Autor: Jill Lepore
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Historia społeczna, Historia kobiet, XIX wiek, Ameryka Północna
Opublikowany: 2020-11-06 18:39
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Jak Ameryka walczyła z rasizmem i nierównościami?

Zwycięstwo Unii w starciu z Konfederacją zapoczątkowało długi proces zmian legislacyjnych. Jak przebiegała kampania walki o prawa kobiet i osób o innym kolorze skóry? Czy powszechna równość w Ameryce Północnej XIX wieku była w ogóle możliwa?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

Pokonanie Konfederacji przez Unię dało rządowi federalnemu bezprecedensowe uprawnienia. Wobec byłych żołnierzy Konfederacji posiadał on prawa zwycięzcy nad pokonanym. Nad byłymi niewolnikami posiadał prawa stworzone celem gwarantowania swobód obywatelskich, w próbie pokrzyżowania starań stanów południowych, które nie zamierzały dopuścić do tego, by swobody te przypadły wyzwolonym mężczyznom i kobietom.

[…]

Gdy wojna zbliżała się do końca, Kongres debatował nad zarządzaniem pokojem. Co powinno stać się z przywódcami Konfederacji? Czy nadal będą mieli prawa obywatelskie? Co powinno stać się z ich majątkiem? Thaddeus Stevens podkreślał, że rząd federalny musi traktować dawną Konfederację jak „kraj podbity” i zreformować „fundamenty jej instytucji, polityczne, municypalne i społeczne”, gdyż w przeciwnym wypadku „cała przelana krew i poświęcone środki poszłyby na marne”.

Thaddeus Stevens

Lincoln jednak sprzeciwiał się wywieraniu zemsty, lękając się, że uniemożliwi to krajowi zaleczenie ran. Proponował zamiast tego tak zwany plan 10 procent, który obejmował amnestię dla konfederackich przywódców i zgodę, by dany stan powrócił do Unii po tym, jak 10 procent jego wyborców złoży przysięgę wierności. Radykalni republikanie w Kongresie odrzucili ten plan, by w końcu 1864 roku przyjąć ustawę Wade’a-Davisa, która wymagała od większości wyborców zaprzysiężenia, że nigdy nie popierali Konfederacji, i która oznaczałaby całkowite pozbawienie praw obywatelskich wszystkich byłych konfederackich przywódców i żołnierzy. Lincoln zawetował ustawę. Zgodził się jednak ostatecznie poddać Południe pod zarząd wojskowy.

Po śmierci Lincolna w zamachu prezydenturę przejął jego wiceprezydent, Andrew Johnson. Ten mocno zbudowany były gubernator Tennessee próbował zmienić bieg powojennych planów, obierając kurs wyraźnie odmienny od zamierzeń swojego poprzednika. Lincoln wybrał Johnsona do wspólnego kandydowania w próbie uspokojenia stanów pogranicznych. Wraz ze śmiercią Lincolna Johnson postawił sobie za zadanie ochronę Południa. Nie mówił o „rekonstrukcji”, ale o „restauracji”: pragnął włączyć stany skonfederowane z powrotem do Unii tak szybko, jak to możliwe, i pozostawić kwestię obywatelstwa i praw obywatelskich stanom.

Wyzwoleńcy nadal zgłaszali swe roszczenia: ligi związkowe, kluby republikańskie i Ligi Równych Praw organizowały „konwencje wyzwoleńców”, żądając nadania pełnego obywatelstwa, równych praw, prawa głosu oraz ziemi i skarżąc się na amnestie i akty łaski Johnsona wobec byłych konfederackich przywódców. „Cztery piąte naszych wrogów zostało ułaskawionych lub wypuszczonych, jednej piątej się wybacza”, głosiło jedno ze zgromadzeń czarnych w Wirginii, zarzucając Johnsonowi, że pozostawił ich „całkowicie na łasce tych podporządkowanych, ale nienawróconych buntowników we wszystkim poza prawem do zaprowadzenia nas, naszych żon i dziatek na aukcję”. Zimą 1865–1866 południowe legislatury złożone z byłych secesjonistów zaczęły uchwalać „czarne kodeksy”, nowe prawa rasowe, które w praktyce oznaczały kontynuację niewolnictwa za pomocą obowiązkowej służby, wspólnych upraw i innych form świadczeń. W Karolinie Południowej dzieci rodziców, których oskarżano o niewpojenie im „nawyku pracowitości i uczciwości”, były zabierane od swoich rodzin i umieszczane w białych rodzinach na naukę, a w praktyce jako darmowi robotnicy. Niewolnictwo przypominało potwora, któremu w miejsce każdej odciętej głowy wyrastała nowa.

A potem narodził się Ku Klux Klan, założony w Tennessee w 1866 roku jako braterska organizacja konfederackich weteranów, którzy nosili białe szaty, tak by wyglądać, wedle jednego z pierwszych członków, jak „duchy konfederackich poległych, które powstały z grobów, by wywrzeć pomstę”. Klan faktycznie był rezurekcją — jednak nie konfederackich poległych, ale zbrojnych milicji, które pełniły funkcję niewolniczych patroli i przez dziesięciolecia terroryzowały mężczyzn, kobiety i dzieci ogniem, sznurem i bronią, narzędziami zastraszenia, tortury i mordu.

