Autor: Jakub Ostromęcki
Tagi: Artykuły, Historia kultury i sztuki, Film i telewizja, Starożytny Rzym
Opublikowany: 2021-06-05 17:56
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Jakie przekłamania zawiera „Gladiator” Ridleya Scotta?

Profesor Kathlen Coleman, konsultantka historyczna filmu „Gladiator” załamała ręce, gdy zapytano ją o to, czy pancerz gladiatorek powinien mieć… zaostrzone sutki. Ile przekłamań i dowodów na ignorancję twórców zawiera słynny film Ridleya Scotta?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Ten tekst jest fragmentem książki Jakuba Ostromęckiego „Skręcona historia”.

Profesor Kathlen Coleman, konsultantka historyczna filmu Gladiator, jak co rano siadła do odczytywania e-maili. Ktoś z biura produkcji filmu pytał: Kathy, jest sprawa. Potrzebujemy kilku dowodów na to, że kobiety gladiatorki miały do sutków przyczepione ostrza. Wyrobisz się przed lunchem? Profesor załamała ręce. Naiwnie myślała, że jej praca polega na weryfikacji anachronizmów, niedorzeczności, stereotypów i współczesnych mitów. Ridley Scott liczył się jednak z jej zdaniem coraz mniej, potrzebując konsultanta do żyrowania idiotyzmów takich jak ten z powyższego e-maila, opublikowanego potem przez Coleman w sieci: Uwzględniono co prawda kilka moich komentarzy do scenariusza, ale podlegał on nieustannym zmianom. Nie byłam przygotowana na to, że największa liczba nieprawidłowości i anachronizmów powstanie na etapie kręcenia zdjęć. Coleman mając dość ignorowania swoich uwag, poprosiła o wykreślenie jej z listy współpracowników. To było z początku interesujące, ale ostatecznie rozczarowujące doświadczenie – podsumowała.

Ridley Scott (fot. NASA/Bill Ingalls)
Ridley Scott (fot. NASA/Bill Ingalls)

Im dalej w film, tym więcej fikcji – tak można by streścić Gladiatora. Pierwsze sekwencje ukazują finał zwycięskich dla Rzymu wojen markomańskich, rozgrywający się, o czym lektor nie informuje, na terenie dzisiejszej Słowacji. Marek Aureliusz stoi już u kresu żywota. Władzę przejmuje jego syn Kommodus. I tu zaczyna się element fikcyjny. Stary cesarz, wyczuwając, iż syn, delikatnie mówiąc, nie dorasta do roli Augusta, mianuje swoim następcą wodza Maksimusa. W filmie dla uproszczenia tytułowanego „generałem”, choć zasadne byłoby słowo legat. Ohydny i mściwy Kommodus morduje swojego ojca, rodzinę Maksimusa i próbuje również zgładzić samego wodza. Ten zaś jako gladiator oprócz osobistej zemsty stara się spełnić wolę swojego zamordowanego zwierzchnika. Maksimus nie istniał. Jego pierwowzorem mogło być kilku legatów – ukochanych zarówno przez wojsko, jak i Marka Aureliusza autentycznych bohaterów wojen markomańskich.

Ślad owych zmagań znajduje się raptem półtorej godziny jazdy od naszej południowej granicy, w Trenczynie na Słowacji. Na potężnej skale wyrastającej w środ ku miasta widnieje inskrypcja wyryta przez zwycięskich legionistów ponad 1800 lat temu.

Wojna

Obraz Rzymian i barbarzyńców pociągnięto kreską grubą jak klinga gladiusa. Z lasu wyłania się german ska horda: brodata, długowłosa, w futrach. Dzicz nie przestrzega zwyczajów wojny – w stronę rzymskiego obozu pędzi koń trzymający na grzbiecie korpus rzymskiego posła. Germański wódz dzierży jego głowę w wyciągniętej ręce niczym bohater rysunków Franka Frazetty. Po drugiej stronie legioniści szykują się do boju w wypolerowanych pancerzach. Wśród centurii uwijają się oficerowie doglądający szyków, niekiedy poklepujący podkomendnych po plecach, dodający im otuchy.

