Opublikowano
2019-02-11 20:52
Licencja
Wolna licencja

Jak zekranizowano „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza?

20 lat temu na srebrnym ekranie zobaczyliśmy po raz pierwszy „Ogniem i mieczem” w reżyserii Jerzego Hoffmana. Film na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza to jedna z najdroższych, ale i najbardziej dochodowych polskich produkcji filmowych.


Strony:
1 2 3

Jerzy Hoffman (fot. Mariusz Kubik, domena publiczna) 118 dni zdjęciowych, 130 kilometrów taśmy filmowej do montażu, olbrzymi budżet i sukces kasowy, nowatorska forma sponsorowania, nowoczesny styl realizacji, a wszystko powstałe na bazie XVII-wiecznej historii Rzeczpospolitej – „Ogniem i mieczem” to niewątpliwie jeden z najgłośniejszych filmów w dziejach polskiej kinematografii. Co ciekawe, jest to ostatnia, po „Potopie” i „Panu Wołodyjowskim”, zekranizowana przez Jerzego Hoffmana części trylogii Sienkiewicza, choć pierwsza skreślona ręką noblisty (w 1884 r.).

Dzięki niestrudzonym, wieloletnim wysiłkom reżysera powstała audiowizualna epopeja narodowa. Filmowa opowieść łączy wątki batalistyczne z miłosnymi, eksponując barwne dzieje XVII-wiecznej Rzeczpospolitej targanej licznymi konfliktami zbrojnymi, w tym m.in. polsko-kozackimi i powstaniem Bohdana Chmielnickiego.

Oficjalna premiera ostatniej części sienkiewiczowskiej trylogii miała miejsce 12 lutego 1999 roku. Natomiast na małym ekranie, w domowym zaciszu, podczas pierwszej emisji telewizyjnej w Wielkanoc 2001 roku film obejrzało aż 10,3 mln widzów.

Z historii pracy nad filmem

Pierwsze pogłoski o zekranizowaniu „Ogniem i mieczem” pojawiły się już w 1980 roku. Jerzy Hoffman podczas spotkania filmowców z krajów demokracji ludowej przyznał, że jest to jego marzenie. Jednakże pierwsza wersja scenariusza powstała dopiero wtedy, gdy poruszono w Polsce temat likwidacji białych plam w historii stosunków polsko – ukraińskich.

Witold Biernacki — „Powstanie Chmielnickiego” – recenzja i ocena

Czytaj dalej...

Kolejnym krokiem do realizacji celu było powołanie w 1987 roku Studia Filmowego „Lauda”, które rozpoczęło prace nad wstępną produkcją. Było to możliwe dzięki dotacji otrzymanej z Ministerstwa Kultury i Sztuki. „Lauda” zajmowała się nie tylko sprawami organizacyjnymi, ale także gromadzeniem funduszy na realizację filmu. Zakładano, że konto zasilą m.in. „pieniądze społeczne”, na zasadzie udziałów, ponieważ planowano płacić dywidendy od spodziewanych zysków. Projekt ten jednak upadł, zmieniły się władze, dotacja ministerialna została cofnięta, a zakupione przez studio materiały trafiły do magazynów Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi.

W 1992 roku powstała Fundacja Wspierania Polskiej Sztuki Filmowej i to w niej upatrywano realnej pomocy przy zbieraniu funduszy pomocnych przy tworzeniu filmu. Zarejestrowano również spółkę Zodiak Jerzy Hoffman Film Production Sp. z o.o.

Sponsorzy okazali się kluczowi

Produkcja „Ogniem i mieczem” okazała się jednak tak droga, że postanowiono namówić sponsorów do jej współfinansowania. Niewątpliwie momentem przełomowym dla Hoffmana był rok 1996, kiedy zrezygnował ze stanowiska dyrektora państwowego Studia Filmowego „Zodiak”. Udało się też pozyskać licznych sponsorów. Projekt wsparły finansowo: Telewizja Polska S.A., Agencja Produkcji Filmowej przy Komitecie Kinematografii, Okocimskie Zakłady Piwowarskie S.A. Swoje wsparcie, czy to w formie pieniężnej, czy w formie usług udzieliły m.in. takie firmy jak: Ford Euro Car, PZU S.A., PLL LOT, Oriflame, Kawa Mag, czy Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa. Dodatkowo, po raz pierwszy w dziejach kina zaciągnięto kredyt bankowy w Kredyt Banku S.A. na realizację filmu. A sam reżyser zastawił mieszkanie, samochód i dom na Mazurach.

Zdjęcia trwały od 6 października 1997 roku do 28 czerwca 1998 roku. Poszczególne sceny nagrywano w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu, na zamku w Lublinie, Warszawie, Krakowie, Ojcowie, w Spichlerzu SGGW w Wilanowie, Szuminie koło Łącka, na poligonie w Zielonce, Młocinach koło Warszawy, Biskupinie, Biedrusku koło Poznania oraz w Pieskowej Skale, w pobliżu Klimkówki nad rzeką Ropą, a także w Skansenie w Zubrzycy Górnej.

Zamek w Zbarażu, stan współczesny. Filmowcy nie zdecydowali się na kręcenie zdjęć na Ukrainie. (fot. plf16)

Problematyczne okazało się znalezienie w Polsce zamku, który mógłby imitować twierdzę w Zbarażu. Ograniczenia finansowe i inne względy formalne zaważyły na tym, że nie zdecydowano się na kręcenie zdjęć na Ukrainie. Postanowiono zatem na stworzenie cyfrowej wersji twierdzy. Ekipa filmowa przeniosła się na poligon w podpoznańskim Biedrusku i tam nakręcono oblężenie Zbaraża, a następnie firma Artlogic dodała komputerowe wizualizacje przedstawiające mury twierdzy oraz miasteczko, a także wielotysięczne armie.

Film nakręcono w kolorze, w systemie Super 35 na kamerach Arriflex na negatywach Kodaka. Montowano go w dwóch montażowniach. Pierwsza z nich mieściła się na Mazurach, a druga - w Centrum Symulacji i Wizualizacji Komputerowej Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Hac |

Film został zarżnięty przez udźwiękowienie. I tyle :)



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Hac

Istotnie, gdyby aktorzy wysławiali się polszczyzną i ruszczyzną połowy XVII w., film zyskałby :)



Odpowiedz

Artykuł pomija bardzo ważny wywiad prasowy z Hoffmanem, który tłumaczył dlaczego kozaków w filmie ubrał w stroje z XVIII wieku, zaś husarzom umieścił na plecach skrzydła. Nie pamiętam dokładnie tego wywodu, lecz zaczął się on od żachnięcia reżysera, gdy go zapytano o konsultantów historycznych. Wyjaśnił, że doskonale sobie zdaje sprawę, iż ówcześni kozacy mówili i ubierali się po polsku, a husarze w bitwach nie obciążali się skrzydłami, lecz w filmie chodziło głównie o przedstawienie mitu tkwiącego w świadomości Polaków.



Odpowiedz

Gość: Anatoli |

Fenomen sukcesu tego filmu związany jest z tym, że publiczność rekrutowana była spośród uczniów szkół, którzy wędrowali na niego pod przymusem.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Anatoli

Nie dotyczy to jednak premiery telewizyjnej, której oglądanie było dobrowolne.



Odpowiedz

Gość: Kk |

Świetny artykuł. Sam pamiętam jak oglądałem ten film w czterech odcinkach w TV jako dzieciak :)



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Kk

Artykuł może świetny, ale sam film koszmarny.



Odpowiedz

Gość: |


Najważniejszy zarzut jest taki, że widz na ekranie dostrzega znanych sobie skądinąd aktorskich celebrytów, a nie bohaterów przedstawianych wydarzeń.



Odpowiedz

Gość: Ppp |

Też tak uważam. Pamiętam, że niedługo po obejrzeniu "OiM" w kinie, w TV puścili "Pana Wołodyjowskiego". Zapłakałem nad upadkiem polskiego kina, które BYŁO kiedyś wielkie. Potem się przyzwyczaiłem i jako-tako zaakceptowałem. Uważam jednak, że Hoffman przeszedł do historii polskiego kina głównie "Potopem", dalej "Panem Wołodyjowskim", a "OiM" odstaje o lata świetlne.
Pozdrawiam.



Odpowiedz
Magdalena Mikrut-Majeranek

Doktor nauk humanistycznych, kulturoznawca, historyk i dziennikarz. Autorka monografii "Historia Rozbarku i parafii św. Jacka w Bytomiu" oraz współautorka książek "Miasto jako wielowymiarowy przedmiot badań" oraz "Polityka senioralna w jednostkach samorządu terytorialnego", a także licznych artykułów naukowych. Miłośniczka teatru tańca współczesnego i dobrej literatury.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org