Członkowie Ku Klux Klanu aresztowano w 1871 roku za usiłowanie zabójstwa na terenie Mississippi

2 lutego 1866 roku Senat uchwalił ustawę o prawach obywatelskich, pierwsze federalne prawo definiujące obywatelstwo. „Wszystkie osoby urodzone w Stanach Zjednoczonych i niepodlegające żadnej obcej władzy, nie licząc nieopodatkowanych Indian, ogłasza się niniejszym obywatelami Stanów Zjednoczonych”, brzmiały pierwsze słowa dokumentu. Stwierdzał on, że wszyscy obywatele mają równą ochronę prawa; ustawa zakładała też dalszą działalność Biura Wyzwoleńców. Pięć dni po głosowaniu nad nią w Senacie — co było punktem zwrotnym — Frederick Douglass złożył wizytę w Białym Domu, starając się o poparcie prezydenta podczas niebywale trudnego spotkania, należącego do najbardziej niezwykłych i historycznych konfrontacji, jakie miały miejsce w tych murach.

„Obecnie znajduje się pan w położeniu, w którym może pan nas uratować lub zniszczyć”, powiedział Douglass prezydentowi. „Mam na myśli całą naszą rasę”. Johnson, w rozwlekłej, pełnej uników i samousprawiedliwień odpowiedzi, zapewnił Douglassa, że był przyjacielem czarnoskórej ludności. „Posiadałem niewolników i kupowałem niewolników”, powiedział, „nigdy jednak żadnego nie sprzedałem”. W rzeczywistości Johnson nie miał zamiaru przeciwstawić się czarnym kodeksom ani debatować o równości praw czy podpisywać ustawy o prawach obywatelskich. Po wyjściu Douglassa Johnson prychnął: „Jest jak każdy czarnuch i najchętniej poderżnąłby każdemu białemu gardło”.

W marcu, gdy Izba Reprezentantów uchwaliła ustawę o prawach obywatelskich, Johnson ją zawetował. W kwietniu Kongres skorzystał ze swych uprawnień i odrzucił weto Johnsona. Był to kamień milowy w dziejach zmagań o przewagę pomiędzy władzą ustawodawczą a wykonawczą — Kongres wówczas po raz pierwszy odrzucił prezydenckie weto.

Gdy rząd federalny starał się zdefiniować obywatelstwo i zabezpieczyć prawa publiczne, Johnson usiłował powstrzymać te zmiany, jednak nie był w stanie pokonać radykalnych republikanów, dominujących w Kongresie i stojących w centrum władzy19. Gdy ci ostatni zajęli się kwestią głosowania, zaczęli pracować nad poprawkami do Konstytucji, których celem było uniemożliwienie pozbawienia wyzwoleńców praw wyborczych: 14. i 15. poprawką. Na szali znajdowały się rzecz jasna ideały: realizacja obietnicy zawartej w dokumentach założycielskich kraju oraz sprawa, o którą toczono wojnę. Swoją rolę odgrywała też czysta polityka. Zniesienie niewolnictwa sprawiło, że zasada trzech piątych stała się nieaktualna. Skoro każdy czarnoskóry mężczyzna, kobieta i dziecko liczyli się nie jako trzy piąte osoby, ale jako pięć piątych, stany południowe zyskały więcej miejsc w Kongresie. Murzyni, jeśli mogli głosować, niemal zawsze głosowali na republikanów. By więc republikanie utrzymali przewagę w Kongresie, musieli zadbać o to, aby południowe stany nie uniemożliwiały Murzynom głosowania. Dążąc do tego celu, radykalni republikanie cieszyli się poparciem licznych kobiet, które walczyły o abolicję, emancypację oraz prawa kobiet. Po podpisaniu przez Lincolna Proklamacji emancypacji i po ratyfikacji 13. poprawki Elizabeth Cady Stanton i Susan Brownell Anthony zaczęły walczyć, z równą zaciekłością, o kolejną poprawkę, która miała gwarantować prawa i przywileje obywatelskie wszystkim Amerykanom — także kobietom.

Ten tekst jest fragmentem książki Jill Lepore: „My, naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych”:

Jill Lepore
„My, naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych”
119 zł
Tytuł oryginalny: „These Truths: A History of the United States”
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Rok wydania: 2020
Okładka: twarda
Liczba stron: 848
Premiera: 28.10.2020
ISBN: 978-83-6657-094-8
EAN: 9788366570948

Czternasta poprawka, napisana przez Komisję Obu Izb do spraw Rekonstrukcji, stanowiła ważne osiągnięcie konstytucyjne wieku przesyconego sporami i wojną lub też cierpieniem i walką. Proponowała definicję obywatelstwa gwarantującą przywileje i nietykalność i zapewniającą równą ochronę i prawo do procesu dla wszystkich obywateli. „Wszystkie osoby urodzone lub naturalizowane w Stanach Zjednoczonych i podległe ich jurysdykcji są obywatelami Stanów Zjednoczonych oraz stanu, w którym mieszkają”, głosiła poprawka. „Żaden stan nie ma prawa uchwalać ani wykonywać żadnego prawa, które ograniczałoby przywileje czy nietykalność obywateli Stanów Zjednoczonych; żaden stan nie będzie też pozbawiać żadnej osoby życia, wolności ani majątku bez wyroku sądowego; ani też odmawiać jakiejkolwiek osobie pozostającej w ich jurysdykcji równej ochrony prawnej”.

W czasie przygotowywania tekstu poprawki komisja zdradziła narodowy front kobiet, które od dziesięcioleci walczyły o abolicję i prawa obywatelskie dla czarnych. Zaproponowano bowiem w drugiej wersji projektu poprawki dopisek, zgodnie z którym stan odmawiający prawa głosu „któremukolwiek z męskich mieszkańców tegoż stanu” traciłby swą reprezentację w Kongresie. Słowo „męskich” nigdy wcześniej nie pojawiło się w którejkolwiek części Konstytucji. „Jeśli słowo «męskich» zostanie dodane”, ostrzegała Stanton, „pozbycie się go zajmie nam co najmniej stulecie”. Niewiele się myliła.

Głosowanie Senatu i Izby Reprezentantów nad 14. poprawką do Konstytucji

Kobiety protestowały. „Czy ktokolwiek może nam powiedzieć, dlaczego wielcy zwolennicy równości ludzi (…) zapominają, że gdy byli stroną słabszą i potrzebowali pomocy całej kobiecej siły kraju, zawsze dołączali słowa «bez względu na płeć, rasę czy kolor skóry?»”, pytała urodzona w Ohio reformatorka Frances Gage. Charles Sumner udzielił następującej odpowiedzi: „Wiemy, jak głosować będą Murzyni, ale nie jesteśmy pewni co do kobiet”. Nie sposób było przewidzieć, jak głosowałyby kobiety. Czy czarnoskóre kobiety głosowałyby tak jak ich mężowie? Czy białe kobiety głosowałyby tak jak czarnoskóre? Republikanie uznali, że wolą tego nie sprawdzać. „To czas Murzynów”, powiedzieli kobietom. „Czy mogę zadać tylko jedno pytanie oparte na przeciwieństwie, jakie widzi pan między Murzynem a kobietą?”, pytała Stanton Wendella Philipsa. „Moje pytanie brzmi: Czy uważa pan, że rasa afrykańska składa się wyłącznie z mężczyzn?”. Mimo protestów kobiet słowo „męskich” pozostało w projekcie. Jednak inne słowo wzbudziło więcej zdziwienia: „Wszystkie osoby urodzone lub naturalizowane w Stanach Zjednoczonych (…) są obywatelami”. Dlaczego „osoby”? Dla mężczyzn pragnących odmawiać kobietom równych praw słowo „osoby”

wydawało się niebezpiecznie pojemne. Czy istniał sposób, w który można było odczytać tę poprawkę, nawet zawierającą przymiotnik „męski”, tak by wspierała żądania kobiet odnośnie do równych praw?

W czasie debaty w Senacie Jacob Howard, republikanin z Michigan, wyjaśnił, że poprawka „chroni czarnoskórego człowieka w jego fundamentalnych prawach obywatelskich tą samą tarczą, jaką osłania białego człowieka”. Howard zapewnił innych senatorów, że poprawka zdecydowanie nie gwarantowała czarnoskórym prawa głosu (mimo że pragnął, by to czyniła); jedynie sugerowała, nie zapewniając żadnych mechanizmów egzekwowania, że stany uniemożliwiające im głosowanie utracą reprezentację w Kongresie. W tej kwestii Howard powołał się na Jamesa Madisona, który napisał: „Ci, którzy podlegają prawom, powinni mieć wpływ na ich tworzenie”. Wówczas podniósł się Reverdy Johnson, demokrata z Marylandu, by zapytać, jak daleko można było logicznie rozciągnąć tę propozycję, zwłaszcza ze względu na użycie w projekcie poprawki słowa „osoba”:

MR. JOHNSON: Kobiety tak samo jak mężczyźni?

MR. HOWARD: Pan Madison nie pisze nic o kobietach. MR. JOHNSON: „Osoby”.

MR. HOWARD: Sądzę, że pan Madison był dość dojrzały i mądry, by przyjąć za pewnik, że istnieje coś takiego jak prawo naturalne, które posiada pewien wpływ nawet na kwestie polityczne, i że wedle tego prawa kobiety i dzieci nie są uważane za równe mężczyznom.

Elizabeth Cady Stanton około 1880 roku

Miało upłynąć stulecie, nim kwestia ta ponownie trafiła do Kongresu, i to tylko przypadkowo, podczas debaty nad ustawą o prawach obywatelskich w 1964 roku. Jednak nawet przy rozszerzeniu przez 14. poprawkę pewnej ochrony tylko na „męskich mieszkańców” i jej wąskim rozumieniu praw jednostek ratyfikacja nie była bynajmniej pewna. Andrew Johnson sprzeciwiał się poprawce i wzywał południowe stany, by jej nie ratyfikowały. Uznało ją jedynie Tennessee (zawsze dość ambiwalentne wobec Konfederacji; jako ostatnie ogłosiło secesję i jako pierwsze zostało przyjęte z powrotem do Unii). Tymczasem jesienią 1866 roku do Kongresu wybrano wielką liczbę radykalnych republikanów, rzucając Johnsona na kolana. A jednak nawet z kolan potrafił się podnieść. Republikanie, uważając powiększenie władzy federalnej za jedyny możliwy sposób zapewnienia praw obywatelskich byłym niewolnikom, przegłosowali cztery ustawy o rekonstrukcji. Johnson, bijąc na oślep, zawetował wszystkie cztery. Kongres odrzucił wszystkie jego weta, wdeptując prezydenta w ziemię.

Ustawy o rekonstrukcji dzieliły dawną Konfederację na cztery okręgi wojskowe, na których czele stali generałowie. Każdy dawny rebeliancki stan miał spisać nową konstytucję, która miała następnie trafić do Kongresu celem zatwierdzenia. W ramach konstytucyjnego przymusu Kongres uzależnił ponowne przyjęcie do Unii od ratyfikowania 14. poprawki. Zgodnie z warunkami rekonstrukcji byli żołnierze Konfederacji nie mieli prawa głosu, natomiast byli niewolnicy je mieli. W dawnej Konfederacji większość białych posiadających jeszcze prawo głosu była demokratami; 80 procent republikańskich wyborców stanowili czarni. Mimo to, nawet z ochroną wojsk federalnych, czarnoskórzy nie zawsze mogli oddać głos, zwłaszcza wobec rosnącego w siłę Klanu. Czarnym najczęściej udawało się głosować na terenie górnego Południa. W Wirginii 90 procent zarejestrowanych czarnoskórych wyborców zdołało zagłosować. Głębiej na Południu czarni przybywali do urn wcześnie, grupami, często umawiając się na wspólne wyjście, by chronić się przed napadami. Jeden z obserwatorów wyborczych z Alabamy opisał pierwszy dzień głosowania w 1867 roku: „Zebrało się chyba tysiąc wyzwoleńców, wielu z miejsc odległych nawet o 30 mil, pragnących zagłosować”.

Podczas gdy wrzała walka o ratyfikację 14. poprawki, czarni brali udział w czymś więcej niż tylko głosowaniu. Ośmiuset czarnych zasiadało w legislaturach stanowych. Zajęli ponad tysiąc urzędów publicznych, w większości we władzach miast i hrabstw. Przez krótki czas czarny był gubernatorem Luizjany. „Nadszedł dzień czarnoskórego — biali rządzili się dość długo”, powiedział pewien polityk. Północny dziennikarz odwiedzający legislaturę Karoliny Południowej pisał: „Izba jest niemal dosłownie Czarnym Parlamentem (…). Spiker jest czarny, pisarz jest czarny, odźwierni są czarni, mali posłańcy są czarni, przewodniczący komisji dochodów jest czarny, a kapelan jest czarny jak węgiel”. Biali mówili o tym „rządy Murzynów”.

W Waszyngtonie Johnson usiłował ponownie stanąć na nogi. W początkach 1868 roku starał się zdymisjonować sekretarza wojny Edwina Stantona, radykalnego republikanina mianowanego przez Lincolna. Jednak uparty i bezkompromisowy Stanton zabarykadował się na dwa miesiące w swym biurze. Kraj miotał się od jednego kryzysu konstytucyjnego do drugiego. Izba Reprezentantów zainicjowała postępowanie zmierzające do pozbawienia prezydenta urzędu, oskarżając go o naruszenie niedawno uchwalonej ustawy o kadencji. Kongres zagłosował za impeachmentem 126 do 47 przeciw, jednak w Senacie, gdzie oddano 35 za do 19 przeciw, zabrakło jednego głosu do wymaganej większości dwóch trzecich. Johnson przetrwał, jednak impeachment, ta ustrojowa broń, z której nigdy nie oddano strzału, została po raz pierwszy nabita.

Ten tekst jest fragmentem książki Jill Lepore: „My, naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych”:

Jill Lepore
„My, naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych”
119 zł
Tytuł oryginalny: „These Truths: A History of the United States”
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Rok wydania: 2020
Okładka: twarda
Liczba stron: 848
Premiera: 28.10.2020
ISBN: 978-83-6657-094-8
EAN: 9788366570948

Czternastą poprawkę ratyfikowano w końcu latem 1868 roku. Tegoż lata Johnsonowi nie udało się uzyskać nominacji demokratów w wyborach prezydenckich, natomiast nominację republikanów zyskał urodzony w Ohio Ulysses Simpson Grant, weteran wojny z Meksykiem i bohater wojny secesyjnej. Jego hasłem w kampanii było „Osiągnijmy pokój”. Czarni, którym udało się zagłosować mimo szykan KKK, niemal wszyscy głosowali na Granta.

Kobiety także próbowały głosować. Przed 14. poprawką reformatorki walczyły o kształcenie kobiet oraz o prawa przyznające zamężnym kobietom możliwość stanowienia o własnym majątku; po 14. poprawce ruchy na rzecz praw kobiet stały się ruchami na rzecz prawa głosu dla kobiet, co oznaczało zawężenie ich postulatów oraz intensyfikację działań. W roku 1868, w ramach planu znanego jako Nowy Początek, czarne i białe kobiety próbowały zyskać prawo głosu, realizując je: szły do urn i były aresztowane, gdy próbowały oddać głos. W tych samych latach głosowanie dla czarnoskórych mężczyzn stawało się coraz trudniejsze, co skłoniło Kongres do debaty i przedstawienia propozycji jeszcze jednej poprawki do Konstytucji, która miała sprowokować kolejne pytania o obywateli, osoby i ludzi, kategorie, których ograniczenia od dawna były poddawane próbie przez kobiety, a teraz miały być poddawane nowej próbie przez imigrantów z Chin.

William Tecumseh Sherman, Ulysses S. Grant, Abraham Lincoln i David Porter (mal. George P.A. Healy, 1868)

Imigranci z Chin zaczęli przybywać w większej liczbie do Stanów Zjednoczonych w latach pięćdziesiątych XIX wieku, po gorączce złota. W roku 1849 w Kalifornii mieszkało 49 Chińczyków; w roku następnym było ich 791; w roku 1851 było ich ponad 7 tysięcy; w 1852 około 25 tysięcy. Większość pochodziła z prowincji Guandong i wyruszyła z Hongkongu, posyłana przez chińskie firmy handlowe znane jako „Sześć Kompanii”. Przeważającą część stanowili mężczyźni. Przybywali do San Francisco i pracowali w kopalniach, najpierw w Kalifornii, potem zaś w Oregonie, Newadzie, Waszyngtonie, Idaho, Montanie i Kolorado. Według spisu federalnego z 1860 roku 24 282 spośród 34 935 Chińczyków pracowało w kopalniach. Choć niektórzy chińscy imigranci porzucili kopalnie — niektórzy zostali z nich usunięci — wielu pracowało w nich nadal jeszcze długo po 1880 roku, często fedrując w miejscach opuszczonych przez innych górników. Raport rządowy z 1867 roku informował, że w Montanie „kopanie obecnie przypada Chińczykom, którzy cierpliwie eksploatują złoża porzucone przez białych”. Chińscy robotnicy zaczęli osiedlać się w Boise w roku 1865, a ledwie pięć lat później stanowili trzecią część osadników w Idaho i niemal 60 procent górników w tym stanie. W 1870 roku chińscy imigranci i ich dzieci stanowili niemal dziewięć procent ludności Kalifornii i jedną czwartą robotników stanu.

Ich prawa, zgodnie z konstytucjami i statutami stanowymi, były mocno ograniczone. Konstytucja Oregonu z 1857 roku zabraniała „Chińczykom” posiadania nieruchomości, podczas gdy Kalifornia zakazywała imigrantom z Chin zeznawania w sądzie, co w roku 1854 podtrzymał stanowy sąd najwyższy w sprawie „lud kontra Hall”, opisując Chińczyków jako „rasę ludzką, którą natura uczyniła niższą i która nie jest zdolna do postępu ani rozwoju intelektualnego ponad pewien poziom, czego dowodzi ich historia”.

Populacja Chińczyków w Ameryce rosła najszybciej w latach sześćdziesiątych XIX wieku, gdy rząd federalny debatował na temat relacji między obywatelstwem a rasą. Czternasta poprawka, wspominająca o obywatelstwie wynikającym z urodzenia — każdy urodzony w Stanach Zjednoczonych jest obywatelem — nie czyniła rozróżnień rasowych. Zgodnie z jej warunkami dzieci chińskich imigrantów urodzone w Stanach Zjednoczonych były obywatelami amerykańskimi. Jak powiedział podczas debaty nad poprawką senator z Illinois Lyman Turmbull, „dziecko Azjaty jest takim samym obywatelem, jak dziecko Europejczyka”. (Ta interpretacja poprawki została podtrzymana w orzeczeniu Sądu Najwyższego w 1898 roku, w sprawie „Stany Zjednoczone kontra Wong Kim Ark). Turmbull, który pomagał pisać 13. poprawkę, był jednym z bardzo nielicznych członków Kongresu wypowiadających się przychylnie na temat chińskich imigrantów, mówiąc o nich: „Obywatele z tego kraju, który pod wieloma względami wyprzedza wiele krajów na ziemi w sztuce i naukach, wśród ludności którego znaleźć można najsławniejszych i najlepszych uczonych świata”. Bardziej typowy był pogląd wyrażony przez Williama Higby’ego, republikańskiego kongresmena z Kalifornii, niegdyś górnika: „Chińczycy to rasa pogańska”, mówił w 1866 roku. „Nie można zrobić z nich dobrych obywateli”.

Skoro dzieci chińskich imigrantów były obywatelami USA, co z samymi imigrantami? Najbardziej znaczącą ochroną chińskich imigrantów przed dyskryminacją w stanach zachodnich był zawarty w roku 1868 traktat chińsko-amerykański. Głosił on, że „poddani chińscy odwiedzający lub rezydujący w Stanach Zjednoczonych cieszyć się będą tymi samymi przywilejami, nietykalnością i wyłączeniami w kwestii podróżowania czy osiedlenia, jakie mogą posiadać obywatele lub poddani najbardziej faworyzowanego kraju”. Traktat ten jednakże nie czynił z chińskich imigrantów obywateli; jedynie sugerował, że mogą być traktowani jak obywatele.

Lyman Trumbul w latach 70. XIX wieku

A co z prawami wyborczymi urodzonych w USA Amerykanów pochodzenia chińskiego? Wiele zależało od 15. poprawki, zaproponowanej w początkach 1869 roku. Podczas gdy celem poprawki było zagwarantowanie Amerykanom afrykańskiego pochodzenia prawa głosu i prawa pełnienia urzędów, jej język w nieunikniony sposób prowadził do kwestii obywatelstwa i prawa głosu dla Chińczyków. Przeciwnicy poprawki uważali same jej podstawy za skandal. Garrett Davis, demokratyczny senator z Kentucky, grzmiał: „Nie chcę murzyńskiego rządu. Nie chcę mongolskiego rządu; chcę rządu białego człowieka, jaki założyli nasi ojcowie”. Jacob Howard z Michigan wzywał, by 15. poprawka wprost wyłączała Chińczyków poprzez umieszczenie w niej zdania, że dotyczy ona wyłącznie „obywateli Stanów Zjednoczonych pochodzenia afrykańskiego”. Howard zapewne kalkulował, że ta modyfikacja, która sprowadzała się do wyłączenia Chińczyków, zwiększy szansę na uchwalenie i ratyfikację poprawki. Jednak entuzjazm Kongresu dla imigrantów pokrzyżował jego plany. George Franklin Edmunds z Vermontu nazwał zmianę Howarda oburzającą, stwierdzając, że nowe sformułowanie dawałoby prawa Murzynom, za cenę pozbawienia ich „osoby z każdego innego kraju pod słońcem”.

Rzadko zdarzał się amerykański mówca, który potrafiłby w debacie naznaczonej inwektywami wysunąć argument dotyczący obywatelstwa oparty na prawach człowieka. Jednak Frederick Douglass, będący u szczytu swych możliwości retorycznych, wysunął właśnie taki argument podczas przemówienia w Bostonie w 1869 roku. Kto zasługuje na obywatelstwo i polityczną równość? Nie ludzie tego czy innego pochodzenia albo tej czy innej płci, ale wszyscy ludzie, twierdził Douglass. „Chińczycy przybędą”, powiedział. „Pytacie, czy popieram taką imigrację. Odpowiadam, że tak. Czy chcę ich naturalizować i nadać im wszystkie prawa amerykańskiego obywatela? Chcę. Czy pozwoliłbym im głosować? Pozwoliłbym”. Douglass mówił o „złożonym narodzie”, co było pomysłem bardzo oryginalnym i twórczym, o obywatelstwie ulepszonym i umocnionym nie pomimo wielu części składowych, ale dzięki nim: „Pragnę mieć tu dom nie tylko dla Murzyna, dla Mulata i dla ras łacińskich; pragnę też, by i Azjata znalazł dom tu w Stanach Zjednoczonych, i czuł się tu jak u siebie, dla jego i naszego dobra”.

Ekspansywność wizji Douglassa i jego głęboka wiara w równość nie zwyciężyły. W swej ostatecznej formie 15. poprawka ratyfikowana w roku 1870 głosiła, że „prawa obywateli Stanów Zjednoczonych do głosowania nie będą odbierane ani ograniczane przez Stany Zjednoczone ani żaden ze stanów ze względu na rasę, kolor skóry czy wcześniejszą kondycję niewolniczą”. Nie rozwiązywała ani nie odnosiła się do kwestii tego, czy chińscy imigranci mogą zostać obywatelami. W praktyce też nie rozstrzygała raczej tego, co rozstrzygać miała — praw wyborczych czarnych mężczyzn — dla których głosowanie stawało się coraz trudniejsze i coraz bardziej niebezpieczne ze względu na narastającą falę terroryzmu. Mimo że kontrolowany przez republikanów Kongres przegłosował w roku 1870 ustawę o władzy i rok później ustawę o Klanie, delegalizując przeszkadzanie w głosowaniu, Klan jedynie zwiększył swe wysiłki celem odzyskania Południa, szalejąc po całym jego terenie.

Ten tekst jest fragmentem książki Jill Lepore: „My, naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych”:

Jill Lepore
„My, naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych”
119 zł
Tytuł oryginalny: „These Truths: A History of the United States”
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Rok wydania: 2020
Okładka: twarda
Liczba stron: 848
Premiera: 28.10.2020
ISBN: 978-83-6657-094-8
EAN: 9788366570948

Piętnasta poprawka nie rozstrzygnęła też kwestii głosowania kobiet. Z jednej strony nie gwarantowała tego prawa kobietom, jako że nie zakazywała dyskryminacji z powodu płci (jedynie dyskryminacji ze względu na „rasę, kolor skóry, czy wcześniejszą kondycję niewolnictwa”); z drugiej strony jednak nie mówiła, że kobiety nie mogą głosować. Zdołała natomiast podzielić ruch na rzecz równych praw, powodując rozłam Amerykańskiego Towarzystwa Równych Praw, walczącego o prawa obywatelskie, na dwie organizacje; Stanton i Anthony założyły Narodowe Stowarzyszenie dla Głosowania Kobiet (National Women Suffrage Association), które nie popierało poprawki, podczas gdy doświadczona reformatorka Lucy Stone i poetka Julia Ward Howe założyły konkurencyjne Amerykańskie Kobiece Stowarzyszenie na rzecz Głosowania (American Woman Suffrage Association), które poprawkę popierało. (Rozłam ten miał zostać zażegnany, gdy obie organizacje połączyły się w roku 1890, tworząc Narodowe Amerykańskie Stowarzyszenie na rzecz Głosowania Kobiet; National American Woman Suffrage Association).

Mural na Kapitolu przedstawiający National American Woman Suffrage Association na paradzie sufrażystek w 1917 roku (domena publiczna)

W roku 1870 w Karolinie Południowej za próbę oddania głosu aresztowano pięć czarnoskórych kobiet. Do tego czasu jednak kobiety zdecydowały się rzucić wyzwanie ograniczeniom kobiecego obywatelstwa, nie tylko próbując głosować, ale także ubiegać się o urzędy. Victoria Woodhull, charyzmatyczna wróżka z Ohio, która w 1869 roku udała się na konwencję sufrażystek, przeniosła się do Nowego Jorku i zaczęła nową karierę na giełdzie; stała się pierwszą kobietą kandydującą na urząd prezydenta. Startowała jako „nominowana przez siebie” kandydatka partii, którą pomogła utworzyć, Partii Równych Praw. W roku 1871 oświadczyła: „Planujemy rewolucję”. Woodhull twierdziła, że startuje „głównie celem przyciągnięcia uwagi do wysuwanych przez kobiety żądań politycznej równości z mężczyznami”. Pomysłowo argumentowała, że kobiety miały już prawo głosowania, zgodnie z klauzulą Konstytucji o przywilejach i nietykalności, który to argument przedstawiła Komisji Sądowniczej Izby Reprezentantów, co czyniło z niej pierwszą kobietę, która wystąpiła przed komisją Kongresu.

„Ponieważ jako pierwsza zrozumiałam te fakty konstytucyjne i prawne, jako pierwsza też oświadczę, co następuje: kobiety Stanów Zjednoczonych Ameryki posiadają już prawo głosu”. Kandydatura Woodhull skończyła się w niesławie. Dzień wyborów spędziła w areszcie za nieobyczajne zachowanie, ostatecznie zaś Sąd Najwyższy odrzucił jej interpretację Konstytucji, postanawiając w sprawie

„Minor kontra Happerstett”, że Konstytucja „nie nadaje automatycznie prawa głosu tym, którzy mają prawa obywatelskie”.

Awanturnicza, widowiskowa i szokująca kampania Woodhull pomogła zwrócić uwagę na tę kwestię, mimo że uwaga ta była w najlepszym wypadku uprzejma. „Uczciwe żądanie jakiejkolwiek klasy obywateli dodatkowych praw powinno być traktowane z szacunkiem i uwagą”, oświadczyli republikanie podczas swej konwencji w 1872 roku, które to stanowisko Stanton nazwał nie punktem, lecz punkcikiem. Podczas konwencji partii w roku 1876, w stulecie Deklaracji niepodległości, Sarah Spencer z National Woman Suffrage Association powiedziała: „W tym nowym, świetlanym stuleciu proszę was, byście pozyskali dla siebie poparcie kobiet Stanów Zjednoczonych”. Wygwizdano ją. Podczas tej samej konwencji Frederick Douglass, którego czarne włosy przetykały nutki siwizny, został pierwszym czarnoskórym, który przemawiał na jakiejkolwiek konwencji nominacyjnej. Spencer prosiła. Douglass naciskał. „Obecnie pytanie brzmi”, mówił, spoglądając na tłum niesfornych delegatów, uciszanych jego grzmiącym głosem, „czy chcecie wypełnić dla nas obietnice zawarte w waszej konstytucji?”.