Gondor przeciw Orkom. Rzym jest światłem – mówi Maksimus do Marka Aureliusza, utwierdzając cesarza w sensowności toczonej wojny i wyższości imperium nad barbarzyńcami. Nie ujmując Germanom nic z dzikości i okrucieństwa w czasie ich najazdu na Panonię, warto sięgnąć do Kasjusza Diona, który opisuje represje, jakim Rzym poddał pokonanych Markomanów i Kwadów: dziesiątkowanie bez względu na wiek i płeć, niszczenie zbiorów, wyrzynanie bydła, zakaz organizowania żniw i wypasu prowadzący do masowego głodu. Do tego ostentacyjne marnowanie nadwyżek jedzenia na oczach podbitych i równie upokarzające chwalenie się łaźniami i wygodami. Jeśli istniałby ktoś taki jak filmowy Maksimus, musiałby nadzorować owe praktyki.

Kontrasty w czasie wojen markomańskich nie były aż tak skrajne jak w filmie. Imperium korumpowało i kokietowało elity plemienne, udzielając zezwoleń na odwiedzanie targowisk. W okresach mniej pomyślnych dla Rzymu w rękach Germanów mogło znajdować się nawet 20 000 jeńców. Niejeden Kwad czy Markoman posiadał więc elementy rzymskiego oporządzenia, wielu potrafiło trzymać prosty szyk, wykonywać manewry. Co więcej, w połowie II wieku leśni barbarzyńcy nauczyli się obsługi rzymskich machin oblężniczych. Scena, w której bezładna germańska wataha wyłania się z puszczy, przypomina bardziej początki kontaktów Rzymu z Germanami z okresu republiki.

Również najprawdopodobniej zamierzonym błędem jest moment zderzenia legionu i Germanów, gdzie do chodzi do serii indywidualnych pojedynków. Jest to anachronizm polegający na robieniu średniowiecza z antyku, powielany chyba przez każdego reżysera scen batalistycznych. Starcia Rzymian i Germanów wyglądały zgoła inaczej. Rzymianie nacierali szykiem po dzielonym na rzuty, kohorty, centurie, gdzie siłą były wzajemne wspieranie się żołnierzy i mordercze pchnięcia wyprowadzane zza muru tarcz. A wszystko to pod czujnym okiem centurionów, trybunów i prefektów. Germanie próbowali rozerwać ową rzymską szachownicę za pomocą brutalnej siły i powtarzających się natarć klinów czy też falangi. O tym, że sceny walk w szyku mogą być równie wartkie i dynamiczne co pojedynków, przekonał nas przecież reżyser serialu Rzym.

Kolejną wpadkę Scotta starano się ukryć za pomocą szybkich ujęć i ciemnych barw. Rzymska jazda używa strzemion, które do Europy przynieśli stepowi koczownicy kilkaset lat po przedstawionych w filmie wydarzeniach. Najprawdopodobniej wynajęcie kaskaderów i statystów jeżdżących na antyczną modłę znacząco podwyższyłoby budżet filmu.

Kadr z filmu „Gladiator” (fot. Wikimedia Commons; prawa zastrzeżone)
Kadr z filmu „Gladiator” (fot. Wikimedia Commons; prawa zastrzeżone)

W mieście i na arenach

Maksimus pochwycony przez łowców niewolników trafia do prowincji Mauretania Cesarska, do Zucchabaru. W rolę miasta wcielił się marokański Ajt Bin Haddu, widzimy zatem miasto na wskroś berberyjskie z dobudowanym jedynie na potrzeby filmu amfiteatrem. Zucchabar powstał jednak za cesarza Oktawiana Augusta jako kolonia rzymska. Uwzględniając nawet lokalne uwarunkowania, powinno być w nim przynajmniej kilka budowli publicznych czysto rzymskich – kuria, termy, forum.

Scottowski Rzym jest z kolei bardziej monumentalny, niż był w rzeczywistości. Budowle, które widzimy na ekranie, to nie antyk, ale XIX-wieczne wyobrażenie antyku. Reżyser zamiast z historykami dużo lepiej dogadałby się zatem z twórcami włoskiego Ołtarza Ojczyzny, znanego też jako pomnik Wiktora Emanuela II czy amerykańskiego Kongresu.

Konny pomnik Marka Aureliusza ma w filmie wysokość bloku mieszkalnego, samo forum zaś swoim kształtem i rozmiarami przypomina plac św. Piotra. Każdy, kto był na Forum Trajana czy Augusta, wie, że było tam dużo ciaśniej, niż przedstawił to Scott w filmie. Coleman punktowała: W jakim celu wymyślono inskrypcje, które nie są nawet napisane poprawną łaciną? Wielu krytyków zarzucało Scottowi, że sceny wjazdu Kommodusa do Rzymu podejrzanie przypominają Triumf woli Leni Riefenstahl. Przecież to naziści kopiowali Rzymian – jest więc dokładnie na odwrót, niż mówicie – odparowywał Scott święcie przekonany o akuratności swojego przedstawienia miasta. Zamknij oczy i wyobraź sobie Rzym. Co widzisz? Orły, gladiatorów, białe togi, bez wątpienia. Zbocza, na których lśnią białe jak kość słoniowa świątynie. Proste osie, wielkie tłumy. Las kolumn i posągów – kontynuował w dodatku dołączonym do filmu DVD.

Warto przytoczyć inne jego przepychanki z konsultantami, bo jako żywo przypominają one wyczyny „wiecznego dyrektora” z komedii Stanisława Barei Poszukiwany, poszukiwana. Ów aparatczyk, oglądając makietę osiedla, z miną znawcy zwykł dla kaprysu przestawiać wieżowce prosto do stawu. Na nic oburzenie szefa architektów. To staw przeniesiemy, o tu – stwierdzał wtedy dyrektor.

Podobnie było z Gladiatorem. Przecież w Rzymie nie było ogródków kawiarnianych – załamywali ręce historycy. Scott na to: No to będzie to pierwszy taki ogródek w historii Rzymu. Skąd w ogóle wiecie. Nawet was tam nie było. Skaczemy w głąb naszej wyobraźni – to nasza praca. Historycy często mówią: „Nie jestem pewien, czy oni robili to czy tamto”. Na to ja: „To od teraz już, do cholery, będą robić!".

Przez sporą część filmu podziwiamy imponujące walki gladiatorskie. Podobnie jak w scenach batalistycznych, króluje naturalizm. Pełno tu błota, potu i ran. Zadbano nawet o brud za paznokciami. Scott, chcąc uchwycić najważniejsze elementy owych teatralnych przedstawień, dokonał daleko idącej kompilacji. Mało na przykład prawdopodobne jest, aby gladiatorzy, w których szkolenie lanista zainwestował olbrzymie pieniądze (a takim właśnie profesjonalistą jest Maksimus), byli wystawiani do walk ze zwierzętami – venatio. Podobnie jest z inscenizacjami bitew – brali w nich udział przede wszystkim skazańcy lub więźniowie i w przeciwieństwie do walk profesjonalistów musiały się one skończyć śmiercią jak największej liczby uczestników.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Jakuba Ostromęckiego „Skręcona historia”!


Jakub Ostromęcki
„Skręcona historia”
39,90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Liczba stron: 424
Premiera: 19.05.2021
Format: 145×205 [mm]
EAN: 9788311161016

Ten tekst jest fragmentem książki Jakuba Ostromęckiego „Skręcona historia”.

Uwagę wielu widzów zwróciła scena, która stała się początkiem końca współpracy Coleman ze Scottem. Czarnoskóra gladiatorka pędzi na rydwanie, strzelając z łuku do broniącej się drużyny Maksimusa. Słynne zaostrzone sutki, o które pytano konsultantkę, to oczywiście efekt fantazji projektantów strojów, ale kobiety gladiatorki istniały, choć spotykano je dość rzadko. Wystawiano je do pojedynków ubrane tak samo jak mężczyźni i podobnie, choć mniej rygorystycznie, były one szkolone. Stawały jednak w osobnych, kobiecych starciach.

Mąż stanu

Scott przedstawia Marka Aureliusza jako postać na wskroś pozytywną i nie można go za to winić. Każdemu państwu należałoby życzyć takiego przywódcy. Kłopot polega na przypisywaniu mu poglądów, których wyznawać nie mógł. Według Scotta Marek Aureliusz powierzył swojemu następcy Maksimusowi misję odrodzenia republiki, co miałoby ukrócić szalejącą korupcję. Historykom nic nie wiadomo o takich planach. Ów kult republiki i niechęć do cesarstwa są jednakowoż bardzo charakterystyczne dla amerykańskiego kina w ogóle, nieważne, czy chodzi tu o republikę rzymską, czy republikę z Gwiezdnych wojen. Wyleczyć z owych sentymentów mógłby Amerykanów dowolny podręcznik do historii starożytnego Rzymu, choćby autorstwa Marii Jaczynowskiej. To właśnie powstanie pryncypatu ograniczyło chaos, gigantyczne łapownictwo i zdzierstwa w prowincjach. Mianowani przez cesarzy prokuratorzy przewyższali zaś kompetencjami urzędników republikańskich.

Starożytna mozaika przedstawiająca gladiatorów
Starożytna mozaika przedstawiająca gladiatorów

Nie wiesz, w co się Rzym przemienił – wylewa Marek Aureliusz kubeł zimnej wody na głowę naiwnego Maksimusa. To fakt, patologii w tym mieście było co niemiara. Mało który reżyser głośno powiedziałby o ich przyczynie, czyli napływie mas ludności, która okazy wała się całkowicie bezproduktywna. Aby utrzymać spokój, wymyślono darmowe rozdawnictwo zboża, czyli rozdęty do niemożebnych rozmiarów socjal, z którego utrzymywało się nawet 250 tysięcy ludzi, systematycznie w ten sposób korumpowanych i zniechęcanych do życia na własny rachunek. Była to pułapka, z której nie wyplątał się żaden cesarz – zaprzestanie rozdawnictwa mogło spowodować bunty.

Lanista ma żal do zmarłego Marka Aureliusza o to, iż ów kochający książki cesarz zakazał walk gladiatorów w Koloseum, odbierając w ten sposób chleb przedsiębiorcy. Prawdziwy Marek Aureliusz nie mógłby sobie na to pozwolić – miał na głowie wojny i nie chciał buntów wściekłego tłumu. Zakazał rzeczywiście walk, ale nie w stolicy, tylko w jednym z miast we wschodnich prowincjach i nie w imię dobrych obyczajów, tylko... za karę, za wspieranie uzurpatora. Z drugiej strony w kpinach lanisty jest ziarno prawdy. W czasie walk w Koloseum cesarz filozof ostentacyjnie poświęcał się pisaniu projektów edyktów, aby pokazać ludowi, co sądzi o tych prymitywnych rozrywkach.

Zwyrodnialec

Rzadko w dziejach rodów panujących zdarzały się tak jaskrawe różnice pomiędzy ojcem i synem jak w przypadku Marka Aureliusza i Kommodusa. Po wzorcowym, odważnym i wykształconym mężu stanu nastąpił degenerat. Udowodnienie dziś Kommodusowi ojcobójstwa, a to właśnie stara się zrobić Scott w filmie, wymagałoby sztabu oskarżycieli i historyków biegłych w ekstremalnym naginaniu dowodów i źródeł. Kasjusz Dion w Historii rzymskiej twierdzi, iż winni śmierci Marka Aureliusza są lekarze, którzy chcąc przypodobać się Kommodusowi, robili wszystko, aby nie wyleczyć umierającego cesarza. Kto ich inspirował? Tego nie wie nikt. Marek Aureliusz, wierząc w mądrość doradców i senatorów otaczających syna, na kilka lat przed śmiercią uczynił Kommodusa swoim współrządzącym, co wyklucza filmowy wątek, w którym przekazuje władzę Maksimusowi. Umierający cesarz filozof zrobił też wszystko, aby w oczach wojska Kommodus nie wyszedł na mordercę. Idź ku wschodzącemu słońcu, ja już zachodzę – to ostatnie słowa, jakie miał usłyszeć od niego Kommodus. Scena, w której syn dusi swojego ojca, jest więc wymysłem, co jednak nie umniejsza wcale całego katalogu zboczeń, jakie prezentował następca tronu.

Filmowy Kommodus był prawdziwą kreaturą. Siostrze groził, że zabije jej dziecko, jeśli ta zacznie knuć przeciw niemu. Kłamliwy, tchórzliwy, pyszny, kabotyński. Do tego ignorant – miast rządzić, trenował z gladiatorami i urządzał igrzyska. Dio pisze: Nie był on z gruntu zwyrodniały, ale tak prostolinijny jak żaden inny człowiek. Jednakże jego prostota w połączeniu z tchórzostwem uczyniła go niewolnikiem jego kompanów. Owi kompani to gladiatorzy, z którymi Kommodus nawet pomieszkiwał. To za ich sprawą wyuzdane i okrutne zwyczaje stały się jego drugą naturą.

Prawdziwy cesarz miał paranoję podobną do tych, jakie tkwiły w głowach Iwana Groźnego i Józefa Stalina. Oprócz prawdziwych spiskowców ginęli senatorowie absolutnie czyści. Zarzuty były wyssane z palca: okazywanie niezadowolenia z przyzwyczajeń władcy, popularność w armii czy zwyczajne odradzanie cesarzowi likwidacji tych czy innych urzędników. Jeden z obywateli został zamordowany za to, że ośmielił się ugodzić Oszczepem lwa, którego na cel wziął sobie cesarz.

Scott oszczędził nam szczegółów udzielania się Kommodusa w igrzyskach. W czasie venatio, czyli polowań na arenie z udziałem dzikich zwierząt, ofiarami cesarskiego łuku i oszczepów padały takie „krwiożercze” stworzenia jak żyrafy, słonie czy nosorożce.

Russel Crowe jako Maximus w filmie „Gladiator” (fot. Totorosan1; prawa zastrzeżone)
Russel Crowe jako Maximus w filmie „Gladiator” (fot. Totorosan1; prawa zastrzeżone)

Kommodus, choć tchórzliwy jako władca, był silny i wysportowany. Brał udział w pojedynkach zarówno w swojej prywatnej rezydencji, jak i w Koloseum. Publicznie unikał rozlewu krwi, a jego dobrani przeciwnicy oczywiście poddawali się za każdym razem. Było to działanie podwójnie perfidne – Kommodus jako „wolny gladiator zawodowiec” inkasował z publicznych pieniędzy duże sumy za każdy występ.

Z dala od publiczności zabijał ochoczo lub poprzestawał na obcinaniu przeciwnikowi uszu czy nosa. Nie jesteśmy jednak w stanie ocenić, na ile były to pojedynki, w których wystawiano nieszczęśników przeznaczonych z góry na przegraną. Niektóre jego wyczyny budziły wśród Rzymian odrazę. Potrafił paradować w damskich strojach lub zupełnie nago. Któregoś razu kazał wyłapać wszystkich kalekich mężczyzn w mieście, którzy mieli amputowane stopy. Ubrał ich w worki, tak by przypominały ciało węża, a jako broń dał im... gąbki. Po czym jako „Herkules" zaczął mordować ich za pomocą maczugi, ponieważ byli olbrzymami.

W Gladiatorze odrażający władca został zgładzony w czasie pojedynku z Maksimusem, któremu sprzyjali siostra cesarza Lucilla oraz fikcyjny senator Gracchus. Historyczny Kommodus zginął w innych okolicznościach i zajęło to nie miesiące, lecz lata. W jego zgładzeniu nie mogła brać udziału siostra. W rzeczywistości bowiem za udział w poprzednim, nieudanym spisku została wygnana na Capri, a potem zamordowana. Jej syn Lucjusz Werus zmarł zaś jako młody chłopiec.

Spisek zorganizowali wyzwoleniec Eclectus, prefekt pretorianów Laetus oraz nałożnica cesarza Marcja. Po dali oni Kommodusowi wołu nafaszerowanego trutką. Jednak uwielbienie tyrana do łączenia dużych ilości wina i ciepłych kąpieli spowodowało, iż zwymiotował posiłek. Gdy zaczął rzucać groźby, spiskowcy wdrożyli plan B. Sparingpartner cesarza Narcissus ku uldze mieszkańców imperium udusił Kommodusa w łaźni.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Jakuba Ostromęckiego „Skręcona historia”!


Jakub Ostromęcki
„Skręcona historia”
39,90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Liczba stron: 424
Premiera: 19.05.2021
Format: 145×205 [mm]
EAN: 9788311161016

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Jakub Ostromęcki
Historyk, stały współpracownik miesięcznika „Historia Do Rzeczy”.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy