullschläger wiernie rekonstruuje artystyczną drogę malarza. Pokazuje, jak młody chłopak z Hawru, którego rodzina gardziła sztuką, pod wpływem Eugène’a Boudina wyszedł w plener, a dzięki Johanowi Jongkindowi przeszedł ostateczną edukację oka i nauczył się chwytać ulotność momentu. Kluczowym momentem biografii jest ucieczka przed wojną francusko-pruską do Anglii, gdzie studiowanie Constable’a i Turnera zbiegło się z ważnym dla późniejszej kariery spotkaniem z marszandem Paulem Durand-Ruelem. To ten ostatni w przyszłości zamieni rewolucję impresjonistyczną w prawdziwe eldorado.
Kolejną zaletą książki jest ukazanie ewolucji stylu Moneta: początkowo, w czasach La Grenouillère (Stawu Żab), malarz idealizował codzienność, podnosząc plebejskie rozrywki paryskiej burżuazji i kurtyzan do rangi rokokowych scen dworskich. Przełom nastąpił jednak po śmierci Camille w 1879 roku. Monet porzucił wówczas ludzką sylwetkę na rzecz absolutnej dominacji światła i wody. Autorka opisuje jego warsztatowy radykalizm: specjalne rowki w łodzi-pracowni pozwalające na jednoczesną pracę nad kilkunastoma płótnami w zależności od zmieniającego się słońca, czy kopanie rowów na lądzie, by uzyskać radykalnie niski punkt widzenia.
Wraz z sukcesem finansowym w Ameryce i legitymizacją nurtu przez wystawy u Georges’a Petita, Monet stworzył w Giverny własną, odizolowaną od świata Arkadię. Dom przypominający lukrowany tort otoczony został specjalnie zaprojektowanym ogrodem, w którym sześciu ogrodników dbało o każdy detal (łącznie z codziennym odkurzaniem i myciem liści lilii wodnych).
Najbardziej uderzającym wnioskiem Wullschläger jest ten dotyczący duchowości malarza. Monet, skrajny ateista, był artystą absolutnej powierzchni. Nigdy nie namalował aktu, nigdy nie zszedł pod fasadę rzeczy, ignorując egzystencjalne lęki, które w tym samym czasie rozrywały ekspresjonistów. Ta ucieczka w doskonałość pozoru podszyta była jednak panicznym, wręcz chorobliwym strachem przed śmiercią, przed którym rodzina i lekarze musieli go chronić kłamstwami aż do samego końca.
Polska edycja od Wydawnictwa Marginesy to ponad 500 stron czytelniczej satysfakcji. Choć książka ukazała się w miękkiej oprawie i ze stronami klejonymi (co często budzi obawy o trwałość), ale spokojnie: egzemplarz wykonany jest bardzo solidnie. Taki zabieg paradoksalnie odciążył tak gruby tom, czyniąc go idealną lekturą w podróży. Książka zachwyca bogactwem ilustracji, obok znanych reprodukcji znajdziemy tu unikatowe, rzadko dostępne fotografie samego Moneta. Minimalistyczna, turkusowa okładka subtelnie nawiązująca do słynnych nenufarów przyciąga wzrok, a przypisy zgromadzone na końcu tomu porządkują potężny materiał badawczy. Brawa należą się również tłumaczowi, Jakubowi Jedlińskiemu, dzięki któremu przez tę opowieść płynie się z prawdziwą lekkością.
Duża objętość oznacza, że nie jest to praca skierowana do wszystkich. Mankamentem może być odejście od klasycznego, linearnego opisu – a tam, gdzie źródła milczą, autorka koncentruje się na nastroju. W ten sposób to emocje niekiedy biorą górę nad chłodną faktografią. Zapewne miłośnicy malarstwa Moneta, o ile wcześniej nie znali jego życiorysu, nie polubią go jako człowieka – obsesje, dziwactwa i egocentryzm malarza z pewnością nie pozwalają na pełne celebrowanie jego geniuszu.
„Monet” to pozycja zasługująca na lekturę. Oczywiście, żadna książka nie zastąpi osobistej wizyty w Musée d’Orsay i stanięcia oko w oko z gigantycznymi płótnami, ale ta biografia przybliża nas do intymnego świata artysty bardziej niż jakakolwiek dotychczasowa publikacja.