Odpowiedź, najwyraźniej, brzmiała: nie. W tym brzemiennym w skutki roku, sto lat po powstaniu kraju, rekonstrukcja zawiodła, obalona przez zgniłe kompromisy, zakulisowe targi, osobiste niechęci i zwykłe oszustwa małych i samolubnych ludzi. Grant, któremu wyperswadowano ubieganie się o trzecią kadencję, ustąpił w roku 1876. Roscoe Conkling, wielki, brodaty bokser i senator z Nowego Jorku, był tak pewien zdobycia nominacji partyjnej, że wybrał już wiceprezydenta i motto — „Gdy na Conklinga i Haysa głos dacie / to wam się sowicie opłaci”[ Oryg. „Conkling and Hayes / Is the ticket that pays” (przyp. tłum.)] — jednak został pokonany przez swego niedoszłego współkandydata, bezbarwnego byłego gubernatora Ohio, Rutherforda Bircharda Hayesa. Gdy demokraci zebrali się w St. Louis — wówczas pierwszy raz konwencję zorganizowano na zachód od Missisipi — delegacja sprzeciwiająca się nominacji gubernatora Nowego Jorku i zaprzysięgłego reformatora Samuela Tildena wywiesiła z balkonu Hotelu Lindella gigantyczny transparent. Napisano na nim: „Miasto Nowy Jork, największe demokratyczne miasto w Unii, bezkompromisowo sprzeciwia się nominacji Samuela Jonesa Tildena na prezydenta, ponieważ nie wygra on w stanie Nowy Jork”. Tilden uzyskał nominację i tak, a w wyborach powszechnych zdobył więcej głosów od Hayesa. Nie chcąc uznać wyników wyborów, republikanie zakwestionowali wyniki we Florydzie, Luizjanie i Karolinie Południowej. Ostatecznie decyzję przekazano komisji wyborczej, która wymyśliła nikczemny kompromis: demokraci zgodzili się poprzeć człowieka, o którym odtąd mówiono Rutherfraud Birchard Hayes, by mógł on zostać prezydentem, w zamian za obietnicę republikanów o zakończeniu okupacji wojskowej Południa. Za drobne i niskie zwycięstwo polityczne nad Partią Demokratyczną republikanie najpierw popełnili oszustwo wyborcze, potem zaś zawarli kompromis, porzucając trwającą od stulecia walkę o prawa obywatelskie.

Szkoła się zaczyna – karykatura Louisa Dalrymple'a z 1899 roku przedstawiająca Wujka Sama podczas wykładu dla czwórki dzieci oznaczonych jako Filipiny, Hawaje, Portoryko i Kuba. Czarny chłopiec myje okna, rdzenny Amerykanin siedzi przy drzwiach, a chiński chłopiec stoi za drzwiami

Równość polityczna była możliwa na Południu jedynie z użyciem broni. Gdy tylko wojska federalne się wycofały, biali demokraci, nazywający siebie „wybawicielami”, przejęli kontrolę nad władzami stanowymi, a epoka praw wyborczych dla Murzynów dobiegła brutalnego i strasznego końca. Klan terroryzował prowincję, paląc domy oraz polując, torturując i mordując ludzi (w latach 1882–1930 mordercy ci zlinczowali ponad trzy tysiące czarnych mężczyzn i kobiet). Czarni politycy wybrani na urzędy zostali wyrzuceni. Czysto białe legislatury zaczęły uchwalanie nowych kodeksów murzyńskich, znanych jako „prawa Jima Crowa”, które wprowadziły segregację czarnych i białych w każdym możliwym miejscu publicznym, aż po rogi ulic. Tennessee uchwaliło pierwsze prawo Jima Crowa w 1881 roku, nakazując rozdział czarnych i białych w wagonach kolejowych. Georgia jako pierwszy stan zażądała osobnych miejsc dla białych i czarnych w tramwajach w roku 1891. Sądy wyposażały się w oddzielne Biblie. Bary urządzały oddzielne siedzenia. Urzędy pocztowe budowały oddzielne okienka. Place zabaw miały oddzielne huśtawki. W Birmingham granie czarnego i białego dziecka w warcaby w publicznym parku stało się przestępstwem. Niewolnictwo się skończyło; rozpoczęła się segregacja.

Ten tekst jest fragmentem książki Jill Lepore: „My, naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych”:

Jill Lepore
„My, naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych”
119 zł
Tytuł oryginalny: „These Truths: A History of the United States”
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Rok wydania: 2020
Okładka: twarda
Liczba stron: 848
Premiera: 28.10.2020
ISBN: 978-83-6657-094-8
EAN: 9788366570948

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Jill Lepore
Wybitna amerykańska historyczka, pracująca na Uniwersytecie Harvarda. Urodziła się i wychowała w Massachusetts, studiowała na Uniwersytecie Michigan, później w Yale. Pisze o amerykańskiej historii, prawie, literaturze i polityce. Autorka wielu nagradzanych książek, za The Secret History of Wonder Woman otrzymała w 2015 roku prestiżową nagrodę American History Book Prize. Pisze dla New Yorkera, jej eseje i recenzje ukazują się także w The New York Times, The Times Literary Supplement, The Journal of American History i Foreign Affairs. Jak twierdzi: „Historia to sztuka argumentowania na temat przeszłości poprzez opowiadanie historii, które można poprzeć dowodami”. Mężatka, matka trójki synów.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy