Opublikowano
2018-11-07 18:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Jak Niemcy rabowali polskie dzieci?

Bezwzględna machina III Rzeszy wybierała sobie dzieci z przeznaczeniem do germanizacji lub do zagłady. Niektórzy już nigdy nie poznają swoich korzeni...


Strony:
1 2 3 4

„Niepotrzebne” dzieci likwidowano zastrzykiem z fenolu

Los zrabowanych na potrzeby zbrodniczej polityki germanizacyjnej dzieci, choć okrutny, często był bez porównania lepszy niż dola tych, które do germanizacji się „nie nadawały”. Zaszeregowane do kategorii „niepożądany przyrost ludności” dzieci wysyłano na roboty przymusowe do Niemiec, do obozów zagłady, co równoznaczne było z wyrokiem śmierci, albo po prostu mordowano. W czasie II wojny światowej życie straciło ponad dwa miliony polskich dzieci. Ocenia się, że 200 tysięcy dzieci zostało zrabowanych i wywiezionych do Niemiec w celu germanizacji.

Ponad 700 tysięcy polskich dzieci trafiło tam również jako przymusowi robotnicy. Szacuje się, że półtora miliona tych, którym udało się przeżyć, zostało w różnym stopniu sierotami.

„Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci” Czesława Kwoka. Czternastoletnia dziewczynka zamordowana przez Niemców zastrzykiem z fenolu (domena publiczna)

Tragiczne wojenne losy najmłodszych, które – jak zauważa historyk Norman Davies – rozbijają tradycyjne ujęcie konfliktu zbrojnego rozumianego jako kampanie i bitwy, w całej rozciągłości ukazują historie Dzieci Zamojszczyzny. Ich symbolem jest Czesława Kwoka, dziewczynka z podzamojskiej Wólki Złojeckiej, zamordowana przez Niemców w Auschwitz wbitym w klatkę piersiową zastrzykiem z fenolu. W podobny sposób na terenie okupowanej Polski uśmiercono tysiące dzieci.

Na przełomie 1942 i 1943 roku z obozu przesiedleńczego w Zamościu, gdzie Niemcy dokonywali selekcji ludności polskiej pod kątem rasowości i przydatności, do Auschwitz wywieziono trzema transportami około półtora tysiąca osób. Wśród nich było co najmniej sto pięćdziesiąt dzieci i młodocianych. Najmłodsze z nich nie miały nawet dziesięciu lat. Według niemieckiej kategoryzacji, były one zupełnie bezużyteczne i nadawały się wyłącznie do eksterminacji (stanowiły Unerwünschter Bevölkerungszuwachs, czyli „niepożądany przyrost ludności”). Bydlęce wagony, do których w trzaskającym mrozie spędzano kierowanych do Auschwitz mieszkańców Zamojszczyzny, miały dwa niewielkie zakratowane okienka. Nie wiemy, czy Niemcy wrzucali najmłodsze i najmniejsze dzieci na głowy i ramiona stłoczonych do granic możliwości więźniów. Tak robili na przykład w Radomiu, w czasie likwidacji tamtejszych dwóch gett. Pewne jest, że zatrzaśnięte w Zamościu drzwi wagonów otwierano dopiero po trzech dniach, na rampie kolejowej Auschwitz.

Polskie dzieci w obozie w Potulicach

Czytaj dalej...
Z pierwszego transportu drogi do niemieckiego obozu zagłady nie przeżyło kilkanaście osób. Podobnie było z kolejnymi. Więźniowie nie wytrzymali mrozu, braku wody i pożywienia, niemożliwości załatwienia podstawowych potrzeb fizjologicznych, niektórych zabiły choroby, na które zapadli w zamojskim obozie. Na rampie w Auschwitz esesmani z pełną brutalnością oddzielali kobiety od mężczyzn, a następnie kierowali do różnych sektorów obozowych. A co się działo z dziećmi? Początkowo mogły zostać z dorosłymi. A później? Poniżej fragment zeznania więźnia Auschwitz Czesława Węcławika: „W transporcie (...) było oprócz ludzi dorosłych około dwustu dzieci w wieku od ośmiu do dziesięciu lat. Przez dwa miesiące dzieci te były razem z dorosłymi, a później Niemcy zabrali je i ślad po nich zaginął. Do domu żadne z tych dzieci nie wróciło. W tym transporcie do Auschwitz było dużo dzieci ze Skierbieszowa, które nie wróciły. (...) ogółem około stu dzieci ze Skierbieszowa Niemcy zniszczyli w Auschwitz” – wspominał mężczyzna, któremu w Auschwitz Niemcy zastrzykiem z fenolu zamordowali żonę i urodzone przez nią w obozie dziecko. O losie dzieci z Zamojszczyzny śledczym ścigającym niemieckich zbrodniarzy opowiedział jesienią 1946 roku Stanisław Głowa: „Z całego transportu wybrano około dziewięćdziesięciu kilku chłopców w wieku od ośmiu do czternastu lat (...). Przeprowadzono ich na blok dwudziesty i tam zostali zabici zastrzykiem przez podoficera sanitariusza Scharpego”.
* * *

Jakkolwiek wstrząsająco to zabrzmi, często zastrzyk z fenolu okazywał się dla dzieci wybawieniem. Część chłopców z Zamojszczyzny została dołączona do grupy dzieci, które poddano pseudomedycznym eksperymentom. Większość z nich zginęła w niewysłowionych męczarniach. Dzieciom wstrzykiwano zarazki (na przykład wywołujące tyfus), a następnie porzucano bez opieki w barakach. Często umierały w cierpieniach, agonia trwała wiele dni. Niemcy nie zwracali na nie uwagi – katusze dzieci wpisywały się w ideologię III Rzeszy, według której wrogowie państwa powinni przysłużyć się pracą albo śmiercią podczas badań naukowych. Z dziećmi obchodzono się jak z martwymi przedmiotami. „Eksperymentatorzy traktowali je zarówno w czasie, jak i po zakończeniu badań zupełnie przedmiotowo i bardzo brutalnie, postrzegając je wyłącznie jako obiekty doświadczalne” – pisze w swej pracy Agnieszka Fedorowicz.

„Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci” Polskie dzieci w niemieckim obozie pracy w Dzierżąznej k. Zgierza (domena publiczna)

„Pobyt dzieci w obozie koncentracyjnym już był dla nich ogromną traumą i wyczerpywał je fizycznie oraz psychicznie. Na tym tle jeszcze wyraźniej zaznaczają się konsekwencje eksperymentów medycznych przeprowadzonych na dzieciach, które jeszcze bardziej przysparzały im dodatkowych, niemożliwych do ujęcia słowami, cierpień fizycznych, a także obciążeń psychicznych, wynikających z przeżywania ich w samotności. (...) Dla większości z nich wraz z zakończeniem eksperymentu następował koniec życia” – dodaje autorka.

Dodajmy, że pseudoeksperymenty na zrabowanych polskich dzieciach skategoryzowanych jako „niepożądany przyrost ludności” prowadzono na terenie okupowanej Polski w co najmniej dwóch zakładach: w górnośląskim Lublińcu i w Cieszynie przy ulicy Frydeckiej 37. Bezbronne dzieci faszerowano substancjami psychoaktywnymi, jak barbiturany, luminal czy weronal, a następnie sprawdzano odporność i reakcję młodych organizmów na leki. Dzieci, które nie umierały od razu wzbudzały zainteresowanie niemieckich pseudolekarzy. Nie znaczy to, że gdy zdołały przeżyć barbarzyńskie testy, ocaliły życie. W Medizinische Kinderheilanstalt w Lublińcu na 235 dzieci zmarło aż 221.

Dzieci szczęścia – historia urodzonych w piekle Holocaustu

Czytaj dalej...

Czesława Kwoka nie została poddana pseudoeksperymentom. Czternastoletnia dziewczynka do Auschwitz przyjechała z mamą pierwszym transportem z Zamojszczyzny 13 grudnia 1942 roku. Trzy miesiące później nie żyła. Zamordowano ją zastrzykiem z fenolu. Jej historia jest symboliczna nie tylko dla innych dzieci z Zamojszczyzny, ale dla każdego dziecka, które doświadczyło pobytu w jakimkolwiek niemieckim obozie koncentracyjnym. Losy Czesławy zostały wyeksponowane przez obozowego fotografa Wilhelma Brassego. Zapamiętał dziewczynkę w tłumie ponad czterdziestu tysięcy więźniów, którym wykonał zdjęcia.

„To zdjęcie dziewczyny więźniarki szczególnie pamiętam, bo wyglądała rozbrajająco, taka młodziutka w ubiorze więźnia. Kiedy po niemiecku wywoływano numery więźniów, ta dziewczyna tego nie rozumiała, za co była bita pejczem przez esesmankę. Bito też ją w twarz” – wspominał w dokumentalnym filmie Portrecista. Ślady uderzeń w twarz widać na zdjęciach – Czesława ma popękane wargi. Trudno nie zauważyć przerażonych oczu dziewczynki. Z jeszcze większym strachem musiała patrzeć na oprawców, którzy 12 marca 1943 roku wbijali jej śmiertelny zastrzyk w pierś.

Tekst jest fragmentem książki „Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci”:

„Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci” - okładka Autorzy: Ewelina Karpińska-Morek, Agnieszka Was-Turecka, Monika Sieradzka,
Artur Wróblewski, Tomasz Majta, Michał Drzonek
Tytuł: „Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci”
Wydawnictwo m
ISBN: 978-83-8043-429-5
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 165×235 mm
Liczba stron: 396
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką na stronie Wydawnictwa!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: janko |

Dzieci zydowskie przeszly jeszcze wieksze pieklo. Warto pamietac. Czy warto byc dalej tak bezkrytycznym do Niemcow i niesprawiedliwym w nieuzasadnionej nienawisci do Zydow ?



Odpowiedz

Gość: Gruby |

Wierze ze Pieklo istnieje i ze za to co oni zrobili tym dzieciom, zostana potraktowani "specjalnie". Tak "specjalnie" ze nawet diabel w calej swej ochydzie odwrocil by sie zatrworzony. Tego im zycze i kazdemu ktory porywa sie na cos takiego.



Odpowiedz

Gość: sowwa |

co na to tusk



Odpowiedz

Gość: Polka |

I dlatego Niemcy powinny ZAPŁACIĆ Polakom za wszystko : biliony Euro!



Odpowiedz

Gość: |

Wstrząsające !



Odpowiedz
Artur Wróblewski

Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuje w redakcji portalu Interia. Wykonując zawód dziennikarza jest w stanie poświęcić się największej pasji - historii.

Monika Sieradzka

Od 2016 roku jest warszawską korespondentką Deutsche Welle. Zajmuje się relacjami polsko-niemieckimi, od lat robi także reportaże o tematyce historycznej. W latach 1994 - 2015 pracowała w TVP jako reporterka i wydawca Wiadomości, korespondentka w Szwecji oraz szefowa Redakcji Publicystyki TVP 2. Współtworzyła Festiwal Sztuki Faktu w Toruniu oraz magazyn "Reporter Polski" w TVP (2011-2015). Autorka filmów dokumentalnych dla TVP, BBC, ARD, ZDF. Nominowana do Grand Press (2011).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org